czwartek, 4 lutego 2010

"Customer Care" czyli obsługa klienta w Syfie.

Mój dobry znajomy, obcokrajowiec mieszkający w syfie od jakiegoś już czasu, zawsze powtarza: wszystko tu jest super ale pojęcia o customer care (obsłudze klienta) to tu jeszcze nie znają. W knajpie, w salonie samochodowym czy w sklepie, wszystko jedno, klienta ma się w dupie od momentu skasowania gotówki potem natręt może się bujać.
Dziś akurat dostałem wstęp „cutomer care w syfie” w obuwniczym. 2 dni temu kupiłem buty, okazało się że wszystko super tyle że jak jest mokro to buty po trzech krokach przemakają.
Pojechałem więc do sklepu oddać towar. Ponieważ od dawna nie kupowałem butów w polsce, zapomniałem że to nie jest tak jak w cywilizacji, gdzie przychodzisz mówisz na czym polega problem i dostajesz zwrot pieniędzy albo nową parę i jeszcze cię sprzedawca przeprosi.
Nie nie! Tu w syfie jak żeś już kliencie kupił to można cię teraz kopać w dupę do woli.
A więc w pierwszej kolejności trzeba sporządzić protokół reklamacyjny, i „wszcząć procedurę”. Buty trafią do tzw. rzeczoznawcy tj. but-speca, który dzięki wiedzy buciarskiej (???) tudzież kupionym papierze (w polsce mieć papier to podstawa) będzie się zastanawiał przez 2 tygodnie czy buty mogą przemakać.
Najśmieszniejsze jest to że ów spec z papierem jest opłacany przez sklep czyli jak by tu powiedzieć „jest mało obiektywnym specjalistą”. Czekam z niecierpliwością na argumentację która otrzymam za 2 tygodnie – z informacją że reklamacja została odrzucona bo coś tam coś tam.
Potem już droga prosta jak zakażenie syfem – czyli zapłacenie innemu specjaliście z federacji konsumentów z drugą ekspertyzę, mediacja ze sklepem, sąd polubowny, potem powszechny. Podsumowując zmarnowany rok. Należy bowiem pamiętać że zgodnie z zasadami syfu klient ma wszelkie prawa czyli żadne. Opcja druga - olanie tego całego gówna i nie zawracanie sobie dupy zakupami czegokolwiek w syfie. Lepiej zostawić pieniądze gdzieś gdzie cię szanują i gdzie chce się wracać...

środa, 3 lutego 2010

Zima zaskakuje drogowców

Zastanawia mnie, dlaczego zima, bądź co bądź będąca normą w tej szerokości geograficznej, od mniej więcej 115 tys lat zostawia ten żałosny kraj na skraju klęski żywiołowej. Wystarczy, że mrozek zaszczypie polaczka w dupę i okazuje się że przestają jeździć pociągi, ludzie są bez prądu inni bez wody, ogrzewania, a jeszcze inni zostają odcięci od świata całkowicie. No i te DROGI! Zasrane dziurami wielkości kraterów. "Drogowców" taki stan rzecy specjalnie nie obchodzi gdyż mało kto ma determinacje by walczyć o rozwalone zawieszenie. Zresztą nawet "naprawa" polega na zalepianiu dziury gównem wystającym 5 centymetrów ponad reszte jezdni-przecież nie opłaca się robić dobrze.

Ciekawym zjawiskiem jest też odsnieżanie, otóż zawsze „zima zaskakuje drogowców”. Ale już jak ruszą to rypią często czarny asfalt no bo w końcu trzeba nakręcić kilometrów żeby zapłacili-co z tego że śniegu już na drodze nie ma. Efektem zimy są syf i dziury na których urywasz Polaku swoje podwozie, tracisz zdrowie lub powodujesz wypadek. Jak zwykle nie ma odpowiedzialnych a batalia przed polskimi sądami będzie ciągnęła się latami... O to przecież chodzi

Wyrok za dzieci w beczkach

Za TVN24
Dzieci w beczkach

Ot i kolejny przykład polskiej patologii. Brak słów...

Cóż przykładna rodzina z najokazalszym domem w całej wsi. Wszystko super! Pewnie w kościele też co niedziele. A jak już jest dom i fura to można powiedzieć paniska!

Ciekawe są jednak wyroki polskich zasyfiałych sądów. Pamiętajmy bowiem że wyrok tu nic nie znaczy. Jest wyrok potem apelacja potem znowu wyrok potem apelacja od apelacji i ponowne rozpatrzenia-machina syf prawnego musi się toczyć wolno i okazale. Zastanawia jednak logika orzeczeń. Otóż paru sprawiedliwych sędziów, siadło na swoich dupach i stwierdziło że w sumie dla pana na włościach 12 latek to będzie za dużo jak za kiszenie pięciorga dzieci! A jakże może jeszcze dobrze rokuje i wyjdzie jako sprawiedliwy porządny Polak. W efekcie dostał Pan „tylko” osiem, wyjdzie zapewne po czterech. Pani no jednak 25…

piątek, 22 stycznia 2010

Smakowanie skurwysyństwa

Artykulik

Za Onet:

Pan Zbigniew z Przemyśla razem z sąsiadem i kuzynem postanowili coś ugrać. - Wiadomo, żyjemy z renty, trochę sobie dorabiamy to tu, to tam, ale ogólnie to bieda – narzeka pan Zbigniew. Postanowili naciągnąć firmy ubezpieczeniowe na kilkanaście tysięcy złotych. Wykupili polisy w kilku firmach jednocześnie, a po kilku miesiącach zgłosili obcięty kciuk. Wpadli, bo każdy wysłał to samo zdjęcie do kilku ubezpieczycieli. Jeden z agentów sprzedawał polisy kilku firm i skojarzył zdjęcie, bo kolega z departamentu analizy szkód pokazał mu dokumentację. – Kuzyn mówił, że wystarczy zdjęcie palca i że nie wzywają, ale nas wezwali przed komisję - narzeka pan Zbigniew. W branży na takie uszkodzenia mówi się „na drwala”, zdarzali się rekordziści, którzy obcinali sobie kilka palców po to, żeby za każdy z nich zgarnąć odszkodowania.



Smakuj Polaku z radością polskie skurwysyństwo. Dwóch smierdzeli, „renta załatwiona kurwa jest ale na wóde brak” więc upierdolim sobie po kciuku a ubezpieczenie odda.Krótko mówiąc wydymamy system. Nie udało się „narzeka Pan Zbigniew”. Miał jak to „się po polsku mówi pecha”. Przejebane to życie….

Państwo prawa cz. 4

Trybunał

Czasem nawet w syfie ktoś w przypływie chwilowego przebłysku palnie jakiś sensowny, prosty pomysł przeciwko chłostaniu skurwysyństwem. Zupełnie jak w normalności. Jeżeli jednak pomysł jest sensowny to na pewno w tym kraju jest nie-konstytucyjny. Tak tak Polaku. Syf ma to do siebie, że próba katapultowania się ponad syf gwarantuje rozbicie mordy przy upadku. Syf sam sobie wsadza patyk w szprychy.

Przykład 1

W przypływie oświecenia ktoś stwierdził „skoro polski skurwysyn nie szanuje nawet własnego życia tym bardziej czyjegoś, jeździ najebany-to trza mu zabrać samochód, zlicytować- i po sprawie”. WOLNEGO GRINGO! Wielki Trybunał Konstytucyjny (czytaj banda starych zasłużonych dla wymiaru nie-sprawiedliwości precli) „zbadała sprawę”. I doszła do wniosku że zabieranie samochodów jest niekonstytucyjne. (w wykładnie nawet nie chce mi się wchodzić). I chuj-skurwysyny dostały swoje wraki powrotem i mogą konstytucyjnie już zabijać ludzi i pierdolić prawo.

Przykład 2

Ktoś w przypływie oświecenia (chwilowego) doszedł do wniosku.” Skoro alimenciarzu nie po katolicku było użyć gumy zawczasu, narobiłeś bachorów za które nie chcesz teraz płacić a śmierdzącą dupę wozisz samochodem-bo mimo tego że masz samochód i forsę to firma jest na babcie, wujka czy chuj wie kogo jeszcze- i wszyscy to wiedzą ale „wymiar” nie może tego udowodnić , to i śmierdzącej dupy woził nie będziesz! Zatrzymamy ci prawo jazdy”. WOLNEGO GRINGO! Takie cuda to tylko na dzikim zachodzie! W zasranym syfie, trybunał konstytucyjny „zbadał sprawę” i zawyrokował że zabieranie PJ za niepłacenie alimentów jest niekonstytucyjne! Możesz więc polski alimenciarzu dalej wozić niemytą dupę swoim BMW, pukać kochankę na boku a twoje bachory niech żyją w nędzy. Wszystko jak najbardziej konstytucyjnie!

Państwo prawa cz. 3

Sprawa Olewnika

Nie ma chyba osoby która mieszka pod tą szerokością geograficzną która nie słyszała o tej sprawie. Sprawa na pozór oczywista, można by powiedzieć polsko typowa: porwali chłopaka dla okupu, więzili, torturowali, okup dostali ale i tak zamordowali. Minęło 10 już prawie lat. 10 lat kompromitacji, osrania przez wymiar sprawiedliwości i tzw. ”organy ścigania”, kluczenia błagania, słania listów do ministerstw, pierdolenia kocopałów przez komisje śledcze i wiecie co? I chcą teraz odkopać ciało żeby sprawdzić czy Olewnik to na pewno Olewnik! Noż kurwa mać! 10 lat męczarni a może się okazać że po nic bo może to nie ten facet. To już nawet nie jest nawet Kafka to jest polski syf-Srafka.

Państwo prawa cz 2

Wiesz polaku co to za znak?





To znak który zezwala na zatrzymywanie/parkowanie po wcześniejszym włączeniu świateł awaryjnych (awaria jest tu zbędna a wręcz niewskazana) lub posiadaniu dobrego wyjaśnienia w stylu „tak ale ja tylko ……”. Przykłady można mnożyć w setkach. Ale taki najfajniej ilustrujący SZAMBO tego zidiocianego kraju można zaobserwować gdzie???……pod polskim sejmem!
Jest uliczka, zakazy na całej długości. Nie przeszkadza to Zenkom autobusiarzom parkować autokarów na kilka godzin na całej długości (jest też znak informujący że parking dla autokarów jest kilometr dalej). Do autobusiarzy dołączają taksiarze a potem reszta. Przechodzące tam przez jezdnie dzieciaki wchodzą wprost pod nadjeżdżające samochody, robi się korek. I co? I gówno! Najlepsze jest to że przejeżdża tędy 100 razy policja 500 razy straż miejska – Ci ostatni wolą ruchać frajerów ulice dalej-miło łatwo i przyjemnie, i co najważniejsze bez powodu (samochody nikomu nie przeszkadzają ale znak jest tam właśnie po to żeby dymać….. miło łatwo i przyjemnie.)
Kiedyś próbując przejechać między dwoma debilami w autobusach zapytałem „stróżów prawa” parkujących obok o co chodzi?


-Aaaa bo to autokary co przywożą dzieci na wycieczki
-No dobra ale tu nigdzie nie jest napisane że nie dotyczy autokarów z dziećmi na wycieczkach-a co z nie-autokarami.
-Aaaa no ale wtedy to by trzeba wszystkich karać.
-Noż kurwa!!!! (to już pomyślałem)



Widzisz mały paradoks Polaku, „pod nosem” ciała ustawodawczego twojego zasyfiałego kraju łamie się prawo na oczach „stróżów prawa” i wszyscy mają to w dupie: „bo….


Ale mechanizm działa też w odwrotnym kierunku...

Przykład: droga z Warszawy na Konstancin tzw. Gierkowska - towarzysz gierek wybudował sobie taki odcinek „Katowickiej” żeby szybciej dojeżdżać do domu. 2 pasy ruchu w każdym kierunku przedzielone pasem zieleni. Żadnych zabudowań. Na Katowickiej można jechać 110 tu ograniczenie 60. Dlaczego? ch… wie! Jeden debil znak postawił drugi kasuje forsę. Jakieś przesłanki logiczne?- ŻADNE! I tu drogi Polaku najlepsze. Pewien szacowny znajomy stwierdził-pierdole nie płacę idę do sądu (ponieważ jest szacowny ujął to inaczej). Na rozprawie sędzina przyznała mu rację! Mało tego sama przyznała że łamie tam przepisy jeżdżąc za szybko i że ograniczenie do 60ciu jest tam debilizmem, ale PRZEPIS JEST PRZEPIS!!! Więc kara musi być!
Widzisz Polaku jak działa twój kraj. Banda debili decyduje o porządku prawnym, co w efekcie daje debilne niezrozumiałe prawo, co daje brak poszanowania wobec prawa, co daje polski SYF!!!

środa, 20 stycznia 2010

Smaganie skurwysyństwem

Kochani, cały czas na tapecie mamy kolejny odcinek „Państwa Prawa” lecz smagani codziennym skurwysyństwem znów musimy zdać kilka relacji na gorąco.

-Dziś media podały że istnieją spore szanse na przejęcie LOT-u przez alians SkyTeam. Informacja o tyle fatalna że korzystam od lat ze Skyteam i ani razu nie miałem przyjemności oglądać zapitych skurwysyńskich polskich mord. Żadnych pyskówek, rzucania „kurwami”, skurwysyńskiego chlania i darcia mordy, szarpania i palenia w sraczu samolotu. Niestety dni radości są policzone…

-Druga ciekawa sprawa

Szczekanie Kundla


Pan, Sławomir (już samo imię wskazuje, że ma wąsy i lubi się regularnie napierdolić), cieszy polskiego ryja, bo głupi sąsiad wkurwiał się ciągłym szczekaniem jego pieska. Sprawa trafiła - a jakże na wokandę i jak na bagnisty syf przystało ciągnęła się 3 miesiące (pewnie też była wielowątkowa i bardzo skomplikowana). Skończyło się uniewinnieniem polskiej śmierdzącej dupy pana Sławomira. Jak piszę nam TVN24:

Za TVN24
Właściciel przez trzy miesiące czekał na decyzję sadu. W tym czasie radni jednogłośnie podjęli decyzję o zmianie kontrowersyjnej uchwały. - Natura zwierząt jest taka, że psy szczekają, a wróble ćwierkają i trudno mieć do zwierząt o to pretensje - tłumaczy Tomasz Kacprzak, Przewodniczący Rady Miejskiej Łodzi.

I proszę! Super myślenie polskiego kołtuna-debila. Zwierzęta również srają i też trudno mieć o to do nich pretensję a czasem nawet gryzą.
Zdziwiłbyś się wielce Polaku, ale w krajach cywilizowanych właściciele odpowiedzialni są za swoje zwierzęta w tym również za zakłócenia porządku, które te powodują. Baaa w większości kamienic ze względów porządkowych jest zakaz trzymania psów powyżej pewnej wielkości. Co więcej przepisy lokalne dot. Zakłócania spokoju są bardzo restrykcyjne, ale to gdzie indziej. Inaczej jest syfie! W syfie kundel może ujadać przez 24 godz na dobę, jego skurwysyński właściciel nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Co z tego że inni się męczą, pracują, potrzebują spokoju-chuj im w dupe.
Co ciekawsze niedawno jakiś sąd wydał zakaz grania na skrzypcach dzieciakowi uczącemu się w szkole muzycznej (grał podobno ok. 1,5 godz dziennie) . No i masz, co chciałeś Polaku-twój raj! Nie sposób uciszyć tępego polskiego kołtuna ale jakże łatwo dopierdolić i zniszczyć kogoś kto ma jakąś pasję wrażliwość i coś chce w swoim życiu tworzyć… Smakuj z radością!

poniedziałek, 18 stycznia 2010

Policja: Obywatelu nie spożywaj trunków niewiadomego pochodzenia!

Przerywamy cykl państwo prawa by donieść o tragedii która wydarzyła się we wsi Barachowice. Trzy osoby zmarły, 2 walczą o życie. Tragedia!

Za Tvn24:

Trzy osoby zmarły, dwie walczą o życie w szpitalu. Mieszkańcy wsi Brachowice k. Zgierza (Łódzkie) wypili alkohol służący do celów przemysłowych - glikol. Jak twierdzi jeden z poszkodowanych, była to rozpałka do pieca. Policja wyjaśnia okoliczności zatrucia i apeluje, aby nie spożywać trunków niewiadomego pochodzenia.
W niedzielę wieczorem policjanci zostali powiadomieni o zgonie 62-letniego mieszkańca wsi pod Zgierzem. Jego 53-letnia żona oraz mężczyzna z którymi pili, zostali przewiezieni przez pogotowie w ciężkim stanie na oddział toksykologii. Jak twierdzi jeden z uratowanych, pili rozpałkę do pieca - napisał internauta na Kontakt TVN24.

Płyn do ogrzewania


Z ustaleń policji wynika, że małżeństwo w ciągu dnia piło alkohol przyniesiony przez ich 38-letniego znajomego. Mężczyzna ten zajmował się pracami wykończeniowymi budowanego właśnie domu. Okazało się, że cała trójka wypiła razem około 3 litrów glikolu, który był przeznaczony do ogrzewania budynku, w którym nocował 38-latek.

- Policjanci dotarli do 38-latka w samą porę, jego stan pogarszał się z minuty na minutę. Mężczyzna trafił do szpitala - relacjonowała rzeczniczka zgierskiej policji Magdalena Złotnicka.

Więcej ofiar z jednej wsi


Okazało się jednak, że to nie wszystkie ofiary zatrucia alkoholem. Tej samej nocy pogotowie ratunkowe zostało wezwane do dwóch mieszkańców tej samej wsi. Mężczyźni w wieku 41 i 42 lat także pili glikol w sobotę wieczorem razem z 38-latkiem. Niestety, gdy lekarz przybył na miejsce, obaj już nie żyli.

Zgierscy policjanci ustalają czy jeszcze inne osoby piły podejrzany alkohol i mogły zatruć się glikolem. - Policjanci apelują o to, aby nie spożywać alkoholu niewiadomego pochodzenia, a z całą pewnością, aby nie pić alkoholu przeznaczonego do innych celów niż spożywcze - powiedziała podinsp. Joanna Kącka z łódzkiej policji.


Polaku! Słuchaj mądrego apelu policji! Nie chlaj wszystkiego co może mieć procenty a jeżli już to nie od razu 3 litry! Nawet twoja wytrenowana litrami gorzały pitej bez powodu wątroba, może tego nie przerobić!

sobota, 16 stycznia 2010

Państwo prawa cz.1

Jeżeli drogi Polaku siedzisz sobie w zaciszu swojego, domu, samochodu, ogródka i myślisz że właśnie to jest twoja oaza dająca ochronę przed smagającym skurwysyństwem, pomyśl ponownie!
Może się bowiem zdarzyć że ktoś będzie chciał Ci tą oazę zapierdolić a ciebie utłuc. Może się też zdarzyć że przez wpojoną Ci przyzwoitość będziesz może musiał kiedyś stanąć w obronie, kobiety, dziecka, czy zwyczajnie innej osoby która stałą się ofiarą agresji.
W jakiekolwiek sytuacji byś się nie znalazł pamiętaj że w polsce za tak haniebne postępowanie, bekniesz sromotnie.
Znajdzie się paragrafik na twoje poczucie sprawiedliwości i przyzwoitość zresztą też.
Za uszkodzenie skurwiela w obronie własnej lub czyjejś zapłacisz jak za człowieka. Przykładów są tysiące i raz na jakiś czas rozpisują się o nich pismaki ale potem i tak wszsytko cichnie i jesteś polaku w głębokim gównie sam. Lepiej więc zamknąć mordę i dać się zabić lub udawać że nie widzisz…
Czasem, jeżeli jesteś za głupi żeby oddać życie lub mienie a górę weźmie instynkt samozachowczy, skończysz jak chłopy spod Włodowa. Którzy w obronie życia, pozostawieni sami sobie, załatwili recydywistę latającego z siekierą po wsi. Pamiętajmy że zostali sromotnie za to ukarani wyrokami odsiadki a sąd nazwał ich haniebny czyn samosądem (wow cóż za odkrycie). Dopierdolił im również prof. Hołda. z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (tak to ta lewacka organizacja dbająca o to żeby więźniom nie było za ciasno i żeby zwykły obywatel za bardzo nie brał poczucia sprawiedliwości na serio):
Cytat za dziennikiem:
Innego zdania jest prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. "Uważam, że sąd nadzwyczajnie złagodził karę i w tym wypadku nie powinno być mowy o zawieszeniu jej odbywania. Powiem więcej, gdybym był prokuratorem składałbym apelację z żądaniem podwyższenia kary" - mówi DZIENNIKOWI Hołda.

Sprawa rzecz jasna ciągnęła się latami (norma). Sądowi zależało na tym żeby zbadać sprawę dokładnie. Jak mówiła sędzina
"Sprawa ta jest nad wyraz skomplikowaną, złożoną, o skomplikowanym, wielowątkowym stanie faktycznym (...). Sprawa ta wymagała od nas ogromnego wysiłku intelektualnego, skrupulatności. (...) Sąd cały czas pamiętał, by przy wnioskowaniu kierować się przede wszystkim artykułami 5 i 7 kodeksu postępowania karnego…

I znów polska zasrana zagadka: banalna sprawa a jednak dla polskiego wymiaru sprawiedliwości „skomplikowana i wielowątkowa”. Jakie tu są k… wielo-wątki? Wielowątkowa to jest sprawa Madoffa a nie debila latającego z siekierą po wsi!

Koniec końców po straceniu kilku lat na przepychankę prawną i odsiedzenia swojego w aresztach chłopy zostały ułaskawione przez Prezydenta.
Tak to jest że tam gdzie syf machiny prawnej sobie nie radzi a podniesie się raban wokół sprawy to zapaść prawną trzeba „przypudrować” zawiązując komisję śledczą.
Komisja po paru tygodniach nawet nie wie czego szuka, jest nawzajem skłócona a po paru miesiącach jest już totalny chaos. Problem w tym że walka odbywa się nie o sprawiedliwość a ze sprawiedliwością – po polsku.

czwartek, 14 stycznia 2010

Śmierdziel w przestworzach

Dziś pojawiła się piękna perełka o chamstwie i skurwysyństwie rodaków w przestworzach. A już myślałem że to znowu to moje malkontenctwo. Jak widać niestety, ot normalka którą na własnej skórze odczułem. Odczułem zmieniłem przewoźnika polskiego na innego i nigdy nie latam tam gdzie polskie chamstwo.
Historia opisana przez stewarda.
Historia o tyle ciekawa że samolot to w końcu hermetyczna bańka, mikroświat, odbicie polskiego skołtunienia prostactwa i skurwysyńśtwa

Za Onet pl

Pierwsza uwaga autora:

„Zdaję sobie sprawę, że krąży o nas wiele stereotypów. (mowa o personelu pokładwoym) Potocznie uważa się, że stewardessy są głupiutkie i łatwe, a stewardzi to również nie grzeszący inteligencją geje.”


Nie znam stereotypów poza tym że polacy kradną i chleją i są chamami (ale to chyba nie stereotyp) ale brzmi to bardzo po polsku. W końcu dla polaka każdy obcy to dziwka albo pedał. Nieważne że sądy tego typu wypowiadane są przez polskich śmierdzieli którzy warci są mniej niż ich odpicowane 10 letnie sprowadzone ze szrotu BMW. Ważne żeby kogoś obsrać i wylać gówno-wtedy od razu lżej na polskim sercu.


„Nikt za to nie przepadał za kierunkami wyspiarskimi. Wielka Brytania jednoznacznie kojarzyła się z rodakami latającymi do pracy. Co tu dużo ukrywać, nie były to dobre skojarzenia. Na rejsach "na zmywaki" przeważali kiepsko ubrani Polacy, czasem wulgarni, nadużywający alkoholu, czasem - po prostu wystraszeni.”

No i znów występy naszej reprezentacji narodowej na wyspach... sam miodzik…

No i nasze ulubione! Bo sprawdzone na własnej skórze.

Jeszcze cięższymi i trudniejszymi lotami były wakacyjne czartery. (…)
Oczywiście Polacy lubią wnieść na pokład siatki z litrami alkoholu zakupionego w sklepach wolnocłowych. Start samolotu dla niektórych jest sygnałem do otwarcia butelki, choć są i tacy, którzy zaczynają popijanie jeszcze wcześniej, oczekując na samolot w terminalu.


Picie na pokładzie jest niezwykle uciążliwe i dla personelu, i dla współpasażerów. Jak się jednak wydaje, jest stałym rytuałem wakacyjnym części Polaków. Należy się przecież wyluzować... Niestety niektórym upojenie alkoholowe odbiera zdrowy rozsądek i rozwiązuje języki. Aż trudno uwierzyć, jakimi chamami potrafią się okazać pasażerowie.

Po co facetowi lecącemu z ładną żoną i uroczymi dziećmi na wczasy do Egiptu awantury na pokładzie? A jednak... Pamiętam taki przypadek jak dziś.

On, na oko 30-40 lat. Z wyglądu dorobkiewicz z "klasy średniej". Ubrany w sieciowym sklepie, niestety bez większego gustu. Ona z kolei dużo bardziej sympatyczna, aczkolwiek nadmiar biżuterii zdradza też nie do końca wyrobiony guścik. Oboje, mimo obecności dzieci, zaczynają pić alkohol. On zdecydowanie więcej. Jest palaczem, więc po kilku głębszych nie może wytrzymać bez dymka.

Po dwóch godzinach zostaje przyłapany na próbie zapalenia papierosa w toalecie. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby wrócił na swój fotel i zasnął, w końcu lot do Egiptu trwa około czterech godzin. Niestety podchmielony pasażer zaczyna wyzywać koleżankę, która próbuje zapobiec pogorszeniu sytuacji. Nie udaje się. Delikwent zaczyna się z nią szarpać. Wraz z kolegą i przypadkowym pasażerem odrywamy go od biednej stewardessy i doprowadzamy siłą na miejsce.


No i obrazek, polskiego skurwiela na wakacjach, od początku trzeba się „wyluzować” czytaj najebać. A potem skurwysyństwo wychodzi samo zza skóry, darcie ryja, przekleństwa, szarpanie i wyzywanie kobiet ot wszystko co siedzi pod skórą skurwiela i maluje się na wykrzywionym złowrogim pysku. Jak by było jeszcze komu po mordzie dać to już "urlop" można by zacząć w samolocie na dobre!



Istnieją też inne sposoby. Świetną miarą obycia i ucywilizowania pasażerów jest to, jak szybko odpinają pasy po wylądowaniu samolotu, gdy jeszcze kołuje po pasie startowym.

Prawie nikt z pasażerów z Zachodu nie odpina pasów i nie wstaje w momencie, kiedy samolot kołuje jeszcze po pasie, a sygnalizacja "zapiąć pasy" jest włączona.


A polak i owszem!


Najgorsze jest, że wielu pasażerów w Polsce po prostu nie szanuje podstawowych zasad bezpieczeństwa. Z góry przepraszam za niepoprawność, ale im pasażer na oko "głupszy", tym bardziej prawdopodobne, że nie zastosuje się do reguł. Często nie dlatego, że nie rozumie, ale dlatego, że głupią radochę sprawi mu zachowanie "na opak".


I należy zadać pytanie-czy latają też normalni polacy? Tak latają ale toną często w oazie chamstwa i prymitywu...

poniedziałek, 11 stycznia 2010

O forach internetowych, jeszcze raz.

Ot taka sobie obserwacja z ostatnich kilku dni (choć tematów o syfie co niemiara): Gdzie indziej na forach internetowych ludzie naprawdę ze sobą rozmawiają! Naprawdę! Nie ważne czy rozmowa jest o polityce, filozofii, seksie czy samochodach. Ludzie rozmawiają!
Wylewanie na siebie nawzajem gówna, bulgoczących kompleksów, i rzucanie się nawzajem do gardła, za każde słowo to jednak domena polska… Niestety…

czwartek, 7 stycznia 2010

Machina prawna...

Zawsze zastanawiało mnie jak to jest że sprawy będące tak porażająco oczywiste że nawet 2 latek potrafi je zrozumieć, w polskiej sądowej zasranej rzeczywistości nabierają nieprawdobodobnie wielkiej zawiłości. Do tej pory zagadnienie to pozostaje bez sensownej odpowiedzi poza, rzecz jasna, jedyną sensowną odpowiedzią tj. niewidoczną ręką syfu lub jak to mówią niektórzy badacze „polskim rykiem”. "Proces Kafki" to przy tym Pikuś!

Otóż mamy kolejny przykład z serii kloaczanych nowel. Naprawde Warto poczytać.
Za TVN 24

W maju 2009 r. Łukasz N. celowo wjechał swoim "maluchem" w 16-letnią rowerzystkę. - Uderzył we mnie, ja się zaczepiłam o coś w aucie, a on mnie wlókł - zeznawała w czwartek dziewczyna. Przed olsztyńskim sądem właśnie rozpoczął się proces. N. jest oskarżony o usiłowanie zabójstwa.
Wiosną ubiegłego roku na rowerową wycieczkę udały się dwie szesnastolatki. Jechały na drodze w kierunku miejscowości Łańsk pod Olsztynem.

- W pewnym momencie obie koleżanki wyprzedził fiat 126 p, którym kierował Łukasz N. Po kwadransie mężczyzna zawrócił, zjechał na lewy pas ruchu, a następnie przyspieszył i celowo skierował się na jadące prawidłowo rowerzystki - mówił jesienią, po złożeniu aktu oskarżenia, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Mieczysław Orzechowski.
"Zrobił to celowo"

O celowym zachowaniu oskarżonego mówiła już podczas procesu poszkodowana 16-latka powiedziała. Zeznając przed sądem powiedziała, że odniosła wrażenie, że kierowca "malucha" celował właśnie w nią. Dodała przy tym, że pamięta jak głową wybiła szybę auta. - Wtedy jedną ręką chwyciłam się za tablicę rozdzielczą samochodu, a drugą ręką za miejsce, gdzie była szyba, ale ten kierowca mnie zepchnął z maski. Ja się paskiem od spodni zaczepiłam o coś w samochodzie, a on mnie wlókł - opowiadała w czwartek nastolatka.

Zaprzecza, że chciał zabić

Oskarżony, 26-letni dziś Łukasz N. - wcześniej trzykrotnie karany m.in. za jazdę po pijanemu - przyznał przed sądem, że prowadził samochód mimo sądowego zakazu, i że uderzył w rowerzystkę. Zaprzeczył jednak, że chciał zabić dziewczynę.

Z zeznań, jakie złożył w śledztwie, a które w czwartek odczytał sąd, wynika, że N. prowadząc kupionego kilka dni wcześniej "malucha" na chwilę stracił z oczu jezdnię, bo schylił się po papierosa.

Wtedy miał niespodziewanie uderzyć w rowerzystkę, która - według niego - jechała środkiem drogi. Mężczyzna przyznał, że nie hamował po wypadku, bo się wystraszył.

Uciekł, bo "widział, że dziewczyna żyje"


Potwierdził też, że nie wezwał do dziewczyny pomocy medycznej, choć miał ze sobą telefon komórkowy. Widział, "że żyje, bo się ruszała". Po wypadku Łukasz N. uciekł, ukradł przy tym jej rower i przed dwa dni ukrywał się przed policją.

W czwartek powiedział przed sądem, że takie zachowanie wynikało ze strachu, zapewniał, że tego dnia nie pił alkoholu i nie brał narkotyków. Inaczej mówią przesłuchani w śledztwie świadkowie.

Biegli podważają linię obrony

Zdaniem jednego z wysłuchanych przez sąd biegłych, przed zderzeniem z rowerzystką N. przyspieszył, a po zderzeniu nie hamował, bo na jezdni nie było żadnych śladów takiego manewru.

Wersję oskarżonego, że zagapił się i uderzył przypadkowo w rowerzystkę biegły podważył ponieważ jego zdaniem wówczas nastąpiłby inny rozkład wgnieceń w aucie.

- Wgniecenia wskazują na zderzenie czołowe - stwierdził ekspert i dodał, że jego zdaniem rowerzystka jechała zgodnie z przepisami. - Ten wypadek odbiegał od standardów - podkreślił biegły. W swojej opinii napisał, że tor jazdy samochodu wskazuje na to, że kierowca świadomie zjechał na tor jazdy rowerzystek, by w jedną z nich uderzyć.

Ledwo przeżyła

Biegły lekarz sądowy powiedział, że dziewczyna miała dużo szczęścia, że w ogóle przeżyła. Lekarz przyznał, że "podobne obrażenia u ofiar wypadków spotyka na sali sekcyjnej".

Poszkodowana rowerzystka została trwale oszpecona i jest wciąż leczona - ma na całym ciele, w tym na twarzy i dłoniach, długie blizny. Wiele z nich jest sinych i wypukłych. Z powodu obrażeń dziewczyna nie może biegać, jak powiedziała sądowi, po godzinie chodzenia bardzo bolą ją nogi (pięta została zdarta do kości tak, że musiała mieć przeszczep) i kręgosłup, z powodu uszkodzenia kosteczek słuchowych dziewczyna prawie nie słyszy na jedno ucho.

Poszkodowana boi się oskarżonego

Dziewczyna nie chciała w sądzie zeznawać w obecności oskarżonego, nie chciała też przyjąć jego przeprosin. Jej matka listownie poprosiła sąd, by jej córka była przesłuchiwana pod nieobecność na sali rozpraw oskarżonego, bo dziewczyna wciąż się go boi.

O to samo poprosiła matka koleżanki poszkodowanej, z którą feralnego dnia nastolatka wybrała się na wycieczkę rowerową. Dziewczyna także powiedziała sądowi, że odniosła wrażenie, iż kierowca celowo uderzył w jej koleżankę. Zdaniem prokuratury, tylko natychmiast wezwana przez koleżankę pomoc uratowała 16-latce życie.

Kolejna rozprawa odbędzie się w piątek - sąd zapowiedział, że odtworzy wówczas filmy nagrane na miejscu wypadku przez dziadka poszkodowanej dziewczyny.


Znów czuje niemiłosierne chłostanie polskim skurwysyństwem.

-Mamy oto tępego skurwiela TRZYKROTNIE KARANEGO!!! za jazdę po pijaku z sądowym zakazem prowadzenia samochodu (i oczywiście gówno z tego bo wymiar niesprawiedliwości nie potrafił skutecznie zatrzymać debila recydywisty).
-Mamy zeznania ofiary, 16latki, która nie ukrywajmy została przez skurwionego debila kaleką.
-Mamy co najmniej dwóch świadków.
-Mamy spierdolenie z miejsca wypadku (w polsce norma)

To są fakty!

I CO? I wysoki sąd, rzesz kurwa, powołuje biegłych którzy debatują czy SKURWYSYN MOŻE SIĘ SCHYLIŁ W CZASIE JAZDY PO DROPSA CZY MOŻE PO NIEDOPALONEGO KIEPA! Nosz kurwa!!!
Na dodatek wysoki sąd postara się żeby ofiara przeszła przez piekło.
Jak zwykle brakuje zdowego rozsądku-obecnego w innych systemach prawnych. Tak tak drogi polaku są kraje gdzie przpisy są tylko punktem wyjściowym do orzecznictwa, podstawowym jest poczucie sprawiedliwości...

Wiedz też drogi Polaku że gdyby trafiło na chujka z kasą który by szedł w zaparte, to wprawny adwokat załatwił by sprawę, raz dwa tak, że dziewczyna trafiła by pewnie do paki. Już coś podobnego opisywaliśmy…

Pokaż jak jeździsz a powiem ci kim jesteś…

Czy nadejdzie kiedyś taki dzień. JEDEN! który będzie można przejeździć od świtu do nocy bez bycia wychłostanym do granic polskim skurwysyństwem drogowym?
Dziś przerabialiśmy znów chuja w 30 letnim żużlu z gwiazdą mercedesa na wiejskich numerach który jak na skurwysyna przystało TWARDO wali lewym pasem mimo że prawy oczywiście pusty aż po horyzont. Nie działa miganie światłami trąbienie NIC. Ok. –może pijany-jesteśmy w polsce więc opcja wielce prawdopodobna – objeżdżamy więc prawym pasem. Lecz jak tylko zrównujemy się na prawym, wtedy chuj twardo na gaz aż mu olej po gaciach tryska. Ok więc my znów na lewy żeby było zgodnie z przepisami-że może się da wyprzedzić. Znów ni chuja i znów zwolnienie do zera. I tak kilka razy. Wszystko na typowo polskim skurwysyńskim szczękościsku wykręcającym polskiego ryja. Skurwiel zastosował zasadę „JA CIĘ CHUJU NAUCZĘ”. I nauczył…
No i już standard: pas do skrętu w prawo-zawsze kilku skurwysynów TWARDO napierdala na wprost, do końca, po wymalowanych wysepkach żeby wpierdalać się na kursie kolizyjnym na tych co grzecznie stoją w kolejce. Nie wiadomo dlaczego jeden z drugim polski skurwiel czują się uprzywilejowani? Tu panuje zasada „PIERDOLE RESZTĘ”. Ostre jak wejście w osranych gumiakach do teatru (tylko gdzie ten teatr w tym syfie). I nie ważne czy ktoś jeździ starym Golfem czy nowym Audi. Gówno we łbie i na butach wystaje wszędzie. Najgorsze w tym jest to że ci grzecznie stojący w kolejce lub nazywając po polsku: FRAJERZY, mogą w tym kloacznym syfie jedynie zaciskać mocniej zęby. Idę o zakład że w momencie staranowania skurwysyna, pomimo ewidentnej winy wpychającego się skurwiela polska policja + system prawny uznają że nic nie można udowodnić. Wyjście i nastukanie po mordzie grozi już z automatu karą z kodeksu karnego. I znów skurwiel okaże się poszkodowany a w jego obronie twardo stanie polskie prawo… (Esej na temat polskiego systemu prawnego - coming soon)

Dziś z ciekawych obserwacji, widziałem też darmozjadów ze Sraczy Miejskich mozolnie zakładających na koła blokady w miejscu gdzie parkowanie jest zakazane znakiem lecz nie wiadomo czemu, gdyż samochody ABSOLUTNIE NIKOMU nie przeszkadzają ani nie stanowią zagrożenia w ruchu. Ale znak jest i można frajerów trzaskać bez wysiłku. Zresztą znak jest w tym miejscu między innymi właśnie po to. Czy mówiłem że kasują wszystkich? Przepraszam oczywiście nie trzaskają taksiarzy którzy parkują DOKŁADNIE W TYM SAMYM MIEJSCU tyle że po drugiej stronie ulicy tam też stoi TAKI SAM znak zakazu ale przecież swój swojego nie ruszy. Dodam jeszcze że przecznice dalej parkują autokary przywożące dzieci na wycieczki. Zakaz (a nawet kilka) jest na całej długości ulicy, tam zagrożenie dla dzieciarni lawirującej wśród nadjeżdżających samochodów jest ogromne ale Straszaków, gówno to obchodzi! Lepiej ruchać tam gdzie jest łatwo przyjemnie i bez zagrożeń.

Dzień na koniec okazał się łaskawy, miałem okazję podziwiać Gówno Pałac! Wielkie na co najmniej pół metra ze wspaniale zadartymi w niebo kilkoma wieżami. „Pałac” zbudowany był na samym środku chodnika…

poniedziałek, 4 stycznia 2010

Cham na włościach

Jest taki jeden parking pod osiedlem gdzie nie uświadczysz jednego niedopałka, papierka lub śmiecia. Podobnie wygląda osiedle. Tak tak są też nieliczni polacy którzy potrafią szanować i dbać o dobro wspólne. Niestety zarządca nieruchomości podnajmuje miejsca osobom z zewnątrz żeby „ trochie dorobić”.
I tak ostanio zaczął się stawiać 20sto letni Burakowóz BMW z super wyruchaną w kosmos bajerancką rurą z ostrym pierdnięciem-znak rozpoznawczy mentalnego wieśniaka. Od razu polski cham wypróżnił pod samochód popielniczkę i wypierdolił na ziemie papierki po cukierkach. Wniosek jeden-nie wpuszczać polskiego chama-skurwiela nawet do garażu-wniesie gówno na butach i zasra wszystko wokół. Jak w chlewie.

czwartek, 31 grudnia 2009

Relacje z pola walki 2010

Wracaliśmy główną arterią Warszawy pod prąd gawiedzi która opuszczał Plac Konstytucji po noworocznym koncercie. Obraz który przed nami roztaczał się przypominał obraz z pola walki. Wszędzie tłuczone o ziemie butelki. Skurwysyny tak zachlane że niektóre potraciły przytomność i leżały na wznak na ziemi. Przy niektórych stała już policja. Inni z obitymi mordami coś tam bełkotali wymachując agresywnie łapami. Wszędzie w siarczystej polszczyźnie okraszonej „kurwami” i „chujami”, rodacy dzielili się przeżyciami z „zabawy”. A nad wszystkim unosił się smród rzygów.
Przestraszeni Francuzi z którymi szliśmy stwierdzili że trochę straszno i może warto złapać taksówkę… Nie znali najwyraźniej pojęcia dobrej polskiej zabawy i ducha rozrywki drzemiącego w polskim narodzie!
Nareszcie można bawić się na całego - czytaj schlać się do nieprzytomności lub dać upust swojej tłumionej czasem agresji.
Gdy wsiedliśmy do metra zaczęły się śpiewy - czyli ryki o tym że policja to k…y, że coś tam jebać i komuś tam chuj w dupę.
Na jednej ze stacji wsiadł murzyn-od razu padły głośne komentarze o czekoladzie a potem od chujka skurwysynka z fryzurką a la przedstawiciel handlowy, dowcipy na cały wagon o „jebanym asfalcie”. Potem odśpiewanie CWKS Legia jako znaku porozumiewawczego, porzucanie chujami i kurwami i czas już wysiadać. Nie ma to jak dobra polska atmosfera sylwestrowa...

Dzienikarska prawda po polsku

Ostatnio media doniosły że w Kanadzie zasztyletowano „Polskiego policjanta”. Nie "policjanta polskiego pochodzienia", nie "policjanta z polskim obywatelstwem" tylko jak byk POLSKIEGO POLICJANTA. Przetarłem oczy ze zdziwienia: Jak to? Polski policjant? W Kanadzie? Z jakiej komendy? Czy w Kanadzie stacjonuje polski kontyngent policji? O co chodzi?
Okazało się że chodzi jak najbardziej o Kanadyjskiego policjanta, tyle że polskiego pochodzenia który opuścił kloakę 20 lat temu od dawna miał drugie obywatelstwo i preferował kochać ojczyznę z daleka. Ale jak zawsze polskie zdurniałe media wolą przekłamać żeby było że znów biją naszych.

Niestety trudno jest jednemu z drugim dziennikarzynie zrozumieć, że są ludzie którzy nie widząc dla siebie perspektyw w syfie, niejednokrotne zostawiając rodzinę i znajomych, i znosząc wyrzeczenia wolą stąd spierdalać i konsekwentnie od zera organizować sobie życie gdzie indziej. Zmęczeni syfem, skurwysyństwem, cwaniactwem i bezprawiem, nie widzą sensu dalszej walki. Nie widzą sensu bycia polskimi policjantami, inżynierami, lekarzmi itd. Są oczywiście i tacy co syf i skurwysyńśtwo wywożą za granice ale to już temat na inną rozprawę…
W podobnym klimacie kilka miesięcy temu pojawiła się informacja o morderstwie polskiego Marines gdzieś w USA. I tym razem chodziła o Polaka który opuścił syf wieki temu…

Pytanie po co polskie media wciskają tak przekłamane informacje? Otóż drogi polaku - tylko po to żeby było że znów biją naszych. To scala naród. Znów jest ta obrzydliwa Kanada gdzie jak wiemy polują na polaków od momentu gdzie polski oszołom zaczął rzucać krzesłami i „kurwami” na lotnisku grożąc że wszystkich pozabija, bo nie potrafił przejść przez automatyczne drzwi był polski Marines i teraz polski policjant…

wtorek, 29 grudnia 2009

Szkolna młodzież

Za tvn24:

Wyrywałam się, ale nie dałam rady. Ciągnęły mnie za włosy do lasu – wspomina 13-letnia Karolina. Dziewczyna została brutalnie pobita przez swoje rówieśnice. Koleżanki kopały ją po twarzy. Groziły przypalaniem papierosami. Znęcanie się nad Karoliną nagrały telefonem komórkowym.

Pobicie Karoliny, to nie pierwszy tego typu incydent. Do regularnych bójek przyznają się same napastniczki. Najbardziej agresywna z dziewczyn powiedziała, że do podobnych sytuacji dochodzi przynajmniej raz w tygodniu, a "solówki" odbywają się najczęściej poza terenem szkoły. Za sam napad dziewczyna dostała karę od rodziców: nie może z koleżankami grać na komputerze. Nie wyglądała jednak zasmuconą tym faktem.
Dziewczyny nie mają też wyrzutów sumienia z powodu napaści na Karolinę. - Biłam, bo jej nie lubię. Denerwowała mnie – mówi jedna z nich.


Nie nie drogi polaku to nie obrazki z więzienia o zaostrzonym rygorze. To historyjka z ot jednego podwarszawskich gimnazjów (zawsze mówiłem że trzeba uważać na podwarszawskie rejestracje). Gdybyś zastanawiał się jak wychować dziecko w tym kraju na uczciwego, przyzwoitego człowieka to zastanawiaj się dalej. Powodzenia...

Polski sąsiad

Mój przyjaciel od niedawna relokowany z daleka przez firmę do syfu, nie może zrozumieć dlaczego jego polski sąsiad zastawia mu codziennie bramę i furtkę wielką furą mimo zakazu parkowania tak że nie może wyjść z domu... Były prośby, groźby, straż miejska. I nic. Odpowiedz jest nie bo nie! lub JCKN (Ja cie kutasie nauczę) lub "moge se stawiac gdzie chce" Welcome to Poland my friend...

piątek, 25 grudnia 2009

Święta - czas wybaczenia i miłości





Ahhhh na reszcie Święta! Czas miłości i przebaczenia! Otwartości na bliźniego i wzajemnego umiłowania! Niektórzy mówią że nawet polski skurwysyn w tym podniosłym czasie potrafi przemówić ludzkim głosem. Nie wiem, nigdy nie słyszałem. Osobiście w to wątpie i z satysfakcją zamieszczam obrazki efektów rozmiłowania w Świętości i polskim skurwysyństwie narodu…
Krótki opis-otóż widzimy dwa upierdolone lusterka i zniszczone drzwi od samochodu… Nie wiadomo co było powodem agresji dobrego polaka. Może rozwścieczył go fakt że właściciel auta zahaczył kołem o wypalone od psich gówien klepisko które miało być trawniczkiem, może wręcz właściciel auta niepostrzeżenie rozgniótł największe z psich gówien będące chlubą pieska rozmodlonego polaczka? Może nie spodobała się rejestracja samochodu, a może po prostu polski skurwiel musiał komuś dać lekcje w czasie świąt by lepiej wchodziła wódeczka i śledzik. Jedno jest pewne właściciel auta zapamięta polską świąteczno-braterską miłość na długo... I tym skurwysyńsko polskim jakże typowym akcentem życzymy wszystkim. Wesołych Świąt!

wtorek, 22 grudnia 2009

Niezmierzone skurwysyństwo

Czasem człowiek stara się zsyntetyzować polskie skurwysyństwo, nadać mu jakiś sens, jakieś wytłumaczenie, początek, koniec. Mimo usilnych prób syntezy polskie skurwysyństwo jednak umyka definicjom ucieka wszelkim ramom czy gotowym schematom, jest praktycznie niemierzalne, nie ma wytłumaczenia. Dlatego, niczym wszechświat, warto go badać. Ot kilka dni temu pisaliśmy o 3 młodych skurwielach, dumnie zwanych blokersami, którzy zabili tylko po to żeby popatrzeć jak ktoś umiera, dziś czytamy o 3 śmierdzielach, którzy pobili do nieprzytomności kierowcę autobusu… Powód? Bo zwrócił im uwagę na przystanku końcowym żeby nie stali w drzwiach bo wyziębiają autobus…

Za tvn24
Ustalono, że 51-letni kierowca autobusu stał obok pojazdu, korzystając z kilkuminutowej przerwy. Na przystanku pojawiło się trzech młodych mężczyzn, którzy stanęli przy drzwiach autobusu. Ponieważ jest on wyposażony w automatycznie otwierane drzwi, które reagują na bliskość osób, kierowca zwrócił im uwagę, aby odsunęli się od drzwi, bo wnętrze pojazdu zbytnio się wychłodzi.

- Ta uwaga rozwścieczyła mężczyzn. Rzucili się na kierowcę, przewrócili go na chodnik, bili pięściami i kopali - relacjonował Gwis. Potem odeszli w kierunku ulicy Piotrkowskiej. Pobity kierowca z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu został przewieziony przez pogotowie do szpitala.

Wydarzenia zarejestrowała kamera policyjnego monitoringu. Tuż po zdarzeniu w jednym z klubów przy ulicy Piotrkowskiej policjanci zatrzymali dwóch podejrzanych w wieku 24 i 27 lat. Obaj byli nietrzeźwi, mieli po prawie promilu alkoholu w organizmie.

27-latek jest znany policji z wcześniejszych kradzieży, rozbojów i pobić. Po wytrzeźwieniu obaj sprawcy usłyszą zarzuty pobicia. Grozi im kara do 3 lat pozbawienia wolności. Trwa ustalania personaliów trzeciego z napastników.

Po raz kolejny, dobry człowieku, potwierdza się fakt że nie warto mieszać w szambie, nie warto zwracać uwagi czy starać się wpływać na polskie skurwysyństwo by choć trochę poprawić otaczającą zasyfiałą rzeczywistość. Bulgoczące skołtunienie odgryzie się zajadle, a obitą mordę będziesz leczył sam…

czwartek, 17 grudnia 2009

Wyżyny skurwionej psychiki

Dziś ciekawy proces-banda młodych polskich skurwieli zabiła dwójkę ludzi by zrobić sobie prezent na urodziny i żeby zobaczyć jak umierają. Bez powodu, bez przyczyny, bez sensu. Tak po prostu. Mordy? Typowo skurwysyńskie, zacięte, łyse, polskie jak "ziomale" (kojarzy się ze smierdzącą dupą w dresie) z blokowisk.
Mnie jako biologa syfu i skurwysyństwa w tym kraju uderza niezwykła wprost szybkość ewolucji genów skurwysyństwa wśród blokowisk która doprowadziła do wytworzenia się czystego skurwysyśtwa w najbardziej potwornej formie.


za TVN 24

19-letni obecnie: Krzysztof L. i Bartosz C. oraz 17-letni Mariusz K.
Czytanie zeznań na temat pierwszego zabójstwa
zostali oskarżeni o zabójstwo 16-latka. Krzysztof L. i Bartosz C. będą także odpowiadać za zabójstwo 32-letniego sąsiada. Cała trójka została doprowadzona z aresztu. Sąd zgodził się na publikację wizerunków oskarżonych. Na rozprawie oskarżeni zachowywali się swobodnie - często się uśmiechali.

Jako pierwszy na pytania sądu odpowiadał Krzysztof L. Pytany, czy przyznaje się do winy, odparł "niby tak". Odmówił składania wyjaśnień. Sąd odczytał jego obszerne zaznania ze śledztwa, z których wyłaniał się makabryczny obraz obu zbrodni. To właśnie Krzysztof L. przyznał, że mordowali, bo "chcieli zobaczyć, jak to jest zabić człowieka". On jako jedyny z trójki oskarżonych był wcześniej karany.

Najmłodszy z nich nie ma ukończonej nawet szkoły podstawowej. Dwóm 19-latkom grozi dożywocie; najmłodszemu - kara 25 lat więzienia. Obecna w sądzie matka zamordowanego 32-latka powiedziała dziennikarzom, że chciałaby dla nich kary śmierci. - Uważam, że za takie bestialstwo nie powinno być łagodniejszego wyroku. Oni to zrobili z premedytacją, szli z zamysłem zabicia - powiedziała. Przyznała, że obawia się stanąć przed nimi w sądzie, ale - jak podkreśliła - nie może stchórzyć. - Zapytam się ich tylko, dlaczego to zrobili. On był spokojnym człowiekiem, nie powinni go zabić, on powinien żyć - mówiła ze łzami w oczach.

Zbrodnia miała być "prezentem"

Do pierwszej zbrodni doszło pod koniec października 2008 roku w mieszkaniu przy ul. Więckowskiego w Łodzi. Znaleziono tam ciało 32-letniego właściciela z poderżniętym gardłem. Jak ustalono, zbrodni dokonali jego dwaj sąsiedzi - oskarżeni 19-latkowie. Zbrodnia miała być "prezentem" dla jednego z nich z okazji 18. urodzin.

Początkowo cała trójka piła alkohol. Gdy właściciel mieszkania położył się spać, oskarżeni postanowili go zabić. Z wyjaśnień Krzysztofa L. wynika, że Bartosz C. przytrzymywał nogi ofiary, a on dusił mężczyznę poduszką i wbił mu w szyję nóż. Gdy ofiara przestała reagować, obaj poszli zapalić papierosa. Później wrócili do pokoju. Wtedy jeden z oprawców wyjął nóż z szyi mężczyzny i przez kilka minut obserwowali, jak ofiara się wykrwawia i umiera. Na koniec ugodzili go nożem w brzuch. - Chciałem zobaczyć, jakie to jest uczucie, gdy nóż wchodzi w ciało - mówił L. Po zabójstwie, sprawcy zapakowali w poszewki i ceratę wszystkie
Czytanie zeznań na temat drugiego zabójstwa
przedmioty, których dotykali i zatarli ślady.
"Uderzaliśmy go, żeby szybciej umarł"
Do drugiego zabójstwa doszło w grudniu ub.r. w mieszkaniu jednego ze sprawców. Ofiarą był ich znajomy 16-latek. Dusili go sprężyną od ekspandera, później bili drewnianą pałką po całym tułowiu. - Uderzaliśmy go, żeby szybciej umarł. Chcieliśmy zobaczyć, czy będą ślady na ciele - tak relacjonował zbrodnię Krzysztof L.
Później oprawcy położyli belkę na szyi ofiary i stawali na niej zapierając się rękoma o sufit, "żeby był silniejszy nacisk". - Ja już widziałem, jak umiera człowiek od
Jednej ze swoich ofiar poderżnęli gardło, drugiego – swojego... czytaj więcej »
noża, teraz chciałem zobaczyć, jak umiera duszony - wyjaśniał L. Gdy nastolatek zmarł, zawinęli jego ciało w koc i przewieźli na dwukołowym wózku do parku. Tam zwłoki porzucili w stawie i przykryli je gałęziami. Później rozeszli się do domów, a następnego dnia znów razem pili alkohol.
Po drugiej zbrodni cała trójka została zatrzymana przez policję. W śledztwie Mariusz K. i Krzysztof L. przyznali się do winy. Z kolei Bartosz C. nie przyznał się do dokonania zbrodni.
Sąd dla nieletnich zdecydował, że 16-letni wówczas Mariusz K. za swój czyn będzie odpowiadał jak dorosły. Cała trójka została poddana obserwacji sądowo-psychiatrycznej. Jak wynika z opinii biegłych, w chwili popełnienia zbrodni wszyscy byli poczytalni.


Koszmar prawda? Witamy w Polsce. Jak dobrze że jesteśmy cywilizowani i nie mamy takich barbarzyństw jak kara smierci! Już się zastanawiam jakie okoliczności łagodzące znajdzie sąd by dać szanse tym młodym skurwysynom. Może jeszcze mogli by zostać czyimiś sasiadami. W końcu całe życie przed nimi...

środa, 16 grudnia 2009

Ubiczowanie polskim skurwysyństwem.

Smakowanie polskiego skurwysyństwa ma w sobie coś ze sportów ekstremalnych. Im wyżej latasz tym mocniej pierdolniesz. Niestety w przeciwieństwie do sportu, kontuzji ulega ciało i umysł. Wczoraj doświadczyłem ubiczowania polskim skurwysyństwem.

Tak się składa że czasami mam zaszczyt pomieszkiwać w okolicy którą śmiało można nazwać oazą skurwysyństwa. Wypalone od psiego gówna trawniki, pety gaszone na klatce schodowej, śmieci walając się obok drzwi ot taki polski klimacik i przeniesienie modelu zachowań z zasyfiałej obory.
Tak tak, powiększa nam się grono nowych przyjezdnych, przynoszących swoją kulturę i porządek.
Jako coraz bardziej wytrawny badacz syfu czasem zapuszczam się w te rejony by na nowo czerpać energię z podkładów polskiego skurwysyństwa. Wczoraj tj. we wtorek przeżyłem misterium „ubiczowania skurwysyństwem”.
Zacznijmy od początku…
Moi sąsiedzi to zaradna para polaków. Nigdy nie widziałem żeby trudzili się pracą mimo tego często zmieniają samochody i mają się świetnie-i nic mi do tego. Pani ma zamiłowanie do białych kozaczków tlenionego koloru włosów i lubi używać słowa „kurwa zamiast przecinków, Pan za to preferuje odzież sportową a szczególności ortalionowe dresiki robiące „szuszuszu” przy chodzeniu. Również lubi używać słowa „kurwa” i „chuj” i ma typowo podkurwioną polską gębe. No i ważna sprawa są uczciwymi katolikami o czym informuje nas wysmarowany kredą katolicki kodzik na złe duchy na drzwiach. To ostatnie oczywiście zobowiązuje do kochania i szanowania bliźniego-szczególnie w polskim stylu.

Przygotowując się na pracowity dzień położyłem się spać wcześnie. Już śniłem o planach na przyszły dzień gdy o godz 2giej nad ranem obudziły mnie skurwysyńśkie ryki i bluzgi przed oknami. Jak się po chwili okazało był to dopiero początek. „Sąsiedzi” postanowili po raz kolejny o godz 2 nad ranem ściągnąć dwudziestu najebanych przyjaciół z półświatka na wieczorek towarzyski. Rzucający radośnie „kurwami” i „chujami”, goście nie omieszkali na klatce rozjebać paru butelek, drzeć mordy, odlać się, nacisnąć wszystkich guzików w domofonie budząc wszystkich itd.
Zaradni towarzyscy polacy, mieli głęboko w dupie że jest środek nocy, początek tygodnia, ludzie idą do pracy, niektórzy mają małe dzieci itd. Wszystko to gówno ich obchodziło. Przecież w dekalogu prawdziwego polaka jest napisane – sraj na innych- jesteś tylko TY!
Zaczęła się rozpierucha na całego, z darciem mordy najebką i muzyczką „umcyumcy”… Policja która pojawiła się w którymś momencie poprosiła grzecznie o ciszę i odjechała-oczywiście ze skutkiem żadnym. Tak było do 6stej rano, kiedy to ostatni goście załatwiali swoje potrzeby biologiczne na klatce.

Po 2 godzinach snu, ledwo żywy i nieprzytomny, zdążyłem się z pokłócić z żoną, spieprzyć większość rzeczy w pracy, zasnąć prawie na stojąco, oczywiście z góry mogłem zapomnieć o treningu, zaplanowanej na ten dzień kolacji i dobrym humorze.
Gdzieś tam w otchłani mózgu kołatały się doniesienia prasowe sprzed kilku miesięcy opisujący jak to w Irlandii jeden z rodowitych Irlandczyków rzucił się na polską rodzinę mieszkająca obok, z kijem baseballowym bo nie mógł wytrzymać ciągłych grylików,nocnych imprez i spotkań…. Artykuł traktował o „uprzedzeniach do polaków”… Ja również jestem uprzedzony…Wiem że człowiek zanurzony w polskim skurwysyństwie na dłużej albo ulegnie albo zdechnie, trochę jak z za późnym otworzeniem spadochronu…

sobota, 5 grudnia 2009

Misterium Polskiej kołtuńskiej mordy

Mamy weekend. Czas spokoju i odprężenia. Przemierzając dość luźne ulice stolicy doświadczyłem dwóch obrazków polskiego skurwysyństwa które wprowadziły mnie jak zawsze w zadumę.
3 pasmowa droga -organicznie do 80. Lewym pasem 60/godz ciągnie srebrnym mercedesem 220 polski cham. Za nim mruga na niego facet w dostawczaku. Polski skurwiel ani myśli zjechać. Kiedy dostawczak zjeżdża na środek, żeby wyprzedzić środkiem-polski skurwiel przyspiesza i zajeżdża mu drogę, kiedy dostawczak zjeżdża z powrotem na lewy to i polski kutas kieruje swoją srebrną rakietę na lewy. Potem był koncert wzajemnego zajeżdżania i hamowania przed nosem. Gdy dojechaliśmy do świateł ukazała się w mercedesie dość już zniszczona ale wciąż butna morda starego polskiego skurwysyna badylarza. Zdawała się mówić: „to ja tu kurwa jestem szefem a wam wszystkim ch… w d….. ja was nauczę!”

Dojechawszy już do ulic osiedlowych, jednopasmowych dopadł, tym razem mnie, skurwiel w seledynowym focusie. Wszystko było by super gdyby nie to że polak stwierdził że zrobi mi garaż w dupie - jadąc 5 centymetrów za mną. W ten sposób polak daje znać o swoim skurwysyństwie i problemach z erekcją oraz tym że przepisy są tylko dla debili-(jechałem ok 60). Coś na kształt „spierdalaj bo ja tu jadę”. Ponownie spotkaliśmy się na światłach. I ujrzałem najbardziej paskudną tłustą skurwysyńską zacietrzewioną polską mordę jaką w tym miesiącu widziałem. Wybałuszone gały i fałdy na skurwysyńskim zmarszczonym czółku mówiły-„i co kurwa ?”. Słowa które zresztą skurwysyn wypowiedział zza szyby licząc na jatkę (aczkolwiek skurwysyn polski zawsze gloryfikuje kult siły który w trzech słowach można określić jako „chcesz w mordę”?) Zaśmiałem mu się w polski ryj i odjechałem…
Jest coś takiego w polskich facjatach które wyróżnia prawdziwych polaków z powyższego obrazka od reszty nacji. To lekkie podkurwienie, to napięcie niczym przy sraniu z zatwardzeniem, czasem porażająca tępota, ta odrobina cwaniactwa i szczypta kompleksów.
Do tematu wrócimy…
Tak czy owak gdy będziecie na Gocławiu- wypatrujcie seledynowego focusa- może i wy spotkacie tam waszego polskiego przyjaciela…
Miłego odprężającego weekendu…

czwartek, 3 grudnia 2009

Norwegów polskie przygody

Dziś media podały ciekawostkę z cyklu "witamy w polsce".
Otóż przybyła do polski para Norweskich wędrowców. Podróżują razem od 28 lat. Przeszli do tej pory 250000 kilometrów 43 kraje. Idą na piechotę a cały swój dobytek przenoszą im trzy osły. Ot tacy ciekawi dziwacy...
Zatrzymali się na nocleg pod Golubiem Dobrzyniem. Podczas gdy smacznie sobie chrapali ktoś osiołkowi wpakował kule w łeb-i koniec podróży. Para jest zrozpaczona. Konkluzji też brak... Na pewno miło wspomną przygodę w Polsce.
Niektórzy rezolutni polscy internauci wnioskowali że na pewno „sami go zabili bo teraz chcą nowego” (polskie myślenie) lub że "powinno się włóczęgi pozamykać". Puenty brak, no może tylko "Łelkom tu poland".

wtorek, 1 grudnia 2009

Kraj sprawiedliwości

Zamieszczam link tylko dlatego że sprawa obiła mi się o uszy kilka lat temu i pasuje jak ulał do obrazu syfu i skołtunienia. Kiedyś trochę jezdziłem na moto-lecz polska szybko wyleczyła mnie z pasji. Od osób które były w pobliżu w tamtym czasie wiem że wyglądało to na ewidentne zabójstwo z premedytacją. Rzekomo coś tam sobie wcześniej powiedziali. Tak czy owak polski skurwysyn dyrektor wpakował chłopaka na latarnie "bo chciał go nastraszyć".
Dla tych co nie mają pojęcia co to GS500 to spieszę wyjaśnić iż jest to ot taki motorek do nauki.. żaden ścigacz.
Pamiętaj dobry człowieku skurwysyństwo w polsce umocowane jest w skołtunionej sprawiedliwości:

Życie warte 180 zł

Polska sprawiedliwość

Warto zwrócić uwagę że w polskim syfie sprawa ciągnęła się 2 LATA!!! Rodzina przechodzi koszmar a sąd postara się żeby poczucie krzywdy i bezkarności było zaserwowane w iście polskim stylu! Czyli w takim gdzie skurwysyn/morderca smieje się rodzine zabitego w twarz. (pamiętajmy że mówimy tu z przypadku zabójstwa a nie nieszczęśliwego wypadku spowodowanego przez jakąś sierotę)

Mnie jako entuzjastę polskiego syfu zastanawia dodatkowo jedna rzecz. Po co w miejscach śmiertelnych wypadków zamykać ruch na kilka godzin, robić pomiary, przesłuchiwać świadków. Zupełnie jakby się chciało na siłę udokumentować zdarzenie. Może warto od razu poprośić sprawcę o listę wpływowych znajomych lub wyciąg z banku-jeżeli ten jest wystarczająco wysoki a wypadek spowodowany jest z premedytacją, można by wlepiać karę administracyjną równie wysoką jak za zabicie chomika... Po co ta pseudo poważna szopka ze sprawiedliwośćią w polskim wydaniu?

Przekrojowy charakter syfu

Istotną cechą syfu jest to że ma charakter przekrojowy. Gdziekolwiek pobrać próbkę-na pewno tam będzie!

Dziś na autostradzie A4 był duży karambol zderzyły się najpierw 2 tiry, po czym, ponieważ tirowcom nie chciało się oznaczyć miejsca wypadku zgodnie z przepisami (po co? wszak polak potrafi), pieprznęły w nie kolejne tiry na domiar złego przewożące nowe samochody, w efekcie samochody fruwały w powietrzu a z czterech ciężarówek zostały drzazgi. Chyba nikt się nie zabił. Tyle że straty można liczyć w milionach… Ot zwyczajny poranek w syfie… Ktoś powie wszędzie są wypadki. Tak drogi Polaku, ale tylko w polsce tak głupie… (niestety z głupoty często giną też ludzie)
Mamy oto autostradę bez pasa awaryjnego (bo po co) na której ograniczenie jest do 110 (prędkości poruszających się nią polaków oscylują od 130 do 230-wszak polak jest świetnym kierowcą), na której dochodzi do wypadku tirów który to wypadek jest nieoznaczony (też po co). Ta sama autostrada kawałek wcześniej została oddana w stanie jak na syf przystało katastrofalnym:
Za PAP/dziennik polski:

Nawet przy prędkości niższej od dopuszczalnej, samochód co chwilę podskakuje na nierównościach. Gołym okiem widać fałdy na asfalcie, a przy tzw. węźle wielickim odczuwa się także wyraźnie różnice poziomów nawierzchni.
Zdaniem użytkowników nowego odcinka A4, pomiędzy Krakowem i Szarowem można wyliczyć znacznie więcej niedociągnięć. Np. niedostatecznie wyraźnie oznakowany wjazd na autostradę w Krakowie. Kierowca ma tam zaledwie kilkadziesiąt metrów na decyzję, gdzie skręcić, a do tego tablica kierunkowa A4 na Katowice jest znacznie większa od tej na Rzeszów.


Krótko mówiąc syf malaria! Na szczęście Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (żeby zrozumieć tą instytucję należy zobaczyć w jakim syfie przeprowadzane są remonty i stan polskich dróg) uspokaja:
że sukcesywnie będzie egzekwować od wykonawcy poprawki w ramach gwarancji - pisze "Dziennik Polski".


Innymi słowy partacze z GDDKiA uspokajają że nowa dopiero co wybudowana za ciężkie pieniądze droga będzie naprawiana przez partacza który ją od samego początku wykonał jak gówno.
Otóż kluczowym słowem do powyższego obrazka jest w polsce słowo „PRZETARG”. Jak to się w polsce zwykło w mediach mówić: „wszystko odbyło się zgodnie z procedurami”. A że efektem jest gówno zagrażające życiu, wybudowane za ciężkie pieniądze to jest już nieistotne. Ważne że są „procedury”. Będzie najtaniej i co za tym idzie najgównianiej, ale za to nikt (prokuratura, ABW, CBA, czy inne) się nie przypieprzy że nie było zgodnie z procedurami…
Już prorokuję że przez okres rękojmi wykonawca będzie naprawiał ten syf (blokując ruch i robiąc pierdolnik wokół-jak zwykle) po czym po okresie rękojmi drogę trafi szlag. I trzeba będzie rozpisać nowy przetarg, i ktoś tam go ponownie wygra itd.

Przypomina się też trochę inny przykład tzw. „procedur”. Nasi żołnierze jadąc na misje do Iraku dostawali buty w których pękały podeszwy, rozklejające się kurtki i broń osobistą która rozlatywała się w rękach (głośna sprawa sprzed kilku lat). Też było najtaniej, najlepszej produkcji polskiej (rzecz jasna!) i zgodnie z „procedurami”. Wszyscy byli więc zadowoleni-oprócz żołnierzy… Jak zwykle…
Niby kraj w Europie, niby w UE, niby są procedury, niby jest prawo, niby jest normalnie…

poniedziałek, 30 listopada 2009

Polscy snajperzy

Za Życiem Warszawy:

Późnym popołudniem 16 października policjanci z warszawskiej Woli zostali zaalarmowani, że w tramwaju linii 1 na wysokości skrzyżowania Okopowej i Anielewicza jakiś mężczyzna strzelał w kierunku kabiny motorniczego(…)Po kilkunastu minutach funkcjonariusze dostrzegli podejrzewanego mężczyznę i jego wspólnika. Wszystko wskazywało na to, że to ten pierwszy strzelał, u drugiego natomiast znaleziono pistolet pneumatyczny.

Zatrzymani mężczyźni byli pijani. 27-letni Łukasz S. miał 2 promile, natomiast 33-letni Artur S. – około 3 promili alkoholu we krwi(śmiało można nazwać go polskim snajperem). Trafili więc do izby wytrzeźwień. Obaj są doskonale znani policji, pierwszy przewijał się w policyjnych sprawach dotyczących przestępczości narkotykowej, drugi znany jest z kolei z przywłaszczeń, kradzieży, rozboju, zniszczenia mienia i gróźb.


Ostatnie czasy strzelanie do środków komunikacji miejskiej to plaga w Warszawie. W zeszłym tygodniu ostrzelano kilka autobusów. A przecież nie dalej jak kilka miesięcy temu pewien minister optował za ułatwieniem dostępu polaków do broni. Pomysł świetny, szczególnie w kraju gdzie nachalny prymityw (jak na wyżej załączonym obrazku) nawet pistoletem na kapiszony potrafi utłuc sąsiada czasem tak dla sportu lub w sumie nie wiadomo dlaczego-bo wypił i akurat tamten przechodził... Z drugiej strony ileż to było spraw gdzie napadnięty w swoim własnym domu facet w obronie własnej oraz swojej rodziny, z braku innych narzędzi załatwił sprawcę/ów np. nożem. Oczywiście w większości przypadków, na wniosek przykładnego prokuratora, kończyło się to odsiadką broniącego się… Ale cóż co syf to obyczaj…

czwartek, 26 listopada 2009

Z niecierpliwością odliczmy dni do Euro 2012!

Mamy kolejny smakołyk z serii: masowe imprezy sportowe w syfie.
Zresztą nie wart nawet wzmianki gdyż w syfie to norma, ale jednak dla pokrzepienia serc zamieszczam:
Za tvn24:
Gorąco było na boisku, gorąco było i na trybunach. Środowe derby Trójmiasta pomiędzy Arką Gdynia a Lechią Gdańsk przebiegały pod znakiem awantur, jakie wszczęli kibice gospodarzy. Sytuację opanowała ochrona meczu, ale stadion w Gdyni został dość mocno zdemolowany.
Pod koniec pierwszej połowy meczu, kiedy Arka przegrywała już 0:1, cześć jej fanów postanowiła odreagować złe emocje na kibicach rywali. Kilkadziesiąt osób zaczęło wyrywać krzesełka i rzucać nimi w kierunku sektora gości, których do Gdyni przyjechało około 500. Po chwili oprócz krzesełek w ruch poszły też race, a do uspokajania rozjuszonych chuliganów przystąpiła ochrona.
Zamieszki trwały przez koniec pierwszej połowy i całą przerwę meczu, co spowodowało opóźnienie wznowienia gry o około 5 minut. Gdańscy ochroniarze poradzili sobie sami z pseudokibicami, których większość skupiła się na 10. sektorze stadionu, interwencja policji nie była więc potrzebna.
W drugiej połowie padły dwa gole, ale tylko jeden dla drużyny z Gdyni, dla której były to ostatnie derby na starym stadionie. Jego modernizacja rozpocznie się na początku grudnia. Pod koniec spotkania pseudokibice Arki spalili kilka szalików Lechii, ale do kolejnych burd już nie doszło. Kibice Lechii, oddzieleni policyjnym kordonem, dotarli na pociąg, który zawiózł ich do Gdańska.


Już z niecierpliwością odliczamy dni do Euro 2012! Tłumnie przybywający kibice z Europy Zachodniej, ugrzęzną w kilkudziesięciu kilometrowych korkach po uprzednim urywaniu zawieszenia na polskich zasranych dziurami drogach, kilku zginie, zabitych przez pijanych lub durnych Polaków zapierdalających 180km/h w obszarze zabudowanym. Po dojechaniu na miejsce, zostaną przywitani przez gościnnych łysych polskich kibiców (nie wiadomo czemu zwanych pseudokibicami) kopem w mordę, tudzież nożem po żebrach i wtedy dopiero zaczną się zmagania sportowe na boiskach i trybunach...

Wyżyny bandyckiego skurwysyństwa

Dodajmy że chodzi o dzieci 14-15 letnie!

Zródło Onet


Bardzo dobrze go znałam, bo wcześniej spotykałam się z nim wiele razy. Ufałam mu. Poprosił, żebyśmy podjechały z nim do miasta, bo musi coś załatwić – opowiada Aneta.

Gdy przyjaciółki wsiadły do samochodu przestępcy, zobaczyły w środku jego kolegę a potem wszystko potoczyło się w błyskawicznym tempie. Usłyszały, że jadą do pracy i nie ma znaczenia czy tego chcą czy nie. Mężczyźni byli uzbrojeni. Zniszczyli im dokumenty, a Marcie połamali telefon komórkowy. Aneta krzyczała i próbowała wezwać pomoc. Za włosy wywlekli ją z auta, skopali i wyjącą z bólu wrzucili do bagażnika. Nie pamięta, jak długo jechała. Obudziła się już w Niemczech. Przestępcy przekazali dziewczyny kolejnym Polakom, którzy dowieźli je do Hamburga. W mieszkaniu, gdzie były przetrzymywane przez trójkę Polaków, bito je i grożono bronią. Oprawcy zrobili dziewczynom rozbieraną sesję zdjęciową. Fotografie trafiły do ogłoszeń towarzyskich w internecie z ceną za godzinę 150 euro. Tak do mieszkania w Hamburgu trafiali klienci.


Dalszy ciąg historii jest jeszcze bardziej drastyczny. W sumie chyba nie ma sensownej puenty oprócz tego że Polak Potrafi!
W swojej skurwionej psychice polski skurwysyn nie ma litości ani ludzkich odruchów, jedyny szacunek odczuwa do bata nad skurwysyńską mordą. Ale dobrze wie że w polsce takiego bata raczej nie uświadczy. Bo jak go złapią to będą musieli udowodnić a przecież nic na niego nie mają bo tylko zeznania jakiś 2 nieletnich i proces będzie się ciągnął 5 lat… W efekcie może i dostanie za zniszczenie czyjegoś zycia parę lat odsadki. Ale ponieważ wcześniej nie był karany i dobrze rokuje to wyjdzie po 2óch.

Tak tak wiem-przecież sprawa handlu żywym towarem nie jest tylko domeną polską. Ale czy całość nie wpisuje się w dużo szersze spektrum skurwysyństwa? Czyż nie mieliśmy kilka miesięcy temu sprawy polskiego gangu wymuszającego haracze od polaków w Hereford? Czyż nie przerabiamy co rusz przymusowych obozów pracy we Włoszech czy Holandii gdzie zaradni polacy załatwiają swoim rodakom prawdziwe piekło? Polak potrafi!

poniedziałek, 23 listopada 2009

Knur Skurwysyn

Dziś miało być o czymś zupełnie innym wręcz poważnym, niestety gonionieni pilną potrzebą operacyjną musieliśmy odłożyć poważny temat na później, a wszystko przez prawdziwy diament polskiego skurwysyństwa!
Rozmowa z szatni męskiej jakiegoś kompleksu rekreacyjnego doprowadziła nas do spotkania właśnie z nim! Archetypem polskiego prymitywa! To mistyczne przeżycie coś na kształt oświecenia!
Ale do rzeczy. Rozmowa której tylko w części mieliśmy zaszczyt słuchać odbywała się między dwoma prawdziwymi polakami. Jednego nazwiemy roboczo „knur skurwysyn” (ze względu na nalaną polską mordę z małymi kurewskimi wąsikami i małymi oczkami świni) drugi to zaś przeciętny typek, za wszelką cenę chcący dorównać knurowi skurwysynowi poziomem i klasą.
„Knur skurwysyn” jest dobrze po piędziesiątce ma brzuszek prezesika kutasika i poza mordą knura wygląda jak zwykła zachlaj morda. Niestety nie jest zachlaj mordą tylko polskim „biznesmenem”. Rozmowa kręci się wokół ostatniej podróży knura. W rozmowie nieważny jest cel wizyty, negocjacje czy chociażby ciekawe miejsca które knur mógł zobaczyć swoimi małymi polskim oczkami (knur gówno sobą reprezentuje-ale prowadzi jakąś firmę Chujex lub Polsrak i ma kase-to wyznacznik!) najważniejszym przeżyciem jest……PODRÓŻ SAMOLOTEM.
Knur w rozmowie gra „polskiego luzaka”, rzuca „kurwami” na lewo i prawo i drze polską mordę na całą szatnię-kto jak kto ale przecież on „Knur Skurwysyn” lata non-stop po całym świecie jak pan!
Tym razem leciał LOTEM (surprise!):
(dokładny zapis z pamięci)
-ale mówię ci kurwa, ale na pokładzie co oni tam dają do żarcia, kurwa to syf jebany, mówię im co wy tu kurwa dajecie! Kiedyś to kurwa było w samolotach… Zamyślił sie przez chwilę...
-Ale żeśmy z Jurkiem popili-kontynuował knur- to kurwa można było to wjebać, kurwa. (Wszak należy pamiętać że w dekalogu polaka jest napisane będziesz chalał często, a jak za darmo to na umór)
-A te stewardessy to jakieś stare świnie, jedna była tylko taka dupa co może miała ze 35 lat inne to kurwa jakieś stare babcie-(knur sam ma ok. sześćdziesiątki)
(wszak należy pamiętać że w dekalogu każdego prawdziwego polaka pokroju knura skurwysyna: kobieta=szmata lub coś podobnego czym z pewnością należy pomiatać. Knur skurwysyn należy bowiem do grupy która jak na polaka przystało dzieli kobiety na niezłe dupy które można kupić za pieniądze lub stare dupy którymi gardzi )

- Lepsze żarcie dawali w „Eir Fręsie” kurwa, kiedyś latałem, ale tam pierdolone żabojady tylko po francusku, napierdalają
-Tak tak- dodał typek- Żabojady i Makaroniarze piloci tylko kurwa po swojemu gadają, jebane nacje
(wszak należy pamiętać że w dekalogu dobrego polaka jest napisane będziesz gardził każdą inną niż polska nacją i jej kulturą).
Oczywiście należy dodać że ni jeden ni drugi w żadnym języku ni chuja nie potrafią sklecić zdania (ale oni nie należą całe szczęście do jebanych nacji per se)
Rozmowa toczyła się dalej ale jakoś już musiałem iść…

I można się zastanawiać po co przytaczam przykład polskiego „Knura Skurwysyna”, wszak przecież wszędzie można spotkać prymitywnych debili?
Zgadza się! Tyle że gdzie indziej podobne knury to element spychany na margines społeczeństwa, może i znajdujący wspólny język z podobnymi prymitywami ale gdzieś w głębi zdający sobie sprawę że są gówno warci. Nigdy poza granicami polski nie spotkałem się w miejscu publicznym z afiszowaniem się prostactwem i skurwysynskim zacietrzewieniem, zianiem nienawiścią i pogardą do innych nacji, kobiet itd. I to do tego przez kogoś w podeszłym wieku, przeciętnego przedstawiciela kalsy średniej. W polsce natomiast jest to sposób na bycie fajnym, prawdziwym patriotą i dobrym polakiem. Takich knurów słychać na każdym kroku-prostych, prymitywnych, głośnych czujących się w polsce świetnie, kreujących styl bycia. Po co komu uczyć się języków, czy brać książkę do ręki skoro wśród swoich można się dogadać a wszyscy inni wiadomo to gówno: makaroniarze, żabojady, szkopy, angole, żółtki itd.
Po co przyznać się do braku doświadczenia i minimum obycia? – przecież zakompleksionym skołtunieniem można pokazać że ci inni to złamasy, my polacy pany!

niedziela, 22 listopada 2009

Próba walki z syfem-przykład kolei mazowieckich

Gdy 2 tygodnie temu oglądałem wywiad z Jakubem Majewskim (szefem kolei mazowieckich) wydawało mi się przez chwilę że oglądam wywiad w nie polskiej telewizji. Facet mówił że czas najwyższy przekształcić koleje mazowieckie w spółkę rentowną, zmodernizować tabor, stworzyć nowe połączenia do większych miast Mazowsza, zlikwidować pociągi, które wożą tylko kolejarzy, przesunąć część składów na godziny odpowiadające pracownikom biur, uczyć pracowników angielskiego (!) tak by każdy kto podejdzie do kasy dostał informację której potrzebuje. Mówił także o podejściu do klienta, że czas najwyższy traktować pasażerów jako klientów, pokazać że można jeździć koleją szybko i bezpiecznie, że każdy pracownik spółki powinien brać odpowiedzialność za swoje przedsiębiorstwo itp. Co ciekawsze facet mówił nie jak polscy polityczni partacze (pieprzą od rzeczy komunały z których nic nie wynika), tylko jak manager (i to nie polski). I co? I CO? I CO???
I wielkie gówno!!!
2 dni temu dowiedziałem się z prasy że Pan Majewski stracił posadę. Trafił na opór związków zawodowych (tak-tych co piszczą i palą opony przed sejmem o to by z między innymi moich podatków dopłacać do ich nierentownych źle zarządzanych przedsiębiorstw) i rządzących Mazowszem polityków PSL- podaje prasa.
A wiecie dlaczego? Bo na ten kraj nie ma ratunku będzie dalej tonął w szambie syfu ku zadowoleniu jakiegoś Juźka, czy Zenka którzy na pewno teraz opierdalają ćwiartkę zagryzając kiełbachą ciesząc się że wyjebali Majewskiego na morde i „uratowali” nierentownego molocha przed zmianami. Im większy syf tym większe zacietrzewienie w walce!
A Majewskiemu życzymy by poszedł po rozum do głowy i nie zajmował się ratowaniem tego bagna, tylko jak każdy rozsądny człowiek spakował manatki i wyjechał stąd w miejsce gdzie docenia się zaangażowanie i incjatywę...

piątek, 20 listopada 2009

Dopiero co relacjonowaliśmy przejawy polskiego skurwysyństwa drogowego, mając nadzieje że tym razem będzie na trochę basta, ale media, nie dają za wygraną i dalej bombardują skurwysyństwem oraz polskim skołtunieniem połączonym z głębokimi ubytkami przepitych mózgów.
Dzień po tragedii spowodowanej przez najebanego skurwysyna w dostawczaku, wszechwiedząca superstacja TVN24 wyemitowałą reportaż o tzw.
jeździe polskiej (czytaj-skurwysyństwu). Jak bardzo trzeba mieć zlasowany łeb żeby zpierdalać pod prąd po autostradzie??? No nie tak bardzo-polak potrafi!
Tu przypominają mi się artykuły z Rzeczpospolitej z zeszłego roku opisujące jak to wredna Niemiecka policja, rzekomo uwzięła się na biednych polskich kierowców…I daje im wielkie mandaty za byle gówno!

Dziś Natomiast kolejny miód z krainy miodem i wódą płynącej:
Za TVN24- W czwartek w Opatówku (powiat kaliski) około godz. 15 uwagę policjantów zwrócił Volkswagen Passat, który wyglądał jakby jechał bez kierowcy. Zatrzymali auto - okazało się, ze za kierownicą siedzi 11-letnia dziewczynka. Jej pijana matka siedziała obok, a z tyłu chowali się dwaj synowie kobiety w wieku 2 i 5 lat.
I dalej:
Kobieta, u której badanie wykazało 4 promile (sic!!!) w wydychanym powietrzu, próbowała uniknąć odpowiedzialności za zdarzenie. Zaproponowała funkcjonariuszom łapówkę (200 zł).

Krótko mówiąc cud miód skurwysyństwo.

Ale cóż przykład płynie ze szkoły:
1,6 promila w wydychanym powietrzu miała nauczycielka szkoły podstawowej pod Działdowem w województwie warmińsko-mazurskim. W takim stanie chciała uczyć, ale jej plany udaremniła dyrektorka szkoły, w której pracowała. To ona wezwała policję. W dwóch innych szkołach województwa z nauczycielki przykład wzięli uczniowie i też przyszli na lekcje pijani.
Za wykonywanie czynności pod wpływem alkoholu nauczycielka stanie przed sądem grodzkim. Z kolei pijanym uczniom z dwóch gimnazjów w Nowym Mieście Lubawskim i Ełku grozi wydalenie ze szkół.

W tym drugim przypadku chłopiec był w takim stanie, że trafił do lekarza, a następnie do szpitala na obserwację - poinformowała Izabela Niedźwiedzka z biura prasowego warmińsko-mazurskiej komendy wojewódzkiej policji. Policja nie informuje, ile alkoholu wypił nastolatek.


W polsce się pije, a raczje żłopie się wódę bez okazji, bez ograniczeń, bez opamiętania. To dzięki wódzie zwyczjowo rozbiegane polskie oczki rozluzniają się a morda nabiera typowego czerwonego tępego wyrazu.


Jazda Polska
Mamo dlaczego tak smierdzisz wódą
Dzieci otwórzcie butelki

środa, 18 listopada 2009

Skurwysyństwo drogowe - reaktywacja

Polskiego skurwysyństwa ciąg dalszy-skurwysyństwo polskie ma to do siebie, że lubi się powtarzać i nie wyciąga żadnych wniosków czy nauki, dorzucając do tego brak bata nad mordą w postaci nieudolnego prawa i mamy polski skurwiony mental.
Otóż dobry człowieku wyobraź sobie że idziesz rano do pracy, szkoły, odprowadzasz może dzieci i przechodzisz przez przejście dla pieszych (miejsce święte w ruchu drogowym w krajach cywilizowanych). Nagle ni stąd ni z owąd wpierdala się na ciebie, twoje dzieci i innych przechodniów, polski skurwiel dostawczym IVECO (dostawczakami jeżdżą często totalni debile) i taranuje wszystkich-niby widok normalny w polsce, bo pieszy na jezdni to dla polskiego skurwysyna drogowego śmieć i nikt nikogo nie przepuci -problem w tym że tym razem pieszym nie udaje się uciec i dostają się pod koła skurwysyna…
Cóż dzieje się dalej-otóż ze stoickim spokojem skurwiel odjeżdża w świat (wie że za spierdolenie z miejsca wypadku w tym zasranym kraju, nic mu nie grozi co najwyżej może mu się upiec).
I tu zaczynają się poszukiwania skurwiela-tak się składa że dzięki informacji zorientowanego uczciwego obywatela (szuja, donosiciel, menda kapuś-dla prawdziwych Polaków-prawdziwy Polak gardzi donosicielstwem) udaje się skurwysyna zatrzymać.
Okazuje się że oczywiście-skurwiel był napruty jak Messershmitt (choć raczej powinno się mówić że Messershmitt był napruty jak Polak).
I znów zaczyna się całe to gówno z wieszaniem psów na skurwielu choć jak wiemy skończy się to bałwochwalczym uwielbieniem jak tylko skurwiel zrobi coś mądrego-tj powiesi się w celi. Znów winna będzie pieprzona policja, piesi i rzecz jasna donosiciel.
Polska to fajny kraj…
Polak na drodze

poniedziałek, 16 listopada 2009

Smaki polskiego skurwysyństwa

Relacja na gorąco ze smaków starcia z polskim skurwysyństwem.
Dziś podjechaliśmy ze znajomym pod jego blok by wypakować jakieś graty z samochodu. Dodam że jest to okolica okupowana przez tzw. "warsiawiaków" pierwszej generacji tudzież aspirantów (tj przybyłych elementu najazdowego z podwarszawskich wsi którzy nie zdążyli jeszcze zmienić rejestracji).
No więc podjechaliśmy pod dom żeby przerzucić jakieś graty do mieszkania. Po podjechaniu zaczął bulgotać się zacny łysy polak w śmierdzącym dresie drąc swojego polskiego śmierdzącego ryja do swojej dziewczyny tak żebyśmy słyszeli:a to kurwy, chuje jebane pierdolone wieśniaki (to my) wpierdalajo sie na nie swoje chuje zjebane. Trzeba im będzie rozjebać te wózki. Problem polegał na tym że my nie jesteśmy ziomale-swoi, pozatym byliśmy czystym nie upierdolonym w gównie samochodem nie składanycm z 4 części i ze złą rejestracją. Tak tak polskie skurwysyny mają silne poczucie terytorialności. Oczywiście żeby nie sterczeć w oknach pilnując samochodu my wieśniacy żeśmy odjechali ku uciesze prawdziwych polaków.

sobota, 14 listopada 2009

polscy chłopcy spacerowali po mieście

Kilka dni temu media informowały jak jeden dresiarz zarżnął innego nożem. Uwagę zwraca idylliczny sposób w jaki TVN24 opisuje to zdarzenie:
Wcześniej razem z trójką znajomych spacerował ulicami miasta, młodzi ludzie odwiedzili sklep, pili alkohol. Dodajmy że mówimy tu o 16sto 17sto latkach!
U mnie też często "spacerują" okoliczni chłopcy w wieku późnego gimnazjum, pochleją wódy, podrą mordy, upierdolą dla zabawy lusterka, obowiązkowo obszczają i zasrają okolice, ujebią świeżo pomalowane elewacje sprejowanymi bohomazami i pójdą-ot rozrywka polskiej młodzieży...i „spacerujących chłopców”
Ale wracając do tematu a więc jeden z chłopców zarżnął innego nożem, mniejsza z tym o co poszło, bo najwyraźniej o przysłowiowe "gówno", martwi tylko jedna rzecz: byle by się chłopak w areszcie nie powiesił... bo będzie kolejny santo subito i znów tłuszcza będzie smutna i przygnębiona a winna będzie jak zwykle pieprzona policja... a całe wartościowe życie przed nim...

środa, 11 listopada 2009

Bandito Santo Subito!

Temat numer jeden wszystkich dzienników!
Dzis mamy powrót bohatera z przed kilku dni-ten co zabił po pijaku dziewczynę na motocyklu i również po pijaku zmasakrował grupkę dzieci, potem chciał spieprzać ale już nie mógł wyjechać z rowu bo miał łyse opony… Otóż ten zacny Polak, popełnił samobójstwo. Śmierci nikomu raczej nie życzę, ale powodu do lamentowania z powodu śmierci kogoś kto, wysłał na tamten świat jedną osobę a z kilku młodych dzieciaków zrobił kaleki, i to tylko przez swoją głupotę-nie widzę.
Innego zdania byli zacni polscy internauci (kwat polskiej ziemi) - ci sami którzy nota bene, 5dni wcześniej na niego pluli i pomstowali… Facet z bandyty stał się bohaterem, Santo Subito! człowiekiem zagubionym, któremu trzeba było pomagać, ratować, wspierać ochraniać itd. No bo w sumie 5 dni temu był zły a teraz już go nie ma, więc nie jest aż taki zły no i poza tym to człowiek, miał rodzinę chodził do kościoła, i większość internautów odczuwa wielki żal i smutek i zapala świeczki (to nie żart!). A tak w ogóle to został zaszczuty przez media, nie miał opieki psychologa i oczywiście zła jest pieprzona policja, straż więzienna itd. I nikogo już nie obchodzą jego ofiary ich cierpienie, cierpienie ich rodzin… Teraz jest nowy bohater! Ciekawe kogo za to zdymisjonują?
Czy w kraju gdzie większość stanowią idioci którzy zmianiają zdanie jak chorągiewka na wietrze są możliwe zmiany na lepsze - chociażby jeżeli chodzi o bezpieczeństwo na drodze? A może jednak lubicie polaczki chełpić się 500 zabitymi i ponad 4900 rannymi w wypadkach (rocznie) spowodowanymi przez nawalonych kutasów-którzy za nic mają wasze życie. W końcu etos śmierci zmienia wszystko-sprawca staje się ofiarą-sensownych wniosków brak...

poniedziałek, 9 listopada 2009

Z trochę innej bajki...

Dziś będzie trochę w innym stylu...
Otóż wiele lat temu, będąc jako szczeniak w odległym kraju na jakimś stypendium, miałem zajęcia które kończyły się zaliczeniem polegającym na opracowaniu pewnego projektu i na napisaniu o wnioskach do Prezydenta. Projekt zrobiłem, napisałem, wysłałem, zapomniałem.
Jakież było moje zdziwienie gdy po blisko miesiącu przyszedł list wraz z podziękowaniami za wkład i troskę jaki wnoszę we wspólne dobro jakim jest ów kraj który współtworzę. Podpisane przez pana Prezydenta.
Oczywiście nie jestem naiwniakiem i wiem że ów Pan Prezydent tegoż listu nigdy nie czytał, ani nawet nie podpisywał (faksymile). Lecz jakoś tak miło się zrobiło wiedziąc, iż zdanie przeciętnego Zenka jakoś tam się liczy-chociażby pozornie. Ot taki smaczek demokracji...
Kilkanaście lat później, mając już na karku dużo więcej lat i jakieś doświadczenie, zachciało mi się błysnąć inicjatywą obywatelską w polsce. Błąd!
Sprawa dotyczyła ustawy nad którą usilnie pracowali "rządowi eksperci" a w której przeciętny ćwierć inteligent mógł na pierwszy rzut oka zauważyć porażające głupoty i oderwanie od rzeczywistości. Krótko mówiąc był to kolejny gniot. Ustawy nawet nie widziałem-dość obszernie opisywały ją natomiast media.
Wysmarowałem więc maila do kancelarii premiera.
Po tygodniu odpisała mi miła Pani. "Przesyłam zgodnie z kompetencjami". I wysłała do jakiegoś ministerstwa. Odpowiedzi nie dostałem. Nie dając za wygraną, po miesiącu postanowiłem się jednak przypomnieć: -„wysyłam zgodnie z kompetencjami"- przyszła kolejna odpowiedz. I na tym sprawa się zamknęła. Kilka miesięcy później Trybunał Konstytucyjny uwalił jednogłośnie ustawę.
Jaki z tego morał? Jeżeli dobry człowieku widzisz absurd i głupotę nie reaguj-stracisz tylko swój czas, nikogo tutaj i tak to nie obchodzi...

sobota, 7 listopada 2009

Polskie fora interentowe-siedlisko bulgoczących kompleksów i skurwysyństwa

Fora internetowe w Polsce zasługują na osobnego posta. Wszędzie na świecie gdzie dotarła cywilizacja Internet jest miejscem dyskusji i wymiany zdań, w Polsce natomiast bulgoczą ukryte pokłady skurwysyństwa i kompleksów. Najgorszym grzechem na polskim forum internetowym to przyznać się do jakiegoś sukcesu: że coś masz, gdzieś wyjechałeś i udało ci się ułożyć życie poza tym szambem, że uczciwie zarabiasz, że nie popierasz cwaniactwa i ruchania innych, szanujesz prawo- od razu ściąga to gromy od zakompleksionych zawistnych skurwysynów nie mogących zdzierżyć czyjegoś dobrego humoru. Jak nie można dopierdolić na podstawie argumentów to dopierdala się do braku przecinka lub kropki. Jak to ktoś pięknie powiedział miernoty nic nie wymyślają dlatego z lubością wymyślają innym. I tak jest za każdym razem. I bynajmniej nie chodzi tu tylko o tzw. „społeczność internetową”. Ta społeczność to przecież jest sól polskiej ziemi! Ostatnio po strzelaninie w Fort Hood jedna z forumowiczek wspomniała że jej mąż (z podwójnym obywatelstwem) tam służy na szczęście wszystko jest u niego ok. Prosta neutralna wypowiedz-prawie tak neutrealna jak stwierdzenie że "trawa jest zielona". Nie mogło to jednak przejść niezauważone przez polskich kołtunów. Od razu rozdarły się polskie zacietrzewione butne mordy, że bardzo dobrze, że ich pozabijali, bo nam wiz nie znieśli, że on nie polski, że zdrajca że powinna wypierdalać z forum bo ona nie polka itd. Czy kiedykolwiek skurwysyny nauczycie się szanować drugiego człowieka jego sukces i samozadowolenie, o cieszeniu się czyimś sukcesem nawet nie wspomnę?

Części składowe polskiego skurwysyństwa drogowego

Miało już nie być o objawieniach polskiego skurwysyństwa drogowego, ale tutaj jakoś trudno przejść obojętnie obok takiego kąska:

za tvn 24

Siedem osób rannych, w tym pięcioro dzieci. Troje z nich w stanie ciężkim. To bilans wypadku, do którego doszło w Siennicy Nadolnej w województwie lubelskim. W grupę pieszych wjechał pijany 36-latek. Według nieoficjalnych informacji kilka lat temu, także pod wpływem alkoholu, zabił pasażera, którego wiózł na motorze.
W grupie, w którą uderzyło BMW prowadzony przez 36-latka, szło dwoje dorosłych i pięcioro dzieci. Wszystkie te osoby wracały z kościoła. Teraz trzy z nich (dzieci), według informacji policji, przebywają w ciężkim stanie w szpitalu dziecięcym w Lublinie. (...)
Radosław K., sprawca wypadku, miał w chwili zatrzymania 2,2 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Został zatrzymany po pościgu. Chwilę wcześniej porzucił swój samochód i próbował uciec z miejsca zdarzenia. - To mieszkaniec Siennicy Nadolnej. Z relacji świadków wynika, że stracił panowanie nad autem wyjeżdżając ze skrzyżowania. To był prosty odcinek drogi - mówi tvn24.pl podkomisarz Jacek Deptuś z zespołu prasowego policji w Lublinie.


Mamy tu części składowe polskiego skurwysyństwa: jest więc burakowóz BMW oczywiście ściągany rozjebany syf z tzw. NRFu, jest najebany polski skurwysyn, jest ucieczka z miejsca wypadku (bo należy pamiętać że skurwysyna cechuje hardość tylko pod budką z piwem tudzież w samochodzie-jak przychodzi płacić za swoje skurwysyństwo to oczywiście najlepiej spierdalać), no i jest cudny system prawny który ma w dupie odławianie chorego skurwysyńskiego elementu-przecież nasz kutas zabił już kogoś po pijaku na motocyklu-za co gdzie indziej stracił by prawo jazdy dożywotnio). Komentarz chyba zbędny... Do przodu Polsko! Gaz do dechy! i nie zapomnij się wcześniej napić!

środa, 4 listopada 2009

Donosiciel to śmieć-czyli polski mental rządzi!

Artykuł ma tu znaczenie drugorzędne

Typowa i jakże ciekawa jest natomiast mentalność polaczków na forum… Polaczki to naród cierpiętników z wyboru, nie szanujących nawet swojego życia. Jeżeli debil się rozpierdoli, zapierdalając lub rozgniecie kogoś na pasach bo wjedzie na czerwonym to jest wtedy TRAGEDIA. Od razu stawiają świeczki i krzyżyki I jest lamęt. Ale jeżeli ktoś chce zapobiec debilizmowi informując władze o przestępstwie lub wykroczeniu to jest to kapuś i ostatni śmieć:

-Przejeżdżanie na czerwonym to zbrodnia.Ale kapowanie też.
Pisze Polaczek nazywający siebie etykiem.
-Kapuś powinien dostać po ryju pisze- inny chujek
-Zuch nadaje się na donosiciela pisze polski kutasek- nazywający siebie kierowcą
-oczywiscie ze kapus,poza skandynawia nie spotkalem kapusi.-pisze kolejny kundel który najwyraźniej był w Skandynawii po to żeby kraść w sklepach.
Itp, itd itp

Jest to niestety kolejny przykład na to że żyjemy w kraju bandytów, złodziei i krętaczy. Są kraje gdzie informowanie organów ścigania o popełnianiu przestępstwa jest traktowane jako obywatelski obowiązek. Efektem jest ład I porządek. Ale w kloace panuje mental z czasów ciemnej komuny: złodziej i bandyta jest cacy-informujący o przestępstwie to kutas. Ten mental zaczyna się na drodze a kończy na katowanych za ścianą dzieciach wekowanych w beczkach-a sąsiedzi nic nie słyszeli-bo donosić wstyd. Kiedy krótkowzroczne polaczki nauczycie się rozróżniać zwykłe złośliwe podpierdolenie sąsiada od zapobiegania łamaniu prawa. Zapewne nigdy...

wtorek, 3 listopada 2009

Polski pojeb na drodze



Pisanie o polskim skurwysyństwie drogowym staje się nudne. Dlaczego? Ponieważ ilość buraczanych debili na drogach jest zastraszająca. Brak restrykcyjnych przepisów które już dawno wprowadziła cała cywilizowana część świata, i kompletne olewanie egzekwowania prawa powoduje że jazda po polsce to sparring z prymitywem chamstwem i bezmyślnością.
Dziś mieliśmy kolejnego polskiego rekordzistę/skurwiela drogowego. Burak nie dosyć że popierdalał 180 km/h na godz po mieście to jeszcze zmuszał innych do zjeżdżania.
Za TVN Warszawa


Pędzącą skodę zauważyli policjanci w nieoznakowanym radiowozie na ul. Połczyńskiej. Kierowca wyjeżdżał z Warszawy. W miejscu, gdzie można poruszać się z prędkością 60 km/h pędził 140 km/h. Stale zwiększał prędkość aż przekroczył 180 km/h w miejscu, gdzie można już poruszać się z prędkością 100 km/h.

Funkcjonariusze nie czekali i zatrzymali 27-letniego Zbigniewa W. Kierowca dostał 500 złotowy mandat i otrzymał 10 punktów karnych.


Ciekawe jak wyglądała rozmowa?-Panie kierowco powodem kontroli jest nadmierna prędkość.. blablabla.
Kutas na pewno popyskował i pojechał dalej. Teraz ma się czym popisać przed kolegami. W części cywilizowanych krajów UE straciłby prawo jazdy, dostał mandat takiej wysokości że musiałby wziąć kredyt, i straciłby samochód. W innych dostałby kopa w dupę i w kajdankach trafił na 6 miesięcy do paki.
W tym pojebanym kraju zapłacił równowartość baku benzyny i pojechał dalej…

I historia kolejnego debila recydywisty
bezkarny debil recydywista

poniedziałek, 2 listopada 2009

W autobusie jest fajnie!


Władze miasta stołecznego walczą z korkami. System sterowania ruchem zakupiony za grube miliony okazał się bublem więc na chama władze starają się nakłonić ludzi do korzystania z komunikacji miejskiej.
Nie było by w tym nic dziwnego gdyby było to robione "z głową". W normalnym kraju poszerza się jezdnie by tworzyć buspasy po których mogą poruszać się również rowery (jak np w Paryżu), buduje się metro, daje się możliwość poruszania bus pasem samochodom przewożącym ponad 1 pasażera (car pool lanes) itd
W polsce nic podobnego sie nie dzieje-zamiast poszerzać jezdnie i tworzyć Buspas wydaje się na baniak farby i "ucina" się jeden z pasów ruchu. Tworzy to ogólny burdel i zamieszanie. Wszystko cacy. Warto jednak jeździć autobusem bo tam możemy przeżyć w polsce ciekawe przygody lub poznać nowych ludzi (czytaj zginąć w płomieniach lub dostać w mordę lub w najlepszym wypadku zostać okradzionym):

Cytując za Życiem Warszawy z dn 24.10.09:


Prawie dziesięciu bandytów wsiadło w piątek po godz. 23 do drugiego wagonu linii 25 na Pradze. Humory im dopisywały. Na początku rozbujali skład. „Targówek i Praga“ – darli się, skacząc w jednym rytmie. Powstało wrażenie, że od drgań na szynach podskakuje wagon.
Przerażeni pasażerowie uciekli na tylne siedzenia. Nikt nie miał nawet odwagi, aby wyjąć komórkę i wezwać policję.
Bandyci zaprezentowali sprawność fizyczną. Były biegi po składzie i fikołki na rurkach. Osoby na przystankach nie miały odwagi wejść do wagonu.
Rozgrzani śpiewami i gimnastyką bandyci poszli o krok dalej. Na przystanku przy Centralnym zauważyli kontrolerów biletów. – Ch..., kanary. Jedziemy bez biletów – ryknęli do nich. Ci do tramwaju nie weszli.
Wtedy wandale zdemolowali wnętrze wagonu. Ukradli młotki, dzięki którym w razie awarii można wybić szybę. Przed placem Zawiszy dwóch złapało za rączki hamulców awaryjnych. – Trzy, cztery – na komendę – zawołali i zerwali je. Tramwaj stanął. Bandyci wybili szybę, wyrwali drzwi i wybiegli. Co zrobił motorniczy? Wyprosił wszystkich z tramwaju i pojechał do zajezdni na Woli.
przygody w komunikacji miejskiej

A tu relacja z Białegostoku Białystok gdzie dwóch polskich debili podpaliło dla zabawy autobus-teraz są sławni prawie jak polski idol który okazał się złodziejem recydywistą
polski idol

Po kiego ci polaku autostrady

TVN po raz kolejny podało informacje o karambolu na Autostradzie A4. karambol

Do pierwszego wypadku doszło tuż po godzinie 5 rano, zderzyły się wówczas trzy auta: samochód ciężarowy, dostawczy i osobówka. Kilka minut później, 500 metrów, dalej zderzyła się ciężarówka z osobówką. W trzecim zdarzeniu, także w odległości około 500 metrów kolejna ciężarówka uderzyła w kolejny samochód osobowy.

Często argumentem polaczków mający tłumaczyć zapierdalanie, olewanie przepisów i w konsekwencji śmierć na drodze, jest brak autostrad. Ww. obrazek wskazuje że polak rozpierdoli się nawet jak by mu zrobić 5 pasów w jedną stronę. Dlaczego?
Bo jak ograniczenie jest do 70ciu, będzie zapierdalał 110, jak do 90tki to będzie zapierdalał 140 a jak do 120 to będzie zapierdalał 170. Autostrady tu nic nie zmienią…

niedziela, 1 listopada 2009

Piękna tradycja!

Dziś piękna tradycja wspominania tych co odeszli. Po koncercie skurwysyństwa drogowego polegającego na wyprzedzaniu na ciągłej, zapierdalaniu ile fabryka dała, zajeżdżaniu i zacietrzewionej mordzie za kierownicą docieramy na cmentarze. Tam w tłumie zaciętych mord (niektórych nachlanych mimo że jest południe), tępych facjat błyśnie jakaś inteligentna twarzyczka i robi się cieplej na sercu-na krótko bo pół godziny po zostawieniu kwiatów na grobie, te zostały zajebane wraz ze świeczkami.
Weź głęboki oddech-tak jesteś w polsce-w kraju gdzie nawet stara szmata lub dziurawe wiadro warto zajebać i opierdolić za płotem.
To fenomen który zawsze mnie zastanawiał: jak można korzystać z czegoś co nie jest twoje-albo inaczej mówiąc: Jak można być takim skurwysynem żeby kraść?
I nie mówię tu o biedzie czy głodzie. Mówię o normalnym skurwysyńskim zajebaniu kwiatów lub chujowej świeczki za 3zł. Często okazywało się że bukiet lub świeczkę zajebał polski skurwysyn podjeżdżający pod cmentarz całkiem niezłym samochodem-to nie to że go nie stać albo jest głodny. Tu chodzi o skurwysyństwo genetyczne.

Po cmentarzu, spotkanie z bliskim krótki briefing polskich newsów: daleką znajomą w ciąży zabił pijany skurwysyn za kierownicą, komuś zajebali kołpaki z samochodu spod domu, kogoś obrobili-i od razu czujesz się lepiej! Zastanawiasz się-a może jednak warto stąd spierdalać, odetchnąć trochę normalnością mieć normalne problemy?
Nie czas na rozważania trzeba się znowu skoncentrować! Przed tobą powrót drogami śmierci…
Dziś zginęło „tylko” 27 osób, policja zatrzymała blisko 1000 najebanych kierowców…