Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 sierpnia 2012

Stawaj k... - Powstanie idzie

Jak dobrze wiadomo prawdziwi polacy najbardziej ze wszystkiego uwielbią czcić swoje narodowe tragedie. Ważne jest również by cały świat czcił te tragedie z polakami, padał do stóp, za wszystko przepraszał, traktował polaków i polskę jako centrum wszechświata... Wtedy polacy czują że wszystko jest tak jak być powinno. Jednak kochani, idą zmiany! Te tragedie które łączyły do tej pory „polską brać” stają się pretekstem do nasrania na konkurencje. Wiadomo polacy przede wszystkim potrafią się pokłócić, podpierdolić lub nawzajem okraść. Innymi słowy czczenie tragedii nie kwalifikuje już polaka jako polaka tylko jest pretekstem do pokazania kto jest PRAWDZIWYM polakiem a kto tylko sztucznym. (Dla nas prawdziwy to ten który kradnie kombinuje, stroni od mydła i wody za to lubi wódę, jest zabójcą drogowym i co drugie słowo mówi „kurwa” a co trzecie „chuj”. Poza tym obnosi się w koszulkach z napisem POLSKA – bo jest mu tu dobrze – co czyni zeń prawdziwego polaka.)

PRAWDZIWI POLACY pokazali więc swoje kazirodcze mordy przy obchodach rocznicy Powstania Warszawskiego. Pomijając już debatę na sensem samego Powstania, warto przyznać że w heroiczny bój poszedł często kwiat ówczesnej młodzieży. Znów pomijając debaty nad historycznym wymiarem Powstania, warto ten fakt uszanować i o nim pamiętać. Nawet tak zwyczajnie po ludzku. (Pomimo ewidentnej tragedii która za nim stoi). Jednak i tu polskie kazirodcze skundlone mordy znalazły pretekst do wysrania się na konkurncję. Jest to znów kuriozum na skalę światową – którego obcokrajowiec nie zrozumie.
Zarówno na cmentarzu jak i przy Kopcu Powstańców, można było usłyszeć „precz z komuną”, buczenie gwizdy, „kurwy” i „chuje” oraz inne objawy skurwienia. Na ulicach Warszawy, zbrojne ugrupowania stadionowych bandytów (mające większą władzę niż policja) wychodziły na jezdnie zatrzymując samochody. Na moich oczach śmierdzący dres zatrzymał matkę z dzieckiem która usilnie starała się tłumaczyć że jedzie do szpitala słowami „STAWAJ TU K...- POWSTANIE IDZIE”. – prawdziwi patrioci!
Sytuacje na cmentarzu i przy kopcu próbował w emocjonalnym przemówieniu załagodzić Gen Sćibor-Rylski uczestnik powstańczych walk. Jednak w żaden sposób nie powstrzymywało to polskich kundli (lub jak kto woli prawdziwych polaków). Owacjami przyjęto „prawdziwego powstanca” psychopatę-Macierewicza prawą rękę zaciętego prezia-berbecia również psychopatę. To dość kuriozalne że hołota która przyszła czcić pamięć właśnie takich ludzi jak Gen Sćibor-Rylski i jego poległych kolegów w rzeczywistości czczą samych siebie i swoje skurwienie. Kim są i skąd pochodzą te skurwysyny? Trudno jednoznacznie powiedzieć. Rekrutują się wśród bandytów stadionowych, obrońców „prawdy” z Krakowskiego Przedmieścia , obrońców prawa plemników do życia. I choć drą genetycznie zniekształcone ryje na „precz z komuną” to i tak „za Gierka żyło im się najlepiej”.
Tak czy owak podniosła ceremonia obchodzenia pamięci narodowej przekształciła się w kabaret skurwienia i kundelstwa tak żałosny że aż niesmaczny.

środa, 18 lipca 2012

Trzeci świat

Jak wiecie sezon mamy wakacyjny więc tłuszcza ruszyła dupę na tak zwane wczasy. A jak wczasy to koniecznie z polskim biurem podroży. Bo jest polski przewodnik co mówi po polsku i będzie też z kim wypić wódkę w basenie przy hotelu fulinkluzif. Można tez drzeć ryja po polsku i nikt nie podskoczy bo jak coś to w mordę. W grupie siła! No i można przywieść z takiej wyprawy skarby: ręczniki hotelowe popielniczki i inne gadżety. Niestety zgodnie z przykazaniem Bożym dla polski „polak chciał wyruchać wszystkich i wyruchał sam siebie” polscy „tur operatorzy z dupy” padają jak muchy, ruchając kolejne rzesze wczasowiczów za których ściągnięcie do kraju zapłacisz Ty drobny robaczku twoimi podatkami. Jak się trochę pogrzebało dłużej okazało się że właściciele rzeczowych „biur podróży to albo zwykli złodzieje albo aferzyści którzy upadek starego biura pieczętują otwarciem nowego.
A wystarczy – jeżeli już się chce jechać na tzw „zorganizowane wakacje” zgodnie z zasadą „ jeżeli coś jest polskie to spore szanse że to syf” dotelepać się za zachodnią granicę (zanim nie zwiną autostrady-podobo już zwinęli) i tam wszystko działa w jak najlepszym porządku. Nikt nikogo nie rucha, wszyscy wracają o czasie, a wybór stokroć większy niż u polskich cwaniaków.
Jeżeli komuś jednak brakuje słuchania „rzucanymi kurwami” na plaży lubi oglądać śmieci w lasach, zapite ryje i zafajdane krzaczki (polak się bawi) może jechać nad tzw „polskie morze”. Tu sprawy mają się troszkę gorzej gdyż jazda pociągiem 300km trwa 10 godzin i wygląda tak:
Pociągiem nad morze
Trzeci Swiat Kochani! Trzecie Świat! I to bez ruszania się z domu.
Nad morzem schrupiemy smaczną czyszczoną ludwiczkiem rybkę, z sałatką wyciąganą ze śmierdzącego wiadra, lub ewentualnie zapiekankę ze spleśniałym serem I wszystko jest super.
Wez to troche zmywakiem
Smacznego!

Dlatego jak bywam w tym prawdziwym trzecim świecie, niczego się nie boje – wszystko już jadłem I doświadczałem w polskim syfie.

wtorek, 19 czerwca 2012

Smrodu ciąg dalszy

Kiedy pisaliśmy poprzedniego posta o polskim skurwysyństwie wspomnieliśmy tylko że bandyci wchodzą jednymi a wychodzą drugimi drzwiami z sądów. I cóż kochani znów okazaliśmy się wróżkami - jasnowidzami. Śmierdzące polskie dupy, które zrobiły z kurwidołka pośmiewisko w oczach całego świata, które przedstawiły polski syf w całej okazałości jako kolebkę prostactwa skurwysyństwa i bandytyzmu. Otóż te skurwione mordy dostały głównie kary grzywny do 500 zł. Nadmienię tutaj, że ja również dostałem karę grzywny w wysokości 200zł za przejście na czerwonym świetle. Innymi słowy kibel-polska traktuje kopanie kogoś po mordzie za pochodzenie, równorzędnie z przejściem na czerwonym. Czujecie to??? Mając do czynienia z polskim systemem prawnym musicie pogodzić się z faktem, że właśnie weszliście do sracza przez rurę odpływową a nad wami wisi wielka wypełniona fekaliami dupa. Na pewno nie wyjdziecie z tego czyści ani zadowoleni ani z poczuciem sprawiedliwości. Poczujecie się obsrani. Ale do tego już przywykliśmy prawda?
Ale wróćmy do wyroków zasądzonych na „kwiecie prawdziwej polskiej młodzieży”. Otóż zaraz „po” podniósł się jęk polityków. Jęk z za bufetu, jęk z pałacu prezydenckiego z MSZ-u z Ministerstwa Sportu. Że jak to, tak mało?! Trzeba zmienić prawo! Prosić by sądy nie orzekały łagodnie itd.
Zaraz, zaraz – primo nie przeszkadzało wam to przez całe lata a teraz nagle jest problem?! Czy na polskich drogach też musi zginąć, co najmniej ktoś ważny z UEFA żebyście klozetowe (….) obudzili się, że macie drogi nazywane drogami śmierci i nic z tym nie robicie?!
A secundo czyż to nie wspaniały widok: decydenci, najważniejsze osoby w państwie, mające inicjatywę ustawodawczą muszą prosić prokuratorko-sędziowską mafię żeby wyroki były surowe. Czyż to nie jest piękny paradoks?!

środa, 13 czerwca 2012

Polskie skurwysyństwo poszło w świat

Miało być jak w Europie było jak zwykle. I nie mówię tu o dzielnie walczących polskich „orłach” czy selekcjonerze który stał się selekcjonerem między innymi po to by nie patrzeć i nie krytykować mafii PZPN. Mówię tu o tym o czym, niczym dobra wróżka, czy jasnowidz paplaliśmy od momentu gdy polsce przyznano organizację Euro.
Pamiętacie jak już wtedy zacieraliśmy rączki na myśl jak to polskie skurwysyństwo wypełznie na ulicę, a świat ujrzy nowoczesnych polskich husarzy ze źle podtartą dupą, w śmierdzących dresach, o skurwysyńskiej nalanej polskiej sklepanej grubociosanej mordzie obowiązkowo z orzełkiem na piersiach często w szmacie na kurewskim łbie… Tak też się stało! Ci prawdziwi polacy – bo tylko oni walczą w tym kraju o polskość i prawdę - którzy przez ostatni rok stali się równoprawnym partnerem w debacie publicznej z którymi spotykał się premier, których wspiera i zachęca do bitwy o polskość prezes, lub jego partyjne pociotki, za których ręczą w sądach posłowie jednej prawdziwie polskiej partii, za którymi wstawiają się autorytety prawne takie jak pani profesor płatek – wybitna polska karnistka, wysłali w świat obraz prawdziwej polskości! Gościnności otwartości itd.
Atrybutami owej polskości – jak zwykle - były agresja, skurwysyństwo, kamienie, race, pięści i kopniaki w mordę i demolka. Obraz poszedł na cały świat. I to dosłownie – naprawdę trudno znaleźć medium w Europie które by o tym nie wspominało!
Cóż trudno przez ponad ćwierćwiecze mieszkać w gównie i starać się pokazać przez miesiąc, że wszystko jest cacy i należy się do cywilizacji. Mniejsza już o drogi robione na szybko infrastrukturę itd. – nie oszukujmy się, zrobiono więcej w dwa lata niż przez ostatnie dwadzieścia. Najdrożej na świecie, dając zarobić wszystkim kolesiom i pośrednikom i urzędnikom pod stołem jak to w Polsce, ale jednak.
Cywilizacyjnie jednak nie sposób udawać: prawnie ten kraj to dno, bandycki raj kolesiów. Jaki ma to związek z wczorajszymi zajściami? Zasadniczy! Gdy Anglia borykała się przed kilkudziesięcioma laty z podobnym problemem, receptą było wzięcie całej tej chołoty za plugawe pyski i wsadzanie do pierdla. Podobnie było zresztą z paraliżem Wielkiej Brytanii przez Związki Zawodowe –głównie górnicze – warchołów takich jak Duda wyrzucało się na zbitą mordę z pracy i brało tych,którym się chciało. Do tego potrzebna była kobieta z jajami i parlament, którego celem było dobro kraju. W Polsce napierdalanie się z policją demolowanie mienia są prawnie „małą szkodliwością czynu”. Polscy husarze ze śmierdzącą dupą wchodzą na komisariat jednymi drzwiami a wychodzą drugimi. W sądach są stałymi bywalcami, wiedzą że prawo nic im nie zrobi a z protekcją takich autorytetów jak pani płatek przekaz jest taki że to oni są ofiarami. Efekt taki jak na załączonym obrazku tyle, że tym razem to już nie TVN relacjonuje tylko CNN i BBC… Dziwne dlaczego tak nie lubią prawdziwych polaków w Europie…

I wiadomość z ostatniej chwili – radny PiS którego imienia i nazwiska ne będziemy cytować żeby czytelnik czytając nie był zmuszony umyć rąk, jak po zdrowej defekacji dziękuje bandytom za obronę polskości:

Radny Pis dziękuje bandytom

Refleksja jest oczywista: dopóki takie klozetowe (….), takie odpadki ludzkie, będą pełniły w tym kraju funkcję choćby kierownika kibla na stacji kolejowej w Pcimiu Dolnym – dopóty nie będzie w tym kraju dobrze.

piątek, 8 czerwca 2012

Zachód ostrzega przed polskim kundelstwem na drogach

Wicepremier Irlandii i minister spraw zagranicznych Eamon Gilmore zaapelował do kibiców wybierających się na Euro 2012, by bardzo uważali na polskich drogach, ponieważ w ciągu weekendu ginie tu tyle osób, co w ich kraju w całym roku.
W czasie wydłużonego weekendu na początku maja na polskich drogach zabitych zostało 65 osób, zaś 1218 zostało rannych. W Republice Irlandii w okresie 12 miesięcy do początku maja zginęło 69 osób - zauważa irlandzka sieć radiowo-telewizyjna RTE.
My mówimy na to:

Panie Premierze nie ma co się bać – polskie durnie z MsWiA już przedsięwzięły odpowiednie kroki które diametralnie poprawią bezpieczeństwo na polskich drogach śmierci. Oceniając powagę sytuacji i ogrom tragedii „specjaliści” z MsWiA wprowadzili po dyskusjach resortowych i międzyresortowych oraz wieloletnich analizach dróg śmierci - zmieniony taryfikator punktów! (Jak już wspominaliśmy na marginesie –wartych podtarcia dupy).
Tak jest Panie Premierze teraz już nie pociągnie polak sobie sanek za samochodem bezkarnie! Bo będzie mógł to zrobić tylko 5 razy – potem straci prawo jazdy. Na pewno zatrzyma się też przed znakiem STOP! Bo jeżeli się nie zatrzyma to będzie mógł to zrobić tylko kolejne dwanaście razy (2 pkt karne) po czym straci prawo jazdy. Aha to też nie do końca, bo może przespać się raz na kursie doszkalającym, co automatycznie zlikwiduje mu 6 punktów. Tak, więc, Panie Premierze, proszę nie straszyć swoich rodaków, polskimi drogami, bo teraz polski skurwiel drogowy zastanowi się dwa razy zanim kogoś zabije – za to jest 6 punktów. Polskie, jak zwykle skuteczne władze zadbały o poprawę sytuacji.
To nic, że główną przyczyną wypadków śmiertelnych w polskim kurwidołku jest prędkość i pijaństwo co z kolei spowodowane jest śmiesznymi mandatami i praktycznie żadnymi karami. To nic iż jedna z głównych dróg w stolicy nazywana jest pieszczotliwie przez przyjezdnych gości „Indy 500”, lub „Nascar Track” (od początku roku na samych przejściach dla pieszych zginęło tam ponad 10 osób). Tego spece z MsWiA nie uwzględnili w analizach. Ale sam Pan wie Panie Premierze, każdy również i ów spece z MSwiA lubią pozapierdalać i czasem się napierdolić więc trudno odmówić im bezkarnej przyjemności rozmazania czyjś flaków na asfalcie jadąc po mieście 150km/h. W faszystowskich krajach za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h traci się samochód dostaje mandat i traci prawo jazdy. Nasz kraj słynie jednak, Panie Premierze z ułańskiej fantazji i wolności – co przekłada się na 4100 zabitych na drogach i ponad 50 tysięcy rannych. Mamy nadzieje Panie Premierze iż również pańscy krajanie skorzystają z tej oczywistej przyjemności którą oferuje polska! Tylko u nas można zupełnie bezkarnie sprawdzić 300 koni w swoim aucie w centrum miasta bez żadnych konsekwencji – poza zasranymi punktami które nie obowiązują cudzoziemców. Nawet gdy się kogoś zabije to też nie koniec świata. Zapraszamy!


A tak na marginesie – kto idzie o zakład iż ów „nowy taryfikator” nie przyniesie żadnych ale to żadnych zmian w ilości zabitych i rannych i nie przyczyni się w żaden sposób do poprawy bezpieczeństwa na drogach? To mówię ja średnio inteligentny laik. Ciekawe czego spodziewali się kretyni-specjaliści wprowadzający te kosmetyczne zmiany. Trochę jak leczenie raka za pomocą aspiryny

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Afera goni aferę, czyli jak państwo polskie dba o zdrowie obywateli.

Dopiero, co relacjonowaliśmy zbrodnie ludobójstwa popełnianą w imieniu rp na pacjentach chorych na raka. A już skurwysyństwo polskie daje nam następne afery. Tym razem chodzi o ochronę jeszcze zdrowych na ciele obywateli, (bo zdrowych na głowę pozostała tylko garstka). Otóż wątek należy do naszych ulubionych tj. szeroko rozumianego w Polsce „byznesu” czyli jak się zaradnie „dorobić”?

Dopiero, co mieliśmy sprawę gangu „biznesmenów-skurwysynów”, którzy truli ludzi drogową solą w żarciu, a już mamy kolejną aferę na tapecie. Tym razem jest to susz jajeczny do którego pan Krzysztof Z. „byznesmen” z Kalisza ładował ołów, kadm, bakterie coli i salmonelli. Najmniej w suszu jajecznym było… jajek. Susz ów, był i jest wciąż używany w całym kraju w przemyśle spożywczym. Warto dodać, że pierwsze dwie wyżej wymienione substancje są jednymi z bardziej rakotwórczych dla człowieka. Pan Krzysztof (polski byznesmen-skurwysyn właściciel firmy Viga) słał by dalej swoją trutkę do odbiorców, gdyby nie wpadł za kredyty. Żeby klimacik był jeszcze bardziej polski – zakład pana sk...... Krzysztofa był kontrolowany przez lokalny sanepid-ale cóż na niefart! Zawsze w złym momencie, gdyż albo nie było produkcji albo był pusty. Mały szczególik – szef sanepidu Pan Piotr Kisieliński (za Gazetą Wyborczą) to szwagier Pana sk…… Krzysztofa. W wypowiedzi dla G. Wyborczej Pan Kisieliński zapewnia, że rodzinne powiązania nie miały tu żadnego znaczenia! :-))) Dobre prawda! :-)

I tak przez lata żarliśmy i żremy skażone rakotwórcze kluseczki, ciasteczka, torciki, i wszystko to gdzie używa się białek z jajek, podczas gdy instytucje państwowe powołane do tego by chronić naszego zdrowia, ze względu między innymi na koligacje rodzinne, były jak zwykle w kiblu BEZRADNE... I to też było by jeszcze do zniesienia gdyby nie fakt, iż prokuratura podobnie jak to miało miejsce w przypadku skażonej soli – NIE UJAWNI listy odbiorców tej trutki na szczury z opóźnionym zapłonem! Obawiasz się o swoje zdrowie? Chcesz by Twoje dziecko jadło zdrowe rzeczy a nie np. fast foody? To podasz mu kluseczki z rosołkiem, które zabiją go za 10 lat na raka! Czujecie akcje kochani? Instytucja stojąca na straży prawa (prokuratura) chroni interes finansowy firm grając w ruską ruletkę naszym zdrowiem!

A jak myślicie czy rodziny panów prokuratorów, sędziów ministrów czy innych decydentów nie dowiedzą się, od kogo ciasteczek nie kupować, jeżeli się chce żyć? Ależ oczywiście, że się dowiedzą! W przypadku najwyższych władz to nawet obowiązek służb by pan Premier, Prezydent czy minister nie dostawał na talerzu trucizny. Wystarczy tylko jeden telefon do kolegi w prokuraturze i już wiadomo, czego nie kupować. A ty durny obywatelu wpierdalaj ten kadm i ołów i zdychaj szybko popieraj polski syf czynem! Przysłużysz się tym samym reformie emerytalnej, bo na raka i tak cię nikt nie będzie leczył, bo nie ma czym. Powiązania mafijno bandyckie w tym kraju nie mają końca.

Warto dodać, iż Czechy już na forum Unii Europejskiej chcą zakazać importu polskiej żywności w związku z aferą solną – ta jajeczna jeszcze do nich nie dotarła. Powód jaki podają Czesi – polska prokuratura- chroniąc interesy bandytów oraz firm, które być może w dobrej wierze kupiły ów trutkę – nie poda namiarów na producentów, którzy używali trucizny do produkcji żywności. W ten sposób polska chce by trutkę żarli też za granicą. Na szczeście zagranicą nie dają się na to nabrać.
Trujące jajka

sobota, 14 kwietnia 2012

Skurwysyństwo reloaded

Kochani warto obejrzeć ten materiał – skurwysyństwa ciąg dalszy. Trudno tu nawet o komentarz bo słowa stają w gardle. Przerzucanie kłamstw w mafii ministerstwo – nfz. I kłamliwe wypowiedzi pocącego się pana ministra przed kamerą – szybko demaskowane na szczęście. Papierki z orzełkiem piecząteczkami i podpisikiem jakiegoś ……… , zabraniające importu docelowego – bo to UWAGA - nie zgodne z prawem! Sic! Już samo wspomnienie o prawie w kiblu budzi spastyczny śmiech! Ważne żeby było zgodne z prawem a że przy okazji oznacza wyrok, no cóż bywa – przynajmniej w papierach się zgadza a to w polsce-sraczu najważniejsze. Przynajmniej równie pozbawiony empatii i zdrowego rozsądku sąd i prokuratura się nie przypierdolą. Każda taka decyzja wydana w imieniu RP - to wyrok, często wyrok śmierci. Kto znał lub miał kogoś kto chorował ten wie! W polsce sa jednak wazniejsze sprawy: Smoleńsk, wrak, itp To z czym mamy do czynienia w chwili obecnej to zwyczajna zbrodnia. Żyjemy w bagnie. Brakuje słów...

Na śmierć zgodnie z prawem

sobota, 17 marca 2012

Nowa sól drogowo-jadalna - czyli jak się w polsce robi się fortuny?

Niejednokrotnie poruszaliśmy na naszych łamach zagadnienie polskiego „byznesu”. Skąd skurwione kaprawe mordy jeżdżą mercedesami za pięćset tysi, mają domy za miliony a wykształcenie i IQ mają na poziomie słoika musztardy. Tajemnica tkwi w odpowiednim „byznes planie”. Świetnym przykładem polskiego „byznes planu” jest „afera solna”. Jak wiemy kilku polskich „byznesmenów” – skurwysynów, wpadło na pomysł by zamiast soli jadalnej sprzedawać sól wypadową używaną do sypania dróg. Proceder trwał ponad 12 lat, zyski sięgały dziesiątek milionów. Firmy ZPS Łojewski z Księża Wielkopolskiego, Amasol i Konsalt z Chełmiczek miały się świetnie. Ludzie w kiblu i krajach ościennych żarli truciznę i wszystko było ok. Niestety „byznes plan” został zdekonspirowany i wyszedł jeden wielki syf – który odbił się szerokim echem w Europie. Odpowiednie służby (Sanepid) wszczęły badania a skurwysyny które truły miliony przez lata usłyszały zarzuty – jak na razie nie wiadomo jakie. Wiadomo natomiast że chodzą wolno. – jak to określiła pani Mazur-Prus z prokuratury – zastosowano „wolnościowe środki zapobiegawcze” (!)
Biolodzy i chemicy jasno określili iż sól wypadowa zawiera substancje rakotwórcze oraz śladowe ilości dioksyn, jednak Sanepid nic nie znalazł -jeszcze by spróbował coś znaleźć! Mało – zaserwował nam propagandę z pewnością podyktowaną odgórnie jakoby sól drogowa była bezpieczna do spożycia! Durny świat sypał tym drogi a polaczki wymyśliły metody oszczędnościowe. Takie rzeczy tylko jebanym sraczu.
Nasuwają się pewne oczywiste wnioski:
1. By w sraczu zarobić konkretne pieniądze trzeba zrobić przekręt
2. Jak przekręt jest na tyle duży że ośmiesza władzę to okazuje się że nie ma przekrętu
3. Za przekręt w sraczu grożą z początku „wolnościowe środki zapobiegawcze” potem kara w zawiasach (gorzej jest jeżeli podrobisz polaku legitymacje szkolną)
4. zarobionych fortun nikt nie ruszy w najgorszym wypadku przepisuje się wszystko na babcie

Także rodacy do dzieła! Fortuna jest na wyciągnięcie ręki.

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Pan prokurator broni honoru

Cóż były kiedyś czasy, tu na terenach gdzie obecnie leży kibel, gdzie gdy panowie oficerowie grali w pokera na spore sumy to nie sprawdzali nawet kart – liczyło się słowo. „ Jak mówi że ma fulla to znaczy że ma”. Gdy kogoś kto wkręcił się w to towarzystwo z zewnątrz nakryto na oszustwie. Ten wychodził i strzelał sobie w łeb. Celnie! Zbłaźnienie się czy nie trafienie było by gorsze od śmierci.

O ile Redakcja nie popiera tego typu ostatecznych rozwiązań o tyle jak najbardziej rozumie kwestie honoru. Jeżeli już człowiek, uważający się za człowieka honoru decyduje się na tak drastyczny krok i w dodatku nosi mundur to upadanie po przestrzeleniu sobie policzka i udzielanie wywiadu na następny dzień robi z niego niezrównoważonego błazna lub jak kto woli rozhisteryzowaną nastolatkę. Jeżeli do tego okazuje się że lubi brać udział w szopkach gdzie udaje rzymskiego centuriona biczującego Chrystusa to robi się już naprawdę niebezpiecznie.

Cóż takiego stało za desperackim czynem naszego nowego bohatera. Jakiego honoru zamierzał bronić? Z tego co przekazał na konferencji prasowej, były to zarzuty związane z inwigilacją dziennikarzy przez prokuraturę podczas śledztwa Smoleńskiego (cóż prokuratura lubi być ponad prawem), oraz plany połączenia prokuratury wojskowej z cywilną – co zdaniem naszego bohatera nie pozwoli prowadzić wojskowych śledztw „tak skrupulatnie”. Jeżeli przypomnimy iż do zeszłego roku każde użycie broni na misjach (nawet strzał w powietrze) wiązało się z długimi przesłuchaniami przez śledczych, oraz że zgodnie z polskimi normami prawnymi trzeba przesłuchać wszystkich świadków zdarzenia oraz biorąc pod uwagę fakt że niektórzy żołnierze z patrolów bojowych podczas jednej zmiany biorą udział nawet w kilkudziesięciu potyczkach ogniowych, jasne staje się że potrzeba co najmniej drugiej takiej armii prokuratorów i śledczych by prowadzić wszystkie śledztwa tylko na samych misjach. Śledztwa które nota bene gówno dają czy dawały.
Dopiero w zeszłym roku zmiana przepisów pozwoliła na poluzowanie procedury – czyli do prowadzenia śledztwa tylko wtedy gdy są straty w ludziach. Jak widać świat się od tego nie skończył. Tylko trochę więcej papieru można zaoszczędzić.

Dobrym przykładem „skrupulatności” prokuratury jest też sprawa z Nangar Khel. Przypomnijmy, oskarżeni żołnierze zostali potraktowani jak szmaty i bandyci najgorszej kategorii – prowadzani w kajdankach z wygiętymi rękami na plecach po tym jak ostrzelali z niejasnych powodów i sprzecznych rozkazów wioskę w Afganistanie. Prokuratura zażądała dla większości kary 12 lat więzienia (czyli tyle ile w kiblu dostaje się za gwałt ze szczególnym okrucieństwem na dziecku). W świecie komentowano szeroko nie tyle samo zdarzenie (jest wojna i takie sprawy niestety się zdarzają) ale sposób w jaki wojsko polskie (prokuratura wojskowa) potraktować swoich żołnierzy. Zastanawiano się jak polski żołnierz może być skuteczny skoro bardziej niż wroga boi się konsekwencji prawnych po użyciu broni, w swoim kraju. Śledztwo trwało cztery lata – cztery lata upokorzeń i pomiatania. Nieważne że za grupką nieszczęśników stali murem wybitni dowódcy ministrowie czy wreszcie opinia publiczna. Ważne że prokuratura miała pełne ręce roboty, że polska machina prawna szła do przodu i że można było zaistnieć w mediach. Skończyło się wyrokiem uniewinniającym nieco ponad miesiąc temu. Skrupulatna prokuratura wojskowa jednak nie odstępuje już skierowała sprawę do sądu najwyższego. Może się jednak uda!

wtorek, 3 stycznia 2012

Ciąg dalszy ku pokrzepieniu serc

To tak ku pokrzepieniu serc i potwierdzeniu poprzedniego posta. Od sylwestra ciągnie się sprawa polskiego skurwysyna który ściął w jednym polskim skurwysyńskim geście 6cio osobową rodzinę. Zabił 6cio letniego chłopca, ze zdrowych ludzi zrobił kaleki. Zabrał im zdrowie nadzieje przyszłość życie. Ów skurwysyn – polak był jak zwykle w polsce bywa – najebany. I nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt iż kundel Przemysław był zatrzymywany przez policje 7 razy ostatnie czasy i skazywany za drastyczne łamanie przepisów przez polski warty podtarcia dupy – wymiar sprawiedliwości. I zapierdalał dalej w końcu trzeba dawać szanse człowiekowi jak to mówi nasza ulubiona Pani profesor Płatek. Samochodu nikt mu nie zabrał (co było by normą w normalny kraju) gdyż banda starych dziadów stwierdziła że to niekonstytucyjne. W związku z powyższym ów kundel Przemysław zabił konstytucyjnie, Bogu ducha winne dziecko a rodzinę zamienił w kaleki. Teraz zastanówmy się wraz z Panią Profesor Płatek i podobnymi specjalistami jak przywrócić kundla przemysława społeczeństwu i jak dać mu drugą szanse.

Do przodu polsko!

Zabił dziecko i załątwił rodzinę

niedziela, 25 grudnia 2011

Skąd biorą się polskie kundle?

Od początku istnienia tego bloga zastanawiamy się nad genezą kundelstwa i skurwysyństwa polskiego. Wiemy więc czym polskie skundlenie jest i jak się objawia jednak, nie zastanawialiśmy się skąd właściwie biorą się kundle. Otóż obowiązuje tu stara maksyma – kundli nie sieją – kundle się same rodzą. Po czym po przekazaniu genu kundelstwa doprawionego odpowiednim wychowaniem, kundle hodują młode kundelki wychowują kundelki z których wyrastają kolejne kundle i tak w nieskończoność.
Komentarz do poniższego obrazka jest całkowicie zbyteczny. Dwa polskie kundle, klapki „kubota” do białych skarpet i dresu, skurwyńskie zacięcie agresja oraz mały gnój (już z odpowiednim fizysem do walenia z bani) pasowany na kundelka. Często spotkamy takie polskie rodziny na przykład nad polskim morzem lub wyjeżdżając z polskim biurem podrózy do Turcji. Często są też naszymi sąsiadami lub atakują nasze dzieci w szkole. Jak zwykle polski system prawny cokolwiek byśmy nie robili „jest bezradny” do momentu oczywiście gdy z czegoś takiego wyrośnie chwast który kogoś zamorduje. W sporej części świata coś takiego kończy się odebraniem dziecka. W polsce jak zwykle ścigany będzie ten kto umieścił film w internecie.
Link1
Link2

Eugeniko Wróć!

piątek, 2 grudnia 2011

Chcesz zabić złego sąsiada – zrób to samochodem.

Zgodnie z polskim zasyfiałym anachronicznym i zupełnie odbiegającym od rzeczywistości i zdrowego rozsądku prawem, lub raczej jego stosowaniem – nic za to nie grozi. Może jak zrobisz to po pijaku… ale na trzeźwo, absolutnie nic. Ot poślizgnęła ci się noga na gazie i jechałeś 150km/h na uliczce osiedlowej obok szkoły. Sąd w kiblu nie ma prawa takiej interpretacji nie przyjąć. Podobnie jak nie może podważyć że idąc na mecz z siekierą nie chciałeś po prostu porąbać drzewa wujkowi Cześkowi, więc siekierę wziąłeś przy okazji. Polacy stworzyły sobie zlepek zasad i reguł postępowania prawnego, często jedne przeczące drugim, dodali dziesiątki instytucji wzajemnie się blokujących i zaskarżających i nazwały ten śmietnik – państwem prawa. O ile same instytucje są jak najbardziej potrzebne o tyle interpretacja jest kolejnym przykładem polskiej zapętlonej nie znającej początku ani końca głupoty. Przecież jeszcze do tej pory kradzież bywa „czasowym wypożyczeniem bez zgody właściciela”.
– Kolejny raz dowiadujemy się o zidioceniu instytucji polskiego wymiaru nazywanego wymiarem sprawiedliwość tylko z nazwy.

LINK

Jak donosi TVN24: 4.5 roku temu bandyta w BMW rozsmarował na pasach dziecko. (pieszy zwierzyna łowna). Jak to w sraczu bywa sprawa ciągnęła się 4.5 roku, można w tym czasie zrobić dwa doktoraty z różnych dziedzin- ale w kiblu tyle potrzebuje sąd żeby sprawę „rozpatrzyć” . Chodzi o główną zasadę – Kafkowską w swoim założeniu – a mianowicie żeby ofiarę tudzież rodzinę ofiary upodlić i zgnoić. Kolejnym strzałem w pysk prosto z kibla jest ocena „biegłego” od wypadków (tak tak są tacy od butów, kibli, mebli garnków i Bóg wie czego jeszcze), który wyliczył że dziecko „wbiegło na pasy” co przeczyło o tyle zdrowemu rozsądkowi że musiało biegać z prędkością 60km/h!
Sąd opinie klepnął – przecież nigdzie nie jest powiedziane że sędzia nie może być durniem i że musi używać szarych komórek albo mieć zdrową ocenę rzeczywistości. Nigdzie też nie jest powiedziane że biegły nie może być durniem albo że nie może wyciągać opinii z dupy, albo być przy zdrowych zmysłach – albo po prostu nie mieć lepkich łap dla „pozytywnych” opinii lub nie mieć wujka w sądzie który „załatwił” papiery biegłego – w końcu to polska-kibel więc norma. Tak czy owak pierwszy wyrok dla rodziny bądź co bądź inteligentnych ludzi był jak plunięcie w twarz. A co gorszego można zrobić człowiekowi w rozpaczy niż plunąć mu w twarz?! Chyba nic. Tu jednak plującym jest kraj ferujący takie wyroki .
Rodzina podjęła walkę – nie ze sprawcą tylko z wymiarem sprawiedliwości. Lata mordęgi swoje wyliczenia ekspertyzy i Bóg wie co jeszcze tylko po to by absurdalny zidiociały wyrok zmienić. Efekt 2 lata w zawieszeniu i 20 tys zl grzywny – tyle warte jest życie dziecka w kiblu. I tak nieźle bo niektórych dorosłych o których pisaliśmy, było warte 150zl i rok w zawieszeniu. Także polaku – chcesz się pozbyć sąsiada załatw go samochodem w majestacie prawa więcej dostaniesz za wysikanie się w bramie. Co innego gdy na przykład zapalisz jointa – tu pójdziesz siedzieć jak kryminalista.
Zastanawiające czy gdyby Kafkowski „Proces” powstał w dzisiejszych czasach nie zostałby potraktowany jako zwyczajna relacja z życia w polsce…

niedziela, 13 listopada 2011

Niepodległość a la kundel

Polska obchodziła tzw. Dzień Niepodległości. Ktoś kto widział obchody dnia niepodległości w innych krajach Francji Stanach czy Wielkiej Brytanii ten od razu ma skojarzenia z paradami wojska, patriotycznymi gadżetami lub po prostu dobrą zabawą w duchu przynależności do jednej tej samej narodowości – kult historii, tradycji, folkloru…
Jak było w polsce – kiblu każdy wie: mordobicie walki z policją, powyrywane płyty chodnikowe, podpalone samochody, kilkudziesięciu rannych policjantów grubo ponad dwustu zatrzymanych bandytów, zasłonięte łyse mordy, znane między innymi ze stadionów i z polskich blokowisk - krótka mówiąc wojna domowa polsko-polska.
Dzień „po”, jak zwykle spotkania na szczycie premiera, prezydenta, szefa MSWiA i sądownictwa zaowocowały zapowiedziami: „Bandyci będą potraktowani z całą surowością prawa”, „ przyśpieszone procesy dla bandytów” i podobne gówna. Takie były zapowiedzi a wyszło jak zawsze – praktycznie wszystkich wypuszczono, kilka osób dostało 300 zł mandatu za napad na policjanta – były też srogie wyroki w postaci 3 miesięcy więzienia :-)). Wszystko okraszone dwoma dniami kłapania paszczurzymi mordami różnych działaczy i dziennikarzyn. Puenta? – Każdy ma taki dzień niepodległości jakich ma obywateli i na jaki zasługuje – polacy też.

piątek, 7 października 2011

Wyspa Jersey a sprawa polska

Gdy wariat Breivik wymordował ponad siedemdziesiąt osób na wyspie Utoya, w pierwszej chwili, gdy tylko strzępy tej koszmarnej informacji docierał do naszych uszu – przyznajmy odetchnęliśmy z ulgą że choć raz wielka tragedia nie zdarza się tu w syfie.
Choć raz nie chodziło o wynik jednego długiego weekendu na drogach w polsce, śmiertelne żniwo przeładowanego busa prowadzonego przez pijanego kretyna, czy dzieciobójstwo wykonane przez konkubenta z 3 promilami dobrze znanego policji…
Okazało się bowiem że hekatomba wydarzyła się w spokojnej Norwegii. Kraju wśród kundli kojarzącym się głównie z brakiem ochrony w sklepach (można kraść), i drogą gorzałą (trzeba brać swoją).
Trudno ukrywać że jedną z myśli która przebiegała przez nasze mózgi było: cóż tu w syfie jesteśmy na co dzień oswajani z potwornościami o których na zachodzie czyta się w książkach o średniowieczu a jednak to właśnie tam w spokojnej sielskiej Norwegii szaleniec wytłukł kilkadziesiąt osób. Choć raz mieliśmy może chorą, ale jednak satysfakcję że choć raz ominęła nas jakaś tragedia że wszędzie zdarza się syf - może nie tak ostentacyjny jak u nas i nie na każdym kroku, ale jednak syf. W końcu u nas mimo całego kurestwa, czerwonych otępiałych kazirodczych mord na drogach, nikt by się nie dopuścił tak strasznej zbrodni! W końcu u nas jest kraj katolicki i jakieś tam reguły są!
Jak się szybko okazało na odzew polskiej reprezentacji wyjazdowej nie trzeba było długo czekać… Kilka tygodni później polski kundel, zarżnął kuchennym nożem jak świnie, sześć osób. Co ciekawe stało się to również na wyspie. I możemy mówić że sześć osób w porównaniu do kilkudziesięcioma to jest nic. Jednak hola hola kundelku, biorąc pod uwagę że Breivik walił z M-4, nabojami typu dum-dum a polski kundel posługiwał się „tylko” nożem kuchennym i był jak to się u nas mówi „po spożyciu” wynik nie jest wcale zły. Gdyby polski skurwiel dorwał się bowiem do sprzętu jakim dysponował Breivik wyciął by najprawdopodobniej całe Jersey w swoim pijackim amoku.
No i pozostaje jeszcze kwestia motywu, o ile Beivik jest niewątpliwie szaleńcem opętanym jakąś tam ideologią, o tyle polski burak jest zwykłym pijusem-kundlem. W jego przypadku jak zwykle o nic nie chodziło oprócz pijańskiego amoku polskiego debila dobrze znanego tu w syfie. No i jeszcze jedna sprawa polski kundel również zapisał się w annałach wyspy Jersey – przez ostatnie 7 lat nie popełniono bowiem tam żadnego morderstwa. Polski kundel nadrobił statystyki z nawiązką.

niedziela, 31 lipca 2011

Polski kundel zabił cztero osobową rodzinę we Francji

Ach wakacje, śmierdzący polski kundel przemieszcza się i siejąc skurwienie smród, pijaństwo i śmierć. O ile tu w kiblu jesteśmy do tego przyzwyczajeni o tyle poza granicami syfu zwyczajnie wstyd pokazywać się samochodem z polską rejestracją. Kundel jak zwykle morduje z głupoty prymitywu i skurwienia. Smród do którego przywykliśmy w rodzinnym sraczu roznosi się wtedy po świecie niczym rozdeptane psie gówno po klatce schodowej. I tak wiadomość z ostatniej chwili:
Z TVN24

Polski kierowca spowodował tragiczny wypadek na francuskiej autostradzie A9. Prowadzony przez niego bus jechał pod prąd i zderzył się czołowo z samochodem, którym jechała pięcioosobowa austriacka rodzina. Rodzice i jedno dziecko zginęli na miejscu, dwa są w ciężkim stanie. Polak również zginął na miejscu.
Do wypadku doszło w nocy z soboty na niedzielę w departamencie Herault, niedaleko miasta Bessan na południu Francji.


Rajd pod prąd


Z nieznanych przyczyn Polak wyjechał z parkingu w złą stronę. Jechał autostradą pod prąd, mimo że mijały go inne samochody. O dwa z nich się otarł, ale nie doszło do poważnego zderzenia. Według świadków wypadku, ciężarówka jechała z migającymi światłami awaryjnymi.

Dopiero po przejechaniu czterech kilometrów zderzył się czołowo z jadącym z naprzeciwka samochodem, którym podróżowała pięcioosobowa rodzina z Austrii. W wyniku silnego zderzenia rodzice w wieku 42 i 38 lat oraz jedno z dzieci zginęli na miejscu. Dwoje dzieci w wieku sześciu i dziesięciu lat w ciężkim stanie trafiło do szpitala.

Przyczyny wypadku nie są jeszcze znane. Nie wiadomo czy Polak był pod wpływem alkoholu.

Na tą ostatnią niewiadomą można spokojnie jak zwykle odpowiedzieć – tak skurwiel był pijany. Był najebany jak kilka tysięcy innych skurwysynów których policja zatrzymuje co weekend tu w kraju. Ponownie cała Europa przyklej polakowi, zupełnie słusznie, etykietkę nieokrzesanego zachlajmordy – debila z zadatkami psychopatycznego mordercy. To jest to co niektórzy intelektualiści nazywają zupełnie niesłusznie stereotypami. Niesłusznie, gdyż stereotyp jest z definicji przeświadczeniem niesłusznym.
Już dawno zapomną o Brejviku a o pijanym kundlu mordercy będą pamiętać. Dlaczego? Bo historia się powtarza co kilka miesięcy. Jedyna nadzieja powstrzymania skurwysyństwa - wprowadzenie wewnętrznych kontroli na granicach Shengen. Tylko czy to zatrzyma przeciek informacji – takich jak ta o 17 latku który gwałcił na polu źrebaka?

sobota, 25 czerwca 2011

W kiblu się stoi!

Kolejna wyprawa samochodowa po Europie zderza nas z polską skurwysyńska rzeczywistością. Poza oczywistym urywaniem zawieszenia tylko na polskich dziurach, fruwaniu po polskich koleinach, narażaniu własnego życia przez drogowych kundli i pijanych skurwysynów, czy gubieniu drogi przez GPS z najnowszymi mapami (niespotykane nawet na najmniejszych dróżkach Europy-a w kiblu i owszem), jest jeszcze jedna nigdzie niespotykana właściwość kibla: W skurwysyńskim kiblu SIĘ STOI. Weźmy choćby stolicę. O ile w Paryżu, Berlinie, czy Madrycie korek oznacza wolno POSUWAJĄCY się ruch, o tyle w skurwysyńskim kiblu jest to STANIE jak w zastygłym betonie.
Stanie do skrętu, stanie do świateł, stanie na dojeździe do głównej drogi, stanie na drodze głównej, stanie rano, stanie wieczorem, stanie w dzień, stanie bo budowa, stanie bo zamknęli drogę, stanie bo kolejny debil wymyślił poszerzenie jednej drogi ale już zapomniał ze ta krzyżuje się z drugą i zapomniał zsynchronizować świateł (to norma), stanie w każdym kierunku: ze wschodu na zachód, z zachodu na północ, na każdym objeździe, każdym skrócie, każdej dróżce osiedlowej, każdym wylocie z miasta. Wyjazd trwa dwie, trzy godziny, przejazd przez miasto nawet i 5 godzin. Przejazd 350km nad morze nawet 12. Paraliż skurwysyńskiego kibla osiąga takie rozmiary iż czasami nie pozostaje chyba nic innego jak stanąć na środku i płakać - autentyk miałem przykrą przyjemność pocieszania pewnej niewiasty która śpiesząc się po dziecko do przedszkola, wyszła, bidulka, 1.5 godziny wcześniej z pracy, stała już drugą godzinę w korku i ryczała z bezsilności za kierownicą. Takie obrazki tylko w skurwysyńskim kiblu. Smakuj z rozkoszą.
Dobrze że gdzieniegdzie w miastach tablice informacyjne wesoło oznajmiają że za pieniądze unijne jakaś urzędnicza kurwa zakupiła system sterowania ruchem. Polaczek jak zwykle chcąc wyruchać wszystkich wyruchał sam siebie.

wtorek, 24 maja 2011

Dobry ojciec dla polskiego sądu

Mamy w końcu wykładnie prawną czym jest w kiblu normalny polski ojciec, wszystko dzięki przewodniczącemu sądu w Grójcu niejakiemu Piechocie.

za TVN24:
Wielokrotnie bita przez męża alkoholika kobieta uciekła z dwiema córkami do domu samotnej matki. Sąd orzekł potem rozwód z winy męża, ale jednocześnie zdecydował, że dzieci mają zostać z ojcem. Kobieta - wymeldowana ze wspólnego mieszkania - została bowiem bez dachu nad głową. Próbuje desperacko odzyskać córki. Sąd jest nieugięty. (To Dobrze-takich nieugiętych sądów nam trzeba!!!)

Kobieta od dwóch lat próbuje odzyskać prawo do opieki nad 6-letnią Julią i 8-letnią Natalią. Z ojcem dziewczynek rozwiodła się, bo urządzał w domu piekło. - Bił, robił awantury, krzyczał i wyrzucał z domu. Twierdził, że jesteśmy jego własnością - wspomina kobieta. I dodaje, że z każdym dniem było gorzej. Mąż pił coraz więcej alkoholu, zaczął bić żonę i dzieci.

(…)

Kobieta wielokrotnie uciekała z domu. Interwencje policji były tak częste, że rodzinie założono tzw. niebieską kartę. - Rodzina została objęta nadzorem dzielnicowego, który przynajmniej raz w miesiącu ją odwiedzał. Rozmawiał także z członkami rodziny. Pokrzywdzona skarżyła się, że zdarza się mężowi przyjść do domu w stanie nietrzeźwym - mówi Katarzyna Hajdenrajch-Wojewódzka z policji w Grójcu.

Po rozwodzie dzieci zostały z ojcem, bo matka nie miała domu. Znalazła w końcu pracę i mieszkanie. Dziś próbuje odzyskać córki. - Nie radzę sobie z brakiem dzieci, tęsknię bardzo. Były mąż nadal używa przemocy - mówi Kryńska.

Awantury nadal zdarzają się i to w obecności dzieci. Najbliższa rodzina mężczyzny nagrała jedną z nich.

- Spier... stąd. Wypier... stąd szmato. Co na policję mnie kur... podałaś? - słyszymy w nagraniu. Rodzina mężczyzny przyznaje, że takie zachowania są na porządku dziennym.

Jak relacjonują także, dzieci boją się ojca i uciekają do cioci. Na kolejnym nagraniu słyszymy, jak dziewczynki płaczą i nie chcą iść do domu. - Ja się boję. Boję się... - mówi jedna z nich.

Na kolejnych rozprawach kobieta przegrywa z mężem. Dzieci zostają z ojcem. Podczas ostatniej rozprawy 18 maja sąd tylko zwiększył liczbę kontaktów z dziećmi.

- Nie ma najmniejszych symptomów, które wskazywałyby, że dobro dzieci jest w tym momencie zagrożone lub naruszone - mówi prezes sądu rejonowego w Grójcu Adam Piechota. Po wysłuchaniu nagrań stwierdza, że "nagranie wskazuje na jakąś awanturę i incydentalne zachowanie". - Mamy wywiady kuratorskie, które wskazują, że kontakt ojca z dziećmi jest prawidłowy, na podłożu uczuciowym. Że ojciec się z nimi bawi, wspiera, odprowadza do szkoły - mówi Piechota. Dodajmy mówi Kręcąc dupą wołową w fotelu (a może to twarz była…) trudno powiedzieć tak czy owak prezes sądu podkreśla iż – „Spier... stąd. Wypier... stąd szmato. Co na policję mnie kur... podałaś? „ I wrzeszczące ze strachu dzieci to normalne polskie zachowanie. Doprzodu POLSKO!!! Polskie sądownictwo w rozkładzie potrzebuje takich własnie sędziów! Syf smród i zdziczenie. Doprzodu Polsko!

"prezesa warto zobaczyć tu:
TVN24

niedziela, 3 kwietnia 2011

Poznaj nowego chama

Skąd wiadomo że oto na ciche osiedle gdzie może nie wszyscy się lubią ale przynamniej szanują swój spokój i mówią „dzień dobry” sprowadził się nowobogacki polski cham? Można się zacząć martwić gdy w garażu pojawia się czarne BMW. Kilka dni później, Cham dzieli się już ze współmieszkańcami swoim „sprzęcikiem grającym na wypasie”. Obowiązkowo przy otwartym balkonie i oknach. I nie ważne że ktoś może mieć małe dziecko, chcieć odpocząć czy też zwyczajnie nie mieć ochoty na słuchanie syfu razem z chamem. Polski cham ma to wszystko zwyczajnie w dupie. Skurwysyństwo ma we krwi.
To i tak nic wielkiego. Znajomy artysta, człowiek który nikomu nie wadził i rzadko kiedy zaprasza nawet na kolację, kupił mieszkanie na jednym ze stołecznych nowych osiedli. Niestety niefart że nad nim kupiła mieszkanie polska prawnicza menda. Imprezy nocne miał nad sobą średnio 2 razy na tydzień (wiadomo na usługach mafii trzeba się bawić) a policja po kilku razach przestała nawet przyjeżdżać… Pojawiała się natychmiast gdy tylko w ciągu dnia, raz na ruski rok dotknął pianina.

Uczcić rocznicę dwoma promilami za kółkiem

Rocznica śmierci Papieża Polaka zbiegła się wczoraj z wypadkiem który spowodował pijany polski skurwiel. W wypadku do którego doszło na drodze 367 (Dolnośląskie) rannych zostało 16 młodych piłkarzy w tym czterech ciężko. Skurwiel, miał we krwi 2 promile, dostał 500 zł mandatu i usłyszy zarzuty (czytaj - gówno). Zabiorą mu pewnie na troszkę prawo jazdy ale i tak będzie jeździł bo nic za to w polsce nie grozi.
Niektóre dzieciaki być może nigdy nie powrócą już do pełnej sprawności…
Myślę jednak że jeżeli ów polski skurwiel miał nad lusterkiem obrazek JPII lub innego Świętego, to wszystkie winy należy bezwarunkowo darować. Zabłądził. Odklepie 2 zdrowaśki pokuty (jedna na promil) i dalej może mordować. Ot polski mental.

piątek, 25 lutego 2011

Pan Marek Sp z o.o.

W sraczu znów tąpnęło. Wszędobylski nochal dziennikarzyny wywęszył kolejny śmierdzący układzik tym razem w Komisji Majątkowej. Schemat jak zwykle ten sam: Pan Marek były SB-ek teraz cieszący się poważaniem jako mecenas, paru skorumpowanych urzędasów, paru polskich prawników do tego faceci w czarnych kieckach. I pan Marek i koledzy mogli ukręcić po parę melonów aż miło.
To tak na wypadek gdybyście się zastanawiali skąd grubo ciosane polskie kundelskie mordy, które w drogich hotelach za granicą nie potrafią posługiwać się widelcem i nożem ani wydukać zdania w obcym języku podcierają dupę dolarami.
Powiązania towarzyskie prowadzą również do obecnych elit politycznych i służb specjalnych-ale to już norma. I można by się tu onanizować gdyby nie to iż doniesienia prasowe z ostatnich kilku miesięcy, jawnie pokazują iż w Polsce uczciwe umowy i kontrakty praktycznie nie istnieją. Poczynając od budowy dróg gdzie wykonawca po kilkakrotnie wynagradza firmy zaprzyjaźnionych kolegów które już i tak oszukują na materiałach aż po budowę stadionów gdzie układy kumpelskie pozawalają wygrywać odpowiednim firmom wielomilionowe przetargi po zawyżonych cenach.
Mieliśmy niedawno aferę z braniem w łapę w wojsku za remonty budynków w
zamówieniach publicznych itp.

Innymi słowy każdy zaradny polak chce coś „ukręcić” dla siebie. Jakoś się
„ustawić”.
Nie oszukujmy się podobne mechanizmy działają w polsce nawet przy prostym „załatwianiu” pracy. Bo należy pamiętać że w Polsce wciąż pracę się „załatwia”.
Wszystkie znaki na niebie i na ziemi, wskazuje na to iż ten kraj upadł by gdyby
polak czegoś nie ukręcił lub nie załatwił…
Czy kiblu uczciwość się opłaci? Oczywiście, że nie! Sztandarowym przykładem na to niech będzie „Masa” znany gangster później świadek koronny. Jego majątek pochodzący z przestępstwa jest oceniany lekką ręka na 50mln PLN jak donosi Newsweek. Posiada blisko 500 metrowy dom a ostatnio wystąpił do państwa o podwyżkę pensji warunkując to potrzebą zatrudnienia czyściciela basenu! Ma się świetnie nikt nie zabrał mu złamanego grosza, i nie oszukujmy się - nie zabierze

Kolejnym przykładem niech będzie Grzegorz Żemek. Pomimo iż dostał wyrok a
nakradł się więcej niż 50 melonów – do tej pory nie oddał ani złotówki i nie
zamierza. Miesięczne utrzymanie jego domu (głównego - bo ma ich kilka) wynosi
blisko 40tys PLN jak ocenił kurator sądowy. Każdą próbę zlicytowania majątku
Żemek zaskarża a sąd RP zatwierdza. Obecnie na konto gdzie miały wpłynąć miliony od Żemka wpłynęło 200zł które wpłacił on sam za rozpatrzenie przedterminowego zwolnienia. Syn pana Ż przez lata brylował na salonach odebrawszy edukację w najlepszych szkołach. Jeżeli więc przyzwoity człowiecze (pol: frajerze) wierzysz, że możesz dojść w kiblu do fortuny ciężką pracą i inwestycją w siebie, to cóż myśl tak dalej, w najlepszym wypadku skończysz jak Roman Kluska były szef Optimusa którego zawodowo i zupełnie legalnie, zabił urząd skarbowy. Jak się okazało zupełnie niesłusznie.