środa, 15 sierpnia 2012

Stawaj k... - Powstanie idzie

Jak dobrze wiadomo prawdziwi polacy najbardziej ze wszystkiego uwielbią czcić swoje narodowe tragedie. Ważne jest również by cały świat czcił te tragedie z polakami, padał do stóp, za wszystko przepraszał, traktował polaków i polskę jako centrum wszechświata... Wtedy polacy czują że wszystko jest tak jak być powinno. Jednak kochani, idą zmiany! Te tragedie które łączyły do tej pory „polską brać” stają się pretekstem do nasrania na konkurencje. Wiadomo polacy przede wszystkim potrafią się pokłócić, podpierdolić lub nawzajem okraść. Innymi słowy czczenie tragedii nie kwalifikuje już polaka jako polaka tylko jest pretekstem do pokazania kto jest PRAWDZIWYM polakiem a kto tylko sztucznym. (Dla nas prawdziwy to ten który kradnie kombinuje, stroni od mydła i wody za to lubi wódę, jest zabójcą drogowym i co drugie słowo mówi „kurwa” a co trzecie „chuj”. Poza tym obnosi się w koszulkach z napisem POLSKA – bo jest mu tu dobrze – co czyni zeń prawdziwego polaka.)

PRAWDZIWI POLACY pokazali więc swoje kazirodcze mordy przy obchodach rocznicy Powstania Warszawskiego. Pomijając już debatę na sensem samego Powstania, warto przyznać że w heroiczny bój poszedł często kwiat ówczesnej młodzieży. Znów pomijając debaty nad historycznym wymiarem Powstania, warto ten fakt uszanować i o nim pamiętać. Nawet tak zwyczajnie po ludzku. (Pomimo ewidentnej tragedii która za nim stoi). Jednak i tu polskie kazirodcze skundlone mordy znalazły pretekst do wysrania się na konkurncję. Jest to znów kuriozum na skalę światową – którego obcokrajowiec nie zrozumie.
Zarówno na cmentarzu jak i przy Kopcu Powstańców, można było usłyszeć „precz z komuną”, buczenie gwizdy, „kurwy” i „chuje” oraz inne objawy skurwienia. Na ulicach Warszawy, zbrojne ugrupowania stadionowych bandytów (mające większą władzę niż policja) wychodziły na jezdnie zatrzymując samochody. Na moich oczach śmierdzący dres zatrzymał matkę z dzieckiem która usilnie starała się tłumaczyć że jedzie do szpitala słowami „STAWAJ TU K...- POWSTANIE IDZIE”. – prawdziwi patrioci!
Sytuacje na cmentarzu i przy kopcu próbował w emocjonalnym przemówieniu załagodzić Gen Sćibor-Rylski uczestnik powstańczych walk. Jednak w żaden sposób nie powstrzymywało to polskich kundli (lub jak kto woli prawdziwych polaków). Owacjami przyjęto „prawdziwego powstanca” psychopatę-Macierewicza prawą rękę zaciętego prezia-berbecia również psychopatę. To dość kuriozalne że hołota która przyszła czcić pamięć właśnie takich ludzi jak Gen Sćibor-Rylski i jego poległych kolegów w rzeczywistości czczą samych siebie i swoje skurwienie. Kim są i skąd pochodzą te skurwysyny? Trudno jednoznacznie powiedzieć. Rekrutują się wśród bandytów stadionowych, obrońców „prawdy” z Krakowskiego Przedmieścia , obrońców prawa plemników do życia. I choć drą genetycznie zniekształcone ryje na „precz z komuną” to i tak „za Gierka żyło im się najlepiej”.
Tak czy owak podniosła ceremonia obchodzenia pamięci narodowej przekształciła się w kabaret skurwienia i kundelstwa tak żałosny że aż niesmaczny.

środa, 18 lipca 2012

Polska...

No cóż kochani mamy kolejny przykład syfu polskiego kibla. Po raz kolejny przekonujemy się iż ktoś musi sprawę nagrać i sprzedać by bulgot gówna wypłynął na wierzch. W przeciwny razie gówno bulgocze pod pokrywką i nikt tego nie dotyka, mimo iż „wszyscy wiedzą”.
Sprawa dotyczy ciepłych posadek w spółkach skarbu państwa gdzie „nic nie trzeba robić” wystarczy być „swoim”. Można jak się okazuje wypłacać sobie i kolesiom MILIONOWE premie za nic. I wszystko jest super! Co ciekawsze owe spółki były kontrolowane przez NIK – bandyckie metody opisane w raportach, które trafiały na biurka całego rządu w tym premiera oraz parlamentarzystów. Wszystko jednak zgrabnie było zamiatane jest pod deskę klozetową. Gdyby tego jeszcze było mało to osoby czy spółki podległe skarbowi państwa procesują się teraz z NIKiem przegrywając we wszystkich instancjach a mimo tego do budżetu z wypłacanych premii nie wróciła ani złotówka! W ten sposób państwo procesuje się z państwem za pieniądze państwa o państwowe pieniądze.
W tej chwili sprawy już są chyba przed Trybunałem Konstytucyjnym. Czujecie sprawę? To mniej więcej tak jakby bandyta procesował się przed sądem z policją o odebranie mu łupu. Zdaniem zamieszanych w syf polityków to jest „cios poniżej pasa” – znaczy to że ktoś to wygrzebał, nie że tak jest. A pamiętacie jak frajerzy z GDDKiA dali się wsadzić jak przy przetargach na autostrady zwyczajnie bez krępacji brali forsę do kieszeni?! Leszcze! Mogli wypłacić sobie milionowe bonusy.
Koniec końców jest taki że jakiś chłop minister stracił posadkę ktoś tam może jeszcze poleci ale nie oszukujmy się kochani to jest polska! Tu nie traci się pracy będąc w rządowej mafii – tu po prostu przesuwa się klienta do innego departamentu. Dostaje się inną mniej medialną fuszkę. Dokładnie jak w PZPN. Nieważne afery krętactwa czy prymityw – jest klika jest biznes.
To co tu opisujemy nie jest żadnym odkryciem, przecież już przed upadkiem żelaznej kurtyny odpowiednie kluczowe branże zostały rozdysponowane między swoich ludzi z odpowiednich resortów, może i tępych może ograniczonych ale swoich. Żadnemu partyjnemu działaczowi włos z głowy nie spadł, żaden biedy nie klepie, praktycznie nikt nie został rozliczony. Historia lubi się powtarzać jeżeli pozostaje nierozliczona.

Trzeci świat

Jak wiecie sezon mamy wakacyjny więc tłuszcza ruszyła dupę na tak zwane wczasy. A jak wczasy to koniecznie z polskim biurem podroży. Bo jest polski przewodnik co mówi po polsku i będzie też z kim wypić wódkę w basenie przy hotelu fulinkluzif. Można tez drzeć ryja po polsku i nikt nie podskoczy bo jak coś to w mordę. W grupie siła! No i można przywieść z takiej wyprawy skarby: ręczniki hotelowe popielniczki i inne gadżety. Niestety zgodnie z przykazaniem Bożym dla polski „polak chciał wyruchać wszystkich i wyruchał sam siebie” polscy „tur operatorzy z dupy” padają jak muchy, ruchając kolejne rzesze wczasowiczów za których ściągnięcie do kraju zapłacisz Ty drobny robaczku twoimi podatkami. Jak się trochę pogrzebało dłużej okazało się że właściciele rzeczowych „biur podróży to albo zwykli złodzieje albo aferzyści którzy upadek starego biura pieczętują otwarciem nowego.
A wystarczy – jeżeli już się chce jechać na tzw „zorganizowane wakacje” zgodnie z zasadą „ jeżeli coś jest polskie to spore szanse że to syf” dotelepać się za zachodnią granicę (zanim nie zwiną autostrady-podobo już zwinęli) i tam wszystko działa w jak najlepszym porządku. Nikt nikogo nie rucha, wszyscy wracają o czasie, a wybór stokroć większy niż u polskich cwaniaków.
Jeżeli komuś jednak brakuje słuchania „rzucanymi kurwami” na plaży lubi oglądać śmieci w lasach, zapite ryje i zafajdane krzaczki (polak się bawi) może jechać nad tzw „polskie morze”. Tu sprawy mają się troszkę gorzej gdyż jazda pociągiem 300km trwa 10 godzin i wygląda tak:
Pociągiem nad morze
Trzeci Swiat Kochani! Trzecie Świat! I to bez ruszania się z domu.
Nad morzem schrupiemy smaczną czyszczoną ludwiczkiem rybkę, z sałatką wyciąganą ze śmierdzącego wiadra, lub ewentualnie zapiekankę ze spleśniałym serem I wszystko jest super.
Wez to troche zmywakiem
Smacznego!

Dlatego jak bywam w tym prawdziwym trzecim świecie, niczego się nie boje – wszystko już jadłem I doświadczałem w polskim syfie.

Ojro Ojro i po ojro

Generalnie nie wyszło źle, co prawda novum na imprezie Euro, które poszło w świat było lanie po mordzie fanów drużyny przeciwnej przez zakapturzonych polskich debili a nie śpiewy Irlandczyków dla polskiej policjantki. Ale niech tam. Ma być propaganda sukcesu więc jest. Polskie szmatławce nie wspomniały też słowa o śpiewanej „czeskiej kurwie” przez kazirodcze mordy w strefie kibica w Warszawie po przegranej polskich szmat. Jednak to możemy zaliczyć do tzw. „normy”. Każdy jest przecież kurwą kto z polskim śmieciem wygra w równiej walce fair play. W końcu i tak wyjdzie że „nic się nie stało…”

Niemniej jednak nie oszukujmy się, pomimo całego naszego cynizmu sukces był. Rozwinięto autostradę na której już polskie kundle zdążyły się pozabijać jeżdżąc pod prąd i po pijaku, pobudowano stadiony które się jeszcze nie zawaliły – nabijając kiesę kilku kolesiom i okradając podwykonawców. Ale cóż tego już zagraniczne media nie muszą wiedzieć.

Wracając jednak do rzeczywistości, mamy tu dość ciekawy materiał o „polskiej piłce” o polakach, o polsce:
Kibice
Z owego materiału wypływa kilka ciekawych obserwacji:
1. Obawy reporterów BBC przed Euro w kiblu, nie były bezpodstawne a wręcz przeciwnie. Jednak polskie szmatławce wolą się teraz z tego szydzić jak ze śmiesznego dowcipu, że to niby problem u nas nie istnieje.
2. Czym właściwie różnią się polacy-bohaterowie owego reportażu od dziczy bojówek Hutu w Rwandzie? Angoli? Sierra Leone?
To dość ciekawe zjawisko: przeciętny polak mówi o „dziczy” i odwraca oczki od telewizorka gdy ogląda scenki obcinania rąk czy szlachtowania ludzi w Afryce a nie dostrzega że dokładnie te same metody nie mówiąc już o narzędziach ma u siebie na ulicach „najbardziej kulturalnego” z miast. Jedyna różnica polega na tym iż w Afryce wchodzą w grę konflikty plemienne, ciągnące się od stuleci. W kiblu natomiast chodzi o honor bandy kopaczy parcianej kulki lub jak kto woli „barwy klubowe”.
3. W Rwandzie klęskę poniosło ONZ jednak udało się zaprowadzić siłą pokój. W kiblu
klęskę poniosło państwo, wymiar sprawiedliwości, organy ścigania. Co prawda ostatnio gdy jedni bandyci napadli na szefa innych za „barwy klubowe”, wysłano śmigłowiec setkę policjantów psy tropiące i antyterrorystów. Ale co z tego wynika? – Nic gdyby ta sama grupa napadła bogu ducha winnego gówniarza – policja co najwyżej spisała by protokół.
4. No i rzecz równie ważna – bohaterowie owego materiału – wszyscy bezrobotni a fury każdy ma za 200tysi. Kolejny dowód na to że bandyci mają się tu w kiblu świetnie.
5. A najlepsze jest to że wszyscy elegancko spotkają się na kolejnym meczu.

Niech żyje polska piłka! Niech żyje!

wtorek, 19 czerwca 2012

Kochan, idą zmiany na lepsze!

Kochani przerywamy wszelkie newsy, transmisje, relacje by z dumą zawiadomić że w naszym kibelku idą zmiany na lepsze! Idziemy do normalności! Nareszcie! Wszystko dzięki wytężonej pracy rzecznika praw obywatelskich i sądu. Jak donosi TEFAUEN (TVN 24):

Zaparkowałeś samochód w strefie płatnego parkowania, kupiłeś bilet parkingowy ale zapomniałeś zostawić go za szybą samochodu i boisz się, że dostaniesz mandat. Od dzisiaj już nie musisz. Nie ma obowiązku zostawiania biletu parkingowego za szybą auta - orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi.
Kierowcy w Łodzi po zaparkowaniu samochodu muszą z góry zapłacić za parking, a dowód wpłaty umieścić w widocznym miejscu, czyli za szybą auta. Z takim "nakazem" nie zgadzał się Rzecznik Praw Obywatelskich, który w 2011 roku złożył do sądu skargę. Zdaniem rzecznika miasto ma prawo pobierać opłaty za parkowanie, ale nie może zmuszać kierowców do wykładania biletu w widocznym miejscu, czyli za przednią szybę auta.Według rzecznika prawem samorządu jest tylko i wyłącznie pobranie opłaty. Nakazując wyłożenie biletu przekracza swoje uprawnienia.
Wojewódzki Sąd Administracyjny w Łodzi podzielił wątpliwości Rzecznkia Praw Obywatelskich i orzekł, że kierowcy nie muszą zostawiać za szybą biletu parkingowego. O wyroku sądu powiadomił przewodniczący łódzkiej rady miejskiej Tomasz Kacprzak. - Orzeczenie wpłynęło już do rady miasta - powiedział Kacprzak. Według niego takie orzeczenie bije w kierowców, bo przecież i tak będą musieli pokazać zarządcy drogi, że zapłacili za postój. Przewodniczący nie wie jeszcze, jak to będzie wyglądało.


Czy przepraszam, rzecznik i sąd ma ludzi za durni (zupełnie słusznie)? Czy ten kraj naprawdę jest azylem dla psychicznie chorych? Grzecznie pytamy… Ludzie nie dostają pieniędzy za budowane stadiony czy drogi na OJRO bo zostali zwyczajnie wydymani i okradzieni, nie działa absolutnie nic jak powinno, poczynając od prawa, sądów, urzędów, systemu edukacji ,PZPN-u, administracji itd. Gdzie nie wsadzić ręki to afera syf kolesiostwo, układy, układziki - praktycznie mafijne. A pan rzecznik wraz sądem zastanawiają się czy kierowca może trzymać papierek za szybą czy też może go sobie wsadzić w d… . I czy przypadkiem brak możliwości wsadzenia go sobie w dupę nie jest pogwałceniem jego OBYWATELSKIEGO PRAWA.
To już nawet nie jest żałosne to jest zwyczajnie śmieszne! To jest moi drodzy Monthy Python w najlepszym wydaniu. Można śmiać się aż do bólu brzucha. Niestety radość ustępuje miejsca przerażeniu, gdy zdajemy sobie sprawę, iż nie sposób tego skurwysyństwa wyłączyć! To dzieje się naprawdę! A my w tym gównie żyjemy udając państwo prawa. Kochani przejrzyjmy na oczy! przecież ten kraj to komedia – jeżeli oglądać go z zewnątrz jest cholerycznie śmieszny. Ze środka to jednak zwyczajny koszmar. Jak to powiedział Woody Allen – „Komedia to tragedia która przydarza się komuś innemu” – tu ten ktoś inny dotyczy całego kraju…

Smrodu ciąg dalszy

Kiedy pisaliśmy poprzedniego posta o polskim skurwysyństwie wspomnieliśmy tylko że bandyci wchodzą jednymi a wychodzą drugimi drzwiami z sądów. I cóż kochani znów okazaliśmy się wróżkami - jasnowidzami. Śmierdzące polskie dupy, które zrobiły z kurwidołka pośmiewisko w oczach całego świata, które przedstawiły polski syf w całej okazałości jako kolebkę prostactwa skurwysyństwa i bandytyzmu. Otóż te skurwione mordy dostały głównie kary grzywny do 500 zł. Nadmienię tutaj, że ja również dostałem karę grzywny w wysokości 200zł za przejście na czerwonym świetle. Innymi słowy kibel-polska traktuje kopanie kogoś po mordzie za pochodzenie, równorzędnie z przejściem na czerwonym. Czujecie to??? Mając do czynienia z polskim systemem prawnym musicie pogodzić się z faktem, że właśnie weszliście do sracza przez rurę odpływową a nad wami wisi wielka wypełniona fekaliami dupa. Na pewno nie wyjdziecie z tego czyści ani zadowoleni ani z poczuciem sprawiedliwości. Poczujecie się obsrani. Ale do tego już przywykliśmy prawda?
Ale wróćmy do wyroków zasądzonych na „kwiecie prawdziwej polskiej młodzieży”. Otóż zaraz „po” podniósł się jęk polityków. Jęk z za bufetu, jęk z pałacu prezydenckiego z MSZ-u z Ministerstwa Sportu. Że jak to, tak mało?! Trzeba zmienić prawo! Prosić by sądy nie orzekały łagodnie itd.
Zaraz, zaraz – primo nie przeszkadzało wam to przez całe lata a teraz nagle jest problem?! Czy na polskich drogach też musi zginąć, co najmniej ktoś ważny z UEFA żebyście klozetowe (….) obudzili się, że macie drogi nazywane drogami śmierci i nic z tym nie robicie?!
A secundo czyż to nie wspaniały widok: decydenci, najważniejsze osoby w państwie, mające inicjatywę ustawodawczą muszą prosić prokuratorko-sędziowską mafię żeby wyroki były surowe. Czyż to nie jest piękny paradoks?!

środa, 13 czerwca 2012

Polskie skurwysyństwo poszło w świat

Miało być jak w Europie było jak zwykle. I nie mówię tu o dzielnie walczących polskich „orłach” czy selekcjonerze który stał się selekcjonerem między innymi po to by nie patrzeć i nie krytykować mafii PZPN. Mówię tu o tym o czym, niczym dobra wróżka, czy jasnowidz paplaliśmy od momentu gdy polsce przyznano organizację Euro.
Pamiętacie jak już wtedy zacieraliśmy rączki na myśl jak to polskie skurwysyństwo wypełznie na ulicę, a świat ujrzy nowoczesnych polskich husarzy ze źle podtartą dupą, w śmierdzących dresach, o skurwysyńskiej nalanej polskiej sklepanej grubociosanej mordzie obowiązkowo z orzełkiem na piersiach często w szmacie na kurewskim łbie… Tak też się stało! Ci prawdziwi polacy – bo tylko oni walczą w tym kraju o polskość i prawdę - którzy przez ostatni rok stali się równoprawnym partnerem w debacie publicznej z którymi spotykał się premier, których wspiera i zachęca do bitwy o polskość prezes, lub jego partyjne pociotki, za których ręczą w sądach posłowie jednej prawdziwie polskiej partii, za którymi wstawiają się autorytety prawne takie jak pani profesor płatek – wybitna polska karnistka, wysłali w świat obraz prawdziwej polskości! Gościnności otwartości itd.
Atrybutami owej polskości – jak zwykle - były agresja, skurwysyństwo, kamienie, race, pięści i kopniaki w mordę i demolka. Obraz poszedł na cały świat. I to dosłownie – naprawdę trudno znaleźć medium w Europie które by o tym nie wspominało!
Cóż trudno przez ponad ćwierćwiecze mieszkać w gównie i starać się pokazać przez miesiąc, że wszystko jest cacy i należy się do cywilizacji. Mniejsza już o drogi robione na szybko infrastrukturę itd. – nie oszukujmy się, zrobiono więcej w dwa lata niż przez ostatnie dwadzieścia. Najdrożej na świecie, dając zarobić wszystkim kolesiom i pośrednikom i urzędnikom pod stołem jak to w Polsce, ale jednak.
Cywilizacyjnie jednak nie sposób udawać: prawnie ten kraj to dno, bandycki raj kolesiów. Jaki ma to związek z wczorajszymi zajściami? Zasadniczy! Gdy Anglia borykała się przed kilkudziesięcioma laty z podobnym problemem, receptą było wzięcie całej tej chołoty za plugawe pyski i wsadzanie do pierdla. Podobnie było zresztą z paraliżem Wielkiej Brytanii przez Związki Zawodowe –głównie górnicze – warchołów takich jak Duda wyrzucało się na zbitą mordę z pracy i brało tych,którym się chciało. Do tego potrzebna była kobieta z jajami i parlament, którego celem było dobro kraju. W Polsce napierdalanie się z policją demolowanie mienia są prawnie „małą szkodliwością czynu”. Polscy husarze ze śmierdzącą dupą wchodzą na komisariat jednymi drzwiami a wychodzą drugimi. W sądach są stałymi bywalcami, wiedzą że prawo nic im nie zrobi a z protekcją takich autorytetów jak pani płatek przekaz jest taki że to oni są ofiarami. Efekt taki jak na załączonym obrazku tyle, że tym razem to już nie TVN relacjonuje tylko CNN i BBC… Dziwne dlaczego tak nie lubią prawdziwych polaków w Europie…

I wiadomość z ostatniej chwili – radny PiS którego imienia i nazwiska ne będziemy cytować żeby czytelnik czytając nie był zmuszony umyć rąk, jak po zdrowej defekacji dziękuje bandytom za obronę polskości:

Radny Pis dziękuje bandytom

Refleksja jest oczywista: dopóki takie klozetowe (….), takie odpadki ludzkie, będą pełniły w tym kraju funkcję choćby kierownika kibla na stacji kolejowej w Pcimiu Dolnym – dopóty nie będzie w tym kraju dobrze.

piątek, 8 czerwca 2012

Zachód ostrzega przed polskim kundelstwem na drogach

Wicepremier Irlandii i minister spraw zagranicznych Eamon Gilmore zaapelował do kibiców wybierających się na Euro 2012, by bardzo uważali na polskich drogach, ponieważ w ciągu weekendu ginie tu tyle osób, co w ich kraju w całym roku.
W czasie wydłużonego weekendu na początku maja na polskich drogach zabitych zostało 65 osób, zaś 1218 zostało rannych. W Republice Irlandii w okresie 12 miesięcy do początku maja zginęło 69 osób - zauważa irlandzka sieć radiowo-telewizyjna RTE.
My mówimy na to:

Panie Premierze nie ma co się bać – polskie durnie z MsWiA już przedsięwzięły odpowiednie kroki które diametralnie poprawią bezpieczeństwo na polskich drogach śmierci. Oceniając powagę sytuacji i ogrom tragedii „specjaliści” z MsWiA wprowadzili po dyskusjach resortowych i międzyresortowych oraz wieloletnich analizach dróg śmierci - zmieniony taryfikator punktów! (Jak już wspominaliśmy na marginesie –wartych podtarcia dupy).
Tak jest Panie Premierze teraz już nie pociągnie polak sobie sanek za samochodem bezkarnie! Bo będzie mógł to zrobić tylko 5 razy – potem straci prawo jazdy. Na pewno zatrzyma się też przed znakiem STOP! Bo jeżeli się nie zatrzyma to będzie mógł to zrobić tylko kolejne dwanaście razy (2 pkt karne) po czym straci prawo jazdy. Aha to też nie do końca, bo może przespać się raz na kursie doszkalającym, co automatycznie zlikwiduje mu 6 punktów. Tak, więc, Panie Premierze, proszę nie straszyć swoich rodaków, polskimi drogami, bo teraz polski skurwiel drogowy zastanowi się dwa razy zanim kogoś zabije – za to jest 6 punktów. Polskie, jak zwykle skuteczne władze zadbały o poprawę sytuacji.
To nic, że główną przyczyną wypadków śmiertelnych w polskim kurwidołku jest prędkość i pijaństwo co z kolei spowodowane jest śmiesznymi mandatami i praktycznie żadnymi karami. To nic iż jedna z głównych dróg w stolicy nazywana jest pieszczotliwie przez przyjezdnych gości „Indy 500”, lub „Nascar Track” (od początku roku na samych przejściach dla pieszych zginęło tam ponad 10 osób). Tego spece z MsWiA nie uwzględnili w analizach. Ale sam Pan wie Panie Premierze, każdy również i ów spece z MSwiA lubią pozapierdalać i czasem się napierdolić więc trudno odmówić im bezkarnej przyjemności rozmazania czyjś flaków na asfalcie jadąc po mieście 150km/h. W faszystowskich krajach za przekroczenie prędkości o ponad 50 km/h traci się samochód dostaje mandat i traci prawo jazdy. Nasz kraj słynie jednak, Panie Premierze z ułańskiej fantazji i wolności – co przekłada się na 4100 zabitych na drogach i ponad 50 tysięcy rannych. Mamy nadzieje Panie Premierze iż również pańscy krajanie skorzystają z tej oczywistej przyjemności którą oferuje polska! Tylko u nas można zupełnie bezkarnie sprawdzić 300 koni w swoim aucie w centrum miasta bez żadnych konsekwencji – poza zasranymi punktami które nie obowiązują cudzoziemców. Nawet gdy się kogoś zabije to też nie koniec świata. Zapraszamy!


A tak na marginesie – kto idzie o zakład iż ów „nowy taryfikator” nie przyniesie żadnych ale to żadnych zmian w ilości zabitych i rannych i nie przyczyni się w żaden sposób do poprawy bezpieczeństwa na drogach? To mówię ja średnio inteligentny laik. Ciekawe czego spodziewali się kretyni-specjaliści wprowadzający te kosmetyczne zmiany. Trochę jak leczenie raka za pomocą aspiryny

czwartek, 7 czerwca 2012

Wzrastająca świadomość

Odpowiadając poniekąd koledze GHZ - (swoją drogą szkodą że zaprzestał prowadzenie swojego bloga) powiem tylko iż to złe zarządzanie celowe lub nie, nie jest niczym innym jak tylko i wyłącznie przykładem polskiego syfu. Jest to kraj w którym nie kto inny tylko sami polacy sobie ten syf zgotowali. Kraj w którym właściwie nie można przeprowadzić żadnej sensownej reformy, oprócz wysrywania kolejnych nic nie wnoszących bubli ustawowych. Właściwie tylko jeden rząd post-solidarnościowy próbował przeprowadzić znaczące trzy reformy i w efekcie poległ z kretesem w wyborach bo motłoch wybrał post komunę. Wybitni ekonomiści doceniani i szanowani w świecie są tu obsrywani przez ludzi którzy stają się premierami po zawodówce i wyrokach sądowych. Czyż to nie skundlenie narodu? Budujące jest jednak to iż coraz więcej ludzi jest świadomych otaczającego ich syfu i bandytyzmu. Tylko co z tego wynika??? I tu pozwolę sobie przytoczyć w całości jeden z komentarzy który pojawił się na Onecie pod artykułem dotyczącym jakieiś tam kolejnej afery, złodziejstwa, czy korupcji. Autorem wypowiedzi jest internauta o niku "w333". Muszę przyznać że trudno o lepszy komentarz obecnej sytuacji: ~w333 do ~mi(r)co: Popatrzcie dookoła, obejrzyjcie też transmisję z sejmu, przeczytajcie sprawozdanie z obrad rządu, a potem - zachowując powagę - powiedzcie, że w Polsce nie ma idiotów ;o)) My brniemy od 22 lat za jakimiś pajacami, podstawionymi nie wiadomo przez kogo i służącymi nie wiadomo komu. Nasze państwo gnije, nie mamy już prawie nic. Nie funkcjonują żadne instytucje - ani wymiar sprawiedliwości, ani prokuratura, rozkradany jest samorząd, bałagan, marnotrawstwo, rządy kolesi, samowola i arogancja ZUS, urzędów skarbowych - samowola byle urzędniczyny mającego władzę w nadzorze budowlanym, w urzędzie celnym, w starostwie i gminie. A my widzimy to wszystko i dalej pokornie brniemy w te ścieżki, które pokazuje nam system - chodzimy na wybory, które nie są żadnymi wyborami tylko głosowaniem na z góry ustalone listy, stajemy przed jakimiś śmiesznymi facetami czy kobitkami poprzebieranymi w togi i z pokorą mówimy do nich "wysoki sądzie" - chociaż to najczęściej zwyczajne (...), które po znajomości, przez tatusia-mamusię, "krewnych i znajomych królika", wkręcili sie do funkcji sędziego. Całe to państwo jakim jest Polska to czysta operetka, seria idiotyzmów ustrojowych nieznanych w cywilizowanych bytach państwowych. To domek z kart, który w normalnych czasach dawno by został przejęty przez jakichś okupantów czy zaborców, niewykluczone zresztą, że taki będzie tej operetki koniec. Na napisanie takiej opinii mam argumenty. Oczywiście jeżeli anonimowy autor w333 nie zgadzał by się na publikację ów komentarza na łamach do przodu polsko, prosimy o kontakt - cytat zostanie usunięty.

środa, 23 maja 2012

Prezydent zmartwiony demografią

Ostatnio Pan Prezydent Buła bardzo się zmartwił danymi demograficznymi. W jednym z wystąpień apelował „ polki rodzą za mało dzieci”, „trzeba to zmienić” i takie tam. Wyliczenia wskazują bowiem że jest nas w kurwidołku coraz mniej i będzie jeszcze mniej a ogół społeczeństwa się starzeje. Polki w kwestii rodzenia radzą sobie całkiem nieźle tyle że za granicą. I tu nasuwa się pytanie – skoro za granicą jest tak dobrze to dlaczego tu w kiblu jest tak źle? Otóż drogi Prezydencie, pozwól iż oświecę jego wysokość. Nikt nie chce rodzić ani płodzić dzieci w syfie. Kto chce potomkowi fundować przyszłość w której nie będzie miał go kto przyjąć na świat niczym w buszu vide: kolejna likwidacja szpitala położniczego w Tychach. (rodzące pacjentki utykało się po szpitalach w całym województwie). Potem w przypadku powikłań może się okazać że NFZ nie refunduje takiego czy innego zabiegu więc można przy poczęciu się przekręcić lub zafundować dziecku kalectwo. Potem należy posłać naszą pociechę do szkoły gdzie polski „nowoczesny system nauczania” pokaże mu jak rozwiązywać testy najlepiej szukając odpowiedzi na portalach społecznościowych – vide ostatnie skandale egzaminacyjne na maturach. Potem studia, które w większości przypadków nie przygotowują do niczego, a czołowe uczelnie mieszczą się w trzeciej setce światowej czołówki. No i praca na umowach śmieciowych kiblowych czy jeszcze innych dlatego bo koszty pracy w tym kurwidołku są po prostu astronomiczne a to z kolei dlatego że lepiej obciążyć kosztami zwykłych ciężko pracujących z klasy średniej niż darmozjadów z różnych protegowanych przedsiębiorstw, kolegów ze służb czy polskich farmerów którzy to mając jeden hektar ziemi płacą KRUS i zapierdalają w mieście na czarno zarabiając więcej niż niejeden profesor uniwersytecki. Oczywiście nasza pociecha będzie już w tym czasie pełni świadoma otaczającego ją świata i trochę bezradna wobec bezprawia, skurwysyństwa, drogowego piractwa, braku możliwości ochrony tak podstawowych dóbr jak życie, zdrowie czy własny majątek. No i nadejdzie też czas gdy nasz pociecha pomyśli o zdrowiu: czy nie zostanie skazana na śmierć bo bydle w garniturku nie zamówiło leków, lub nie będzie przywiązana do łóżka bo NFZ nie refunduje takiej czy innej terapii, w końcu czy nie będzie musiała ta pociecha żebrać o pieniądze na operacje, leczenie czy rehabilitacje również dlatego iż dla bandyckiego systemu jest tylko numerkiem w statystyce. ( w przeciwieństwie do grupy „kolegów królika” którzy zawsze dostaną najlepszą opiekę). Także Panie prezydencie zamiast zastanawiać się jak tu zakazać używania kondomów zastanów się lepiej jak dać ludziom nadzieje. I nie mówię tu o kundlach z polski B, C czy Z robiących rozpierduche co pare dni pod Sejmem zastanawiających się jak tu prysnąć na rentę „na kręgosłup” a potem od razu na emeryturę, tylko o ciężko pracujących ludziach którzy pozwalają pchać ten szambowóz do przodu, łożąc za całą resztę. Narodziny i demografia przyjdą później.

poniedziałek, 14 maja 2012

Na Sawannie żyrafę zjada stado lwów a w sraczu…

…żyrafę zjada stado polskich skurwysynów. Jak dziś doniosły media za TVN24: „Jak wynika ze wstępnych ustaleń, w nocy z soboty na niedzielę grupa osób dostała się przez ogrodzenie na teren ZOO i zdewastowała część wyposażenia. Wandale zniszczyli niektóre tablice informacyjne i edukacyjne oraz wrzucili część ławek na teren wybiegów dla zwierząt. Dewastacji dokonano m.in. w pobliżu żyrafiarni. Sprawcy uciekli. W niedzielę nad ranem w pawilonie padła jedna z trzech żyraf. Dzień później kolejna. Sprawców co prawda nie znaleziono ale jak to zwykle w polsce bywa – można domniemywać „że byli pod wpływem”. Bo tak się w polsce kundel „bawi”. Darli zapewne mordy na całe miasto ale na to też nikt nie zwraca uwagi bo zgłaszanie tego nie ma większego sensu - nikomu się do takich rzeczy nie chce jechać. W końcu można co najwyżej wypisać mandat. Prewencja zaczyna się jak kogoś zabiją. Tak czy owak to chyba jak do tej pory jedyny ogród zoologiczny w Europie – jeżeli nie na świecie gdzie kundle zabiły żyrafe i rozpierdoliły zoo. Oby wieść poszła w świat.

czwartek, 10 maja 2012

Podsumowanie majówki

Podsumujmy majowy weekend na polskich skuwiałych drogach: -średnio co 2.5 godz ktoś tracił życie (zginęło 65 osób) - 1218 osób zostało rannych w 938 wypadkach - Zatrzymano ponad 5000 nachalnych potencjalnych morderców – ilu faktycznie jeździło pijanych, nie wiadomo - pewnie 10 razy więcej. Warto nawet przejrzeć materiał o polskich kundlach zapierdalaczach . 220 km/h to dla polskiego skurwiela norma. Rekordziści W końcu „się dorobił” „się ma” „się trza pokazać” a tłusta nalana morda i polski rodowód zobowiązuje. A że flaki jakiejś rodziny albo gnojka na rowerze rozsmaruje się na zderzaku to tylko potem będzie się z czego śmiać z kolegami przy piwie. W końcu kara żadna. I tu pytamy po raz kolejny: Coś żeście klozetowe szmaty z tej, przeszłych, przyszłych z lewa prawa i środka rządzących ekip uczynili żeby tą hekatombę zatrzymać?! Jeden chciał zabierać pijakom samochody – to banda starych tetryków stwierdziła że to niekonstytucyjne. Pchacie szmaty swoje parszywe mordy przed kamerę gdy wydarzy się katastrofa lub zginie polski żołnierz a gówno was obchodzi śmierć tysięcy obywateli tu w kraju, każdego dnia. Duża cześć ginie z rąk skundlonych skurwysynów mających za nic ludzkie życie – które winno być największym dobrem w każdym cywilizowanym kraju. Co żeście szmaty zrobiły?! Wprowadziliście 4 punkty karne za ciągnięcie sanek za samochodem i 6 za zawracanie na autostradzie w ramach waszego posranego programu zaostrzania prawa?! Wysraliście tabliczki z serii „czarny punkt” na których co tydzień domalowuje się nowe cyferki? Robicie eksperymenty w stylu „weekend bez ofiar” po których to eksperymentach ginie setka! Słucham w radio takiego polskiego ministerialnego durnia i cóż słyszę: „Nasze badania wskazują że punkty są bardziej dotkliwe niż karanie mandatami”. Za minutę redaktor pyta: „ale może panie ministrze podnieść jednak również mandaty skoro chcemy poprawić bezpieczeństwo.” I tu minister o popierdolonym łbie mówi jak to jego synek za przekroczenie prędkości za zachodnią granicą zapłacił 900 Euro mandatu i dostał zakaz wjazdu na terytorium Niemiec na 3 miesiące. I na pewno już nie zignoruje ograniczenia prędkości w tym kraju - nigdy. Niemniej jednak minutę wcześniej mówił o większej dotkliwości punktów. Posrany łeb nie wie najwyraźniej iż w polsce można jeździć bez prawa jazdy i kij ci mogą zrobić. I nachodzi tu pytanie dlaczego tak się dzieje? Dlaczego po raz kolejny sytuacja która w normalnym kraju zebrałaby nadzwyczajne zgromadzenie rządu oraz szereg inicjatyw ustawodawczych – tu w kiblu jest traktowana jak informacja w stylu „pies wysrał się na trawnik”. Otóż odpowiedz jest łatwa w polsce – kiblu łamanie prawa jest wpisane w rzeczywistość jak kupa psa w trawnik. Prawo łamie się od góry do dołu, robi to Kowalski robi to tzw. polski biznesmen jego kolega sędzia czy prokurator robi to też poseł. Po co ustanawiać więc bata na siebie?! Tylko idiota w praworządnym kraju by tak robił. Lepiej dać im ginąć, niech zdychają tysiącami każdego roku! niech stawiają krzyżyki i świeczuszki! Niech mają to złudne poczucie wolności wypisane na wykrzywionych mordach gdy gnają 230 km/h po pijaku i walą gówniarza na rowerze albo 5 osobową rodzinę. Przynajmniej będą upodleni i nie będą mieli czasu ani ochoty na patrzenie na ręce władzy.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Afera goni aferę, czyli jak państwo polskie dba o zdrowie obywateli.

Dopiero, co relacjonowaliśmy zbrodnie ludobójstwa popełnianą w imieniu rp na pacjentach chorych na raka. A już skurwysyństwo polskie daje nam następne afery. Tym razem chodzi o ochronę jeszcze zdrowych na ciele obywateli, (bo zdrowych na głowę pozostała tylko garstka). Otóż wątek należy do naszych ulubionych tj. szeroko rozumianego w Polsce „byznesu” czyli jak się zaradnie „dorobić”?

Dopiero, co mieliśmy sprawę gangu „biznesmenów-skurwysynów”, którzy truli ludzi drogową solą w żarciu, a już mamy kolejną aferę na tapecie. Tym razem jest to susz jajeczny do którego pan Krzysztof Z. „byznesmen” z Kalisza ładował ołów, kadm, bakterie coli i salmonelli. Najmniej w suszu jajecznym było… jajek. Susz ów, był i jest wciąż używany w całym kraju w przemyśle spożywczym. Warto dodać, że pierwsze dwie wyżej wymienione substancje są jednymi z bardziej rakotwórczych dla człowieka. Pan Krzysztof (polski byznesmen-skurwysyn właściciel firmy Viga) słał by dalej swoją trutkę do odbiorców, gdyby nie wpadł za kredyty. Żeby klimacik był jeszcze bardziej polski – zakład pana sk...... Krzysztofa był kontrolowany przez lokalny sanepid-ale cóż na niefart! Zawsze w złym momencie, gdyż albo nie było produkcji albo był pusty. Mały szczególik – szef sanepidu Pan Piotr Kisieliński (za Gazetą Wyborczą) to szwagier Pana sk…… Krzysztofa. W wypowiedzi dla G. Wyborczej Pan Kisieliński zapewnia, że rodzinne powiązania nie miały tu żadnego znaczenia! :-))) Dobre prawda! :-)

I tak przez lata żarliśmy i żremy skażone rakotwórcze kluseczki, ciasteczka, torciki, i wszystko to gdzie używa się białek z jajek, podczas gdy instytucje państwowe powołane do tego by chronić naszego zdrowia, ze względu między innymi na koligacje rodzinne, były jak zwykle w kiblu BEZRADNE... I to też było by jeszcze do zniesienia gdyby nie fakt, iż prokuratura podobnie jak to miało miejsce w przypadku skażonej soli – NIE UJAWNI listy odbiorców tej trutki na szczury z opóźnionym zapłonem! Obawiasz się o swoje zdrowie? Chcesz by Twoje dziecko jadło zdrowe rzeczy a nie np. fast foody? To podasz mu kluseczki z rosołkiem, które zabiją go za 10 lat na raka! Czujecie akcje kochani? Instytucja stojąca na straży prawa (prokuratura) chroni interes finansowy firm grając w ruską ruletkę naszym zdrowiem!

A jak myślicie czy rodziny panów prokuratorów, sędziów ministrów czy innych decydentów nie dowiedzą się, od kogo ciasteczek nie kupować, jeżeli się chce żyć? Ależ oczywiście, że się dowiedzą! W przypadku najwyższych władz to nawet obowiązek służb by pan Premier, Prezydent czy minister nie dostawał na talerzu trucizny. Wystarczy tylko jeden telefon do kolegi w prokuraturze i już wiadomo, czego nie kupować. A ty durny obywatelu wpierdalaj ten kadm i ołów i zdychaj szybko popieraj polski syf czynem! Przysłużysz się tym samym reformie emerytalnej, bo na raka i tak cię nikt nie będzie leczył, bo nie ma czym. Powiązania mafijno bandyckie w tym kraju nie mają końca.

Warto dodać, iż Czechy już na forum Unii Europejskiej chcą zakazać importu polskiej żywności w związku z aferą solną – ta jajeczna jeszcze do nich nie dotarła. Powód jaki podają Czesi – polska prokuratura- chroniąc interesy bandytów oraz firm, które być może w dobrej wierze kupiły ów trutkę – nie poda namiarów na producentów, którzy używali trucizny do produkcji żywności. W ten sposób polska chce by trutkę żarli też za granicą. Na szczeście zagranicą nie dają się na to nabrać.
Trujące jajka

sobota, 14 kwietnia 2012

Skurwysyństwo reloaded

Kochani warto obejrzeć ten materiał – skurwysyństwa ciąg dalszy. Trudno tu nawet o komentarz bo słowa stają w gardle. Przerzucanie kłamstw w mafii ministerstwo – nfz. I kłamliwe wypowiedzi pocącego się pana ministra przed kamerą – szybko demaskowane na szczęście. Papierki z orzełkiem piecząteczkami i podpisikiem jakiegoś ……… , zabraniające importu docelowego – bo to UWAGA - nie zgodne z prawem! Sic! Już samo wspomnienie o prawie w kiblu budzi spastyczny śmiech! Ważne żeby było zgodne z prawem a że przy okazji oznacza wyrok, no cóż bywa – przynajmniej w papierach się zgadza a to w polsce-sraczu najważniejsze. Przynajmniej równie pozbawiony empatii i zdrowego rozsądku sąd i prokuratura się nie przypierdolą. Każda taka decyzja wydana w imieniu RP - to wyrok, często wyrok śmierci. Kto znał lub miał kogoś kto chorował ten wie! W polsce sa jednak wazniejsze sprawy: Smoleńsk, wrak, itp To z czym mamy do czynienia w chwili obecnej to zwyczajna zbrodnia. Żyjemy w bagnie. Brakuje słów...

Na śmierć zgodnie z prawem

czwartek, 12 kwietnia 2012

Szczyty sk............a

Trąbią o tym media już od kilku tygodni.: W Polsce nie ma już leków dla chorych na raka! Zainteresowanych tematem odsyłamy do „wprost”, „TVN24” i innych. Chorzy, którzy powinni natychmiastowo dostawać terapię są zwyczajnie odsyłani z kwitkiem lub jak kto woli skazywani praktycznie na śmierć. Jak w obozach zagłady. Czasami stosuje się leki zastępcze – bardziej toksyczne i wyniszczające. Ministerstwo Zdrowia i NFZ „naradza się”. Od tygodni! Człowiek, pacjent jest tu gówno ważny –liczy się natomiast udawanie władzy i politykierstwo. Kilku umarlaków w lewo czy w prawo to dla Ministerstwa Zdrowia czy NFZ tylko statystyka. Winę ministerialni bandyci starają się zrzucić na jedną z firm farmaceutycznych która ze względu na nieopłacalność sprzedaży w Polsce, jak wskazują media, wstrzymała sprzedaż leku. Tak się składa że ministerstwo podpisało umowę właśnie z tą firmą. Innych leków nie ma bo nie są refundowane – można by zastosować import docelowy lecz tu również jest typowo polska papierkologia-skurwologia, a poza tym w import docelowy można się bawić w przypadku gdy brakuje leku dla kilku osób nie kilku tysięcy. Znów gramy w grę pod tytułem „darmowa służba zdrowia”. O ile w polskim kiblu wciąż chcą w to grać o tyle świat dawno już wie, że to mit. W polskim sraczu, popierdoleni decydenci wieszają psy na firmie by wyczyścić swoje zasrane sumienia bez honoru i brak kompetencji. Opanujecie się! Firma to nie organizacja charytatywna! To wy macie krew na rękach jeżeli już!
Ale prześledźmy sprawę od początku. Nie było, bowiem problemu dopóki, dopóty krętacze z Ministerstwa Zdrowia nie wpadli na pomysł by wolny rynek odpowiednio ”uregulować”. Wprowadzono więc tzw. ustawę refundacyjną. Ustawa chórem została okrzyknięta przez lekarzy i specjalistów jako skandal i bandytyzm. Autorzy są jednak zadowoleni. – to w kiblu najważniejsze! Ustawa zmienia bowiem obrót lekami i refundację w „gospodarkę planowaną”. Coś na kształt zmiany kas chorych na NFZ –wtedy chodziło o ukręcenie dla kolesiów dobrych posadek i kupy forsy – teraz pewnie chodzi o to samo – ale o tym dowiemy się za kilka lat. Ustawa jak głosi hasło „ukraca zysk firm farmaceutycznych kosztem polskiego pacjenta”. Jakie to zacne i szlachetne! Nie będzie więc hurtownia i producent leku dyktował cen na rynku-zrobi to Ministerstwo (zastanówcie się dlaczego). Jak widać wynegocjowało tak, że ni kija nie opłaca się firmom robić z polaczkami interesów. Firmy nie działają charytatywnie. Wolą sprzedać tam gdzie można na lekach zarobić. Skoro już inwestują w badania by te leki stworzyć. Warto też dodać ze wynegocjowane stawki i idące za tym rzekome oszczędności to ni mniej ni więcej zwykłe oszustwo. Bardzo często bywało, tak iż hurtownie uzyskiwały dużo większe rabaty niż ministerialne kołki. Do listy leków dostają się natomiast, zamiast leków markowych, polskie gówniane zamienniki - robione najwyraźniej u wujka Zenka w piwnicy gdzie różnice w zawartości substancji czynnej wahają się +/- 20%! Tak było w przypadku leków na padaczkę. Można wiec chorego zabić albo mu zaszkodzić – ale to nie szkodzi. Ważne że produkt jest POLSKI! Świetny i po wynegocjowanych stawkach! I nie kosztem pacjenta – co najwyżej kosztem jego życia. W normalnym kraju za coś takiego idzie się na długie lata do pierdla. Ciekawostką była też próba stworzenia takiej zasłony dymnej by całą winę za powstały syf, machloje i bandytyzm zrzucić na lekarzy i aptekarzy i skłócić ich między sobą. Wszystko zgodnie z zasadą dziel i rządź! Stosowana przez każdy bandycki reżim.
O ile pacjent z padaczką raczej eksperymenty na swoim życiu spowodowane lekami nie spełniającymi norm może przeżyć o tyle dla pacjentów z rakiem nie podanie dawki leku albo leczenie lekami od wujka zenka to wyrok śmierci. Jak słyszymy ministrów odpowiedzialnych za politykę lekową było w ostatnich miesiącach już paru. – w sumie sam czytelniku możesz wywnioskować dlaczego.
Podsumowując:Polaku – to co obserwujemy na ww. obrazku czyli chorych na raka skazywanych na śmierć przez ministerialną mafie jest zwyczajną zbrodnią załatwianą białych rękawiczkach. Jeżeli masz, więc Polaku dwie ręce i jeszcze zdrowie nie trać czasu na leczenie i ratowanie tego szamba wyjedz stąd i ratuj życie swoje i swoich bliskich. By żyło się lepiej.

sobota, 7 kwietnia 2012

Skopali mnie w tramwaju

Ot historia jakich wiele którą za TVN Warszawa warto przytoczyć w całości:
Skopali mnie w tramwaju

Wszystko wydarzyło się w piątek ok. 8.00 rano w tramwaju nr 4. "Zwróciłem uwagę czterem niezwykle "miłym" i niewątpliwie sympatycznym "panom" w stanie po spożyciu, nawet nie tyle alkoholu, ile środków "rozweselających", żeby z łaski swojej zaczęli się pomiędzy ludźmi zachowywać jak należy i przestali zaczepiać wszystkich dookoła" - relacjonuje internauta.
Gdy to nie poskutkowało, zadzwonił pod nr 112. Poinformował, że tramwaj wkrótce dojedzie do skrzyżowania ul. Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej. „Pan przyjął zgłoszenie, powiedział, że załoga za chwilę podjedzie” - zaznacza internauta. Gdy napastnicy usłyszeli, że policja dostała sygnał o ich wybrykach zwyzywali i skopali Marcina, a później wyskoczyli z tramwaju i uciekli. - Gdy podjechaliśmy na przystanek Marszałkowska/Świętokrzyska załogi niestety nie było. Trudno. I szczerze mówiąc nie mam pretensji do policjantów. Trudno, taka pora i czas - pisze internauta.
"Rozpacz ogarnia człowieka"

Policja potwierdza, że zgłoszenie telefoniczne faktycznie było. - Zadzwonił pan mówiąc, że grupa mężczyzn rozrabia w tramwaju - mówi Tomasz Oleszczuk z biura prasowego stołecznej policji. Zapewnia, że funkcjonariusze zgłoszenia nie zignorowali. Na miejsce dotarli jednak za późno. - Rozmawiali z motorniczym, szukali też sprawców, ale niestety bezskutecznie - tłumaczy Oleszczuk.
Po tej przykrej historii Marcin deklaruje, że następnym razem dobrze się zastanowi, zanim zwróci komuś uwagę: - Rozpacz ogarnia człowieka na postawę innych pasażerów, na ich obojętność. Byli tam i inni mężczyźni. Usłyszałem jednak tylko, że powinienem zostawić chuliganów w spokoju, i że niepotrzebnie ich prowokowałem, bo mogli przez to zrobić komuś krzywdę - relacjonuje z niedowierzaniem.
Policja przekonuje, że sprawy nie warto zostawiać. - Gdyby pan chciał sprawę oficjalnie zgłosić, czekamy - mówi Oleszczuk.


A ja zapytam – czego się kundle dziwicie? (Bo to że reagujący facet w stresie jest zszokowany brakiem reakcji innych to normalne).Ostatnie 20 lat tkwienia w post stalinowskim systemie prawnym, gdzie jednostka nie ma żadnych praw do obrony, gdzie setki ludzi trafia za kraty za to że broni swoich dobytków, zdrowia, życia, bliskich, wychowało w ludziach odpowiednią znieczulice i odwracanie nie dupą w sytuacjach zagrożenia. Mało, niektórzy wolą dostać po mordzie na ulicy gdyż wiedzą że lepszy wstrząs mózgu i skradziony portfel niż bycie traktowanym jak bandyta przez polski wymiar sprawiedliwości. Wystarczy że ćwiczysz boks i atakującemu dresiarzowi zafundujesz wózek do końca życia – przekroczenie obrony koniecznej – idziesz siedzieć. Do tego dokładają się lewackie instytucje jak HFPC czy pożal się Boże eksperci jak pani Prof. Płatek by skutecznie wpoić ludziom do głowy fakt że to bandyta ma prawa a państwo jest właśnie od tego żeby mu te prawa zapewnić (odsyłam do wywiadu z panią prof w Tok FM). Niestety kolejne przykłady życia w polskim sraczu utwierdzają przeciętnego obywatela że obracanie się na pięcie jest właśnie właściwym zachowaniem.
A nawiasem mówiąc czy zdarzyło się wam że wzywana policja czy straż miejska przyjechała na czas do zdarzenia mniejszej wagi? Wielokrotnie niżej podpisany lub sąsiedzi dzwonili po nocach by ukrócić ekscesy lokalnych dresiarskich śmierdzieli z bloków, panoszących się po pijaku i niszczących mienie , z takim efektem że patrol pojawia się po godzinie lub wcale.

Kiblizacja prawa

Czy wiesz Polaku iż podstawowym obowiązkiem państwa jest ochrona swoich obywateli. I chodzi tu zarówno o ochronę prawną jak i fizyczną. Czy wiesz Polaku że masz prawo wymagać by państwo wywiązywało się z tego obowiązku? Oczywiście prawo sobie możesz mieć a polski syf i tak rządzi się swoimi prawami. I tak mamy następujący przykład kiblizacji prawa.

Maszyna do zabijania

Otóż mamy tu przykład polskiego wydania Dr Lectera. Morderca-pedofil-gwałciciel skazany za komuny na KS, za 2 lata wyjdzie na wolność. Wyjdzie dlatego że w polskim sraczu prawnym, jakieś prawnicze humanitarne szmaty w owym czasie zapomniały o obywatelach koncentrując się na prawach bandytów. Akurat syndrom Sztokholmski w naszej prawniczej mafii to norma. Dzięki teoretykom prawa pokroju naszej ulubionej pani profesor, uwaga z ochrony dobra społecznego przeniesiona jest na ochronę dobra bandyty. Tak było i w tym przypadku. Ktoś „zapomniał” w kodeksie karnym o potrzebie ochrony społeczeństwa przed „maszynami do zabijania” i zasłużona kara śmierci dla miłego pana mariusza została zamieniona na 25 lat więzienia. Dopiero później ktoś inny przypomniał sobie że może warto chronić społeczeństwo przed bestiami. Niestety prawo nie działa wstecz… Tak więc pan mariusz wyjdzie sobie za 2 latka i zacznie się totolotek – kogo dziecko będzie następne. Polski „porządek prawny” po raz kolejny nie wie jak z sytuacji wybrnąć.

I można by rzec że przypadek naszego bohatera jest trochę przerysowany, jednak przypadków kiblizacji prawa mamy wiele. Poczynając od prokuratorów wypuszczających oprawców rodzin, którzy mordują swoje ofiary aż po tłuków od kodeksu drogowego którzy pięć tysięcy ofiar na drogach rocznie (głównie za sprawą polskich zachlanych zapierdalających kundli) „załatwiają” wprowadzaniem „rozsądnych” przepisów w postaci 3 pkt karnych za ciągnięcie sanek. Podsumowując – polaku obudź się! Twój kraj nie potrafi nawet prawnie Cię ochronić! Tak wygląda życie w syfie!

sobota, 17 marca 2012

Nowa sól drogowo-jadalna - czyli jak się w polsce robi się fortuny?

Niejednokrotnie poruszaliśmy na naszych łamach zagadnienie polskiego „byznesu”. Skąd skurwione kaprawe mordy jeżdżą mercedesami za pięćset tysi, mają domy za miliony a wykształcenie i IQ mają na poziomie słoika musztardy. Tajemnica tkwi w odpowiednim „byznes planie”. Świetnym przykładem polskiego „byznes planu” jest „afera solna”. Jak wiemy kilku polskich „byznesmenów” – skurwysynów, wpadło na pomysł by zamiast soli jadalnej sprzedawać sól wypadową używaną do sypania dróg. Proceder trwał ponad 12 lat, zyski sięgały dziesiątek milionów. Firmy ZPS Łojewski z Księża Wielkopolskiego, Amasol i Konsalt z Chełmiczek miały się świetnie. Ludzie w kiblu i krajach ościennych żarli truciznę i wszystko było ok. Niestety „byznes plan” został zdekonspirowany i wyszedł jeden wielki syf – który odbił się szerokim echem w Europie. Odpowiednie służby (Sanepid) wszczęły badania a skurwysyny które truły miliony przez lata usłyszały zarzuty – jak na razie nie wiadomo jakie. Wiadomo natomiast że chodzą wolno. – jak to określiła pani Mazur-Prus z prokuratury – zastosowano „wolnościowe środki zapobiegawcze” (!)
Biolodzy i chemicy jasno określili iż sól wypadowa zawiera substancje rakotwórcze oraz śladowe ilości dioksyn, jednak Sanepid nic nie znalazł -jeszcze by spróbował coś znaleźć! Mało – zaserwował nam propagandę z pewnością podyktowaną odgórnie jakoby sól drogowa była bezpieczna do spożycia! Durny świat sypał tym drogi a polaczki wymyśliły metody oszczędnościowe. Takie rzeczy tylko jebanym sraczu.
Nasuwają się pewne oczywiste wnioski:
1. By w sraczu zarobić konkretne pieniądze trzeba zrobić przekręt
2. Jak przekręt jest na tyle duży że ośmiesza władzę to okazuje się że nie ma przekrętu
3. Za przekręt w sraczu grożą z początku „wolnościowe środki zapobiegawcze” potem kara w zawiasach (gorzej jest jeżeli podrobisz polaku legitymacje szkolną)
4. zarobionych fortun nikt nie ruszy w najgorszym wypadku przepisuje się wszystko na babcie

Także rodacy do dzieła! Fortuna jest na wyciągnięcie ręki.

Powroty

Ehhh ostatnie czasy redakcja kręciła się po miejscach gdzie owszem bywają Polacy ale polskie kundle jeszcze z rzadka. W miejscach gdzie samochód może stać otwarty i zapakowany po brzegi sprzętem i nikt go nie ruszy, gdzie narty można zostawiać na zewnątrz nawet na noc i będą stały w tym samym miejscu następnego dnia. A jak zgubisz portfel to możesz go odebrać na recepcji z całą zawartością. Przez ten okres obiecałem sobie że odetnę się od polskiego syfu, nie wejdę na polskie portale, nie przeczytam żadnej gazety, nie obejrzę polskiego programu. Ehh było pięknie! Odpoczywało ciało i umysł. Nawet wiadomości regionalne w tym świecie wyglądają jak dobranocka w porównaniu z tym co serwuje się w polskim kiblu. Niestety do powrotu do rzeczywistości przywołał mnie brutalnie mail którego dostałem ostatniego dnia pobytu od kolegi następującej treści:
!! OSTRZEŻENIE !!!! - do posiadaczy aut
W ostatni Weekend w Piątkowy wieczór zaparkowaliśmy na publicznym parkingu.
Jak wyjeżdżaliśmy z parkingu to zauważyłem naklejkę na tylnej szybie.
Na szczęście kolega powiedział mi żeby się nie zatrzymywać
bo ktoś może czekać aż ja wysiądę z samochodu
Po dojechaniu do domu zdjąłem kartkę, która była zwykłym rachunkiem za paliwo.
Po jakimś czasie otrzymałem tego maila
OSTRZEŻENIE OD POLICJI
DOTYCZY KOBIET I MĘŻCZYZN
UWAŻAJCIE NA PAPIERY PRZYKLEJONE DO TYLNEJ SZYBY AUTA
TO NOWY SPOSÓB NA KRADZIEŻ SAMOCHODU (TO NIE JEST ŻART)
O co więc chodzi ???
Parkujesz przodem.
Wracasz do samochodu, odpalasz zaczynasz cofać aby wyjechać z miejsca parkingowego,
oglądasz się do tyłu i widzisz kartkę na szybie przesłaniającą widok.
Zatrzymujesz się i wysiadasz, żeby ją usunąć. Gdy zbliżasz się do tyłu samochodu
złodziej wyskakuje znikąd, wsiada do auta i odjeżdża praktycznie cię potrącając.
Dodatkowo moje panie założę się że wasze torebki są w samochodzie i odjeżdżają razem z samochodem
A więc tracicie samochód, pieniądze, dokumenty z adresem domowym no i pewnie klucze do domu.
Tak więc wasz dom i osobowość są zagrożone.
Parkując tyłem wyjeżdżasz do przodu nie zerkając na tylną szybę.
TO JEST NOWY SPOSÓB ZŁODZIEI
Jeśli zobaczycie kartkę na tylnej szybie cofając na parkingu
NIE zatrzymujcie się, zdejmijcie ją po powrocie do domu.
Prześlijcie tę wiadomość znajomym i rodzinie zwłaszcza kobietom - kobieca torebka zawiera wiele osobistych informacji i dokumentów
a nie chcielibyście żeby wpadło to w niepowołane ręce.
PROSZĘ Powiadomcie swoich znajomych"


No cóż trudno, skoro mieszka się w kiblu trzeba oswoić się z myślą że POLAK POTRAFI!!!
Każdy sposób na „polską zaradność” (czyt złodziejstwo) jest dobry. Nie bez powodu w końcu, polak uchodzi za jednego z najlepszych złodziei w Europie.
Szybka konsultacja polskich newsów przed wyjazdem gdzie niczym z listy Forbesa dowiedziałem się „jakie samochody najczęściej się w polsce kradnie i w jaki sposób (dowiemy się np. że najczęściej wyrywają zamek). Artykuł zresztą jak zwykle przyozdobiony pięknym metaforami typu: Najczęściej złodzieje kradli volkswageny passaty i golfy. Nic w tym zresztą dziwnego - niemieckie marki od lat cieszą się największym powodzeniem wśród amatorów cudzych aut. (Co to k..a jest amator cudzego auta? – ot taka dzienikarska metafora na złodzieja)
Krótki „przelot” przez tytuły prasowe w stylu: Ojciec zabił syna, potem wujek okradł ich dom – było by nawet groteskowo śmieszne gdyby nie było tragiczne i prawdziwe i nie zalatywało smrodem z kibla.
(Podobno ojciec atakował niczym Husarz siekierą i nożem a wujka który opierdolił ich chałupę okradli inni polacy po drodze). Wszystko to jasno daje do zrozumienia iż sracz jest tuż tuż. Ehh Czas wracać…

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Pan prokurator broni honoru

Cóż były kiedyś czasy, tu na terenach gdzie obecnie leży kibel, gdzie gdy panowie oficerowie grali w pokera na spore sumy to nie sprawdzali nawet kart – liczyło się słowo. „ Jak mówi że ma fulla to znaczy że ma”. Gdy kogoś kto wkręcił się w to towarzystwo z zewnątrz nakryto na oszustwie. Ten wychodził i strzelał sobie w łeb. Celnie! Zbłaźnienie się czy nie trafienie było by gorsze od śmierci.

O ile Redakcja nie popiera tego typu ostatecznych rozwiązań o tyle jak najbardziej rozumie kwestie honoru. Jeżeli już człowiek, uważający się za człowieka honoru decyduje się na tak drastyczny krok i w dodatku nosi mundur to upadanie po przestrzeleniu sobie policzka i udzielanie wywiadu na następny dzień robi z niego niezrównoważonego błazna lub jak kto woli rozhisteryzowaną nastolatkę. Jeżeli do tego okazuje się że lubi brać udział w szopkach gdzie udaje rzymskiego centuriona biczującego Chrystusa to robi się już naprawdę niebezpiecznie.

Cóż takiego stało za desperackim czynem naszego nowego bohatera. Jakiego honoru zamierzał bronić? Z tego co przekazał na konferencji prasowej, były to zarzuty związane z inwigilacją dziennikarzy przez prokuraturę podczas śledztwa Smoleńskiego (cóż prokuratura lubi być ponad prawem), oraz plany połączenia prokuratury wojskowej z cywilną – co zdaniem naszego bohatera nie pozwoli prowadzić wojskowych śledztw „tak skrupulatnie”. Jeżeli przypomnimy iż do zeszłego roku każde użycie broni na misjach (nawet strzał w powietrze) wiązało się z długimi przesłuchaniami przez śledczych, oraz że zgodnie z polskimi normami prawnymi trzeba przesłuchać wszystkich świadków zdarzenia oraz biorąc pod uwagę fakt że niektórzy żołnierze z patrolów bojowych podczas jednej zmiany biorą udział nawet w kilkudziesięciu potyczkach ogniowych, jasne staje się że potrzeba co najmniej drugiej takiej armii prokuratorów i śledczych by prowadzić wszystkie śledztwa tylko na samych misjach. Śledztwa które nota bene gówno dają czy dawały.
Dopiero w zeszłym roku zmiana przepisów pozwoliła na poluzowanie procedury – czyli do prowadzenia śledztwa tylko wtedy gdy są straty w ludziach. Jak widać świat się od tego nie skończył. Tylko trochę więcej papieru można zaoszczędzić.

Dobrym przykładem „skrupulatności” prokuratury jest też sprawa z Nangar Khel. Przypomnijmy, oskarżeni żołnierze zostali potraktowani jak szmaty i bandyci najgorszej kategorii – prowadzani w kajdankach z wygiętymi rękami na plecach po tym jak ostrzelali z niejasnych powodów i sprzecznych rozkazów wioskę w Afganistanie. Prokuratura zażądała dla większości kary 12 lat więzienia (czyli tyle ile w kiblu dostaje się za gwałt ze szczególnym okrucieństwem na dziecku). W świecie komentowano szeroko nie tyle samo zdarzenie (jest wojna i takie sprawy niestety się zdarzają) ale sposób w jaki wojsko polskie (prokuratura wojskowa) potraktować swoich żołnierzy. Zastanawiano się jak polski żołnierz może być skuteczny skoro bardziej niż wroga boi się konsekwencji prawnych po użyciu broni, w swoim kraju. Śledztwo trwało cztery lata – cztery lata upokorzeń i pomiatania. Nieważne że za grupką nieszczęśników stali murem wybitni dowódcy ministrowie czy wreszcie opinia publiczna. Ważne że prokuratura miała pełne ręce roboty, że polska machina prawna szła do przodu i że można było zaistnieć w mediach. Skończyło się wyrokiem uniewinniającym nieco ponad miesiąc temu. Skrupulatna prokuratura wojskowa jednak nie odstępuje już skierowała sprawę do sądu najwyższego. Może się jednak uda!