Artykulik
Za Onet:
Pan Zbigniew z Przemyśla razem z sąsiadem i kuzynem postanowili coś ugrać. - Wiadomo, żyjemy z renty, trochę sobie dorabiamy to tu, to tam, ale ogólnie to bieda – narzeka pan Zbigniew. Postanowili naciągnąć firmy ubezpieczeniowe na kilkanaście tysięcy złotych. Wykupili polisy w kilku firmach jednocześnie, a po kilku miesiącach zgłosili obcięty kciuk. Wpadli, bo każdy wysłał to samo zdjęcie do kilku ubezpieczycieli. Jeden z agentów sprzedawał polisy kilku firm i skojarzył zdjęcie, bo kolega z departamentu analizy szkód pokazał mu dokumentację. – Kuzyn mówił, że wystarczy zdjęcie palca i że nie wzywają, ale nas wezwali przed komisję - narzeka pan Zbigniew. W branży na takie uszkodzenia mówi się „na drwala”, zdarzali się rekordziści, którzy obcinali sobie kilka palców po to, żeby za każdy z nich zgarnąć odszkodowania.
Smakuj Polaku z radością polskie skurwysyństwo. Dwóch smierdzeli, „renta załatwiona kurwa jest ale na wóde brak” więc upierdolim sobie po kciuku a ubezpieczenie odda.Krótko mówiąc wydymamy system. Nie udało się „narzeka Pan Zbigniew”. Miał jak to „się po polsku mówi pecha”. Przejebane to życie….
piątek, 22 stycznia 2010
Państwo prawa cz. 4
Trybunał
Czasem nawet w syfie ktoś w przypływie chwilowego przebłysku palnie jakiś sensowny, prosty pomysł przeciwko chłostaniu skurwysyństwem. Zupełnie jak w normalności. Jeżeli jednak pomysł jest sensowny to na pewno w tym kraju jest nie-konstytucyjny. Tak tak Polaku. Syf ma to do siebie, że próba katapultowania się ponad syf gwarantuje rozbicie mordy przy upadku. Syf sam sobie wsadza patyk w szprychy.
Przykład 1
W przypływie oświecenia ktoś stwierdził „skoro polski skurwysyn nie szanuje nawet własnego życia tym bardziej czyjegoś, jeździ najebany-to trza mu zabrać samochód, zlicytować- i po sprawie”. WOLNEGO GRINGO! Wielki Trybunał Konstytucyjny (czytaj banda starych zasłużonych dla wymiaru nie-sprawiedliwości precli) „zbadała sprawę”. I doszła do wniosku że zabieranie samochodów jest niekonstytucyjne. (w wykładnie nawet nie chce mi się wchodzić). I chuj-skurwysyny dostały swoje wraki powrotem i mogą konstytucyjnie już zabijać ludzi i pierdolić prawo.
Przykład 2
Ktoś w przypływie oświecenia (chwilowego) doszedł do wniosku.” Skoro alimenciarzu nie po katolicku było użyć gumy zawczasu, narobiłeś bachorów za które nie chcesz teraz płacić a śmierdzącą dupę wozisz samochodem-bo mimo tego że masz samochód i forsę to firma jest na babcie, wujka czy chuj wie kogo jeszcze- i wszyscy to wiedzą ale „wymiar” nie może tego udowodnić , to i śmierdzącej dupy woził nie będziesz! Zatrzymamy ci prawo jazdy”. WOLNEGO GRINGO! Takie cuda to tylko na dzikim zachodzie! W zasranym syfie, trybunał konstytucyjny „zbadał sprawę” i zawyrokował że zabieranie PJ za niepłacenie alimentów jest niekonstytucyjne! Możesz więc polski alimenciarzu dalej wozić niemytą dupę swoim BMW, pukać kochankę na boku a twoje bachory niech żyją w nędzy. Wszystko jak najbardziej konstytucyjnie!
Czasem nawet w syfie ktoś w przypływie chwilowego przebłysku palnie jakiś sensowny, prosty pomysł przeciwko chłostaniu skurwysyństwem. Zupełnie jak w normalności. Jeżeli jednak pomysł jest sensowny to na pewno w tym kraju jest nie-konstytucyjny. Tak tak Polaku. Syf ma to do siebie, że próba katapultowania się ponad syf gwarantuje rozbicie mordy przy upadku. Syf sam sobie wsadza patyk w szprychy.
Przykład 1
W przypływie oświecenia ktoś stwierdził „skoro polski skurwysyn nie szanuje nawet własnego życia tym bardziej czyjegoś, jeździ najebany-to trza mu zabrać samochód, zlicytować- i po sprawie”. WOLNEGO GRINGO! Wielki Trybunał Konstytucyjny (czytaj banda starych zasłużonych dla wymiaru nie-sprawiedliwości precli) „zbadała sprawę”. I doszła do wniosku że zabieranie samochodów jest niekonstytucyjne. (w wykładnie nawet nie chce mi się wchodzić). I chuj-skurwysyny dostały swoje wraki powrotem i mogą konstytucyjnie już zabijać ludzi i pierdolić prawo.
Przykład 2
Ktoś w przypływie oświecenia (chwilowego) doszedł do wniosku.” Skoro alimenciarzu nie po katolicku było użyć gumy zawczasu, narobiłeś bachorów za które nie chcesz teraz płacić a śmierdzącą dupę wozisz samochodem-bo mimo tego że masz samochód i forsę to firma jest na babcie, wujka czy chuj wie kogo jeszcze- i wszyscy to wiedzą ale „wymiar” nie może tego udowodnić , to i śmierdzącej dupy woził nie będziesz! Zatrzymamy ci prawo jazdy”. WOLNEGO GRINGO! Takie cuda to tylko na dzikim zachodzie! W zasranym syfie, trybunał konstytucyjny „zbadał sprawę” i zawyrokował że zabieranie PJ za niepłacenie alimentów jest niekonstytucyjne! Możesz więc polski alimenciarzu dalej wozić niemytą dupę swoim BMW, pukać kochankę na boku a twoje bachory niech żyją w nędzy. Wszystko jak najbardziej konstytucyjnie!
Państwo prawa cz. 3
Sprawa Olewnika
Nie ma chyba osoby która mieszka pod tą szerokością geograficzną która nie słyszała o tej sprawie. Sprawa na pozór oczywista, można by powiedzieć polsko typowa: porwali chłopaka dla okupu, więzili, torturowali, okup dostali ale i tak zamordowali. Minęło 10 już prawie lat. 10 lat kompromitacji, osrania przez wymiar sprawiedliwości i tzw. ”organy ścigania”, kluczenia błagania, słania listów do ministerstw, pierdolenia kocopałów przez komisje śledcze i wiecie co? I chcą teraz odkopać ciało żeby sprawdzić czy Olewnik to na pewno Olewnik! Noż kurwa mać! 10 lat męczarni a może się okazać że po nic bo może to nie ten facet. To już nawet nie jest nawet Kafka to jest polski syf-Srafka.
Nie ma chyba osoby która mieszka pod tą szerokością geograficzną która nie słyszała o tej sprawie. Sprawa na pozór oczywista, można by powiedzieć polsko typowa: porwali chłopaka dla okupu, więzili, torturowali, okup dostali ale i tak zamordowali. Minęło 10 już prawie lat. 10 lat kompromitacji, osrania przez wymiar sprawiedliwości i tzw. ”organy ścigania”, kluczenia błagania, słania listów do ministerstw, pierdolenia kocopałów przez komisje śledcze i wiecie co? I chcą teraz odkopać ciało żeby sprawdzić czy Olewnik to na pewno Olewnik! Noż kurwa mać! 10 lat męczarni a może się okazać że po nic bo może to nie ten facet. To już nawet nie jest nawet Kafka to jest polski syf-Srafka.
Państwo prawa cz 2
Wiesz polaku co to za znak?

To znak który zezwala na zatrzymywanie/parkowanie po wcześniejszym włączeniu świateł awaryjnych (awaria jest tu zbędna a wręcz niewskazana) lub posiadaniu dobrego wyjaśnienia w stylu „tak ale ja tylko ……”. Przykłady można mnożyć w setkach. Ale taki najfajniej ilustrujący SZAMBO tego zidiocianego kraju można zaobserwować gdzie???……pod polskim sejmem!
Jest uliczka, zakazy na całej długości. Nie przeszkadza to Zenkom autobusiarzom parkować autokarów na kilka godzin na całej długości (jest też znak informujący że parking dla autokarów jest kilometr dalej). Do autobusiarzy dołączają taksiarze a potem reszta. Przechodzące tam przez jezdnie dzieciaki wchodzą wprost pod nadjeżdżające samochody, robi się korek. I co? I gówno! Najlepsze jest to że przejeżdża tędy 100 razy policja 500 razy straż miejska – Ci ostatni wolą ruchać frajerów ulice dalej-miło łatwo i przyjemnie, i co najważniejsze bez powodu (samochody nikomu nie przeszkadzają ale znak jest tam właśnie po to żeby dymać….. miło łatwo i przyjemnie.)
Kiedyś próbując przejechać między dwoma debilami w autobusach zapytałem „stróżów prawa” parkujących obok o co chodzi?
-Aaaa bo to autokary co przywożą dzieci na wycieczki
-No dobra ale tu nigdzie nie jest napisane że nie dotyczy autokarów z dziećmi na wycieczkach-a co z nie-autokarami.
-Aaaa no ale wtedy to by trzeba wszystkich karać.
-Noż kurwa!!!! (to już pomyślałem)
Widzisz mały paradoks Polaku, „pod nosem” ciała ustawodawczego twojego zasyfiałego kraju łamie się prawo na oczach „stróżów prawa” i wszyscy mają to w dupie: „bo….
Ale mechanizm działa też w odwrotnym kierunku...
Przykład: droga z Warszawy na Konstancin tzw. Gierkowska - towarzysz gierek wybudował sobie taki odcinek „Katowickiej” żeby szybciej dojeżdżać do domu. 2 pasy ruchu w każdym kierunku przedzielone pasem zieleni. Żadnych zabudowań. Na Katowickiej można jechać 110 tu ograniczenie 60. Dlaczego? ch… wie! Jeden debil znak postawił drugi kasuje forsę. Jakieś przesłanki logiczne?- ŻADNE! I tu drogi Polaku najlepsze. Pewien szacowny znajomy stwierdził-pierdole nie płacę idę do sądu (ponieważ jest szacowny ujął to inaczej). Na rozprawie sędzina przyznała mu rację! Mało tego sama przyznała że łamie tam przepisy jeżdżąc za szybko i że ograniczenie do 60ciu jest tam debilizmem, ale PRZEPIS JEST PRZEPIS!!! Więc kara musi być!
Widzisz Polaku jak działa twój kraj. Banda debili decyduje o porządku prawnym, co w efekcie daje debilne niezrozumiałe prawo, co daje brak poszanowania wobec prawa, co daje polski SYF!!!

To znak który zezwala na zatrzymywanie/parkowanie po wcześniejszym włączeniu świateł awaryjnych (awaria jest tu zbędna a wręcz niewskazana) lub posiadaniu dobrego wyjaśnienia w stylu „tak ale ja tylko ……”. Przykłady można mnożyć w setkach. Ale taki najfajniej ilustrujący SZAMBO tego zidiocianego kraju można zaobserwować gdzie???……pod polskim sejmem!
Jest uliczka, zakazy na całej długości. Nie przeszkadza to Zenkom autobusiarzom parkować autokarów na kilka godzin na całej długości (jest też znak informujący że parking dla autokarów jest kilometr dalej). Do autobusiarzy dołączają taksiarze a potem reszta. Przechodzące tam przez jezdnie dzieciaki wchodzą wprost pod nadjeżdżające samochody, robi się korek. I co? I gówno! Najlepsze jest to że przejeżdża tędy 100 razy policja 500 razy straż miejska – Ci ostatni wolą ruchać frajerów ulice dalej-miło łatwo i przyjemnie, i co najważniejsze bez powodu (samochody nikomu nie przeszkadzają ale znak jest tam właśnie po to żeby dymać….. miło łatwo i przyjemnie.)
Kiedyś próbując przejechać między dwoma debilami w autobusach zapytałem „stróżów prawa” parkujących obok o co chodzi?
-Aaaa bo to autokary co przywożą dzieci na wycieczki
-No dobra ale tu nigdzie nie jest napisane że nie dotyczy autokarów z dziećmi na wycieczkach-a co z nie-autokarami.
-Aaaa no ale wtedy to by trzeba wszystkich karać.
-Noż kurwa!!!! (to już pomyślałem)
Widzisz mały paradoks Polaku, „pod nosem” ciała ustawodawczego twojego zasyfiałego kraju łamie się prawo na oczach „stróżów prawa” i wszyscy mają to w dupie: „bo….
Ale mechanizm działa też w odwrotnym kierunku...
Przykład: droga z Warszawy na Konstancin tzw. Gierkowska - towarzysz gierek wybudował sobie taki odcinek „Katowickiej” żeby szybciej dojeżdżać do domu. 2 pasy ruchu w każdym kierunku przedzielone pasem zieleni. Żadnych zabudowań. Na Katowickiej można jechać 110 tu ograniczenie 60. Dlaczego? ch… wie! Jeden debil znak postawił drugi kasuje forsę. Jakieś przesłanki logiczne?- ŻADNE! I tu drogi Polaku najlepsze. Pewien szacowny znajomy stwierdził-pierdole nie płacę idę do sądu (ponieważ jest szacowny ujął to inaczej). Na rozprawie sędzina przyznała mu rację! Mało tego sama przyznała że łamie tam przepisy jeżdżąc za szybko i że ograniczenie do 60ciu jest tam debilizmem, ale PRZEPIS JEST PRZEPIS!!! Więc kara musi być!
Widzisz Polaku jak działa twój kraj. Banda debili decyduje o porządku prawnym, co w efekcie daje debilne niezrozumiałe prawo, co daje brak poszanowania wobec prawa, co daje polski SYF!!!
środa, 20 stycznia 2010
Smaganie skurwysyństwem
Kochani, cały czas na tapecie mamy kolejny odcinek „Państwa Prawa” lecz smagani codziennym skurwysyństwem znów musimy zdać kilka relacji na gorąco.
-Dziś media podały że istnieją spore szanse na przejęcie LOT-u przez alians SkyTeam. Informacja o tyle fatalna że korzystam od lat ze Skyteam i ani razu nie miałem przyjemności oglądać zapitych skurwysyńskich polskich mord. Żadnych pyskówek, rzucania „kurwami”, skurwysyńskiego chlania i darcia mordy, szarpania i palenia w sraczu samolotu. Niestety dni radości są policzone…
-Druga ciekawa sprawa
Szczekanie Kundla
Pan, Sławomir (już samo imię wskazuje, że ma wąsy i lubi się regularnie napierdolić), cieszy polskiego ryja, bo głupi sąsiad wkurwiał się ciągłym szczekaniem jego pieska. Sprawa trafiła - a jakże na wokandę i jak na bagnisty syf przystało ciągnęła się 3 miesiące (pewnie też była wielowątkowa i bardzo skomplikowana). Skończyło się uniewinnieniem polskiej śmierdzącej dupy pana Sławomira. Jak piszę nam TVN24:
Za TVN24
Właściciel przez trzy miesiące czekał na decyzję sadu. W tym czasie radni jednogłośnie podjęli decyzję o zmianie kontrowersyjnej uchwały. - Natura zwierząt jest taka, że psy szczekają, a wróble ćwierkają i trudno mieć do zwierząt o to pretensje - tłumaczy Tomasz Kacprzak, Przewodniczący Rady Miejskiej Łodzi.
I proszę! Super myślenie polskiego kołtuna-debila. Zwierzęta również srają i też trudno mieć o to do nich pretensję a czasem nawet gryzą.
Zdziwiłbyś się wielce Polaku, ale w krajach cywilizowanych właściciele odpowiedzialni są za swoje zwierzęta w tym również za zakłócenia porządku, które te powodują. Baaa w większości kamienic ze względów porządkowych jest zakaz trzymania psów powyżej pewnej wielkości. Co więcej przepisy lokalne dot. Zakłócania spokoju są bardzo restrykcyjne, ale to gdzie indziej. Inaczej jest syfie! W syfie kundel może ujadać przez 24 godz na dobę, jego skurwysyński właściciel nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Co z tego że inni się męczą, pracują, potrzebują spokoju-chuj im w dupe.
Co ciekawsze niedawno jakiś sąd wydał zakaz grania na skrzypcach dzieciakowi uczącemu się w szkole muzycznej (grał podobno ok. 1,5 godz dziennie) . No i masz, co chciałeś Polaku-twój raj! Nie sposób uciszyć tępego polskiego kołtuna ale jakże łatwo dopierdolić i zniszczyć kogoś kto ma jakąś pasję wrażliwość i coś chce w swoim życiu tworzyć… Smakuj z radością!
-Dziś media podały że istnieją spore szanse na przejęcie LOT-u przez alians SkyTeam. Informacja o tyle fatalna że korzystam od lat ze Skyteam i ani razu nie miałem przyjemności oglądać zapitych skurwysyńskich polskich mord. Żadnych pyskówek, rzucania „kurwami”, skurwysyńskiego chlania i darcia mordy, szarpania i palenia w sraczu samolotu. Niestety dni radości są policzone…
-Druga ciekawa sprawa
Szczekanie Kundla
Pan, Sławomir (już samo imię wskazuje, że ma wąsy i lubi się regularnie napierdolić), cieszy polskiego ryja, bo głupi sąsiad wkurwiał się ciągłym szczekaniem jego pieska. Sprawa trafiła - a jakże na wokandę i jak na bagnisty syf przystało ciągnęła się 3 miesiące (pewnie też była wielowątkowa i bardzo skomplikowana). Skończyło się uniewinnieniem polskiej śmierdzącej dupy pana Sławomira. Jak piszę nam TVN24:
Za TVN24
Właściciel przez trzy miesiące czekał na decyzję sadu. W tym czasie radni jednogłośnie podjęli decyzję o zmianie kontrowersyjnej uchwały. - Natura zwierząt jest taka, że psy szczekają, a wróble ćwierkają i trudno mieć do zwierząt o to pretensje - tłumaczy Tomasz Kacprzak, Przewodniczący Rady Miejskiej Łodzi.
I proszę! Super myślenie polskiego kołtuna-debila. Zwierzęta również srają i też trudno mieć o to do nich pretensję a czasem nawet gryzą.
Zdziwiłbyś się wielce Polaku, ale w krajach cywilizowanych właściciele odpowiedzialni są za swoje zwierzęta w tym również za zakłócenia porządku, które te powodują. Baaa w większości kamienic ze względów porządkowych jest zakaz trzymania psów powyżej pewnej wielkości. Co więcej przepisy lokalne dot. Zakłócania spokoju są bardzo restrykcyjne, ale to gdzie indziej. Inaczej jest syfie! W syfie kundel może ujadać przez 24 godz na dobę, jego skurwysyński właściciel nie ponosi żadnej odpowiedzialności. Co z tego że inni się męczą, pracują, potrzebują spokoju-chuj im w dupe.
Co ciekawsze niedawno jakiś sąd wydał zakaz grania na skrzypcach dzieciakowi uczącemu się w szkole muzycznej (grał podobno ok. 1,5 godz dziennie) . No i masz, co chciałeś Polaku-twój raj! Nie sposób uciszyć tępego polskiego kołtuna ale jakże łatwo dopierdolić i zniszczyć kogoś kto ma jakąś pasję wrażliwość i coś chce w swoim życiu tworzyć… Smakuj z radością!
poniedziałek, 18 stycznia 2010
Policja: Obywatelu nie spożywaj trunków niewiadomego pochodzenia!
Przerywamy cykl państwo prawa by donieść o tragedii która wydarzyła się we wsi Barachowice. Trzy osoby zmarły, 2 walczą o życie. Tragedia!
Za Tvn24:
Trzy osoby zmarły, dwie walczą o życie w szpitalu. Mieszkańcy wsi Brachowice k. Zgierza (Łódzkie) wypili alkohol służący do celów przemysłowych - glikol. Jak twierdzi jeden z poszkodowanych, była to rozpałka do pieca. Policja wyjaśnia okoliczności zatrucia i apeluje, aby nie spożywać trunków niewiadomego pochodzenia.
W niedzielę wieczorem policjanci zostali powiadomieni o zgonie 62-letniego mieszkańca wsi pod Zgierzem. Jego 53-letnia żona oraz mężczyzna z którymi pili, zostali przewiezieni przez pogotowie w ciężkim stanie na oddział toksykologii. Jak twierdzi jeden z uratowanych, pili rozpałkę do pieca - napisał internauta na Kontakt TVN24.
Płyn do ogrzewania
Z ustaleń policji wynika, że małżeństwo w ciągu dnia piło alkohol przyniesiony przez ich 38-letniego znajomego. Mężczyzna ten zajmował się pracami wykończeniowymi budowanego właśnie domu. Okazało się, że cała trójka wypiła razem około 3 litrów glikolu, który był przeznaczony do ogrzewania budynku, w którym nocował 38-latek.
- Policjanci dotarli do 38-latka w samą porę, jego stan pogarszał się z minuty na minutę. Mężczyzna trafił do szpitala - relacjonowała rzeczniczka zgierskiej policji Magdalena Złotnicka.
Więcej ofiar z jednej wsi
Okazało się jednak, że to nie wszystkie ofiary zatrucia alkoholem. Tej samej nocy pogotowie ratunkowe zostało wezwane do dwóch mieszkańców tej samej wsi. Mężczyźni w wieku 41 i 42 lat także pili glikol w sobotę wieczorem razem z 38-latkiem. Niestety, gdy lekarz przybył na miejsce, obaj już nie żyli.
Zgierscy policjanci ustalają czy jeszcze inne osoby piły podejrzany alkohol i mogły zatruć się glikolem. - Policjanci apelują o to, aby nie spożywać alkoholu niewiadomego pochodzenia, a z całą pewnością, aby nie pić alkoholu przeznaczonego do innych celów niż spożywcze - powiedziała podinsp. Joanna Kącka z łódzkiej policji.
Polaku! Słuchaj mądrego apelu policji! Nie chlaj wszystkiego co może mieć procenty a jeżli już to nie od razu 3 litry! Nawet twoja wytrenowana litrami gorzały pitej bez powodu wątroba, może tego nie przerobić!
Za Tvn24:
Trzy osoby zmarły, dwie walczą o życie w szpitalu. Mieszkańcy wsi Brachowice k. Zgierza (Łódzkie) wypili alkohol służący do celów przemysłowych - glikol. Jak twierdzi jeden z poszkodowanych, była to rozpałka do pieca. Policja wyjaśnia okoliczności zatrucia i apeluje, aby nie spożywać trunków niewiadomego pochodzenia.
W niedzielę wieczorem policjanci zostali powiadomieni o zgonie 62-letniego mieszkańca wsi pod Zgierzem. Jego 53-letnia żona oraz mężczyzna z którymi pili, zostali przewiezieni przez pogotowie w ciężkim stanie na oddział toksykologii. Jak twierdzi jeden z uratowanych, pili rozpałkę do pieca - napisał internauta na Kontakt TVN24.
Płyn do ogrzewania
Z ustaleń policji wynika, że małżeństwo w ciągu dnia piło alkohol przyniesiony przez ich 38-letniego znajomego. Mężczyzna ten zajmował się pracami wykończeniowymi budowanego właśnie domu. Okazało się, że cała trójka wypiła razem około 3 litrów glikolu, który był przeznaczony do ogrzewania budynku, w którym nocował 38-latek.
- Policjanci dotarli do 38-latka w samą porę, jego stan pogarszał się z minuty na minutę. Mężczyzna trafił do szpitala - relacjonowała rzeczniczka zgierskiej policji Magdalena Złotnicka.
Więcej ofiar z jednej wsi
Okazało się jednak, że to nie wszystkie ofiary zatrucia alkoholem. Tej samej nocy pogotowie ratunkowe zostało wezwane do dwóch mieszkańców tej samej wsi. Mężczyźni w wieku 41 i 42 lat także pili glikol w sobotę wieczorem razem z 38-latkiem. Niestety, gdy lekarz przybył na miejsce, obaj już nie żyli.
Zgierscy policjanci ustalają czy jeszcze inne osoby piły podejrzany alkohol i mogły zatruć się glikolem. - Policjanci apelują o to, aby nie spożywać alkoholu niewiadomego pochodzenia, a z całą pewnością, aby nie pić alkoholu przeznaczonego do innych celów niż spożywcze - powiedziała podinsp. Joanna Kącka z łódzkiej policji.
Polaku! Słuchaj mądrego apelu policji! Nie chlaj wszystkiego co może mieć procenty a jeżli już to nie od razu 3 litry! Nawet twoja wytrenowana litrami gorzały pitej bez powodu wątroba, może tego nie przerobić!
sobota, 16 stycznia 2010
Państwo prawa cz.1
Jeżeli drogi Polaku siedzisz sobie w zaciszu swojego, domu, samochodu, ogródka i myślisz że właśnie to jest twoja oaza dająca ochronę przed smagającym skurwysyństwem, pomyśl ponownie!
Może się bowiem zdarzyć że ktoś będzie chciał Ci tą oazę zapierdolić a ciebie utłuc. Może się też zdarzyć że przez wpojoną Ci przyzwoitość będziesz może musiał kiedyś stanąć w obronie, kobiety, dziecka, czy zwyczajnie innej osoby która stałą się ofiarą agresji.
W jakiekolwiek sytuacji byś się nie znalazł pamiętaj że w polsce za tak haniebne postępowanie, bekniesz sromotnie.
Znajdzie się paragrafik na twoje poczucie sprawiedliwości i przyzwoitość zresztą też.
Za uszkodzenie skurwiela w obronie własnej lub czyjejś zapłacisz jak za człowieka. Przykładów są tysiące i raz na jakiś czas rozpisują się o nich pismaki ale potem i tak wszsytko cichnie i jesteś polaku w głębokim gównie sam. Lepiej więc zamknąć mordę i dać się zabić lub udawać że nie widzisz…
Czasem, jeżeli jesteś za głupi żeby oddać życie lub mienie a górę weźmie instynkt samozachowczy, skończysz jak chłopy spod Włodowa. Którzy w obronie życia, pozostawieni sami sobie, załatwili recydywistę latającego z siekierą po wsi. Pamiętajmy że zostali sromotnie za to ukarani wyrokami odsiadki a sąd nazwał ich haniebny czyn samosądem (wow cóż za odkrycie). Dopierdolił im również prof. Hołda. z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (tak to ta lewacka organizacja dbająca o to żeby więźniom nie było za ciasno i żeby zwykły obywatel za bardzo nie brał poczucia sprawiedliwości na serio):
Cytat za dziennikiem:
Innego zdania jest prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. "Uważam, że sąd nadzwyczajnie złagodził karę i w tym wypadku nie powinno być mowy o zawieszeniu jej odbywania. Powiem więcej, gdybym był prokuratorem składałbym apelację z żądaniem podwyższenia kary" - mówi DZIENNIKOWI Hołda.
Sprawa rzecz jasna ciągnęła się latami (norma). Sądowi zależało na tym żeby zbadać sprawę dokładnie. Jak mówiła sędzina
"Sprawa ta jest nad wyraz skomplikowaną, złożoną, o skomplikowanym, wielowątkowym stanie faktycznym (...). Sprawa ta wymagała od nas ogromnego wysiłku intelektualnego, skrupulatności. (...) Sąd cały czas pamiętał, by przy wnioskowaniu kierować się przede wszystkim artykułami 5 i 7 kodeksu postępowania karnego…
I znów polska zasrana zagadka: banalna sprawa a jednak dla polskiego wymiaru sprawiedliwości „skomplikowana i wielowątkowa”. Jakie tu są k… wielo-wątki? Wielowątkowa to jest sprawa Madoffa a nie debila latającego z siekierą po wsi!
Koniec końców po straceniu kilku lat na przepychankę prawną i odsiedzenia swojego w aresztach chłopy zostały ułaskawione przez Prezydenta.
Tak to jest że tam gdzie syf machiny prawnej sobie nie radzi a podniesie się raban wokół sprawy to zapaść prawną trzeba „przypudrować” zawiązując komisję śledczą.
Komisja po paru tygodniach nawet nie wie czego szuka, jest nawzajem skłócona a po paru miesiącach jest już totalny chaos. Problem w tym że walka odbywa się nie o sprawiedliwość a ze sprawiedliwością – po polsku.
Może się bowiem zdarzyć że ktoś będzie chciał Ci tą oazę zapierdolić a ciebie utłuc. Może się też zdarzyć że przez wpojoną Ci przyzwoitość będziesz może musiał kiedyś stanąć w obronie, kobiety, dziecka, czy zwyczajnie innej osoby która stałą się ofiarą agresji.
W jakiekolwiek sytuacji byś się nie znalazł pamiętaj że w polsce za tak haniebne postępowanie, bekniesz sromotnie.
Znajdzie się paragrafik na twoje poczucie sprawiedliwości i przyzwoitość zresztą też.
Za uszkodzenie skurwiela w obronie własnej lub czyjejś zapłacisz jak za człowieka. Przykładów są tysiące i raz na jakiś czas rozpisują się o nich pismaki ale potem i tak wszsytko cichnie i jesteś polaku w głębokim gównie sam. Lepiej więc zamknąć mordę i dać się zabić lub udawać że nie widzisz…
Czasem, jeżeli jesteś za głupi żeby oddać życie lub mienie a górę weźmie instynkt samozachowczy, skończysz jak chłopy spod Włodowa. Którzy w obronie życia, pozostawieni sami sobie, załatwili recydywistę latającego z siekierą po wsi. Pamiętajmy że zostali sromotnie za to ukarani wyrokami odsiadki a sąd nazwał ich haniebny czyn samosądem (wow cóż za odkrycie). Dopierdolił im również prof. Hołda. z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (tak to ta lewacka organizacja dbająca o to żeby więźniom nie było za ciasno i żeby zwykły obywatel za bardzo nie brał poczucia sprawiedliwości na serio):
Cytat za dziennikiem:
Innego zdania jest prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. "Uważam, że sąd nadzwyczajnie złagodził karę i w tym wypadku nie powinno być mowy o zawieszeniu jej odbywania. Powiem więcej, gdybym był prokuratorem składałbym apelację z żądaniem podwyższenia kary" - mówi DZIENNIKOWI Hołda.
Sprawa rzecz jasna ciągnęła się latami (norma). Sądowi zależało na tym żeby zbadać sprawę dokładnie. Jak mówiła sędzina
"Sprawa ta jest nad wyraz skomplikowaną, złożoną, o skomplikowanym, wielowątkowym stanie faktycznym (...). Sprawa ta wymagała od nas ogromnego wysiłku intelektualnego, skrupulatności. (...) Sąd cały czas pamiętał, by przy wnioskowaniu kierować się przede wszystkim artykułami 5 i 7 kodeksu postępowania karnego…
I znów polska zasrana zagadka: banalna sprawa a jednak dla polskiego wymiaru sprawiedliwości „skomplikowana i wielowątkowa”. Jakie tu są k… wielo-wątki? Wielowątkowa to jest sprawa Madoffa a nie debila latającego z siekierą po wsi!
Koniec końców po straceniu kilku lat na przepychankę prawną i odsiedzenia swojego w aresztach chłopy zostały ułaskawione przez Prezydenta.
Tak to jest że tam gdzie syf machiny prawnej sobie nie radzi a podniesie się raban wokół sprawy to zapaść prawną trzeba „przypudrować” zawiązując komisję śledczą.
Komisja po paru tygodniach nawet nie wie czego szuka, jest nawzajem skłócona a po paru miesiącach jest już totalny chaos. Problem w tym że walka odbywa się nie o sprawiedliwość a ze sprawiedliwością – po polsku.
czwartek, 14 stycznia 2010
Śmierdziel w przestworzach
Dziś pojawiła się piękna perełka o chamstwie i skurwysyństwie rodaków w przestworzach. A już myślałem że to znowu to moje malkontenctwo. Jak widać niestety, ot normalka którą na własnej skórze odczułem. Odczułem zmieniłem przewoźnika polskiego na innego i nigdy nie latam tam gdzie polskie chamstwo.
Historia opisana przez stewarda.
Historia o tyle ciekawa że samolot to w końcu hermetyczna bańka, mikroświat, odbicie polskiego skołtunienia prostactwa i skurwysyńśtwa
Za Onet pl
Pierwsza uwaga autora:
„Zdaję sobie sprawę, że krąży o nas wiele stereotypów. (mowa o personelu pokładwoym) Potocznie uważa się, że stewardessy są głupiutkie i łatwe, a stewardzi to również nie grzeszący inteligencją geje.”
Nie znam stereotypów poza tym że polacy kradną i chleją i są chamami (ale to chyba nie stereotyp) ale brzmi to bardzo po polsku. W końcu dla polaka każdy obcy to dziwka albo pedał. Nieważne że sądy tego typu wypowiadane są przez polskich śmierdzieli którzy warci są mniej niż ich odpicowane 10 letnie sprowadzone ze szrotu BMW. Ważne żeby kogoś obsrać i wylać gówno-wtedy od razu lżej na polskim sercu.
„Nikt za to nie przepadał za kierunkami wyspiarskimi. Wielka Brytania jednoznacznie kojarzyła się z rodakami latającymi do pracy. Co tu dużo ukrywać, nie były to dobre skojarzenia. Na rejsach "na zmywaki" przeważali kiepsko ubrani Polacy, czasem wulgarni, nadużywający alkoholu, czasem - po prostu wystraszeni.”
No i znów występy naszej reprezentacji narodowej na wyspach... sam miodzik…
No i nasze ulubione! Bo sprawdzone na własnej skórze.
Jeszcze cięższymi i trudniejszymi lotami były wakacyjne czartery. (…)
Oczywiście Polacy lubią wnieść na pokład siatki z litrami alkoholu zakupionego w sklepach wolnocłowych. Start samolotu dla niektórych jest sygnałem do otwarcia butelki, choć są i tacy, którzy zaczynają popijanie jeszcze wcześniej, oczekując na samolot w terminalu.
Picie na pokładzie jest niezwykle uciążliwe i dla personelu, i dla współpasażerów. Jak się jednak wydaje, jest stałym rytuałem wakacyjnym części Polaków. Należy się przecież wyluzować... Niestety niektórym upojenie alkoholowe odbiera zdrowy rozsądek i rozwiązuje języki. Aż trudno uwierzyć, jakimi chamami potrafią się okazać pasażerowie.
Po co facetowi lecącemu z ładną żoną i uroczymi dziećmi na wczasy do Egiptu awantury na pokładzie? A jednak... Pamiętam taki przypadek jak dziś.
On, na oko 30-40 lat. Z wyglądu dorobkiewicz z "klasy średniej". Ubrany w sieciowym sklepie, niestety bez większego gustu. Ona z kolei dużo bardziej sympatyczna, aczkolwiek nadmiar biżuterii zdradza też nie do końca wyrobiony guścik. Oboje, mimo obecności dzieci, zaczynają pić alkohol. On zdecydowanie więcej. Jest palaczem, więc po kilku głębszych nie może wytrzymać bez dymka.
Po dwóch godzinach zostaje przyłapany na próbie zapalenia papierosa w toalecie. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby wrócił na swój fotel i zasnął, w końcu lot do Egiptu trwa około czterech godzin. Niestety podchmielony pasażer zaczyna wyzywać koleżankę, która próbuje zapobiec pogorszeniu sytuacji. Nie udaje się. Delikwent zaczyna się z nią szarpać. Wraz z kolegą i przypadkowym pasażerem odrywamy go od biednej stewardessy i doprowadzamy siłą na miejsce.
No i obrazek, polskiego skurwiela na wakacjach, od początku trzeba się „wyluzować” czytaj najebać. A potem skurwysyństwo wychodzi samo zza skóry, darcie ryja, przekleństwa, szarpanie i wyzywanie kobiet ot wszystko co siedzi pod skórą skurwiela i maluje się na wykrzywionym złowrogim pysku. Jak by było jeszcze komu po mordzie dać to już "urlop" można by zacząć w samolocie na dobre!
Istnieją też inne sposoby. Świetną miarą obycia i ucywilizowania pasażerów jest to, jak szybko odpinają pasy po wylądowaniu samolotu, gdy jeszcze kołuje po pasie startowym.
Prawie nikt z pasażerów z Zachodu nie odpina pasów i nie wstaje w momencie, kiedy samolot kołuje jeszcze po pasie, a sygnalizacja "zapiąć pasy" jest włączona.
A polak i owszem!
Najgorsze jest, że wielu pasażerów w Polsce po prostu nie szanuje podstawowych zasad bezpieczeństwa. Z góry przepraszam za niepoprawność, ale im pasażer na oko "głupszy", tym bardziej prawdopodobne, że nie zastosuje się do reguł. Często nie dlatego, że nie rozumie, ale dlatego, że głupią radochę sprawi mu zachowanie "na opak".
I należy zadać pytanie-czy latają też normalni polacy? Tak latają ale toną często w oazie chamstwa i prymitywu...
Historia opisana przez stewarda.
Historia o tyle ciekawa że samolot to w końcu hermetyczna bańka, mikroświat, odbicie polskiego skołtunienia prostactwa i skurwysyńśtwa
Za Onet pl
Pierwsza uwaga autora:
„Zdaję sobie sprawę, że krąży o nas wiele stereotypów. (mowa o personelu pokładwoym) Potocznie uważa się, że stewardessy są głupiutkie i łatwe, a stewardzi to również nie grzeszący inteligencją geje.”
Nie znam stereotypów poza tym że polacy kradną i chleją i są chamami (ale to chyba nie stereotyp) ale brzmi to bardzo po polsku. W końcu dla polaka każdy obcy to dziwka albo pedał. Nieważne że sądy tego typu wypowiadane są przez polskich śmierdzieli którzy warci są mniej niż ich odpicowane 10 letnie sprowadzone ze szrotu BMW. Ważne żeby kogoś obsrać i wylać gówno-wtedy od razu lżej na polskim sercu.
„Nikt za to nie przepadał za kierunkami wyspiarskimi. Wielka Brytania jednoznacznie kojarzyła się z rodakami latającymi do pracy. Co tu dużo ukrywać, nie były to dobre skojarzenia. Na rejsach "na zmywaki" przeważali kiepsko ubrani Polacy, czasem wulgarni, nadużywający alkoholu, czasem - po prostu wystraszeni.”
No i znów występy naszej reprezentacji narodowej na wyspach... sam miodzik…
No i nasze ulubione! Bo sprawdzone na własnej skórze.
Jeszcze cięższymi i trudniejszymi lotami były wakacyjne czartery. (…)
Oczywiście Polacy lubią wnieść na pokład siatki z litrami alkoholu zakupionego w sklepach wolnocłowych. Start samolotu dla niektórych jest sygnałem do otwarcia butelki, choć są i tacy, którzy zaczynają popijanie jeszcze wcześniej, oczekując na samolot w terminalu.
Picie na pokładzie jest niezwykle uciążliwe i dla personelu, i dla współpasażerów. Jak się jednak wydaje, jest stałym rytuałem wakacyjnym części Polaków. Należy się przecież wyluzować... Niestety niektórym upojenie alkoholowe odbiera zdrowy rozsądek i rozwiązuje języki. Aż trudno uwierzyć, jakimi chamami potrafią się okazać pasażerowie.
Po co facetowi lecącemu z ładną żoną i uroczymi dziećmi na wczasy do Egiptu awantury na pokładzie? A jednak... Pamiętam taki przypadek jak dziś.
On, na oko 30-40 lat. Z wyglądu dorobkiewicz z "klasy średniej". Ubrany w sieciowym sklepie, niestety bez większego gustu. Ona z kolei dużo bardziej sympatyczna, aczkolwiek nadmiar biżuterii zdradza też nie do końca wyrobiony guścik. Oboje, mimo obecności dzieci, zaczynają pić alkohol. On zdecydowanie więcej. Jest palaczem, więc po kilku głębszych nie może wytrzymać bez dymka.
Po dwóch godzinach zostaje przyłapany na próbie zapalenia papierosa w toalecie. Oczywiście najlepiej byłoby, gdyby wrócił na swój fotel i zasnął, w końcu lot do Egiptu trwa około czterech godzin. Niestety podchmielony pasażer zaczyna wyzywać koleżankę, która próbuje zapobiec pogorszeniu sytuacji. Nie udaje się. Delikwent zaczyna się z nią szarpać. Wraz z kolegą i przypadkowym pasażerem odrywamy go od biednej stewardessy i doprowadzamy siłą na miejsce.
No i obrazek, polskiego skurwiela na wakacjach, od początku trzeba się „wyluzować” czytaj najebać. A potem skurwysyństwo wychodzi samo zza skóry, darcie ryja, przekleństwa, szarpanie i wyzywanie kobiet ot wszystko co siedzi pod skórą skurwiela i maluje się na wykrzywionym złowrogim pysku. Jak by było jeszcze komu po mordzie dać to już "urlop" można by zacząć w samolocie na dobre!
Istnieją też inne sposoby. Świetną miarą obycia i ucywilizowania pasażerów jest to, jak szybko odpinają pasy po wylądowaniu samolotu, gdy jeszcze kołuje po pasie startowym.
Prawie nikt z pasażerów z Zachodu nie odpina pasów i nie wstaje w momencie, kiedy samolot kołuje jeszcze po pasie, a sygnalizacja "zapiąć pasy" jest włączona.
A polak i owszem!
Najgorsze jest, że wielu pasażerów w Polsce po prostu nie szanuje podstawowych zasad bezpieczeństwa. Z góry przepraszam za niepoprawność, ale im pasażer na oko "głupszy", tym bardziej prawdopodobne, że nie zastosuje się do reguł. Często nie dlatego, że nie rozumie, ale dlatego, że głupią radochę sprawi mu zachowanie "na opak".
I należy zadać pytanie-czy latają też normalni polacy? Tak latają ale toną często w oazie chamstwa i prymitywu...
poniedziałek, 11 stycznia 2010
O forach internetowych, jeszcze raz.
Ot taka sobie obserwacja z ostatnich kilku dni (choć tematów o syfie co niemiara): Gdzie indziej na forach internetowych ludzie naprawdę ze sobą rozmawiają! Naprawdę! Nie ważne czy rozmowa jest o polityce, filozofii, seksie czy samochodach. Ludzie rozmawiają!
Wylewanie na siebie nawzajem gówna, bulgoczących kompleksów, i rzucanie się nawzajem do gardła, za każde słowo to jednak domena polska… Niestety…
Wylewanie na siebie nawzajem gówna, bulgoczących kompleksów, i rzucanie się nawzajem do gardła, za każde słowo to jednak domena polska… Niestety…
czwartek, 7 stycznia 2010
Machina prawna...
Zawsze zastanawiało mnie jak to jest że sprawy będące tak porażająco oczywiste że nawet 2 latek potrafi je zrozumieć, w polskiej sądowej zasranej rzeczywistości nabierają nieprawdobodobnie wielkiej zawiłości. Do tej pory zagadnienie to pozostaje bez sensownej odpowiedzi poza, rzecz jasna, jedyną sensowną odpowiedzią tj. niewidoczną ręką syfu lub jak to mówią niektórzy badacze „polskim rykiem”. "Proces Kafki" to przy tym Pikuś!
Otóż mamy kolejny przykład z serii kloaczanych nowel. Naprawde Warto poczytać.
Za TVN 24
W maju 2009 r. Łukasz N. celowo wjechał swoim "maluchem" w 16-letnią rowerzystkę. - Uderzył we mnie, ja się zaczepiłam o coś w aucie, a on mnie wlókł - zeznawała w czwartek dziewczyna. Przed olsztyńskim sądem właśnie rozpoczął się proces. N. jest oskarżony o usiłowanie zabójstwa.
Wiosną ubiegłego roku na rowerową wycieczkę udały się dwie szesnastolatki. Jechały na drodze w kierunku miejscowości Łańsk pod Olsztynem.
- W pewnym momencie obie koleżanki wyprzedził fiat 126 p, którym kierował Łukasz N. Po kwadransie mężczyzna zawrócił, zjechał na lewy pas ruchu, a następnie przyspieszył i celowo skierował się na jadące prawidłowo rowerzystki - mówił jesienią, po złożeniu aktu oskarżenia, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Mieczysław Orzechowski.
"Zrobił to celowo"
O celowym zachowaniu oskarżonego mówiła już podczas procesu poszkodowana 16-latka powiedziała. Zeznając przed sądem powiedziała, że odniosła wrażenie, że kierowca "malucha" celował właśnie w nią. Dodała przy tym, że pamięta jak głową wybiła szybę auta. - Wtedy jedną ręką chwyciłam się za tablicę rozdzielczą samochodu, a drugą ręką za miejsce, gdzie była szyba, ale ten kierowca mnie zepchnął z maski. Ja się paskiem od spodni zaczepiłam o coś w samochodzie, a on mnie wlókł - opowiadała w czwartek nastolatka.
Zaprzecza, że chciał zabić
Oskarżony, 26-letni dziś Łukasz N. - wcześniej trzykrotnie karany m.in. za jazdę po pijanemu - przyznał przed sądem, że prowadził samochód mimo sądowego zakazu, i że uderzył w rowerzystkę. Zaprzeczył jednak, że chciał zabić dziewczynę.
Z zeznań, jakie złożył w śledztwie, a które w czwartek odczytał sąd, wynika, że N. prowadząc kupionego kilka dni wcześniej "malucha" na chwilę stracił z oczu jezdnię, bo schylił się po papierosa.
Wtedy miał niespodziewanie uderzyć w rowerzystkę, która - według niego - jechała środkiem drogi. Mężczyzna przyznał, że nie hamował po wypadku, bo się wystraszył.
Uciekł, bo "widział, że dziewczyna żyje"
Potwierdził też, że nie wezwał do dziewczyny pomocy medycznej, choć miał ze sobą telefon komórkowy. Widział, "że żyje, bo się ruszała". Po wypadku Łukasz N. uciekł, ukradł przy tym jej rower i przed dwa dni ukrywał się przed policją.
W czwartek powiedział przed sądem, że takie zachowanie wynikało ze strachu, zapewniał, że tego dnia nie pił alkoholu i nie brał narkotyków. Inaczej mówią przesłuchani w śledztwie świadkowie.
Biegli podważają linię obrony
Zdaniem jednego z wysłuchanych przez sąd biegłych, przed zderzeniem z rowerzystką N. przyspieszył, a po zderzeniu nie hamował, bo na jezdni nie było żadnych śladów takiego manewru.
Wersję oskarżonego, że zagapił się i uderzył przypadkowo w rowerzystkę biegły podważył ponieważ jego zdaniem wówczas nastąpiłby inny rozkład wgnieceń w aucie.
- Wgniecenia wskazują na zderzenie czołowe - stwierdził ekspert i dodał, że jego zdaniem rowerzystka jechała zgodnie z przepisami. - Ten wypadek odbiegał od standardów - podkreślił biegły. W swojej opinii napisał, że tor jazdy samochodu wskazuje na to, że kierowca świadomie zjechał na tor jazdy rowerzystek, by w jedną z nich uderzyć.
Ledwo przeżyła
Biegły lekarz sądowy powiedział, że dziewczyna miała dużo szczęścia, że w ogóle przeżyła. Lekarz przyznał, że "podobne obrażenia u ofiar wypadków spotyka na sali sekcyjnej".
Poszkodowana rowerzystka została trwale oszpecona i jest wciąż leczona - ma na całym ciele, w tym na twarzy i dłoniach, długie blizny. Wiele z nich jest sinych i wypukłych. Z powodu obrażeń dziewczyna nie może biegać, jak powiedziała sądowi, po godzinie chodzenia bardzo bolą ją nogi (pięta została zdarta do kości tak, że musiała mieć przeszczep) i kręgosłup, z powodu uszkodzenia kosteczek słuchowych dziewczyna prawie nie słyszy na jedno ucho.
Poszkodowana boi się oskarżonego
Dziewczyna nie chciała w sądzie zeznawać w obecności oskarżonego, nie chciała też przyjąć jego przeprosin. Jej matka listownie poprosiła sąd, by jej córka była przesłuchiwana pod nieobecność na sali rozpraw oskarżonego, bo dziewczyna wciąż się go boi.
O to samo poprosiła matka koleżanki poszkodowanej, z którą feralnego dnia nastolatka wybrała się na wycieczkę rowerową. Dziewczyna także powiedziała sądowi, że odniosła wrażenie, iż kierowca celowo uderzył w jej koleżankę. Zdaniem prokuratury, tylko natychmiast wezwana przez koleżankę pomoc uratowała 16-latce życie.
Kolejna rozprawa odbędzie się w piątek - sąd zapowiedział, że odtworzy wówczas filmy nagrane na miejscu wypadku przez dziadka poszkodowanej dziewczyny.
Znów czuje niemiłosierne chłostanie polskim skurwysyństwem.
-Mamy oto tępego skurwiela TRZYKROTNIE KARANEGO!!! za jazdę po pijaku z sądowym zakazem prowadzenia samochodu (i oczywiście gówno z tego bo wymiar niesprawiedliwości nie potrafił skutecznie zatrzymać debila recydywisty).
-Mamy zeznania ofiary, 16latki, która nie ukrywajmy została przez skurwionego debila kaleką.
-Mamy co najmniej dwóch świadków.
-Mamy spierdolenie z miejsca wypadku (w polsce norma)
To są fakty!
I CO? I wysoki sąd, rzesz kurwa, powołuje biegłych którzy debatują czy SKURWYSYN MOŻE SIĘ SCHYLIŁ W CZASIE JAZDY PO DROPSA CZY MOŻE PO NIEDOPALONEGO KIEPA! Nosz kurwa!!!
Na dodatek wysoki sąd postara się żeby ofiara przeszła przez piekło.
Jak zwykle brakuje zdowego rozsądku-obecnego w innych systemach prawnych. Tak tak drogi polaku są kraje gdzie przpisy są tylko punktem wyjściowym do orzecznictwa, podstawowym jest poczucie sprawiedliwości...
Wiedz też drogi Polaku że gdyby trafiło na chujka z kasą który by szedł w zaparte, to wprawny adwokat załatwił by sprawę, raz dwa tak, że dziewczyna trafiła by pewnie do paki. Już coś podobnego opisywaliśmy…
Otóż mamy kolejny przykład z serii kloaczanych nowel. Naprawde Warto poczytać.
Za TVN 24
W maju 2009 r. Łukasz N. celowo wjechał swoim "maluchem" w 16-letnią rowerzystkę. - Uderzył we mnie, ja się zaczepiłam o coś w aucie, a on mnie wlókł - zeznawała w czwartek dziewczyna. Przed olsztyńskim sądem właśnie rozpoczął się proces. N. jest oskarżony o usiłowanie zabójstwa.
Wiosną ubiegłego roku na rowerową wycieczkę udały się dwie szesnastolatki. Jechały na drodze w kierunku miejscowości Łańsk pod Olsztynem.
- W pewnym momencie obie koleżanki wyprzedził fiat 126 p, którym kierował Łukasz N. Po kwadransie mężczyzna zawrócił, zjechał na lewy pas ruchu, a następnie przyspieszył i celowo skierował się na jadące prawidłowo rowerzystki - mówił jesienią, po złożeniu aktu oskarżenia, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Olsztynie Mieczysław Orzechowski.
"Zrobił to celowo"
O celowym zachowaniu oskarżonego mówiła już podczas procesu poszkodowana 16-latka powiedziała. Zeznając przed sądem powiedziała, że odniosła wrażenie, że kierowca "malucha" celował właśnie w nią. Dodała przy tym, że pamięta jak głową wybiła szybę auta. - Wtedy jedną ręką chwyciłam się za tablicę rozdzielczą samochodu, a drugą ręką za miejsce, gdzie była szyba, ale ten kierowca mnie zepchnął z maski. Ja się paskiem od spodni zaczepiłam o coś w samochodzie, a on mnie wlókł - opowiadała w czwartek nastolatka.
Zaprzecza, że chciał zabić
Oskarżony, 26-letni dziś Łukasz N. - wcześniej trzykrotnie karany m.in. za jazdę po pijanemu - przyznał przed sądem, że prowadził samochód mimo sądowego zakazu, i że uderzył w rowerzystkę. Zaprzeczył jednak, że chciał zabić dziewczynę.
Z zeznań, jakie złożył w śledztwie, a które w czwartek odczytał sąd, wynika, że N. prowadząc kupionego kilka dni wcześniej "malucha" na chwilę stracił z oczu jezdnię, bo schylił się po papierosa.
Wtedy miał niespodziewanie uderzyć w rowerzystkę, która - według niego - jechała środkiem drogi. Mężczyzna przyznał, że nie hamował po wypadku, bo się wystraszył.
Uciekł, bo "widział, że dziewczyna żyje"
Potwierdził też, że nie wezwał do dziewczyny pomocy medycznej, choć miał ze sobą telefon komórkowy. Widział, "że żyje, bo się ruszała". Po wypadku Łukasz N. uciekł, ukradł przy tym jej rower i przed dwa dni ukrywał się przed policją.
W czwartek powiedział przed sądem, że takie zachowanie wynikało ze strachu, zapewniał, że tego dnia nie pił alkoholu i nie brał narkotyków. Inaczej mówią przesłuchani w śledztwie świadkowie.
Biegli podważają linię obrony
Zdaniem jednego z wysłuchanych przez sąd biegłych, przed zderzeniem z rowerzystką N. przyspieszył, a po zderzeniu nie hamował, bo na jezdni nie było żadnych śladów takiego manewru.
Wersję oskarżonego, że zagapił się i uderzył przypadkowo w rowerzystkę biegły podważył ponieważ jego zdaniem wówczas nastąpiłby inny rozkład wgnieceń w aucie.
- Wgniecenia wskazują na zderzenie czołowe - stwierdził ekspert i dodał, że jego zdaniem rowerzystka jechała zgodnie z przepisami. - Ten wypadek odbiegał od standardów - podkreślił biegły. W swojej opinii napisał, że tor jazdy samochodu wskazuje na to, że kierowca świadomie zjechał na tor jazdy rowerzystek, by w jedną z nich uderzyć.
Ledwo przeżyła
Biegły lekarz sądowy powiedział, że dziewczyna miała dużo szczęścia, że w ogóle przeżyła. Lekarz przyznał, że "podobne obrażenia u ofiar wypadków spotyka na sali sekcyjnej".
Poszkodowana rowerzystka została trwale oszpecona i jest wciąż leczona - ma na całym ciele, w tym na twarzy i dłoniach, długie blizny. Wiele z nich jest sinych i wypukłych. Z powodu obrażeń dziewczyna nie może biegać, jak powiedziała sądowi, po godzinie chodzenia bardzo bolą ją nogi (pięta została zdarta do kości tak, że musiała mieć przeszczep) i kręgosłup, z powodu uszkodzenia kosteczek słuchowych dziewczyna prawie nie słyszy na jedno ucho.
Poszkodowana boi się oskarżonego
Dziewczyna nie chciała w sądzie zeznawać w obecności oskarżonego, nie chciała też przyjąć jego przeprosin. Jej matka listownie poprosiła sąd, by jej córka była przesłuchiwana pod nieobecność na sali rozpraw oskarżonego, bo dziewczyna wciąż się go boi.
O to samo poprosiła matka koleżanki poszkodowanej, z którą feralnego dnia nastolatka wybrała się na wycieczkę rowerową. Dziewczyna także powiedziała sądowi, że odniosła wrażenie, iż kierowca celowo uderzył w jej koleżankę. Zdaniem prokuratury, tylko natychmiast wezwana przez koleżankę pomoc uratowała 16-latce życie.
Kolejna rozprawa odbędzie się w piątek - sąd zapowiedział, że odtworzy wówczas filmy nagrane na miejscu wypadku przez dziadka poszkodowanej dziewczyny.
Znów czuje niemiłosierne chłostanie polskim skurwysyństwem.
-Mamy oto tępego skurwiela TRZYKROTNIE KARANEGO!!! za jazdę po pijaku z sądowym zakazem prowadzenia samochodu (i oczywiście gówno z tego bo wymiar niesprawiedliwości nie potrafił skutecznie zatrzymać debila recydywisty).
-Mamy zeznania ofiary, 16latki, która nie ukrywajmy została przez skurwionego debila kaleką.
-Mamy co najmniej dwóch świadków.
-Mamy spierdolenie z miejsca wypadku (w polsce norma)
To są fakty!
I CO? I wysoki sąd, rzesz kurwa, powołuje biegłych którzy debatują czy SKURWYSYN MOŻE SIĘ SCHYLIŁ W CZASIE JAZDY PO DROPSA CZY MOŻE PO NIEDOPALONEGO KIEPA! Nosz kurwa!!!
Na dodatek wysoki sąd postara się żeby ofiara przeszła przez piekło.
Jak zwykle brakuje zdowego rozsądku-obecnego w innych systemach prawnych. Tak tak drogi polaku są kraje gdzie przpisy są tylko punktem wyjściowym do orzecznictwa, podstawowym jest poczucie sprawiedliwości...
Wiedz też drogi Polaku że gdyby trafiło na chujka z kasą który by szedł w zaparte, to wprawny adwokat załatwił by sprawę, raz dwa tak, że dziewczyna trafiła by pewnie do paki. Już coś podobnego opisywaliśmy…
Pokaż jak jeździsz a powiem ci kim jesteś…
Czy nadejdzie kiedyś taki dzień. JEDEN! który będzie można przejeździć od świtu do nocy bez bycia wychłostanym do granic polskim skurwysyństwem drogowym?
Dziś przerabialiśmy znów chuja w 30 letnim żużlu z gwiazdą mercedesa na wiejskich numerach który jak na skurwysyna przystało TWARDO wali lewym pasem mimo że prawy oczywiście pusty aż po horyzont. Nie działa miganie światłami trąbienie NIC. Ok. –może pijany-jesteśmy w polsce więc opcja wielce prawdopodobna – objeżdżamy więc prawym pasem. Lecz jak tylko zrównujemy się na prawym, wtedy chuj twardo na gaz aż mu olej po gaciach tryska. Ok więc my znów na lewy żeby było zgodnie z przepisami-że może się da wyprzedzić. Znów ni chuja i znów zwolnienie do zera. I tak kilka razy. Wszystko na typowo polskim skurwysyńskim szczękościsku wykręcającym polskiego ryja. Skurwiel zastosował zasadę „JA CIĘ CHUJU NAUCZĘ”. I nauczył…
No i już standard: pas do skrętu w prawo-zawsze kilku skurwysynów TWARDO napierdala na wprost, do końca, po wymalowanych wysepkach żeby wpierdalać się na kursie kolizyjnym na tych co grzecznie stoją w kolejce. Nie wiadomo dlaczego jeden z drugim polski skurwiel czują się uprzywilejowani? Tu panuje zasada „PIERDOLE RESZTĘ”. Ostre jak wejście w osranych gumiakach do teatru (tylko gdzie ten teatr w tym syfie). I nie ważne czy ktoś jeździ starym Golfem czy nowym Audi. Gówno we łbie i na butach wystaje wszędzie. Najgorsze w tym jest to że ci grzecznie stojący w kolejce lub nazywając po polsku: FRAJERZY, mogą w tym kloacznym syfie jedynie zaciskać mocniej zęby. Idę o zakład że w momencie staranowania skurwysyna, pomimo ewidentnej winy wpychającego się skurwiela polska policja + system prawny uznają że nic nie można udowodnić. Wyjście i nastukanie po mordzie grozi już z automatu karą z kodeksu karnego. I znów skurwiel okaże się poszkodowany a w jego obronie twardo stanie polskie prawo… (Esej na temat polskiego systemu prawnego - coming soon)
Dziś z ciekawych obserwacji, widziałem też darmozjadów ze Sraczy Miejskich mozolnie zakładających na koła blokady w miejscu gdzie parkowanie jest zakazane znakiem lecz nie wiadomo czemu, gdyż samochody ABSOLUTNIE NIKOMU nie przeszkadzają ani nie stanowią zagrożenia w ruchu. Ale znak jest i można frajerów trzaskać bez wysiłku. Zresztą znak jest w tym miejscu między innymi właśnie po to. Czy mówiłem że kasują wszystkich? Przepraszam oczywiście nie trzaskają taksiarzy którzy parkują DOKŁADNIE W TYM SAMYM MIEJSCU tyle że po drugiej stronie ulicy tam też stoi TAKI SAM znak zakazu ale przecież swój swojego nie ruszy. Dodam jeszcze że przecznice dalej parkują autokary przywożące dzieci na wycieczki. Zakaz (a nawet kilka) jest na całej długości ulicy, tam zagrożenie dla dzieciarni lawirującej wśród nadjeżdżających samochodów jest ogromne ale Straszaków, gówno to obchodzi! Lepiej ruchać tam gdzie jest łatwo przyjemnie i bez zagrożeń.
Dzień na koniec okazał się łaskawy, miałem okazję podziwiać Gówno Pałac! Wielkie na co najmniej pół metra ze wspaniale zadartymi w niebo kilkoma wieżami. „Pałac” zbudowany był na samym środku chodnika…
Dziś przerabialiśmy znów chuja w 30 letnim żużlu z gwiazdą mercedesa na wiejskich numerach który jak na skurwysyna przystało TWARDO wali lewym pasem mimo że prawy oczywiście pusty aż po horyzont. Nie działa miganie światłami trąbienie NIC. Ok. –może pijany-jesteśmy w polsce więc opcja wielce prawdopodobna – objeżdżamy więc prawym pasem. Lecz jak tylko zrównujemy się na prawym, wtedy chuj twardo na gaz aż mu olej po gaciach tryska. Ok więc my znów na lewy żeby było zgodnie z przepisami-że może się da wyprzedzić. Znów ni chuja i znów zwolnienie do zera. I tak kilka razy. Wszystko na typowo polskim skurwysyńskim szczękościsku wykręcającym polskiego ryja. Skurwiel zastosował zasadę „JA CIĘ CHUJU NAUCZĘ”. I nauczył…
No i już standard: pas do skrętu w prawo-zawsze kilku skurwysynów TWARDO napierdala na wprost, do końca, po wymalowanych wysepkach żeby wpierdalać się na kursie kolizyjnym na tych co grzecznie stoją w kolejce. Nie wiadomo dlaczego jeden z drugim polski skurwiel czują się uprzywilejowani? Tu panuje zasada „PIERDOLE RESZTĘ”. Ostre jak wejście w osranych gumiakach do teatru (tylko gdzie ten teatr w tym syfie). I nie ważne czy ktoś jeździ starym Golfem czy nowym Audi. Gówno we łbie i na butach wystaje wszędzie. Najgorsze w tym jest to że ci grzecznie stojący w kolejce lub nazywając po polsku: FRAJERZY, mogą w tym kloacznym syfie jedynie zaciskać mocniej zęby. Idę o zakład że w momencie staranowania skurwysyna, pomimo ewidentnej winy wpychającego się skurwiela polska policja + system prawny uznają że nic nie można udowodnić. Wyjście i nastukanie po mordzie grozi już z automatu karą z kodeksu karnego. I znów skurwiel okaże się poszkodowany a w jego obronie twardo stanie polskie prawo… (Esej na temat polskiego systemu prawnego - coming soon)
Dziś z ciekawych obserwacji, widziałem też darmozjadów ze Sraczy Miejskich mozolnie zakładających na koła blokady w miejscu gdzie parkowanie jest zakazane znakiem lecz nie wiadomo czemu, gdyż samochody ABSOLUTNIE NIKOMU nie przeszkadzają ani nie stanowią zagrożenia w ruchu. Ale znak jest i można frajerów trzaskać bez wysiłku. Zresztą znak jest w tym miejscu między innymi właśnie po to. Czy mówiłem że kasują wszystkich? Przepraszam oczywiście nie trzaskają taksiarzy którzy parkują DOKŁADNIE W TYM SAMYM MIEJSCU tyle że po drugiej stronie ulicy tam też stoi TAKI SAM znak zakazu ale przecież swój swojego nie ruszy. Dodam jeszcze że przecznice dalej parkują autokary przywożące dzieci na wycieczki. Zakaz (a nawet kilka) jest na całej długości ulicy, tam zagrożenie dla dzieciarni lawirującej wśród nadjeżdżających samochodów jest ogromne ale Straszaków, gówno to obchodzi! Lepiej ruchać tam gdzie jest łatwo przyjemnie i bez zagrożeń.
Dzień na koniec okazał się łaskawy, miałem okazję podziwiać Gówno Pałac! Wielkie na co najmniej pół metra ze wspaniale zadartymi w niebo kilkoma wieżami. „Pałac” zbudowany był na samym środku chodnika…
poniedziałek, 4 stycznia 2010
Cham na włościach
Jest taki jeden parking pod osiedlem gdzie nie uświadczysz jednego niedopałka, papierka lub śmiecia. Podobnie wygląda osiedle. Tak tak są też nieliczni polacy którzy potrafią szanować i dbać o dobro wspólne. Niestety zarządca nieruchomości podnajmuje miejsca osobom z zewnątrz żeby „ trochie dorobić”.
I tak ostanio zaczął się stawiać 20sto letni Burakowóz BMW z super wyruchaną w kosmos bajerancką rurą z ostrym pierdnięciem-znak rozpoznawczy mentalnego wieśniaka. Od razu polski cham wypróżnił pod samochód popielniczkę i wypierdolił na ziemie papierki po cukierkach. Wniosek jeden-nie wpuszczać polskiego chama-skurwiela nawet do garażu-wniesie gówno na butach i zasra wszystko wokół. Jak w chlewie.
I tak ostanio zaczął się stawiać 20sto letni Burakowóz BMW z super wyruchaną w kosmos bajerancką rurą z ostrym pierdnięciem-znak rozpoznawczy mentalnego wieśniaka. Od razu polski cham wypróżnił pod samochód popielniczkę i wypierdolił na ziemie papierki po cukierkach. Wniosek jeden-nie wpuszczać polskiego chama-skurwiela nawet do garażu-wniesie gówno na butach i zasra wszystko wokół. Jak w chlewie.
czwartek, 31 grudnia 2009
Relacje z pola walki 2010
Wracaliśmy główną arterią Warszawy pod prąd gawiedzi która opuszczał Plac Konstytucji po noworocznym koncercie. Obraz który przed nami roztaczał się przypominał obraz z pola walki. Wszędzie tłuczone o ziemie butelki. Skurwysyny tak zachlane że niektóre potraciły przytomność i leżały na wznak na ziemi. Przy niektórych stała już policja. Inni z obitymi mordami coś tam bełkotali wymachując agresywnie łapami. Wszędzie w siarczystej polszczyźnie okraszonej „kurwami” i „chujami”, rodacy dzielili się przeżyciami z „zabawy”. A nad wszystkim unosił się smród rzygów.
Przestraszeni Francuzi z którymi szliśmy stwierdzili że trochę straszno i może warto złapać taksówkę… Nie znali najwyraźniej pojęcia dobrej polskiej zabawy i ducha rozrywki drzemiącego w polskim narodzie!
Nareszcie można bawić się na całego - czytaj schlać się do nieprzytomności lub dać upust swojej tłumionej czasem agresji.
Gdy wsiedliśmy do metra zaczęły się śpiewy - czyli ryki o tym że policja to k…y, że coś tam jebać i komuś tam chuj w dupę.
Na jednej ze stacji wsiadł murzyn-od razu padły głośne komentarze o czekoladzie a potem od chujka skurwysynka z fryzurką a la przedstawiciel handlowy, dowcipy na cały wagon o „jebanym asfalcie”. Potem odśpiewanie CWKS Legia jako znaku porozumiewawczego, porzucanie chujami i kurwami i czas już wysiadać. Nie ma to jak dobra polska atmosfera sylwestrowa...
Przestraszeni Francuzi z którymi szliśmy stwierdzili że trochę straszno i może warto złapać taksówkę… Nie znali najwyraźniej pojęcia dobrej polskiej zabawy i ducha rozrywki drzemiącego w polskim narodzie!
Nareszcie można bawić się na całego - czytaj schlać się do nieprzytomności lub dać upust swojej tłumionej czasem agresji.
Gdy wsiedliśmy do metra zaczęły się śpiewy - czyli ryki o tym że policja to k…y, że coś tam jebać i komuś tam chuj w dupę.
Na jednej ze stacji wsiadł murzyn-od razu padły głośne komentarze o czekoladzie a potem od chujka skurwysynka z fryzurką a la przedstawiciel handlowy, dowcipy na cały wagon o „jebanym asfalcie”. Potem odśpiewanie CWKS Legia jako znaku porozumiewawczego, porzucanie chujami i kurwami i czas już wysiadać. Nie ma to jak dobra polska atmosfera sylwestrowa...
Dzienikarska prawda po polsku
Ostatnio media doniosły że w Kanadzie zasztyletowano „Polskiego policjanta”. Nie "policjanta polskiego pochodzienia", nie "policjanta z polskim obywatelstwem" tylko jak byk POLSKIEGO POLICJANTA. Przetarłem oczy ze zdziwienia: Jak to? Polski policjant? W Kanadzie? Z jakiej komendy? Czy w Kanadzie stacjonuje polski kontyngent policji? O co chodzi?
Okazało się że chodzi jak najbardziej o Kanadyjskiego policjanta, tyle że polskiego pochodzenia który opuścił kloakę 20 lat temu od dawna miał drugie obywatelstwo i preferował kochać ojczyznę z daleka. Ale jak zawsze polskie zdurniałe media wolą przekłamać żeby było że znów biją naszych.
Niestety trudno jest jednemu z drugim dziennikarzynie zrozumieć, że są ludzie którzy nie widząc dla siebie perspektyw w syfie, niejednokrotne zostawiając rodzinę i znajomych, i znosząc wyrzeczenia wolą stąd spierdalać i konsekwentnie od zera organizować sobie życie gdzie indziej. Zmęczeni syfem, skurwysyństwem, cwaniactwem i bezprawiem, nie widzą sensu dalszej walki. Nie widzą sensu bycia polskimi policjantami, inżynierami, lekarzmi itd. Są oczywiście i tacy co syf i skurwysyńśtwo wywożą za granice ale to już temat na inną rozprawę…
W podobnym klimacie kilka miesięcy temu pojawiła się informacja o morderstwie polskiego Marines gdzieś w USA. I tym razem chodziła o Polaka który opuścił syf wieki temu…
Pytanie po co polskie media wciskają tak przekłamane informacje? Otóż drogi polaku - tylko po to żeby było że znów biją naszych. To scala naród. Znów jest ta obrzydliwa Kanada gdzie jak wiemy polują na polaków od momentu gdzie polski oszołom zaczął rzucać krzesłami i „kurwami” na lotnisku grożąc że wszystkich pozabija, bo nie potrafił przejść przez automatyczne drzwi był polski Marines i teraz polski policjant…
Okazało się że chodzi jak najbardziej o Kanadyjskiego policjanta, tyle że polskiego pochodzenia który opuścił kloakę 20 lat temu od dawna miał drugie obywatelstwo i preferował kochać ojczyznę z daleka. Ale jak zawsze polskie zdurniałe media wolą przekłamać żeby było że znów biją naszych.
Niestety trudno jest jednemu z drugim dziennikarzynie zrozumieć, że są ludzie którzy nie widząc dla siebie perspektyw w syfie, niejednokrotne zostawiając rodzinę i znajomych, i znosząc wyrzeczenia wolą stąd spierdalać i konsekwentnie od zera organizować sobie życie gdzie indziej. Zmęczeni syfem, skurwysyństwem, cwaniactwem i bezprawiem, nie widzą sensu dalszej walki. Nie widzą sensu bycia polskimi policjantami, inżynierami, lekarzmi itd. Są oczywiście i tacy co syf i skurwysyńśtwo wywożą za granice ale to już temat na inną rozprawę…
W podobnym klimacie kilka miesięcy temu pojawiła się informacja o morderstwie polskiego Marines gdzieś w USA. I tym razem chodziła o Polaka który opuścił syf wieki temu…
Pytanie po co polskie media wciskają tak przekłamane informacje? Otóż drogi polaku - tylko po to żeby było że znów biją naszych. To scala naród. Znów jest ta obrzydliwa Kanada gdzie jak wiemy polują na polaków od momentu gdzie polski oszołom zaczął rzucać krzesłami i „kurwami” na lotnisku grożąc że wszystkich pozabija, bo nie potrafił przejść przez automatyczne drzwi był polski Marines i teraz polski policjant…
wtorek, 29 grudnia 2009
Szkolna młodzież
Za tvn24:
Wyrywałam się, ale nie dałam rady. Ciągnęły mnie za włosy do lasu – wspomina 13-letnia Karolina. Dziewczyna została brutalnie pobita przez swoje rówieśnice. Koleżanki kopały ją po twarzy. Groziły przypalaniem papierosami. Znęcanie się nad Karoliną nagrały telefonem komórkowym.
Pobicie Karoliny, to nie pierwszy tego typu incydent. Do regularnych bójek przyznają się same napastniczki. Najbardziej agresywna z dziewczyn powiedziała, że do podobnych sytuacji dochodzi przynajmniej raz w tygodniu, a "solówki" odbywają się najczęściej poza terenem szkoły. Za sam napad dziewczyna dostała karę od rodziców: nie może z koleżankami grać na komputerze. Nie wyglądała jednak zasmuconą tym faktem.
Dziewczyny nie mają też wyrzutów sumienia z powodu napaści na Karolinę. - Biłam, bo jej nie lubię. Denerwowała mnie – mówi jedna z nich.
Nie nie drogi polaku to nie obrazki z więzienia o zaostrzonym rygorze. To historyjka z ot jednego podwarszawskich gimnazjów (zawsze mówiłem że trzeba uważać na podwarszawskie rejestracje). Gdybyś zastanawiał się jak wychować dziecko w tym kraju na uczciwego, przyzwoitego człowieka to zastanawiaj się dalej. Powodzenia...
Wyrywałam się, ale nie dałam rady. Ciągnęły mnie za włosy do lasu – wspomina 13-letnia Karolina. Dziewczyna została brutalnie pobita przez swoje rówieśnice. Koleżanki kopały ją po twarzy. Groziły przypalaniem papierosami. Znęcanie się nad Karoliną nagrały telefonem komórkowym.
Pobicie Karoliny, to nie pierwszy tego typu incydent. Do regularnych bójek przyznają się same napastniczki. Najbardziej agresywna z dziewczyn powiedziała, że do podobnych sytuacji dochodzi przynajmniej raz w tygodniu, a "solówki" odbywają się najczęściej poza terenem szkoły. Za sam napad dziewczyna dostała karę od rodziców: nie może z koleżankami grać na komputerze. Nie wyglądała jednak zasmuconą tym faktem.
Dziewczyny nie mają też wyrzutów sumienia z powodu napaści na Karolinę. - Biłam, bo jej nie lubię. Denerwowała mnie – mówi jedna z nich.
Nie nie drogi polaku to nie obrazki z więzienia o zaostrzonym rygorze. To historyjka z ot jednego podwarszawskich gimnazjów (zawsze mówiłem że trzeba uważać na podwarszawskie rejestracje). Gdybyś zastanawiał się jak wychować dziecko w tym kraju na uczciwego, przyzwoitego człowieka to zastanawiaj się dalej. Powodzenia...
Polski sąsiad
Mój przyjaciel od niedawna relokowany z daleka przez firmę do syfu, nie może zrozumieć dlaczego jego polski sąsiad zastawia mu codziennie bramę i furtkę wielką furą mimo zakazu parkowania tak że nie może wyjść z domu... Były prośby, groźby, straż miejska. I nic. Odpowiedz jest nie bo nie! lub JCKN (Ja cie kutasie nauczę) lub "moge se stawiac gdzie chce" Welcome to Poland my friend...
piątek, 25 grudnia 2009
Święta - czas wybaczenia i miłości
Ahhhh na reszcie Święta! Czas miłości i przebaczenia! Otwartości na bliźniego i wzajemnego umiłowania! Niektórzy mówią że nawet polski skurwysyn w tym podniosłym czasie potrafi przemówić ludzkim głosem. Nie wiem, nigdy nie słyszałem. Osobiście w to wątpie i z satysfakcją zamieszczam obrazki efektów rozmiłowania w Świętości i polskim skurwysyństwie narodu…
Krótki opis-otóż widzimy dwa upierdolone lusterka i zniszczone drzwi od samochodu… Nie wiadomo co było powodem agresji dobrego polaka. Może rozwścieczył go fakt że właściciel auta zahaczył kołem o wypalone od psich gówien klepisko które miało być trawniczkiem, może wręcz właściciel auta niepostrzeżenie rozgniótł największe z psich gówien będące chlubą pieska rozmodlonego polaczka? Może nie spodobała się rejestracja samochodu, a może po prostu polski skurwiel musiał komuś dać lekcje w czasie świąt by lepiej wchodziła wódeczka i śledzik. Jedno jest pewne właściciel auta zapamięta polską świąteczno-braterską miłość na długo... I tym skurwysyńsko polskim jakże typowym akcentem życzymy wszystkim. Wesołych Świąt!
wtorek, 22 grudnia 2009
Niezmierzone skurwysyństwo
Czasem człowiek stara się zsyntetyzować polskie skurwysyństwo, nadać mu jakiś sens, jakieś wytłumaczenie, początek, koniec. Mimo usilnych prób syntezy polskie skurwysyństwo jednak umyka definicjom ucieka wszelkim ramom czy gotowym schematom, jest praktycznie niemierzalne, nie ma wytłumaczenia. Dlatego, niczym wszechświat, warto go badać. Ot kilka dni temu pisaliśmy o 3 młodych skurwielach, dumnie zwanych blokersami, którzy zabili tylko po to żeby popatrzeć jak ktoś umiera, dziś czytamy o 3 śmierdzielach, którzy pobili do nieprzytomności kierowcę autobusu… Powód? Bo zwrócił im uwagę na przystanku końcowym żeby nie stali w drzwiach bo wyziębiają autobus…
Za tvn24
Ustalono, że 51-letni kierowca autobusu stał obok pojazdu, korzystając z kilkuminutowej przerwy. Na przystanku pojawiło się trzech młodych mężczyzn, którzy stanęli przy drzwiach autobusu. Ponieważ jest on wyposażony w automatycznie otwierane drzwi, które reagują na bliskość osób, kierowca zwrócił im uwagę, aby odsunęli się od drzwi, bo wnętrze pojazdu zbytnio się wychłodzi.
- Ta uwaga rozwścieczyła mężczyzn. Rzucili się na kierowcę, przewrócili go na chodnik, bili pięściami i kopali - relacjonował Gwis. Potem odeszli w kierunku ulicy Piotrkowskiej. Pobity kierowca z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu został przewieziony przez pogotowie do szpitala.
Wydarzenia zarejestrowała kamera policyjnego monitoringu. Tuż po zdarzeniu w jednym z klubów przy ulicy Piotrkowskiej policjanci zatrzymali dwóch podejrzanych w wieku 24 i 27 lat. Obaj byli nietrzeźwi, mieli po prawie promilu alkoholu w organizmie.
27-latek jest znany policji z wcześniejszych kradzieży, rozbojów i pobić. Po wytrzeźwieniu obaj sprawcy usłyszą zarzuty pobicia. Grozi im kara do 3 lat pozbawienia wolności. Trwa ustalania personaliów trzeciego z napastników.
Po raz kolejny, dobry człowieku, potwierdza się fakt że nie warto mieszać w szambie, nie warto zwracać uwagi czy starać się wpływać na polskie skurwysyństwo by choć trochę poprawić otaczającą zasyfiałą rzeczywistość. Bulgoczące skołtunienie odgryzie się zajadle, a obitą mordę będziesz leczył sam…
Za tvn24
Ustalono, że 51-letni kierowca autobusu stał obok pojazdu, korzystając z kilkuminutowej przerwy. Na przystanku pojawiło się trzech młodych mężczyzn, którzy stanęli przy drzwiach autobusu. Ponieważ jest on wyposażony w automatycznie otwierane drzwi, które reagują na bliskość osób, kierowca zwrócił im uwagę, aby odsunęli się od drzwi, bo wnętrze pojazdu zbytnio się wychłodzi.
- Ta uwaga rozwścieczyła mężczyzn. Rzucili się na kierowcę, przewrócili go na chodnik, bili pięściami i kopali - relacjonował Gwis. Potem odeszli w kierunku ulicy Piotrkowskiej. Pobity kierowca z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu został przewieziony przez pogotowie do szpitala.
Wydarzenia zarejestrowała kamera policyjnego monitoringu. Tuż po zdarzeniu w jednym z klubów przy ulicy Piotrkowskiej policjanci zatrzymali dwóch podejrzanych w wieku 24 i 27 lat. Obaj byli nietrzeźwi, mieli po prawie promilu alkoholu w organizmie.
27-latek jest znany policji z wcześniejszych kradzieży, rozbojów i pobić. Po wytrzeźwieniu obaj sprawcy usłyszą zarzuty pobicia. Grozi im kara do 3 lat pozbawienia wolności. Trwa ustalania personaliów trzeciego z napastników.
Po raz kolejny, dobry człowieku, potwierdza się fakt że nie warto mieszać w szambie, nie warto zwracać uwagi czy starać się wpływać na polskie skurwysyństwo by choć trochę poprawić otaczającą zasyfiałą rzeczywistość. Bulgoczące skołtunienie odgryzie się zajadle, a obitą mordę będziesz leczył sam…
czwartek, 17 grudnia 2009
Wyżyny skurwionej psychiki
Dziś ciekawy proces-banda młodych polskich skurwieli zabiła dwójkę ludzi by zrobić sobie prezent na urodziny i żeby zobaczyć jak umierają. Bez powodu, bez przyczyny, bez sensu. Tak po prostu. Mordy? Typowo skurwysyńskie, zacięte, łyse, polskie jak "ziomale" (kojarzy się ze smierdzącą dupą w dresie) z blokowisk.
Mnie jako biologa syfu i skurwysyństwa w tym kraju uderza niezwykła wprost szybkość ewolucji genów skurwysyństwa wśród blokowisk która doprowadziła do wytworzenia się czystego skurwysyśtwa w najbardziej potwornej formie.
za TVN 24
19-letni obecnie: Krzysztof L. i Bartosz C. oraz 17-letni Mariusz K.
Czytanie zeznań na temat pierwszego zabójstwa
zostali oskarżeni o zabójstwo 16-latka. Krzysztof L. i Bartosz C. będą także odpowiadać za zabójstwo 32-letniego sąsiada. Cała trójka została doprowadzona z aresztu. Sąd zgodził się na publikację wizerunków oskarżonych. Na rozprawie oskarżeni zachowywali się swobodnie - często się uśmiechali.
Jako pierwszy na pytania sądu odpowiadał Krzysztof L. Pytany, czy przyznaje się do winy, odparł "niby tak". Odmówił składania wyjaśnień. Sąd odczytał jego obszerne zaznania ze śledztwa, z których wyłaniał się makabryczny obraz obu zbrodni. To właśnie Krzysztof L. przyznał, że mordowali, bo "chcieli zobaczyć, jak to jest zabić człowieka". On jako jedyny z trójki oskarżonych był wcześniej karany.
Najmłodszy z nich nie ma ukończonej nawet szkoły podstawowej. Dwóm 19-latkom grozi dożywocie; najmłodszemu - kara 25 lat więzienia. Obecna w sądzie matka zamordowanego 32-latka powiedziała dziennikarzom, że chciałaby dla nich kary śmierci. - Uważam, że za takie bestialstwo nie powinno być łagodniejszego wyroku. Oni to zrobili z premedytacją, szli z zamysłem zabicia - powiedziała. Przyznała, że obawia się stanąć przed nimi w sądzie, ale - jak podkreśliła - nie może stchórzyć. - Zapytam się ich tylko, dlaczego to zrobili. On był spokojnym człowiekiem, nie powinni go zabić, on powinien żyć - mówiła ze łzami w oczach.
Zbrodnia miała być "prezentem"
Do pierwszej zbrodni doszło pod koniec października 2008 roku w mieszkaniu przy ul. Więckowskiego w Łodzi. Znaleziono tam ciało 32-letniego właściciela z poderżniętym gardłem. Jak ustalono, zbrodni dokonali jego dwaj sąsiedzi - oskarżeni 19-latkowie. Zbrodnia miała być "prezentem" dla jednego z nich z okazji 18. urodzin.
Początkowo cała trójka piła alkohol. Gdy właściciel mieszkania położył się spać, oskarżeni postanowili go zabić. Z wyjaśnień Krzysztofa L. wynika, że Bartosz C. przytrzymywał nogi ofiary, a on dusił mężczyznę poduszką i wbił mu w szyję nóż. Gdy ofiara przestała reagować, obaj poszli zapalić papierosa. Później wrócili do pokoju. Wtedy jeden z oprawców wyjął nóż z szyi mężczyzny i przez kilka minut obserwowali, jak ofiara się wykrwawia i umiera. Na koniec ugodzili go nożem w brzuch. - Chciałem zobaczyć, jakie to jest uczucie, gdy nóż wchodzi w ciało - mówił L. Po zabójstwie, sprawcy zapakowali w poszewki i ceratę wszystkie
Czytanie zeznań na temat drugiego zabójstwa
przedmioty, których dotykali i zatarli ślady.
"Uderzaliśmy go, żeby szybciej umarł"
Do drugiego zabójstwa doszło w grudniu ub.r. w mieszkaniu jednego ze sprawców. Ofiarą był ich znajomy 16-latek. Dusili go sprężyną od ekspandera, później bili drewnianą pałką po całym tułowiu. - Uderzaliśmy go, żeby szybciej umarł. Chcieliśmy zobaczyć, czy będą ślady na ciele - tak relacjonował zbrodnię Krzysztof L.
Później oprawcy położyli belkę na szyi ofiary i stawali na niej zapierając się rękoma o sufit, "żeby był silniejszy nacisk". - Ja już widziałem, jak umiera człowiek od
Jednej ze swoich ofiar poderżnęli gardło, drugiego – swojego... czytaj więcej »
noża, teraz chciałem zobaczyć, jak umiera duszony - wyjaśniał L. Gdy nastolatek zmarł, zawinęli jego ciało w koc i przewieźli na dwukołowym wózku do parku. Tam zwłoki porzucili w stawie i przykryli je gałęziami. Później rozeszli się do domów, a następnego dnia znów razem pili alkohol.
Po drugiej zbrodni cała trójka została zatrzymana przez policję. W śledztwie Mariusz K. i Krzysztof L. przyznali się do winy. Z kolei Bartosz C. nie przyznał się do dokonania zbrodni.
Sąd dla nieletnich zdecydował, że 16-letni wówczas Mariusz K. za swój czyn będzie odpowiadał jak dorosły. Cała trójka została poddana obserwacji sądowo-psychiatrycznej. Jak wynika z opinii biegłych, w chwili popełnienia zbrodni wszyscy byli poczytalni.
Koszmar prawda? Witamy w Polsce. Jak dobrze że jesteśmy cywilizowani i nie mamy takich barbarzyństw jak kara smierci! Już się zastanawiam jakie okoliczności łagodzące znajdzie sąd by dać szanse tym młodym skurwysynom. Może jeszcze mogli by zostać czyimiś sasiadami. W końcu całe życie przed nimi...
Mnie jako biologa syfu i skurwysyństwa w tym kraju uderza niezwykła wprost szybkość ewolucji genów skurwysyństwa wśród blokowisk która doprowadziła do wytworzenia się czystego skurwysyśtwa w najbardziej potwornej formie.
za TVN 24
19-letni obecnie: Krzysztof L. i Bartosz C. oraz 17-letni Mariusz K.
Czytanie zeznań na temat pierwszego zabójstwa
zostali oskarżeni o zabójstwo 16-latka. Krzysztof L. i Bartosz C. będą także odpowiadać za zabójstwo 32-letniego sąsiada. Cała trójka została doprowadzona z aresztu. Sąd zgodził się na publikację wizerunków oskarżonych. Na rozprawie oskarżeni zachowywali się swobodnie - często się uśmiechali.
Jako pierwszy na pytania sądu odpowiadał Krzysztof L. Pytany, czy przyznaje się do winy, odparł "niby tak". Odmówił składania wyjaśnień. Sąd odczytał jego obszerne zaznania ze śledztwa, z których wyłaniał się makabryczny obraz obu zbrodni. To właśnie Krzysztof L. przyznał, że mordowali, bo "chcieli zobaczyć, jak to jest zabić człowieka". On jako jedyny z trójki oskarżonych był wcześniej karany.
Najmłodszy z nich nie ma ukończonej nawet szkoły podstawowej. Dwóm 19-latkom grozi dożywocie; najmłodszemu - kara 25 lat więzienia. Obecna w sądzie matka zamordowanego 32-latka powiedziała dziennikarzom, że chciałaby dla nich kary śmierci. - Uważam, że za takie bestialstwo nie powinno być łagodniejszego wyroku. Oni to zrobili z premedytacją, szli z zamysłem zabicia - powiedziała. Przyznała, że obawia się stanąć przed nimi w sądzie, ale - jak podkreśliła - nie może stchórzyć. - Zapytam się ich tylko, dlaczego to zrobili. On był spokojnym człowiekiem, nie powinni go zabić, on powinien żyć - mówiła ze łzami w oczach.
Zbrodnia miała być "prezentem"
Do pierwszej zbrodni doszło pod koniec października 2008 roku w mieszkaniu przy ul. Więckowskiego w Łodzi. Znaleziono tam ciało 32-letniego właściciela z poderżniętym gardłem. Jak ustalono, zbrodni dokonali jego dwaj sąsiedzi - oskarżeni 19-latkowie. Zbrodnia miała być "prezentem" dla jednego z nich z okazji 18. urodzin.
Początkowo cała trójka piła alkohol. Gdy właściciel mieszkania położył się spać, oskarżeni postanowili go zabić. Z wyjaśnień Krzysztofa L. wynika, że Bartosz C. przytrzymywał nogi ofiary, a on dusił mężczyznę poduszką i wbił mu w szyję nóż. Gdy ofiara przestała reagować, obaj poszli zapalić papierosa. Później wrócili do pokoju. Wtedy jeden z oprawców wyjął nóż z szyi mężczyzny i przez kilka minut obserwowali, jak ofiara się wykrwawia i umiera. Na koniec ugodzili go nożem w brzuch. - Chciałem zobaczyć, jakie to jest uczucie, gdy nóż wchodzi w ciało - mówił L. Po zabójstwie, sprawcy zapakowali w poszewki i ceratę wszystkie
Czytanie zeznań na temat drugiego zabójstwa
przedmioty, których dotykali i zatarli ślady.
"Uderzaliśmy go, żeby szybciej umarł"
Do drugiego zabójstwa doszło w grudniu ub.r. w mieszkaniu jednego ze sprawców. Ofiarą był ich znajomy 16-latek. Dusili go sprężyną od ekspandera, później bili drewnianą pałką po całym tułowiu. - Uderzaliśmy go, żeby szybciej umarł. Chcieliśmy zobaczyć, czy będą ślady na ciele - tak relacjonował zbrodnię Krzysztof L.
Później oprawcy położyli belkę na szyi ofiary i stawali na niej zapierając się rękoma o sufit, "żeby był silniejszy nacisk". - Ja już widziałem, jak umiera człowiek od
Jednej ze swoich ofiar poderżnęli gardło, drugiego – swojego... czytaj więcej »
noża, teraz chciałem zobaczyć, jak umiera duszony - wyjaśniał L. Gdy nastolatek zmarł, zawinęli jego ciało w koc i przewieźli na dwukołowym wózku do parku. Tam zwłoki porzucili w stawie i przykryli je gałęziami. Później rozeszli się do domów, a następnego dnia znów razem pili alkohol.
Po drugiej zbrodni cała trójka została zatrzymana przez policję. W śledztwie Mariusz K. i Krzysztof L. przyznali się do winy. Z kolei Bartosz C. nie przyznał się do dokonania zbrodni.
Sąd dla nieletnich zdecydował, że 16-letni wówczas Mariusz K. za swój czyn będzie odpowiadał jak dorosły. Cała trójka została poddana obserwacji sądowo-psychiatrycznej. Jak wynika z opinii biegłych, w chwili popełnienia zbrodni wszyscy byli poczytalni.
Koszmar prawda? Witamy w Polsce. Jak dobrze że jesteśmy cywilizowani i nie mamy takich barbarzyństw jak kara smierci! Już się zastanawiam jakie okoliczności łagodzące znajdzie sąd by dać szanse tym młodym skurwysynom. Może jeszcze mogli by zostać czyimiś sasiadami. W końcu całe życie przed nimi...
środa, 16 grudnia 2009
Ubiczowanie polskim skurwysyństwem.
Smakowanie polskiego skurwysyństwa ma w sobie coś ze sportów ekstremalnych. Im wyżej latasz tym mocniej pierdolniesz. Niestety w przeciwieństwie do sportu, kontuzji ulega ciało i umysł. Wczoraj doświadczyłem ubiczowania polskim skurwysyństwem.
Tak się składa że czasami mam zaszczyt pomieszkiwać w okolicy którą śmiało można nazwać oazą skurwysyństwa. Wypalone od psiego gówna trawniki, pety gaszone na klatce schodowej, śmieci walając się obok drzwi ot taki polski klimacik i przeniesienie modelu zachowań z zasyfiałej obory.
Tak tak, powiększa nam się grono nowych przyjezdnych, przynoszących swoją kulturę i porządek.
Jako coraz bardziej wytrawny badacz syfu czasem zapuszczam się w te rejony by na nowo czerpać energię z podkładów polskiego skurwysyństwa. Wczoraj tj. we wtorek przeżyłem misterium „ubiczowania skurwysyństwem”.
Zacznijmy od początku…
Moi sąsiedzi to zaradna para polaków. Nigdy nie widziałem żeby trudzili się pracą mimo tego często zmieniają samochody i mają się świetnie-i nic mi do tego. Pani ma zamiłowanie do białych kozaczków tlenionego koloru włosów i lubi używać słowa „kurwa zamiast przecinków, Pan za to preferuje odzież sportową a szczególności ortalionowe dresiki robiące „szuszuszu” przy chodzeniu. Również lubi używać słowa „kurwa” i „chuj” i ma typowo podkurwioną polską gębe. No i ważna sprawa są uczciwymi katolikami o czym informuje nas wysmarowany kredą katolicki kodzik na złe duchy na drzwiach. To ostatnie oczywiście zobowiązuje do kochania i szanowania bliźniego-szczególnie w polskim stylu.
Przygotowując się na pracowity dzień położyłem się spać wcześnie. Już śniłem o planach na przyszły dzień gdy o godz 2giej nad ranem obudziły mnie skurwysyńśkie ryki i bluzgi przed oknami. Jak się po chwili okazało był to dopiero początek. „Sąsiedzi” postanowili po raz kolejny o godz 2 nad ranem ściągnąć dwudziestu najebanych przyjaciół z półświatka na wieczorek towarzyski. Rzucający radośnie „kurwami” i „chujami”, goście nie omieszkali na klatce rozjebać paru butelek, drzeć mordy, odlać się, nacisnąć wszystkich guzików w domofonie budząc wszystkich itd.
Zaradni towarzyscy polacy, mieli głęboko w dupie że jest środek nocy, początek tygodnia, ludzie idą do pracy, niektórzy mają małe dzieci itd. Wszystko to gówno ich obchodziło. Przecież w dekalogu prawdziwego polaka jest napisane – sraj na innych- jesteś tylko TY!
Zaczęła się rozpierucha na całego, z darciem mordy najebką i muzyczką „umcyumcy”… Policja która pojawiła się w którymś momencie poprosiła grzecznie o ciszę i odjechała-oczywiście ze skutkiem żadnym. Tak było do 6stej rano, kiedy to ostatni goście załatwiali swoje potrzeby biologiczne na klatce.
Po 2 godzinach snu, ledwo żywy i nieprzytomny, zdążyłem się z pokłócić z żoną, spieprzyć większość rzeczy w pracy, zasnąć prawie na stojąco, oczywiście z góry mogłem zapomnieć o treningu, zaplanowanej na ten dzień kolacji i dobrym humorze.
Gdzieś tam w otchłani mózgu kołatały się doniesienia prasowe sprzed kilku miesięcy opisujący jak to w Irlandii jeden z rodowitych Irlandczyków rzucił się na polską rodzinę mieszkająca obok, z kijem baseballowym bo nie mógł wytrzymać ciągłych grylików,nocnych imprez i spotkań…. Artykuł traktował o „uprzedzeniach do polaków”… Ja również jestem uprzedzony…Wiem że człowiek zanurzony w polskim skurwysyństwie na dłużej albo ulegnie albo zdechnie, trochę jak z za późnym otworzeniem spadochronu…
Tak się składa że czasami mam zaszczyt pomieszkiwać w okolicy którą śmiało można nazwać oazą skurwysyństwa. Wypalone od psiego gówna trawniki, pety gaszone na klatce schodowej, śmieci walając się obok drzwi ot taki polski klimacik i przeniesienie modelu zachowań z zasyfiałej obory.
Tak tak, powiększa nam się grono nowych przyjezdnych, przynoszących swoją kulturę i porządek.
Jako coraz bardziej wytrawny badacz syfu czasem zapuszczam się w te rejony by na nowo czerpać energię z podkładów polskiego skurwysyństwa. Wczoraj tj. we wtorek przeżyłem misterium „ubiczowania skurwysyństwem”.
Zacznijmy od początku…
Moi sąsiedzi to zaradna para polaków. Nigdy nie widziałem żeby trudzili się pracą mimo tego często zmieniają samochody i mają się świetnie-i nic mi do tego. Pani ma zamiłowanie do białych kozaczków tlenionego koloru włosów i lubi używać słowa „kurwa zamiast przecinków, Pan za to preferuje odzież sportową a szczególności ortalionowe dresiki robiące „szuszuszu” przy chodzeniu. Również lubi używać słowa „kurwa” i „chuj” i ma typowo podkurwioną polską gębe. No i ważna sprawa są uczciwymi katolikami o czym informuje nas wysmarowany kredą katolicki kodzik na złe duchy na drzwiach. To ostatnie oczywiście zobowiązuje do kochania i szanowania bliźniego-szczególnie w polskim stylu.
Przygotowując się na pracowity dzień położyłem się spać wcześnie. Już śniłem o planach na przyszły dzień gdy o godz 2giej nad ranem obudziły mnie skurwysyńśkie ryki i bluzgi przed oknami. Jak się po chwili okazało był to dopiero początek. „Sąsiedzi” postanowili po raz kolejny o godz 2 nad ranem ściągnąć dwudziestu najebanych przyjaciół z półświatka na wieczorek towarzyski. Rzucający radośnie „kurwami” i „chujami”, goście nie omieszkali na klatce rozjebać paru butelek, drzeć mordy, odlać się, nacisnąć wszystkich guzików w domofonie budząc wszystkich itd.
Zaradni towarzyscy polacy, mieli głęboko w dupie że jest środek nocy, początek tygodnia, ludzie idą do pracy, niektórzy mają małe dzieci itd. Wszystko to gówno ich obchodziło. Przecież w dekalogu prawdziwego polaka jest napisane – sraj na innych- jesteś tylko TY!
Zaczęła się rozpierucha na całego, z darciem mordy najebką i muzyczką „umcyumcy”… Policja która pojawiła się w którymś momencie poprosiła grzecznie o ciszę i odjechała-oczywiście ze skutkiem żadnym. Tak było do 6stej rano, kiedy to ostatni goście załatwiali swoje potrzeby biologiczne na klatce.
Po 2 godzinach snu, ledwo żywy i nieprzytomny, zdążyłem się z pokłócić z żoną, spieprzyć większość rzeczy w pracy, zasnąć prawie na stojąco, oczywiście z góry mogłem zapomnieć o treningu, zaplanowanej na ten dzień kolacji i dobrym humorze.
Gdzieś tam w otchłani mózgu kołatały się doniesienia prasowe sprzed kilku miesięcy opisujący jak to w Irlandii jeden z rodowitych Irlandczyków rzucił się na polską rodzinę mieszkająca obok, z kijem baseballowym bo nie mógł wytrzymać ciągłych grylików,nocnych imprez i spotkań…. Artykuł traktował o „uprzedzeniach do polaków”… Ja również jestem uprzedzony…Wiem że człowiek zanurzony w polskim skurwysyństwie na dłużej albo ulegnie albo zdechnie, trochę jak z za późnym otworzeniem spadochronu…
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)