Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zycie w polsce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zycie w polsce. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 13 września 2012

Kto tu rządzi? - Pruszków!

Kochani, ciągnąc dalej wątek biznesowo-bandycki czyli zaradności w polsce, nie sposób nie odnotować jakże głośnego procesu tzw „Pruszkowa”. Na Ławie oskarżonych zasiedli bossowie oraz żołnierze tej jakże szacownej organizacji: „Słowiki”, „Bole”, „Parasole” i inni. Warto dodać, iż odpowiadali za czyny sprzed prawie 15 lat: ot polski syf i skuteczność zwana „wymiarem sprawiedliwości. Przez zacnymi babami w czarnych chałatach zasiadającymi za długim stołem leżały tony akt – nie tomy – TONY, tyle tego było, że za tej sterty bezużytecznych śmieci ledwo co było widać gęby przedstawicieli „wymiaru”. Czytanie wyroku w polskim sraczu trwało kilka godzin – ot taka farsa.
Koniec końców ludzie odpowiadający za wyłudzenia pobicia, morderstwa, handel żywym towarem, obcinanie palców, kradzieże na dużą skalę – zostali przykładnie skazani tak srogo jak gówniarz z ogólniaka, który podrobił pieczątkę na legitymacji szkolnej, lub pijany chłop, prowadzący rower do domu. Przepraszam – ten ostatni dostałby więcej. Fajne prawda? Ten kraj to kompromitacja absolutnie wszystkiego, władzy, sądownictwa prokuratury, rządu, elit. Częste wycieranie pyska stwierdzeniami takimi jak „państwo prawa” przestało nawet być śmieszne – jest boleśnie żałosne.

I słowo na koniec do zasiadających na ławie oskarżonych dżentelmenów – i im podobnych: Panowie, Szacunek! Pokazaliście, kto w tym kraju ma władzę. Nakreśliliście też ramy tego co nazywamy dziś polskim „byznesem” , zaradnością, przedsiębiorczością. Pokazaliście młodym jak działać w polskim syfie by zarobić sensowne pieniądze. A tym nie przystosowanym do takiego stylu bycia wskazaliście jedyne wyjście – spierdalanie stąd jak najszybciej. Coraz częściej przeciętny obywatel wybiera wasze usługi zamiast opierać się o niewydolny nieskuteczny kompletnie zasyfiały aparat władzy. Dobrze, że już nawet sądowniczo-prokuratorską mafię macie w ręku. Z wyrazami szacunku – redakcja.

środa, 18 lipca 2012

Polska...

No cóż kochani mamy kolejny przykład syfu polskiego kibla. Po raz kolejny przekonujemy się iż ktoś musi sprawę nagrać i sprzedać by bulgot gówna wypłynął na wierzch. W przeciwny razie gówno bulgocze pod pokrywką i nikt tego nie dotyka, mimo iż „wszyscy wiedzą”.
Sprawa dotyczy ciepłych posadek w spółkach skarbu państwa gdzie „nic nie trzeba robić” wystarczy być „swoim”. Można jak się okazuje wypłacać sobie i kolesiom MILIONOWE premie za nic. I wszystko jest super! Co ciekawsze owe spółki były kontrolowane przez NIK – bandyckie metody opisane w raportach, które trafiały na biurka całego rządu w tym premiera oraz parlamentarzystów. Wszystko jednak zgrabnie było zamiatane jest pod deskę klozetową. Gdyby tego jeszcze było mało to osoby czy spółki podległe skarbowi państwa procesują się teraz z NIKiem przegrywając we wszystkich instancjach a mimo tego do budżetu z wypłacanych premii nie wróciła ani złotówka! W ten sposób państwo procesuje się z państwem za pieniądze państwa o państwowe pieniądze.
W tej chwili sprawy już są chyba przed Trybunałem Konstytucyjnym. Czujecie sprawę? To mniej więcej tak jakby bandyta procesował się przed sądem z policją o odebranie mu łupu. Zdaniem zamieszanych w syf polityków to jest „cios poniżej pasa” – znaczy to że ktoś to wygrzebał, nie że tak jest. A pamiętacie jak frajerzy z GDDKiA dali się wsadzić jak przy przetargach na autostrady zwyczajnie bez krępacji brali forsę do kieszeni?! Leszcze! Mogli wypłacić sobie milionowe bonusy.
Koniec końców jest taki że jakiś chłop minister stracił posadkę ktoś tam może jeszcze poleci ale nie oszukujmy się kochani to jest polska! Tu nie traci się pracy będąc w rządowej mafii – tu po prostu przesuwa się klienta do innego departamentu. Dostaje się inną mniej medialną fuszkę. Dokładnie jak w PZPN. Nieważne afery krętactwa czy prymityw – jest klika jest biznes.
To co tu opisujemy nie jest żadnym odkryciem, przecież już przed upadkiem żelaznej kurtyny odpowiednie kluczowe branże zostały rozdysponowane między swoich ludzi z odpowiednich resortów, może i tępych może ograniczonych ale swoich. Żadnemu partyjnemu działaczowi włos z głowy nie spadł, żaden biedy nie klepie, praktycznie nikt nie został rozliczony. Historia lubi się powtarzać jeżeli pozostaje nierozliczona.

sobota, 17 marca 2012

Powroty

Ehhh ostatnie czasy redakcja kręciła się po miejscach gdzie owszem bywają Polacy ale polskie kundle jeszcze z rzadka. W miejscach gdzie samochód może stać otwarty i zapakowany po brzegi sprzętem i nikt go nie ruszy, gdzie narty można zostawiać na zewnątrz nawet na noc i będą stały w tym samym miejscu następnego dnia. A jak zgubisz portfel to możesz go odebrać na recepcji z całą zawartością. Przez ten okres obiecałem sobie że odetnę się od polskiego syfu, nie wejdę na polskie portale, nie przeczytam żadnej gazety, nie obejrzę polskiego programu. Ehh było pięknie! Odpoczywało ciało i umysł. Nawet wiadomości regionalne w tym świecie wyglądają jak dobranocka w porównaniu z tym co serwuje się w polskim kiblu. Niestety do powrotu do rzeczywistości przywołał mnie brutalnie mail którego dostałem ostatniego dnia pobytu od kolegi następującej treści:
!! OSTRZEŻENIE !!!! - do posiadaczy aut
W ostatni Weekend w Piątkowy wieczór zaparkowaliśmy na publicznym parkingu.
Jak wyjeżdżaliśmy z parkingu to zauważyłem naklejkę na tylnej szybie.
Na szczęście kolega powiedział mi żeby się nie zatrzymywać
bo ktoś może czekać aż ja wysiądę z samochodu
Po dojechaniu do domu zdjąłem kartkę, która była zwykłym rachunkiem za paliwo.
Po jakimś czasie otrzymałem tego maila
OSTRZEŻENIE OD POLICJI
DOTYCZY KOBIET I MĘŻCZYZN
UWAŻAJCIE NA PAPIERY PRZYKLEJONE DO TYLNEJ SZYBY AUTA
TO NOWY SPOSÓB NA KRADZIEŻ SAMOCHODU (TO NIE JEST ŻART)
O co więc chodzi ???
Parkujesz przodem.
Wracasz do samochodu, odpalasz zaczynasz cofać aby wyjechać z miejsca parkingowego,
oglądasz się do tyłu i widzisz kartkę na szybie przesłaniającą widok.
Zatrzymujesz się i wysiadasz, żeby ją usunąć. Gdy zbliżasz się do tyłu samochodu
złodziej wyskakuje znikąd, wsiada do auta i odjeżdża praktycznie cię potrącając.
Dodatkowo moje panie założę się że wasze torebki są w samochodzie i odjeżdżają razem z samochodem
A więc tracicie samochód, pieniądze, dokumenty z adresem domowym no i pewnie klucze do domu.
Tak więc wasz dom i osobowość są zagrożone.
Parkując tyłem wyjeżdżasz do przodu nie zerkając na tylną szybę.
TO JEST NOWY SPOSÓB ZŁODZIEI
Jeśli zobaczycie kartkę na tylnej szybie cofając na parkingu
NIE zatrzymujcie się, zdejmijcie ją po powrocie do domu.
Prześlijcie tę wiadomość znajomym i rodzinie zwłaszcza kobietom - kobieca torebka zawiera wiele osobistych informacji i dokumentów
a nie chcielibyście żeby wpadło to w niepowołane ręce.
PROSZĘ Powiadomcie swoich znajomych"


No cóż trudno, skoro mieszka się w kiblu trzeba oswoić się z myślą że POLAK POTRAFI!!!
Każdy sposób na „polską zaradność” (czyt złodziejstwo) jest dobry. Nie bez powodu w końcu, polak uchodzi za jednego z najlepszych złodziei w Europie.
Szybka konsultacja polskich newsów przed wyjazdem gdzie niczym z listy Forbesa dowiedziałem się „jakie samochody najczęściej się w polsce kradnie i w jaki sposób (dowiemy się np. że najczęściej wyrywają zamek). Artykuł zresztą jak zwykle przyozdobiony pięknym metaforami typu: Najczęściej złodzieje kradli volkswageny passaty i golfy. Nic w tym zresztą dziwnego - niemieckie marki od lat cieszą się największym powodzeniem wśród amatorów cudzych aut. (Co to k..a jest amator cudzego auta? – ot taka dzienikarska metafora na złodzieja)
Krótki „przelot” przez tytuły prasowe w stylu: Ojciec zabił syna, potem wujek okradł ich dom – było by nawet groteskowo śmieszne gdyby nie było tragiczne i prawdziwe i nie zalatywało smrodem z kibla.
(Podobno ojciec atakował niczym Husarz siekierą i nożem a wujka który opierdolił ich chałupę okradli inni polacy po drodze). Wszystko to jasno daje do zrozumienia iż sracz jest tuż tuż. Ehh Czas wracać…

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Bilans sylwestrowy czyli dlaczego w polsce nic się nie robi w sprawie drogowej hekatomby.

Tego roczny bilans sylwestrowy: 31 ofiar – 305 rannych – 945 pijanych kierowców. Polski kundel jak zwykle postanowił wejść w nowy rok szybko, bezpiecznie i z procentami na dodatek. Znów to same zaskoczenie – apele policji nie pomogły. (Cóż za niespodzianka!)
Kundel nie usłuchał tylko cisnął z czerwonym wykrzywionym ryjem ile fabryka dała na trzeciego, na piątego by móc pochwalić się przed podobnymi do siebie kundlo-kolegami nowym czasem na trasie Warszawa-Katowice. Efekt jednego weekendu jest jak zwykle porównywalny z 10cio letnimi stratami polski w Afganistanie.

Czy można temu zaradzić? Oczywiście że tak. Pisaliśmy o tym wielokrotnie – wystarczy wzorem cywilizowanych państw wprowadzić odpowiednio restrykcyjne prawo. Pytanie podstawowe:

Po co?

Primo: Przecież o to chodzi żeby przeciętny „Kowalski” srał w gacie wyjeżdżając na święta, sylwestra czy długi weekend. Żeby miał temat do rozmowy pisał zawczasu testament miał zajętą głowę. Jak będzie srał w gacie, czy opłakiwał żonę, syna czy ojca którego stracił w wypadku przez pijanego skurwysyna lub świetnie jeżdżącego polskiego kundla który pod szkołą jechał 180km/h - nie będzie sobie głowy zawracał takimi pierdołami jak kryzys, śmietnik w urzędach, afery polityczne, kręcenie lodów, Rysiów, Zbysiów i innych kolesiów, rosnącymi cenami akcyzy, Vat-u, możliwe że również podatków itp.
Gdy jako poszkodowany będzie latał po sądach walcząc z wymiarem sprawiedliwości, ubezpieczycielami tylko po to by na koniec dostać śmieszną jałmużnę będzie po prostu zajęty. Nie wyjdzie na ulice, nie pójdzie na sejm lub co gorsza nie będzie chciał ani miał czasu żeby rzeczy zmieniać. A przecież o to chodzi by "Kowalskiego” zając. A Kundlowi dać poczucie wiatru we włosach i wrażenia Kubicy, pozwolić się wyszaleć. Nawet jeżeli ceną do zapłacenia jest 4500 zabitych. W końcu dla decydentów to tylko statystyka…

Secundo: W polsce wśród tak zwanych „autorytetów prawnych” panuje tendencja promująca rozkład pojęcia państwa prawa. Dzięki takim autorytetom jak Pani Profesor Płatek forsuje się tendencje nisko śmiesznych wyroków, kar w zawieszeniu i przerabianiu cel więziennych na hotele. Przecież to nie kto inny jak polski Trybunał Konstytucyjny zakazał zabierania samochodów bandytom którzy spowodowali wypadek „pod wpływem”. Uzasadnienie – bo samochód nie może być traktowane jako narzędzie zbrodni… Ciekawe że w wielu krajach może w polskim kiblu – nie. Efekt – zaostrzenie prawa polega na dawaniu punktów karnych za ciągnięcie sanek za samochodem. Innymi słowy raka leczy się witaminą C, a kundel zabija dalej.

niedziela, 25 grudnia 2011

Jak zarobić na nędzy?

Obraz polskiej kolei - Syf brud, smród, zimno, obsrane kible bez papieru i średnia prędkość oscylująca gdzieś w okolicach prędkości niezłego rowerzysty i wsiadanie do wagonów przez okna jak w trzecim świecie w okresach wzmożonego ruchu. Zresztą pisaliśmy o tym już nie raz. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę że na nędzy, nieudacznictwie oraz niespełnionych projektach można się tu w syfie, całkiem nieźle dorobić. A jeżeli nawet nie dorobić to dać wyżyć hordom urzędasów i związkowców którzy to regularnie robią strajki o podwyżki i świadczenia. We wszystkich spółkach kolejowych pracuje jak to ktoś policzył ok. 600 dyrektorów. w PKP PLK samymi inwestycjami zajmuje się ponad tysiąc urzędników! jak donosi TVN24.
Przypomnijmy więc – pomimo tego iż cała Europa mknie po szynach z prędkością bolidu formuły 1 (a jeżeli nie mknie to całkiem sprawnie sobie radzi przynajmniej z rozkładem), to w polskim syfie warunki podróży nie odbiegają za bardzo od podróży zesłańców na Sybir – co dobitnie potwierdziła zeszłoroczna zima.
Zgodnie z obietnicami kolejnych ministrów kolei dużych prędkości miała powstać w kiblu do 2020 roku. – Nie powstanie. Powstanie zgodnie z nowymi doniesieniami medialnymi w 2030. Niemniej jednak na potrzeby przygotowań do budowy już zatrudniono 6ciu nowych dyrektorów i 42 pracowników i wpakowano 55mln PLN! Wiadomo jak przy korycie - trzeba żreć. Należy dodać że większość z tych niedochodowych spółek , nierobów i ich poobsadzane rodzinki finansujemy MY podatnicy. Kolei jest bowiem regularnie dofinansowywana z budżetu. I jak tu się dziwić że działacze związkowi z kilkunastu spółek kolejowych straszą kolejnym strajkiem? Każdy by straszył gdyby za pierdzenie w krzesło i burdel całkiem nieźle żył. Oczywiście jest banalnie prosty sposób by temu zradzić. Wystarczy rozpędzić całe to dziadostwo i wpuścić wolną konkurencje. Wole by płacić za godną usługę DB niż polakowi za poniżenie i syf. Lecz tu, podobnie zresztą jak i w Poczcie Polskiej góre bierze patriotyczny smrodek – lepiej mieć gówno ale swoje.

piątek, 2 grudnia 2011

Aleś posiedzi... polska potępi

Cóż Judasz na pewno nie zasłynął we współczesnej historii biblijnej jako fajny facet ale przynajmniej miał na tyle jaja że potrafił wymierzyć sobie karę. Co innego polska… Polska przeprasza i potępia wystawiając się tym samym na śmieszność.
Wszystko wskazuje na to że znany białoruski opozycjonista Aleś Bialacki pokibluje w koloni karnej przez 4.5 roku. Wystarczy żeby człowieka zniszczyć lub zwyczajnie zabić.

Ważne jest że polska oficjalnie wyrok „potępia!”

Mamy tu do czynienia ze swoistą schizofrenią klozetowo-syfową. Z jednej strony kłapie się paszczurzymi mordami polityków o wielkim wsparciu dla opozycji na Białorusi, (na Ukrainie zresztą też) – z drugiej zaś, sprzedaje się (bo trudno to inaczej nazwać) głównego opozycjonistę jak zwykłą szmatę.
Jak to zwykle w syfie bywa, może nie była to zła wola, może nie brak procedur, bardziej zwykły bałagan, automatyzm, głupota, dehumanizacja prawa co świetnie znamy z własnego podwórka a zwłaszcza z wymiaru sprawiedliwości.

Trzymaj się Aleś! jak będziesz siedział to pamiętaj że polska potępia!
Link

niedziela, 13 listopada 2011

Ląduj jak Wrona u prokuratora

Mieliśmy ostatnio w kiblu prawdziwą „sucess story”. Załoga LOTowskiego Boeinga 767 posadziła maszynę bez podwozia na pasie Okęcia – nikt nie zginął, nikt nie został ranny, nie było „debeściaków”, Vipów, wszystko zgodnie z procedurami – jak to mówią eksperci – wręcz podręcznikowo. Ot dowód na to że ruchanie innych i całego świata jako sposób na życie, może się czasem nie sprawdzać.
Choć raz polski kibel, nie był „pogrążony w żałobie” nie lano się po pyskach żeby złożyć kwiatki, nie ciągano trumien, krzyży, nie było salw honorowych, pośmiertnych awansów, choć raz było w miarę normalnie. Posypały się podziękowania, słowa uznania, wywiady, a Kpt Wrona niczym Kpt „Sully” Sullenberger, stał się bohaterem narodowym. Fajnie!
Ale tu fanfary normalności się kończą! – żyjemy bowiem w zatęchłym kiblu którego mechanizmy a zwłaszcza machina sprawiedliwości mają jeden główny cel: upodlić człowieka, zabrać poczucie sprawiedliwości i praworządności lub zabłysnąć akcją typu „sprzedamy dane Aleśia Bielackiego tamtejszemu NKWD”. Generalnie pod względem proceduralnym i postępowania karnego dużo od czasów wujka Stalina się nie zmieniło. Tak było i tym razem. Otóż jak donoszą triumfalnie media: „ Jest Śledztwo ws. Awaryjnego lądowania na Okęciu”!

Już polskie właściwe instytucje, wyczuły pismo nosem – można bowiem zgnoić, złamać i upodlić w świetle jupiterów zaistnieć. Niech walą pieczęcie, rosną tomiszcza akt, niech ci których uznano za fachowców siedzą i czekają na wizytę u pana prokuratora wśród pedofilów złodziei i pospolitych kundlo-bandytów.
Zgodnie z polską procedurą, prokuratura przesłucha wszystkich 230 pasażerów feralnego lotu w roli pokrzywdzonych! Tak na marginesie, gdybyś drogi czytelniku zastanawiał się dlaczego w polskich sądach akta liczy się często w tonach nie w tomach to właśnie z powodu przestarzałej kretyńskiej procedury która nakazuje przesłuchiwać wszystkich świadków zamiast po prostu zebrania mocnych dowodów. Ale cóż, w ten sposób samo przesłuchanie zabierze kilka lat i można udawać że jest się super zajętym i przepracowanym – dlatego też wyroki zapadają po latach, panuje ogólny syf a „system sądowy” jest przeciążony.
Najważniejszym jest jednak pytanie jak zawsze o zdrowy rozsądek. Co prokurator mający na co dzień do czynienia z mędami społecznymi, mordercami, czy gwałcicielami może wiedzieć o lataniu. Odpowiedz jest prosta – gówno o lataniu wie. Niemniej jednak musi swoją mordę zgodnie z tajemniczymi „procedurami” w sprawę wsadzić. W normalnym kraju tego typu wypadki bada urząd lotnictwa cywilnego po czym przekazuje, jeżeli jest taka potrzeba ustalenia prokuraturze do decyzji – ale to w normalnym kraju.

sobota, 22 października 2011

Dziękujemy wam szmaty

I znow wracamy na drogi

Warto tym razem zacząć na inną nutę. Jak donosi TVN24:
325 km/h - z taką prędkością 28-letni Szwajcar gnał Bentleyem po autostradzie z Genewy do Lozanny. Wykroczenie udowodniono mu na podstawie nagrania z jego własnego telefonu komórkowego, na którym widać prędkościomierz.
O sprawie poinformowała w środę policja kantonu Vaud. Do samego zdarzenia doszło natomiast 21 kwietnia około 3.30 w nocy. Wówczas pochodzący z Genewy mężczyzna osiągnął wspomnianą prędkość za kierownicą swego wozu Bentley Continental.

Policja ustaliła to na podstawie nagrań wideo z jego telefonu komórkowego, który funkcjonariusze przeglądali w ramach śledztwa w innej sprawie. Na nagraniu widać było m.in. licznik w samochodzie.

Zabrali mu prawo jazdy

Na przesłuchaniu mężczyzna usiłował się tłumaczyć, że samochód prowadził jego kolega, on zaś tylko nagrywał. Kilka okoliczności pozwoliło jednak dowieść, że sam był za kierownicą.

Żandarmi natychmiast skonfiskowali prawo jazdy kierowcy, który odpowie za poważne złamanie ustawy o ruchu drogowym oraz narażanie życia innych osób.


I zestawić to z takim oto doniesieniem z kibla:

Wrocławscy policjanci zatrzymali 42-letniego mieszkańca Leszna, który przekroczył dopuszczalną prędkość o 110 km/h. Mężczyzna pędził po krajowej "12" z prędkością niemal 200 km/h. Kierowca otrzymał 600 złotych mandatu oraz 10 punktów karnych.
Policjanci patrolujący krajową "12" w okolicach Głogowa zauważyli samochód, który jechał z bardzo dużą prędkością. - Gnał prawie 200 km/h - mówi Paweł Petrykowski z KWP we Wrocławiu. Jak dodaje, kierowca pędził tak na dość niebezpiecznym odcinku, na którym znajduje się również duży parking dla samochodów ciężarowych i przejścia dla pieszych.

Policjantom udało się zatrzymać mężczyznę. Ukarany został 600 zł mandatu i 10 pkt karnymi.


Oraz takim:

Dwóch mężczyzn zginęło na miejscu po tym jak ich auto wjechało w budynek mieszkalny w Kamieńcu Wrocławskim na drodze z Oławy do Wrocławia. Przyczyny wypadku bada policja jednak nieoficjalnie była to nadmierna prędkość.
O sile z jaką auto uderzyło w budynek świadczy fakt, że przez długi czas policjanci mieli problemy z ustaleniem marki pojazdu. Mieszkańcy budynku mogą mówić o dużym szczęściu, gdyż auto wbiło się w pustą o tej porze część korytarzową budynku. Zniszczenia domu są na tyle duże, że potrzebna będzie specjalna ekspertyza, która wykaże, czy budynek nadaje się do dalszego zamieszkania.
Warto obejrzeć też filmik z kundlo zdarzenia.
http://www.tvn24.pl/-1,1720206,0,1,samochod-wbil-sie-w-dom,wiadomosc.html


Widzisz drogi czytelniku różnice między cywilizacją a kiblem? W cywilizowanym kraju koleś gnający po pustej, prostej, równej jak stół autostradzie w środku nocy traci z urzędu prawo jazdy, być może i Bentleya i odpowiada za narażanie życia innych osób – za co w Szwajcarii grozi więzienie. W Polskim sraczu zaś, podobny występek tylko na jednopasmowej syfnej drodze z kibla rodem ze skrzyżowaniami, zabudowaniami i przejsciami dla pieszych to 600zł mandatu czyli 170 CHF (skipass na 5 dni) i 10 kretyńskich punktów karnych (nic nie znaczą gdyż w kiblu po utracie prawa jazdy jeździ się dalej). Popisy rodzimych kundlo-rajdowców których nie można ukarać kończą się najczęściej tak jak na ostatnim obrazku. Tu na szczęście, wszystko dobrze się skończyło. I poza domem nie nadającym się do zamieszkania większych strat nie ma.
Dziękujemy więc wam decydenckim szmatom z lewej prawej i środka, za wspaniałe rozwiązania problemu rzezi na polskich drogach. Przypomnijmy bowiem że w obliczu blisko 5000 zabitych rocznie na drogach kibla, decydenckie oderwane od rzeczywistości szmaty doszły do wniosku iż należy drastycznie zaostrzyć przepisy! W związku z powyższym UWAGA: za rozmowę przez telefon komórkowy w trakcie jazdy będzie groziło 5pkt karnych, za przewożenie dzieci poza fotelikiem 6pkt, za cofanie na autostradzie 5pkt oraz za ciągnięcie sanek w zimie 5pkt! (sic!). – Warto dodać że owe punkty można sobie wsadzić w dupe, gdyż rekordziści zbierają po 100 pkt i nic się dalej nie dzieje.
Już widzę jak polskiemu kundlowi zapierdalającemu 200km/h w obszarze zabudowanym, zadrży ręka ze strachu czy aby odebrać telefon, lub jak poprawi się bezpieczeństwona drogach gdy 5pkt będzie za ciągnięcie sanek! Podobne pomysły chorych kretynów można co najwyżej porównać do leczenia raka za pomocą aspiryny!
Dziękujemy wam też decydenckim szmatom za to że polak za granicą w samochodzie postrzegany jest jak potencjalny morderca, ponieważ wy, wzorem innych krajów regionu nie potrafiliście wziąć bezpieczeństwa na drogach na poważnie dając kundlom pseudo poczucie wolności w ich rozpadających się 15 letnich szrotach narażając miliony innych chcących bezpiecznie poruszać się obywateli.

piątek, 7 października 2011

Obywatel Kibic

Gdyby zechcieć stworzyć archetyp polskiego skurwysynskiego kundla byłby nim zapewne polski kibic. Prosta grubo ciosana zakazana morda, łysy łeb, gówno płynące z pyska, agresywny, uzbrojony w białą broń, kij baseballowy lub siekierę, często zachlany, kombinujący gdzieś w szarej strefie – często recydywista lub pospolity bandyta w zaśmierdzialym dresiku typu szu szu, drący ryja po nocach i demolujący prywatną własność. Uwaga oto nadchodzi POLSKI KIBIC!
Otóż tenże polski kibic od kilku miesięcy nie schodzi z pierwszych stron gazet, staje się tu w polskim kiblu pełnoprawnym członkiem debaty publicznej. Strona w sporach, ma swoje zdanie, agituje, debatuje (choć w gruncie rzeczy jest to potok słów kurwa i chuj).
Z „kibicami” rozmawia premier, opozycja wyciąga z pierdla, cacka się prokuratura i policja, a ministerstwo sprawiedliwości nie może wysrać jednej sensownej ustawy która by skutecznie ukróciła skurwysyński proceder. Element który w cywilizowanych krajach ląduje na marginesie lub jest szybko i skutecznie zamykany w klatkach lub odstrzeliwany w polskim syfie jest na świeczniku. Staje się jakby kolejną – piątą władzą. Cóż w bandyckim kraju trzeciego świata jest to w zupełności normalne.
Kilka dni temu „kibic” jakiejś trzeciorzędnej drużyny żużlowej – wpadł pod samochód na nieszczęście policyjny. „Kibic” ów jak wykazała sekcja był najebany (w końcu kibic) rozmawiał przez komórkę, wbiegł na jezdnie – cóż zginał tak jak w polsce gnie kilka tysięcy osób rocznie – głupio bez sensu, przez kretynizm i zachlanie.
Śmierć ta spowodowała jednak to że Zielona czy tam Jelenia czy jakaś inna Góra, zamieniła się w strefę wojny domowej. Demolowane i podpalane były dziesiątki samochodów, niszczone przystanki, sklepy i ulice. Pobita władza liże rany w szpitalu a wszyscy trzęsą dupami – co dalej. Oczywiście ów najebany kibic stał się jak to w syfie jest w zwyczaju „Santo Subito” ze swieczuszkami obrazkami i resztą syfu. Stał się symbolem walki i męczeństwa.
Dziś z kolei grupa skurwysyńskich kundli zwanych dalej kibicami uświetniła swoją obecnością mecz 9cio latków. Warto obejrzeć relacje z tego jakże polskiego widowiska:
TU
Stare polskie skurwysyny wyzywały małe dzieci grające w piłkę od kurew i bękartów wszystko bez najmniejszej interwencji ze strony policji straży wiejskiej. ot obraz polskiego kibica, polskiej piłki, i polski.
Warto więc zestawić ten właśnie obrazek skurwysyństwa z negocjacjami z władzą, spotkaniami z premierem czy prezesem by dostać pełny obraz kraju w którym żyjemy. Tam gdzie użyto by amunicji i oddziałów porządkowych w polsce uchodzi za część kultury i folkloru, a karą jest grzywna.
Chętnie zagłosowałbym więc za prawdziwą władzą która potrafi uszanować praworządność, kulturę, nie dyskutuje z bandytami tylko wsadza ich do pierdla ale takowej po prostu nie ma. Może warto wiec powiedzieć za Dantem : „Ty( pragnący normalności człowieku) który mieszkasz tu w polskim syfie – porzuć wszelkie nadzieje”.

piątek, 1 lipca 2011

Eksperyment z kibla rodem

Niektórzy zarzucają mi że za często piszę o polskich drogach a za mało o „innej rzeczywistości”. A więc spieszę z wyjaśnieniem. Polski syf lub też "inna rzeczywistość" nie zostanie bynajmniej pominięta.
Droga to jednak miejsce specyficzne, gdzie zderzenie z polskim skurwysyństwem bywa nie tylko metaforyczne ale i czasem dosłowne... Poza tym droga to świetna próbka tego czym polskie skurwysyństwo właściwie jest. Można przykładowo mieszkać na odludziu, nie mieć telewizora i radia i mieć to szczęście że przez ostatnie 2 lata cię nie okradli i nie zabili dla dwudziestu złotych i na tej podstawie wnioskować iż polska to całkiem fajny kraj. Ale czy można wtedy mówić o smakowaniu polski? Niestety nie…
By posmakować skurwysyństwo, butę, chamstwo i polaczkowatość trzeba wyjść do ludzi, zmieszać się z tłumem, wpaść do szamba. A gdzie można lepiej wpaść w syf niż na drodze którą współużytkujemy z tysiącami innych uczestników w tym większością polskich kundli? No gdzie?
Podczas smakowania skurwysyństwa na drodze, czyli oglądania siejących śmierć tirowców, pijanych kutasów za kółkiem czy przede wszystkim zwykłych polskich skurwysynów łamiących zasady już nawet nie prawa karnego ale fizyki, ważnym elementem w smakowaniu skurwienia jest upodlająca świadomość kompletnej bezradności.

Należy bowiem pamiętać iż policja praktycznie nie istnieje, a gdy się pojawia traktuje bandyte drogowego jak partnera do rozmowy a nie zagrożenie. Do tego dochodzą śmieszne kary, kompletnie bezradny aparat sprawiedliwości oraz brak woli decydentów do zatrzymania śmierci z głupoty i skurwienia. Już wielokrotnie podkreślaliśmy iż z problemem świetnie uporali się zarówno Czesi jak i Słowacy, Łotysze, Litwini, Estończycy, czyli Ci wszyscy u których problem w ostatnich latach istniał…
W kloace jednak, po raz kolejny GDDKiA wraz z odpowiednimi ministerstwami i policją eksperymentuje na nas, niczym na szczurach robiąc gówno pod tytułem „Narodowy Eksperyment Bezpieczeństwa-Weekend bez ofiar”.
Już za samą formę tego skretyniałego pomysłu gdzie na żywej masie wykonuje się eksperymenty bez zgody należało by wypieprzyć na zbity ryj wszystkich którzy za tym stoją! Lub co najmniej podać pod sąd… Zamiast zastosować jedyną działającą na polskiego kundla metodę perswazji (czyt: bat na ryj) w postaci gigantycznych mandatów, odbierania samochodów pijanym, kar sądowych, władza po raz kolejny organizuje sobie eksperymenty.
Efekt eksperymentu: 71 zabitych (więcej niż przez 10 lat obecności polski w Afganistanie i 10 w Iraku), 650 rannych i 2794 pijanych. To tylko jeden weekend. Do przodu polsko!

To że polski kundel to niereformowalny zacięty skurwiel który w połączeniu ze śmiesznym wymiarem sprawiedliwości z kibla stanowi śmiercionośny koktajl niech świadczą te dwa można powiedzieć sztandarowe przykłady:

Pasażer Fiata, który jako jedyny przeżył sobotni wypadek pod Strzelcami Opolskimi w którym zginęło pięć osób, podróżował zamknięty w bagażniku - dowiedziała się nieoficjalnie TVN24. Stan mężczyzny jest ciężki. W dalszym ciągu trwa śledztwo mające na celu ustalenie kto siedział za kierownicą Fiata. Samochód z nieznanych przyczyn zjechał na lewy pas ruchu i zderzył się czołowo z nadjeżdżającym Volkswagenem. Jak informuje portal 24opole.pl, wiadomo już, że nikt z tych osób nie posiadał prawa jazdy, a auto nie miało ważnych badań technicznych.

Oraz z ostatniej chwili

Za TVN24:
W maju policja zatrzymała go pijanego, kiedy prowadził należący do rodziców samochód. Za kierownicę nie powinien wsiadać nawet trzeźwy, bo ma dopiero 15-lat. Sprawa trafiła do sądu rodzinnego. Ale nastolatek się nie przestraszył. W piątek rano znów wsiadł za kierownicę auta rodziców i wjechał w zaparkowaną ciężarówkę. W szpitalu walczy o życie. Jego pasażer nie żyje.
Do wypadku doszło w piątek wcześnie rano na ulicy Partyzantów w Porębie (Śląskie). Kierowca nissana - według wstępnych ustaleń policji był to 15-latek - stracił panowanie nad samochodem i uderzył w tył stojącej na poboczu ciężarówki. Nissan dachował.

Nie pierwszy raz

- W wyniku zderzenia na miejscu zginął ok. 40-letni mężczyzna o nieustalonej dotychczas tożsamości, natomiast poważnie ranny 15-latek trafił do szpitala - powiedział nadkom. Janusz Jończyk z zespołu prasowego śląskiej policji.

Policjanci z zawierciańskiej drogówki znali prowadzącego auto nastolatka. Kilka tygodni temu zatrzymali go, gdy prowadził samochód, choć jest jeszcze za młody, aby starać się o prawo jazdy. Badanie alkomatem wykazało w jego organizmie 1,2 promila alkoholu.

Chłopak prowadził wtedy tego samego nissana, którym w piątek uderzył w ciężarówkę. Auto należy do jego rodziców.


Obyś tą walkę gnoju przegrał.

niedziela, 22 maja 2011

Familijny objad

Rodzinno-komunijny obiad na warszawskim Ursynowie.
Ładne duże mieszkanie, zamknięta rezydencja, ładny ogród. Jednym słowem (a właściwie w trzech) cud, miód, malina. Jedyny problem że „rezydencja” została zbudowana na polskie „odpierdol się” i wszystko zaczyna się sypać ale nie w tym rzecz.
Komunijny obiad dla kilkunastu osób, zaaferowane dzieciaki latają po mieszkaniu w oczekiwaniu na jedzenie, a to pizdu i odcięli prąd.
W domu gdzie nie ma gazu, oznacza to nie tylko że nie obejrzysz „X sraktor” w TV ale również że nie żresz.
Widok gości wpierdalających kanapki i srających w ciemnym klopie przy świeczkach był dla każdego antropologa polskiego syfu i upodlenia naprawdę pięknym kąskiem. Dramaturgii wszystkiemu dodawały szwędające się dzieciaki pytające kiedy dostaną coś do jedzenia – zupełnie jak w trzecim świecie…
Impreza szybko się skończyła i wszystko można by zrzucić na karb złego zrządzenia losu, lecz gospodarz wyprowadził mnie z błędu: nie ma podobno tygodnia gdzie prądu by nie „odcięli” przynajmniej raz. Czasem „tylko” na godzinę czasem na pół dnia. Nawet nie trudzi się już z ustawianiem zegarków na sprzęcie AGD lub planowaniem nagrania ulubionego programu na Discovery – bo nie ma sensu. Tym razem myślał że się uda, ale cóż zapomniał że mieszka w kiblu – polsce. Zresztą przecież nikogo takie uciążliwości nie obchodzą poza samymi poszkodowanymi.
Warto zauważyć że polska w dostawach prądu nie jest odosobniona, zdarza się to w takich „mocarstwach” jak Korea Północna, Afganistan czy Irak objęty wojną – czyli dokładnie tam gdzie kibel infrastrukturalnie pasuje. Wniosek jeden – to nie jest kraj dla normalnych ludzi.

czwartek, 19 maja 2011

Porany przegląd prasy w sraczu

Warto czasem pochlić się nad wydarzeniami którymi żyje kibel-polska. Nie oszukujmy się jakość tzw „niusów” to nic innego jak odbice rzeczywistości danego kraju. Niestety tym czym jesteśmy chłostani w sraczu-polsce daje obraz skrajnego skurwienia pomieszanego ze zdziczeniem chamstwem i prymitywem. Oto przegląd jednego poranka w sraczu:
Zaczynamy dość pozytywnie-kierowca TIRa który normalnie „wali w osobówkę” tym razem skosił tylko kilkadziesiąt metrów barierki na prostej, płaskiej i dobrze oświetlonej drodze. To akurat żadna nowość bo bandyci w tirach osiągają tam prędkości dochodzące do 110km/h.
Jedziemy dalej – ciągnące się jak g... śledztwo w sprawie Olewnika wskazuje że poza zwykłym bandytyzmem w gre wchodzi korupcja, wchodzą powiązania biznesu ze światem przestępczym – w polsce norma. Nie tak dawno onet pisał o zleceniu przestrzelenia kolan konkurencji przez jednego z „polskich przedsięboiorców”
http://wiadomosci.onet.pl/kraj/biznesmen-zlecil-przestrzelenie-kolan-konkurenta,1,4209650,wiadomosc.html
Kolejna wiadomość prosto z kibla mówi sama za siebie:” Pijany taranował auta. Pięć osób w szpitalu” . Wszak wszech i wobec wiadomo że w sraczu śmierć na drodze to norma, pjaństwo za kierownicą genetycznie uposledzonego polskigo kundla to taki folklor a skurwysyństwo to cecha narodowa.
Kolejny „niuuss”: ciekawa jak na polską rzeczywistość kradzież – otóż zajebano konia za 100 tysi – polak potrafi.
W Gdyni zatłuczono małą rzadką bałtycką fokę – zwierze znaleziono z pogruchotaną czaszką i wypłyniętym okiem – co świadczy o potężnym udeżeniu tępym narzędziem – ulubionej pomocy wychowawczej dla zwierząt polaka katolika.
No i niejako na deser: Jadący na rowerze przez 60 krajów z misją uczenia o AIDS i HIV, przejechawszy 90 000 km Somen Debnath, skończył swoją wycieczke w warszawie bo... polskie skurwysyny zajebały mu rower...
Tak więć podsumujmy otwarcie dnia w kurwidołku: bandytyzm drogowy X 1, skandal+ bandytyzm, skurwysyństwo drogowe + bandytyzm + pijaństwo, kradzież, bestjalstwo, skurwysyństwo pomieszane ze złodziejstwem. Wiadomości pozytywnych 0.
Aha no i jeszcze „polscy kibice” zatrzymani za atak maczetami na grupę nastolatków.
Ot początek dnia w sraczu.
Miłego dnia.

środa, 9 marca 2011

Droga do syfu

Przykro się pisze o kiblu - polsce. Przykro gdyż ciągły wylew gówna w postaci afer przekrętów, syfu, smrodu dziadostwa, układów, złodziejstwa i zwyczajnego skurwysyństwa nie ma właściwie żadnej wartości naprawczej. Codziennie (to kuriozum na skale światową) zalewani jesteśmy w mediach ściekami z polskiej rzeczywistości, i co właściwie z tego wynika? Jakie z tego płyną nauki, jakie wnioski?
ABSOLUTNIE ŻADNE!
I tak oto dostajemy kolejny kąsek polskiego smrodu:

Za TVN 24
Pęknięcia jezdni, nierówna nawierzchnia, błędy w oznakowaniu i wytarte pasy ruchu. Tak wygląda najdroższa trasa w Polsce - S8 - niespełna dwa miesiące po otwarciu - alarmuje "Życie Warszawy".
- Aż przykro patrzeć na taką fuszerkę. Spękania asfaltu widać już dziś na zjeździe z ul. Warszawskiej na trasę ekspresową S8 w stronę Lazurowej - mówi gazecie wójt Starych Babic Krzysztof Turek.
- To przerażające, bo na tej trasie jeszcze prawie nie ma ruchu - dodaje ekonomista Adrian Furgalski. Zauważa, że otwarcie S8 w styczniu tego roku było przecież tylko preludium do wpompowania w nią w 2012 roku ruchu z autostrady A2. Można więc spodziewać się najgorszego.

Najdroższa trasa w Polsce
Jak przypomina "ŻW", droga krajowa S8 na terenie Warszawy to najdroższa trasa w Polsce. 10,4 km kosztowało aż 2 mld 270 mln zł. Wychodzi 218 mln zł za kilometr. Kontrakt zgarnęło konsorcjum Budimeksu, Strabagu, Warbudu i Mostostalu Warszawa.
- Pęknięcia na nowej jezdni? Pierwsze słyszę. Jutro tam pojadę i to sprawdzę - obiecuje dyrektor kontraktu Włodzimierz Bilski z konsorcjum wykonawczego. - Ewentualne usterki będziemy naprawiać. Czekamy, aż się ociepli - podkreśla.


Tak, Kochani po raz kolejny dostaliśmy najdroższy kawałek gówna w Europie. Mnie akurat taki obrót spraw nie dziwi gdyż po pierwsze mieszkam w polsce - kiblu od zawsze, a po drugie, miałem mieszkanie wybudowane przez konsorcjum Budimexu z jakimś innym syfem. W ów mieszkaniu zawalały się sufity, pękały ściany, odrywały się płaty tynku na elewacji, przeciekał dach a wyciszenia podłogi i izolacje zamiast być zrobione ze specjalnego styropianowego materiału zrobione były ze sparciałej dykty pomieszanej z tekturą. Jak widać fachowość, uczciwość i know-how (wyruchać klienta) nie zmieniło się przez ostatnie 15 lat. Pan Bilski „pierwsze słyszy ale sprawdzi”. –Będziem naprawiać mówi - i pewnie rzuca kurwami pod nosem bo znów dziennikarzyny robią czarny PR.
W przypadku wyżej wspomnianego bloku mieszkalnego naprawy trwały trzy lata. Trzy lata ciągłego mieszkania na budowie-w syfie brudzie kurzu, w mieszkaniach zastępczych. Jednym słowem nie trzeci a czwarty świat! Zresztą Pan odpowiedzialny za naprawy nazywał się podobnie-może to ten sam… Też fachowiec. Pamiętam te fachowe gadki: albo bierzecie tyle i tyle rekompensaty i zamykacie gębę albo spotykamy się w sądzie (co w kiblu oznacza utonięcie w bagnie).

Nawiązując jednak do ww. gówna ukazała się ostatnio równie ciekawa wiadomość dot. budowy autostrad w polsce:

Za onet pl
Chińskie konsorcjum, które za pół ceny buduje 50 km autostrady A2 między Łodzią a Warszawą, nie może znaleźć w Polsce podwykonawców - ujawnia "Dziennik Gazeta Prawna".
Dalekowschodnia firma debiutuje tym zleceniem na europejskim rynku, choć ma duże doświadczenie w budowie linii drogowych i kolejowych w Chinach. Aby zrealizować kontrakt, potrzebuje lokalnych podwykonawców, znających tutejsze realia.
Jak dotąd otrzymuje odpowiedzi odmowne od polskich przedsiębiorstw, do których się zwracała. Nie można jednak udowodnić, że jest to swego rodzaju nieformalna zmowa wobec obcego giganta budowlanego. Chińska firma miała również duże kłopoty z zakupem betonu.
Nasi wykonawcy od początku zwracali uwagę na, zaniżone ich zdaniem, kalkulacje chińskiego konsorcjum. Podejrzewali nawet dumping. Wg założeń rządu, dwa odcinki budowane obecnie przez dalekowschodnie konsorcjum, miały kosztować ok. 2,5 mld zł. Tymczasem podpisany kontrakt opiewa tylko na 1,3 mld zł, co daje 26,5 mln za jeden kilometr autostrady. Dla porównania budowniczy pozostałych trzech fragmentów A2 między Łodzią a Warszawą otrzymają od 36 do 61 mln zł za kilometr.
Źródło kłopotów chińskiego konsorcjum może jednak leżeć poza granicami naszego kraju. Większość dużych firm budowlanych w Polsce jest własnością zachodnich koncernów, które obawiają się, że sukces Azjatów u nas będzie doskonałą przepustką do startu w następnych przetargach w Europie, a tym samym odbierze im część rynku - przypuszcza "Dziennik Gazeta Prawna".


Innymi słowy Chińczyk zrobi taniej, lepiej (byłem widziałem) a poza tym gorzej już chyba się nie da i może nie da się ruchać bo jest z innego kręgu kulturowego. Może i tak, ale niestety tu w syfie nie zrobi nic. Polskie kundle węsząc brak możliwości wydymania kasy i zatrudnienia 15 firm podwykonawców czyli zrobienia tzw. dobrego interesu – z żółtkami robić nie będą.

sobota, 5 marca 2011

Dlaczego Polacy to chamy? Cz I

Za TVN24
Jagna Marczułajtis żąda przeprosin od trenera kadry Pawła Dawidka. Szkoleniowiec
miał śmiać się z jej upadku i obrażać ją podczas mistrzostw Polski w slalomie gigancie równoległym. - Krzyknął do mnie "stara pi..o do domu", a potem, do mojego męża: "ćwoku, do domu dzieci pilnować" - relacjonuje zajście Marczułajtis. Jeśli przeprosin nie będzie, skieruje sprawę do sądu.

Trzykrotna olimpijka, czternastokrotna mistrzyni kraju, w drugim poniedziałkowym
przejeździe półfinałowym mistrzostw w Jurgowie upadła tuż przed metą. Obok niej
przejechał trener Dawidek.
- Nie dość, że mnie prawie rozjechał, to jeszcze zachował się skandalicznie.
Krzyknął do mnie "stara pi..o do domu", a potem, do mojego męża "ćwoku, do domu
dzieci pilnować" – relacjonuje czwarta zawodniczka olimpijskiego slalomu giganta
w Salt Lake City 2002.


Ot mamy przykład polskiego chama. Warto dodać że cała sprawa ma miejsce w
polskim związku sportowym, gdzie tatuś sędziuję synka którego zatrudnia wujek
pracujący dla kuzyna. Czyli w tzw. polskim zasranym bajorze.
Jak widać emocje sportowe które polak musi z siebie wysrać zawsze obracają się w
gówno z mordy. Co ciekawsze warto dodać że komentarze tzw „polskich internatów”
w większości popierały pana trenera – zawsze dobrze w końcu mieć kogoś do kogo
można się odnieść…

sobota, 5 lutego 2011

O Smoleńsku raz jeszcze

Ponieważ rzygi podchodzą do gardła na samą myśl o słowie Smoleńsk a mózg buntuje się przed dalszym faszerowaniem smrodliwą papką którą był karmiony od roku, warto wrócić do tematu. (póki za użycie słowa „Smoleńsk” w negatywnym świetle nie będzie groziło więzienie do czego chce doprowadzić jedna z opcji politycznych.)
Gdy blisko rok temu przez polską butę i zakompleksienie doszło do jednej z większych a jednocześnie najtragiczniejszych katastrof lotniczych w historii państwa, wszystko wskazywało że fakty są dość oczywiste. O ile zaraz „po”, można było wysnuwać hipotezy rodem z Science Fiction, o tyle stenogramy z kabiny i zapisy parametrów lotu z czarnych skrzynek nie dawały już złudzeń. Za starami siedział zastraszony pilot, za którego plecami stał jego przełożony generał (niby czytając na głos instrukcje) a z tyłu siedział na dupie zakompleksiony Święty o skwaszonej gębie.
Generał zasłyną między innymi tym że dwa lata wcześniej chciał uciszyć „pyskujące rodziny” poległych w katastrofie CASY (pamiętajmy że nasyłano na nich nawet panów w czarnych płaszczach jak za dobrych czasów UB). Pan prezydent natomiast zasłynął tym że rok wcześniej praktycznie wypierdolił jednego z pilotów który chcąc ratować mu dupę i trzymając się procedur (w polsce to wstyd) odmówił lądowania w Tibilisi. Przypomnijmy że ów pilot został wtedy nazwany tchórzem nie tylko przez prezydenta ale również przez jego partyjnych lizusów-dupusów. Dla dopełnienia mieszanki wybuchowej tego koszmarnego poranka należy dodać że samolot, po spóźnieniu pana prezydenta, w ogóle nie powinien startować ze względu na warunki panujące na lotnisku docelowym.
Z takim oto koktajlem głupoty buty i prywaty rozpoczął się ten tragiczny poranek.
Czy po oderwaniu od pasa, lot ten mógł zakończyć się inaczej? Mógł ale nie w polskim syfie. Wystarczyło zastosować się do procedur przepisów lotniczych oraz do zaleceń kontrolerów, i wszystko było by pięknie. Proste! A jednocześnie dla polaka tak niezrozumiałe jak ograniczenie prędkości przy szkole. Nie będzie przecież jakiś ruski pies psuł wycieczki polskiemu panu prezydentowi z misją, i jakąś tam mgiełką straszył! No i doszło do tragedii.
Tak sprawy wyglądały tegoż pamiętnego dnia. I wydawać by się mogło że to już koniec koszmarnego blamażu wstydu i upokorzenia polską wrodzoną głupotą. Niestety nie! To był dopiero początek…
Polski kundelek, bowiem należy do tych kreatur które nigdy nie potrafią przyjąć winy na „klatę” tylko zawsze widzi ją w innych. To zawsze „baba wyskakuje na pasy przed maskę”, „inni też kradną”, „złośliwe szkopy prześladują” a „czarne siły chcą przesunąć męczeński lecz zdesakralizowany krzyżyk sprzed pałacu prezydenckiego” itp. Polak więc wszczął wielowątkowe śledztwo, które jak inne wielowątkowe śledztwa w syfie, ma za zadanie po kilku latach wytężonych pierdnięć prawno-intelektualnych nie doprowadzić do absolutnie żadnych konkluzji. Fora internetowe zaroiły się od „ kundel-ekspertów lotniczych” którzy na kolejnych to już filmach, które przeciekły do netu widzą na poszyciu kadłuba serie z kałasza, odłamki pocisków, krzywe pęknięcia poszycia nie mówiąc już o kręcących się ruskich w czarnych kurtkach palących butnie pety, podczas gdy tam leżą ciała polskich męczenników. Potrzebny był więc rok medialnej papki by przeciętny kundel nie miał żadnych wątpliwości- to zrobili ruscy! I tego się trzymajmy. Taka konkluzja w syfie to była tylko kwestia czasu. Rzeczywiści współwinni natomiast z duża dozą prawdopodobieństwa zostaną wyniesieni na ołtarze w niedługiej przyszłości.

niedziela, 19 grudnia 2010

Popruszyło!

Poprószyło, oj poprószyło! Jak co roku o tej porze już od ponad 10tys lat. Jak co roku w sraczu jednak, śnieg wywołuje tą samą konsternację i zaskoczenie. Jak zwykle „zima zaskakuje drogowców” na drogach śmierci. Jak co roku bandyci w tirach blokują doszczętnie wszystkie drogi. Tak tak kochani, były takie dni gdzie w środku europy (w polsce) w XXI wieku nieprzejezdne były wszystkie (!) drogi a korki kończyły się na granicy syfu – już za granicą, jak za dotknięciem magicznej różdżki drogi były przejezdne. Tam gdzie można było pojechać, bandyci w tirach siali śmierć i zniszczenie
Innymi słowy kraj znów przypominał zapchany kibel czyli pokazywał swoje prawdziwe oblicze.
My natomiast tym razem, pochylimy się nad tymi przezornymi, którzy nauczeni doświadczeniem, wybrali pociąg zamiast ryzykowania życia na drogach lub zamarznięcia na poboczu w oczekiwaniu na pomoc.
Jak donosiły media, kataklizm rozpoczął się już samą niesłychanie skomplikowaną operacją zmiany rozkładu jazdy. Gdzie w normalnym świecie, bilet na pociąg można kupić przez internet z rocznym wyprzedzeniem w obsranym kiblu nie było wiadomo co zdarzy się w rozkładzie jazdy na 2 dni w przód. Jak się okazało nic się nadzwyczajnego nie zdarzyło gdyż burdel był taki że nie sposób było się w niczym połapać. Jeżeli już udało nam się „załapać” na pociąg, mogliśmy doświadczyć, i to bez dodatkowych opłat za atrakcje, warunków które doświadczali więźniowie wywożeni na Sybir lub bydło wiezione na rzęź. Co jak co ale takich bajerów nie dostaniemy w byle Disneylandzie!

Za TVN 24
Siedem i pół godziny, czyli trzy razy więcej niż normalnie, trwała podróż pociągiem z Warszawy do Poznania. Najpierw doszło do awarii i skład stanął w szczerym polu. Później pasażerowie musieli czekać kilka godzin na kolejny pociąg. - Jak zawsze w takich sytuacjach pasażerowie mogą żądać zwrotu pieniędzy za bilety - oświadczył rzecznik grupy PKP Łukasz Kurpiewski. J

"Nieludzkie traktowanie pasażerów"

Pociąg TLK wyjechał z Warszawy wyjechał o 19:05 z Warszawy. Nie zajechał jednak daleko, bo przed 20. zepsuł się. - Pociąg stanął około ósmej w szczerym polu. Nie było wiadomo, jak daleko jesteśmy od danej stacji. Przemiły pan konduktor, który łudził nas bardzo dziwnymi informacjami, że zaraz przyjedzie pociąg, że będą dodatkowe wagony, że może będzie darmowa kawa, herbata, nawet nie chciał nam podstemplować biletów - opowiada pani Anna.
Pasażerowie zmuszeni byli czekać kilka godzin na decyzję, jak dalej będzie wyglądała podróż. - Koszmar. Bardzo, bardzo nieludzkie traktowanie przez kolej pasażerów - dodaje kobieta. - Wrzask dzieci, płacz, no taki mały horror - podsumowuje podróż pan Maciej.

"W takich warunkach wożono zesłańców na Sybir"

Ostatecznie na stacji w Bednarach pasażerowie przesiedli się pociągu relacji Lublin – Świnoujście. Do Poznania dotarli około godziny 2.30.
Pasażerowie warunkami podróży są zbulwersowani. - Trzy-cztery godziny bez ogrzewania w polu bez światła (...) Wrzask dzieci, płacz, no taki mały horror - mówi pan Maciej. Inny pasażer, Oskar, historię podsumowuje jeszcze ostrzejszymi słowami: - Jak może wyglądać według pani podróż PKP? Bardzo nieprzyjemnie. W takich warunkach wożono zesłańców na Sybir. (...) To są usługi po prostu na poziomie krajów trzeciego świata.

Peron, którego nie ma, czyli chaos na kolei

Spowodowane mrozem awarie pociągów to nie jedyne utrudnienia na kolei. Od niedzieli 12 grudnia obowiązuje nowy rozkład jazdy. Zanim wyruszymy w drogę - warto sprawdzić, czy nie zmieniła się godzina odjazdu naszego pociągu.
Pasażerowie narzekają na chaos i brak informacji. - Na rozpisach (jazdy) nie ma żadnej informacji. Nikt nic nie wie - narzekają pasażerowie.
W nowym rozkładzie jazdy pojawiło się wiele nowych połączeń. Na przykład z Katowic do Białegostoku, Przemyśla, Warszawy – wszystkie pociągi na tych trasach odjeżdżają z katowickiego dworca z peronu 5. Problem w tym, że… takiego peronu nie ma. Bo perony w Katowicach są tylko cztery.
Za rok będzie lepiej?
PKP Intercity za sytuację przeprasza.
-Rozkład jazdy jest wynikiem pracy wszystkich przewoźników w Polsce, dlatego te prace tak bardzo przedłużyły się w tym roku i rzeczywiście zgadzamy się, ja się też zgadzam z tym, że przedłużyły się o ciut za długo. Ten rok dał nam się tak we znaki, że na pewno w przyszłym roku będzie to wyglądało inaczej. Ja bym chciała też osobiście pasażerów w imieniu firmy przeprosić za wszystkie niedogodności i utrudnienia z tym związane. Mam nadzieję, że ten tydzień, kiedy ten rozkład jazdy wszedł w życie będzie coraz mniej takich zdarzeń, wypadków - mówi rzeczniczka firmy Magorzata Sitkowska.
(Niedogodności proszę pani to jest zepsuta spłuczka w sraczu, to co wy prezentujecie to jest kryminał)

Kolejny smakowity kąsek:


Za tvn24
To była podróż jak z koszmaru: pociąg relacji Warszawa - Wrocław nie dość, że opóźniony o trzy godziny, jechał bez hamulców, radia i ogrzewania. Chaos na kolei trwa od kilku dni, a pasażerom kończy się cierpliwość. - To jakaś kpina - mówią.
Od kilku tygodni kolej walczy z pogodą. Obfite opady śniegu i tęgi mróz nie ułatwiają podróży pociągami. Skomplikował ją nowy rozkład jazdy, wprowadzony w ubiegłą niedzielę, który zamiast pomóc pasażerom, utrudnił podróżowanie. W związku z sytuacją na kolei SLD zapowiedziało złożenie wniosku o odwołanie ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka. W czwartek pod wnioskiem było 40 podpisów. Żeby złożyć wniosek o wyrażenie ministrowi wotum nieufności, musi podpisać się pod nim 69 parlamentarzystów. Do odwołania ministra potrzebna jest większość głosów ustawowej liczby posłów - czyli 231. PO i PSL wniosku nie poprą.
Bez ogrzewania i hamulców
W piątek rano mają wysłuchać informacji w Sejmie w sprawie wprowadzenia nowego rozkładu jazdy pociągów oraz warunków podróżowania pasażerów.

A te najlepsze nie są. Pociąg Eurocity Warszawa-Wrocław powinien dotrzeć do stolicy Dolnego Śląska w czwartek przed 21. Tymczasem wjechał na peron przed północą. Przyczyną wielogodzinnego opóźnienia prawdopodobnie była awaria hamulców. Urządzenia zepsuły się w połowie drogi z Warszawy do Wrocławia, w miejscowości Kutno. Pasażerowie mówili, że nikt nie informował ich, jak długo będą musieli czekać na dalszą podróż.
W tym samym czasie popsuło się radio. Nie działało też ogrzewanie.

- To jest prawdziwa kpina. Czekałam na ten dzień trzy, albo nawet cztery miesiące, a przez kolej wygląda jak wygląda. Pociąg miał być w Lesznie o godzinie 19.08, a był o 23. Teraz jestem we Wrocławiu - mieście, którego nie znam i czuję się naprawdę świetnie - mówi jedna z pasażerek pechowego pociągu.
Wtóruje jej inny pasażer: - Na odcinku Poznań-Wrocław pociąg jedzie w XXI wieku ze średnią prędkością 35-40 km/h, a już na odcinku Poznań-Warszawa jedzie z prędkością 100-120 km/h. Uważam, że coś można by tutaj zmienić - uważa.



Kochani nie łudźmy się że są to przypadki odosobnione, w podobnych okolicznościach kiblowało wielu moich znajomych, podczas ostatnich podróży. Na mrozie bez ogrzewania, światła, żadnych informacji w szczerym polu, wśród płaczących dzieci i panikujących matek. Chciało by się pokusić tu o komentarz opisujący nieskończone skurwysyństwo i brak kompetencji padliny zwanej koleją w polsce. Lecz na to po prostu brak słów, zresztą ww obrazki mówią same za siebie… Najważniejsze jest to że jak zwykle nikt ale to zupełnie nikt nie jest winny. Tam gdzie w normalnych krajach poleciały by głowy od dyrektora do ministra tak w syfie, pojechano paru prezesom po premii, opisując to w mediach jako straszną karę. Nikt w syfie nie traci dobrego humoru. Osobiście wolę zapłacić każde pieniądze Niemcowi, Francuzowi czy Hiszpanowi za świadczenie usług na polskich torach w ludzkich warunkach niż polakowi za wożenie ludzi jak bydła na rzęź.

sobota, 4 grudnia 2010

Skąd w polaku gen skurwysyństwa

Od dawien dawna zachodzę w głowę dlaczego polska jest sceną niczym nie uzasadnionych najbardziej drastycznych objawów skurwysyństwa. I już nie chodzi nawet o zwykłe złodziejstwo, cwaniactwo, czy pospolite chamstwo-wiadomo polak potrafi. Chodzi o przejawy okrucieństwa, bestialstwa i skurwienia najwyższych lotów, praktycznie niespotykanych w cywilizacjach zachodnich. Wystarczy odpalić pierwszy lepszy portal newsowy z kibla i zalewa nas fala bezsensu, skurwysyństwa i okrucieństwa. Tego nie da się doświadczyć w żadnym innym miejscu. Małe mieściny i wsie będące gdzie indziej kolebkami sennego beztroskiego egzystowania są tu w polsce wylęgarną patologii, bestialstwa i skurwienia (przykład 1). W większych skupiskach ludności, polski skurwiel rozwija skrzydła robiąc tzw. Byznesy. Z forsą jest królem świata (przykład 2). Dlaczego właśnie polski kibel jest kolebką skurwysyństwa o niespotykanym natężeniu? Warto badać… warto badać… ale najlepiej z daleka, żyć w sraczu jest niezwykle trudno normalnemu człowiekowi. Jeszcze gorzej zakładać rodzinę wychowywać dzieci…


Orawa: urwali psu łeb, ciągnąc go za autem
dzisiaj, 17:02KH / PAP

Do dwóch lat więzienia grozi trzem mieszkańcom Lipnicy Małej na Orawie za zabicie psa ze szczególnym okrucieństwem. Mężczyźni ciągnęli psa na linie przywiązanej do samochodu.
- Właścicielem psa rasy husky był jeden ze sprawców makabrycznego czynu. Tłumaczył on prokuraturze, że niedawno wziął zwierzę ze schroniska, ale po krótkim czasie zechciał się go pozbyć - powiedział dzisiaj zastępca prokuratora rejonowego w Nowym Targu Zbigniew Gabryś,
- Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do nowotarskiego sądu rejonowego - dodał.
18, 19- i 23-latek zostali zatrzymani przez policję po makabrycznym uśmierceniu psa - przywiązali psa do samochodu i tak długo go ciągnęli, aż urwali zwierzęciu łeb. Wszyscy byli pijani; jeden z nich miał prawie 2,5 promile alkoholu w wydychanym powietrzu.
Wobec sprawców zastosowano dozór policyjny. Mają też zakaz opuszczania kraju. Ponadto kierowcysamochodu, za którym uwiązano psa, przedstawiono zarzut prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu.
Jak mówi Radosław Ślusarczyk z Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot, "takie zachowanie powinno być karane z pełną surowością". - Niechcianego psa można oddać bez żadnych konsekwencji do schroniska - przypomina.
http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/orawa-urwali-psu-leb-ciagnac-go-za-autem,1,4014847,region-wiadomosc.html

Łódź: potrącił pieszego, bo ten zwrócił mu uwagę
23 lis, 14:53Wiesław Pierzchała / Polska Dziennik Łódzki

"Polska Dziennik Łódzki": Krewki kierowca, który potrącił 37-letniego łodzianina przy szkole podstawowej przy ul. Kusocińskiego na Retkini, może mieć poważne kłopoty. Prokuratura właśnie przejęła od policji śledztwo w tej sprawie.
To oznacza, że konsekwencje tego czynu mogą być dużo bardziej dotkliwe niż na początku sugerowała policja.
Przestępstwo, a nie wykroczenie, sugerował też w rozmowie z "Dziennikiem Łódzkim" znany karnista, prof. Brunon Hołyst. Z relacji poszkodowanego jednoznacznie wynika, że kierowca terenowego audi z premedytacją potrącił pieszego i uciekł. Miała to być zemsta kierowcy za to, że kilka minut wcześniej 37-latek, który odprowadzał dziecko do szkoły, zwrócił mu uwagę, aby nie wjeżdżał na chodnik przed szkołą.
W Prokuraturze Rejonowej Łódź-Polesie poinformowano nas, że śledczy ściągnęli z policyjnej drogówki notatkę służbową w tej sprawie, po czym przygotowali wytyczne odnośnie prowadzenia tej sprawy i skierowali je do wykonania III komisariatowi na Retkini. Przede wszystkim trzeba będzie przesłuchać poszkodowanego i świadków zdarzenia, bo od tego będzie zależało postawienie zarzutów.
W wyniku potrącenia pan Robert doznał wstrząsu mózgu i ogólnych obrażeń. Trafił do szpitala Kopernika, w którym spędził mniej niż siedem dni. A to oznacza, że kierowca, który go potrącił, może usłyszeć zarzut spowodowania lekkiego uszczerbku na zdrowiu, za co grozi do dwóch lat więzienia.
Do zdarzenia, który opisywaliśmy na łamach "Dziennika Łódzkiego", doszło w poniedziałek tydzień temu. Policja ustaliła, że auto sprawcy zostało wzięte w leasing przez firmę kosmetyczną.

Łódź: wyrzucił dziecko z wózka i wystawił na mróz - wyrok w pół godziny
25 lis, 13:19SG / PAP

Na karę 2,5 roku więzienia skazał w czwartek Sąd Okręgowy w Łodzi 19-letniego Daniela K. z okolic Łowicza, oskarżonego o narażenie życia i zdrowia swojego pięciomiesięcznego synka. Mężczyzna najpierw wyrzucił dziecko z wózka, a później wystawił je na mróz.
19-latek odpowiadał także za znęcanie się nad 20-letnią matką chłopca, gdy była w ciąży, i nakłanianie jej do aborcji.
Proces trwał zaledwie pół godziny, ponieważ Daniel K. przyznał się do winy i dobrowolnie poddał się karze. "Żałuję tego, co się stało" - mówił przed sądem. Przyznał, że nadużywa alkoholu i chce zgłosić się na leczenie. Jego obrońca zaproponował karę łączną 2,5 roku pozbawienia wolności. Zgodziła się na to prokurator i matka dziecka, która w procesie występowała jako pokrzywdzona.
Okolice zdarzenia w Zumi.pl
Sąd zamknął przewód sądowy i pół godziny później ogłosił wyrok. Na wniosek obrony uchylił też areszt wobec Daniela K., w którym mężczyzna spędził osiem miesięcy. Wyrok nie jest prawomocny.
Według oskarżenia, Daniel K. dwa lata temu związał się ze starszą o rok Anną K.; mieszkali razem w niewielkiej miejscowości k. Łowicza. Dziewczyna zaszła w ciążę. Jak ustalono, mężczyzna nie chciał zaakceptować, że to on jest ojcem. Nadużywał alkoholu, wracał do domu pijany i nakłaniał dziewczynę do usunięcia ciąży. Bił ją, szarpał i wyzywał.
Jesienią ubiegłego roku kobieta urodziła dziecko. Najpierw mieszkała w domu samotnej matki, a później przeprowadziła się do domu ojca 19-latka. Według prokuratury w marcu tego roku Daniel K. przyszedł do domu pijany. Ponieważ dziecko płakało, tak silnie bujał wózkiem, że syn wypadł na podłogę. Później, choć na zewnątrz był mróz i padał śnieg, wystawił wózek z niemowlęciem na podwórze. Gdy matka zauważyła, co się stało, zabrała chłopca do domu. Ale ojciec uderzył płaczące dziecko w głowę i zakrywał mu usta rękę. Wtedy 20-latka zabrała dziecko i uciekła z domu; chłopiec trafiło na kilka dni do szpitala. Biegły medyk sądowy uznał, że uderzenie w głowę małego dziecka mogło spowodować wstrząśnienie mózgu, a zakrywanie ręką ust nawet jego śmierć.
Daniel K. już w śledztwie przyznał się do winy. W prokuraturze mówił, że nie pamięta wszystkiego, bo był pijany, chce się leczyć i żałuje tego, co się stało. Biegły psychiatra stwierdził, że mężczyzna jest uzależniony od alkoholu.
Sędzia Sławomir Wlazło podkreślił, że oskarżony naraził swojego syna, którego dotąd nie uznał, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W ocenie sądu, oskarżony powinien wiedzieć, że wyrzucenie pięciomiesięcznego dziecka z wózka, wystawienie go, rozebranego, na mróz i padający śnieg, może spowodować nie tylko zapalenie płuc, ale przede wszystkim może doprowadzić do śmierci.
"Oskarżony zachowywał się w stosunku do bezbronnej istoty w sposób naganny. W sposób, w który nikt nie powinien się zachowywać, a ojciec w stosunku do własnego syna, to już sądowi w ogóle nie przychodzi do głowy" - mówił sędzia, podkreślając, że także nakłanianie do przerwania ciąży czy znęcanie się, jest karalne.
Zdaniem sędziego kara zaproponowana przez oskarżonego jest sprawiedliwa i dlatego sąd przychylił się do jego wniosku. 19-latek jeszcze w czwartek opuścił areszt; sąd zaliczył mu okres ośmiu miesięcy aresztowania na poczet kary. Na wolności mężczyzna będzie czekał na uprawomocnienie się wyroku; później wróci do więzienia, gdzie będzie musiał odbyć resztę kary.
Chłopczyk przebywa obecnie w domu małego dziecka, gdzie prawdopodobnie czekać będzie na adopcję. Łowicki sąd uznał bowiem, że jego matka nie jest w stanie go wychowywać.

Łódzkie: przykuł żonę do ściany i gwałcił
17 lis, 15:13MBł / PAP

Na karę 3 lat i 10 miesięcy więzienia skazał Sąd Okręgowy w Sieradzu 46-letniego Cypriana O., oskarżonego m.in. o uprowadzenie, zniewolenie i zgwałcenie żony, z którą był w separacji. Wyrok nie jest prawomocny.
Sąd uznał Cypriana O. za winnego trzech z sześciu zarzucanych przestępstw, w tym pozbawienia wolności swojej żony i jej zgwałcenie, znęcania się nad nią oraz grożenia mężczyźnie, który próbował pomóc porwanej kobiecie.
Proces, ze względu na charakter sprawy, toczył się za zamkniętymi drzwiami. Większość uzasadnienia wyroku była niejawna. W śledztwie mężczyzna nie przyznał się do zgwałcenia żony, a tylko do jej przetrzymywania. Sama poszkodowana przed sądem nie chciała zeznawać.
Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w Sieradzu w październiku ubiegłego roku. Jak ustalono, kiedy 32-letnia kobieta, która jest mieszkanką okolic Sieradza, wyszła w nocy z pracy, na parkingu przy ul. Grunwaldzkiej czekał na nią mąż, z którym była wówczas w separacji.
Według śledczych, mężczyzna pod pretekstem podpisania jakiegoś dokumentu zaprosił ją do samochodu. Kiedy kobieta chciała wysiąść z auta, mężczyzna jej na to nie pozwolił. Doszło do szarpaniny. Kobieta wydostała się z samochodu, ale jej mąż - mimo interwencji kolegi kobiety - siłą ponownie wciągnął ją do pojazdu. Auto odjechało w kierunku pobliskiego osiedla.
Okazało się, że sprawca wywiózł swoją żonę do wynajętego mieszkania i tam ją przetrzymywał zakładając jej na nogę obrożę przymocowaną łańcuchem do ściany. Zmusił ją dwukrotnie to obcowania płciowego.
Poszukiwania porwanej trwały kilkanaście godzin, m.in. przy udziale policyjnego śmigłowca. Kobieta została odnaleziona w samochodzie porzuconym na skraju jednejze wsi w gminie Brąszewice. Jeszcze tego samego wieczoru zatrzymano 46-latka.
Okazało się, że miesiąc przed uprowadzeniem kobieta złożyła do prokuratury zawiadomienie, że mąż znęca się nad nią. Wówczas po przedstawieniu zarzutów prokurator zastosował wobec jej męża dozór policji i zakazał mu zbliżania się do żony.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Kataklizm

Jak co roku zaczął padać śnieg, i jak co roku w syfie z tego powodu ogłoszona praktycznie kataklizm. Paraliż komunikacyjny zahamował ruch na drogach, transport lotniczy i niebawem zapewne kolejowy też. Z perspektywy stolicy kibla, gdzie drogi są raczej odśnieżane okazuje się że polski wiejski rajdowiec z zaciętą mordą, zapierdalający 150 km/h w lecie jest jak dziecko we mgle jak spadło 30 cm śniegu. Nie ma pojęcia jak jeździć, praktycznie stoi w miejscu lub porusza się 5 na godzinę. Często poskąpił też na zimowe opony które to można kupić już za grosze, ale jasne-lepiej wydać na gorzałę, fajki i długą antenkę do CB coby można było zapierdalać w lecie w poczuciu wolności i bezkarności. Stoi więc pierdoła w śniegu ze skwaszoną mordą i dziwi się że się ślizga. Tranzyt przez Warszawe (fajnie brzmi) który o 12:00 w nocy jest całkowicie pusty dziś w tą piękną noc jest zajebany na kilkunastu kilometrach. Przejazd ul. Sikorskiego trwający normalnie 7 min dziś zajmuję 70 minut. Powód skurwysynskie mordy w Tirach. Królowie polskich szos, siejący śmierć i chamstwo na drogach. Zasłuchane w informacjach gdzie można wypić i gdzie stoją, nie dosłyszały że zbliża się zima i zapomniały zmienić opony. Wyjdzie taniej. Efekt, nie mogą ruszyć z miejsca blokując a jakże! Jak zwykle środkowy pas. Pamiętam czas kiedy przez owych jebanych królów o mało co nie zamarzłem w samochodzie 10 lata temu gdyż zablokowały całą trasę Katowicką na wszystkich pasach. A jakże oni stoją to i niech reszta skurwysynów stoi. Tym razem zasarali całe miasto. Nic się nie zmieniło. Sankcje żadne.

niedziela, 14 listopada 2010

Jest dobrze! Raport z placu boju.

Kochani jest dobrze! Wprost z drogi mamy kolejne przykłady polskiego skurwysyństwa świadczące tylko o tym że w tym zasranym kraju absolutnie nic się nie zmieni. Pisaliśmy o tym miliony razy. Śmiertelność na drogach, jest w syfie największa w Europie, jedna z większych na świecie. Sytuacja ta nie zmienia się praktycznie od dekady. Mimo tego zasrana władza nie potrafi rozwiązać tego w gruncie rzeczy prostego problemu. Warto dodać że poradzili sobie z nim skutecznie wszyscy nasi sąsiedzi, również w demoludach. Jak zwykle nie można sobie z tym problemem poradzić tu w sraczu. Wystarczy bat na polskiego ryja, w postaci restrykcyjnego prawa i kłopot zażegnany. Niestety durni decydenci nie widzą problemu i wolą organizować „akcje uświadamiające”, nie chcą odbierać kundlowi poczucia niezrozumianej i tak wolności



Nagroda Darwina nr 3:
Nagroda za wrażenia wizualne. Ostro trzeba iść żeby przednia szyba wylądowała za tylnymi kołami
Jak zwykle drzewo wtargnęło na drogę z znienacka.
Ostro szedł


Nagroda Darwina nr.2: Skurwysyn Adam
Nagroda za rekord i jak zwykle morde kundla
"Kolejny pijany kierowca w rękach policji. Tym razem funkcjonariusze zatrzymali 34-letniego mieszkańca Opola, który zdecydował się usiąść za kółkiem mając w sobie prawie 4 promile alkoholu" - pisze 24opole.pl.
"Po 17.00 policja otrzymała zgłoszenie, że ulicą Sosnkowskiego jedzie mercedes, którego kierowca sprawia wrażenie pijanego. Chwilę później samochód udało się zatrzymać w okolicy skrzyżowania ulic Sosnkowskiego z Pużaka.
Badanie alkomatem wykazało u 34-letniego Adama C. 3,9 promila alkoholu. Mężczyzna był w tak złym stanie, że w trakcie kontroli zaczął tracić przytomność i policjanci zmuszeni byli wezwać na miejsce pogotowie ratunkowe.
Szybko okazało się jednak, że poza upojeniem alkoholowym, Adamowi C. nic nie jest, a jego zdrowie i życie nie jest zagrożone. Mężczyzna trafił na izbę wytrzeźwień."


Kundel 1


Nagroda nr 1: Skurwysyn Marcin (Typowa morda polskiego kundla)

Nagroda za całokształt twórczości: morda kundla, najebany, brak szacunku nie tylko dla swojego ale również dla życia swojej rodziny.

"Przypomnijmy. W nocy z piątku na sobotę w miejscowości Jełowa, na skrzyżowaniu drogi krajowej 45 i drogi na Kobylno, zderzyły się dwa samochody. Kierowany przez 22-letniego Marcina S. mieszkańca Jełowej Opel Calibra, wyjechał prosto pod jadącego od strony Opola Volkswagena Sharana.
Samochodem sprawcy wypadku, oprócz niego, jechały jeszcze trzy osoby - dwójka małych synków w wieku 1,5 i 3 lat oraz jego dziewczyna. Okazało się, że siła uderzenia w bok białego Opla była taka duża, że 21-latki oraz młodszego z dzieci nie udało się uratować. 3-letni chłopiec i kierowca pojazdu w ciężkim stanie trafili do szpitala" - informuje portal 24opole.pl
"3-letni Kubuś jeszcze w nocy po wypadku przeszedł operację i przebywa na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Stan chłopca lekarze określają jako ciężki, jego życie ciągle jest zagrożone. W lepszym, ale także ciężkim stanie jest ojciec dziecka, który póki co nieprzytomny leży w szpitalu z urazem miednicy, płuc i ogólnymi potłuczeniami" - czytamy w serwisie.
"Jak udało nam się dowiedzieć, u mężczyzny po przyjęciu na oddział stwierdzono 1,2 promila alkoholu we krwi. Osobną próbkę krwi do laboratorium kryminalistycznego, pobrano także na zlecenie policji" - relacjonuje 24opole.pl

Kundel Mistrz

środa, 10 listopada 2010

Ciąg Dalszy Nastąpi

Miało nie być politycznie, niestety w sraczu, gdzie przykład płynie od góry trudno się bez polityki obejść. Otóż wracając dzisiaj do domu –przejazd 8.5 km przez 1godz 40 min, z wielkiego bilboardu pozdrawia mnie znajoma morda pani zwanej popularnie Bufetową, z malującym się na gębie pół uśmieszku jakby chciała rzec: „schabowy z kapustą dwa razy proszę”. Pani bufetowa jednak nie podaje kotletów a zarządza największym w sraczu miastem. Tytuł bilboardu: „Warszawa C.D.N.” Nasuwa się więc głęboka myśl: „Co kurwa nastąpi??? „ Czy wybór pani bufetowej na kolejną kadencje oznacza równie spektakularne osiągnięcia jak dotychczas? Czy oznacza to, że za rok będę przejeżdżał 8.5 km w 3 godz 20min? Czy każdego roku, drogowcy będą na wakacjach przez letnie miesiące i ruszą z pierdolonymi remontami ulic akurat na przełomie września i października upewniając się wczesniej zę wszyscy wrócili z wakacji i można zasrać miasto? Czy totalnie rozjebane ulice wyglądające jak zaorane pola, usrane dziurami i zapadającymi się studzienkami, będzie można przejechać wkrótce tylko czołgiem? Czy kolejne miliony moich oraz Unijnych pieniędzy zostaną wypierd…ne w błoto na system zarządzania ruchem który absolutnie niczym nie zarządza? Czy wreszcie totalny brak koncepcji i planu zagospodarowania miasta, oraz dzika zabudowa bez infrastruktury drogowej spowoduję że miasto będzie wyglądało jak jeden pierdolony śmietnik? Strach się bać jakie asy pani bufetowa ma jeszcze w rękawie i jaki to dalszy ciąg nastąpi. Czekam z niecierpliwością. Niestety wybory samorządowe podobnie jak i wybory do sejmu są tak na dobrą sprawę wyborem między kiłą a rzeżączką, między chorym oszołomstwem a zorganizowanym kolesiostwem. Straszące z plakatów buraczane mordy zlewają się w jedną całość. Nieważne kto, nieważny plan i zasrane obiecanki które tradycyjnie nigdy nie są realizowane, ważne że TKM: Teraz Kurwa My! Że teraz kurwa przy korycie. I że tradycyjnie jak to w syfie ch… z tego będzie.