wtorek, 31 sierpnia 2010

Stolica w Europie - 3km na godzinę

Wczoraj po południu, w mieście stołecznym zrobiłem 6 km w 2 godz. Po czym porzuciłem samochód i na spotkanie ruszyłem z buta w ulewnym deszczu. Czy stało się coś nadzwyczajnego? Czy był wypadek? Zamach? Szczyt NATO? Nic podobnego! Nawet rok szkolny się jeszcze nie zaczął nie mówiąc już o Akademickim a do roboty wróciły dopiero pierwsze wiesiawiaki. Powodem tego polskiego pierdolnika jest fakt że tzw. drogowcy (musi to być banda wyjątkowych złamasów) zdecydowali się rozpierdolić jedną z głównych arterii miasta na remont ch.j wie czego. I wszystko by było OK, tylko dlaczego jak co roku we Wrześniu??!! Czyli wtedy gdy zaczyna się koszmar komunikacyjny?! i dlaczego przecinając główną arterię miasta robota k… mać wygląda tak:



Rozjebany dół, obsrana koparka i żywej duszy wokół.

Dodać do tego należy zasrany system „sterowania ruchem” za grube setki milionów PLN, który gwarantuje że zatrzymasz się na każdych światłach bo każde wypadną czerwone, lub też ci co mają zielone nie mają gdzie jechać bo samochody przed nimi już mają czerwone itd. Jak zwykle w polsce, ktoś zrobił biznesik, a że projekt był przysponsorowany przez Unię to znów mądry polak wyruchał „to Ieurope”. Nie wie że przy okazji jak zwykle wyruchał głównie siebie.
Chciałbym poziom pracy władz Warszawy i sposób prowadzenia remontu tego syfu nazwać trzecim światem ale nie mogę. Na swoje nieszczęście widziałem jak wyglądają budowy w tym tzw. 3cim Świecie, nie wspominając już np. o Chinach z których polak się śmieje jako z symbolu badziewia i tandety. Tam budowa metra w zapadłej dziurze czy drogi trwa dzień i noc 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu 365 dni w roku. I jest to budowa nie tylko z nazwy! Ludzie kręcą się jak mrówki. A w syfie 3 typów w gumofilcach kręci się przy sraczu z gazetą pod pachą a media nadają że tych dróg to na 2012 jednak nie ukończymy… Jakbyśmy śmieli!

piątek, 27 sierpnia 2010

Jeszcze troche lektury o kundlu na wakacjach

Wakacje maja się ku końcowi więc nie sposób nie nawiązać do poprzedniego wątku wypoczywającego polskiego śmierdziela. W prasie masowej pojawiły się 2 całkiem niezłe perełki o kundlu i jego sposobie wypoczywania w newsweeku: lektura obowiązkowa:

Polak na wakacjach

oraz zaserwowany na onecie "jak polak bawi się na basenie":

Proszę nie srać do brodzika

Z jednej strony to dobrze gdyż oznacza to ni mniej ni więcej, że świadomość polskiego skurwienia w społeczeństwie wzrasta. Z drugiej jednak takie obrazki prawdziwego polactwa, skurwysyństwa i prymitywu, automatycznie budzą głosy „strażników kibla” czyli kundli którzy właśnie tu w pierdolniku czują się świetnie rozwlekając niestety polskie skurwysyństwo wszędzie tam gdzie się pojawią.

I relacja przerażonej internautki z wyjazdu z kundlami :
Byłam na fajnej wycieczce w Tunezji, w hotelu wszyscy ludzie byli fajni, mili, przyjemni, potrafili się bawić. Na wieczornych hotelowych imprezach z animatorami ludzie fajnie się bawili, ale 1 polaczek potrafił zepsuć nam opinię. Całą wycieczkę chodził nachlany i wszędzie rozrabiał. Począwszy od przewracania krzeseł przy basenie, kończywszy na głupich okrzykach Legia na imprezach. Jak wziął udział w konkursie to nic nie rozumiał po angielsku i zamiast striptizu wziął kobiete do tańca, a zamiast tańca zaczął robić striptiz... Help, a kolega dla fanu polewał mu lufe na scenie.- zarówno wszyscy tunezyjczycy, francuzi, niemcy, amerykanie, włosi, hiszpanie i rosjanie! patrzyli na to z niesmakiem, nikt nie rozumiał polskiego głupiego żartu, tu nawet nie trzeba było rozumieć języka, wystarczyło popatrzeć że to żenada, wszyscy obcokrajowcy patrzyli z niesmakiem na wszystkich polaków i widziałam, że polakom było głupio. Jeden tunezyjczyk podszedł do mnie i zapytał czemu nie klaskam jak polak się wygłupia, a ja mu na to że jest idiotą i to żenada i wolę jak wy tańczycie. On za te słowa przytulił mnie i zaczął się śmiać :) miałam wrażenie że tylko mnie nie traktuje jak polkę. No i tak właśnie odbierają nas inni, przed pojedynczych idiotów. Polacy jak się nachlają to myślą tylko o bójce i o wyjściu z facetami! :) a obcokrajowcy jak się napiją to potrafią fajnie tańczyć, podrywać, bawić się i śmiać - ale nie tak, że wszyscy słyszą........

sobota, 21 sierpnia 2010

Zabawa: czyli polak petem i piwem śmierdzący

Ostatnio zapragnąłem osobiście sprawdzić jak Polak „się bawi” u siebie w chlewie. Czy może coś zmieniło się na lepsze… Obraz który ujrzałem potwierdził niestety przerażający poziom zacofania prymitywu i skurwysyństwa. Po wielogodzinnej walce ze skurwysyństwem drogowym, trafiamy do tzw. „kurortów”. Tu zabawa polaka ma jedno imię: „najebać się jak szpadel”. O każdej porze dnia i nocy polski kundel ściska w swej grubej łapie tanie piwo a w drugiej śmierdzącego peta: są to 2 podstawowe elementy „zabawy” polaka. Peta tradycyjnie skurwiel pali nie zważając na innych najlepiej pod nosem sąsiadowi na plaży, w klubie w knajpie. Ów pet tradycyjnie zagrzebywany jest w piachu wypierdalany przez okno w samochodzie lub rzucany pod nogi. Wracając jednak do „polskich kurortów”: Melanż smrodu niedomytych dup, piwa specjal i śmierdzącego dymem cielska, powoduje że paw podchodzi mi do gardła. W godzinach wieczornych do piwa, polak dołącza „coś mocniejszego. Tradycyjnie wódeczke. Jak zwykle zaczyna się darcie skurwysyńskich mord, rzucanie mięsem, chamskie zaczepki… Od godziny 22 wzwyż, pojawiają się na chodnikach pierwsze bełty, potem jest już tylko gorzej.Kolejki przed "monopolowymi" trwają całą noc. W tzw. klubach, polak bawi się w znany sobie sposób tj. trzęsie się w konwulsjach z petem w mordzie i piwem w łapie. Jest wtedy „cool”. Dopóki procenty działają, wszystko jest fajnie potem zostaje już tylko skwaszona morda z wypisanym wkurwieniem. Wszędzie śmierdzi dymem-to już relikt minionej epoki na skalę europejską gdzie obowiązuje całkowity zakaz palenia w lokalach gastronomiczno rozrywkowych. Polakowi jednak smród nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie -pomaga w stworzeniu atmosfery miłej „zabawy” à la chlew. Jest u siebie. Czuje to pełną piersią, ja również-wróciłem szybko-drogą śmierci, po drodze były 3 wypadki w tym jeden śmiertelny…

Boże chroń polaka przed złą Austriacką policją

Nawiązując do poprzedniego posta, za onet pl:

Z ostatniej chwili:

Europoseł PiS Ryszard Czarnecki w najnowszym wpisie na swoim blogu w Onet.pl podnosi alarm w obronie Polaków. Według polityka Polacy są traktowani "z buta" przez przedstawicieli Austrii.
Poseł informuje o zachowaniu służb drogowych w Austrii, które jego zdaniem surowo karzą kierowców z Polski. Chodzi o mandaty za winiety. "Polacy w samochodzie audi na podwarszawskich numerach posiadali ważną winietę drogową na 10 dni na Austrię, to nie mieli jej właśnie naklejonej na szybę. Mandat musiał być zapłacony na miejscu" - alarmuje europoseł dodając, że płatność na miejscu wynosiła 120 euro, płatność w późniejszym terminie wynosiłaby 400 euro i wiązałaby się z opłatami administracyjnymi. Europoseł PiS domaga się wobec tego reakcji ze strony polskiego MSZ. "Dalej będzie wyniośle milczał, pokazując, że ma w nosie obywateli RP, bądź co bądź, utrzymujących rząd z własnych podatków?" - pisze o polskim MSZ polityk PiS. "Czekam na interwencję resortu p. Sikorskiego" - dodaje Czarnecki.


Kundel nie zrozumie nigdy że są kraje w których prawo jest przestrzegane co do przecinka. Znów zła policja Austriacka napada na biednych polaków którym nie udało się przycwaniakować jak w polsce. Instrukcja naklejania winiety jest w formie rysunkowej i jest jasna nawet dla trzylatka, pewnie nawet zacny polski europoseł byłby w stanie ją zrozumieć (aczkolwiek tu nie ma pewności). Polski europoseł może i tak, ale nie kundel na podwarszawskich numerach...

Zafajdać Alpy

Dawno dawno temu, miałem przyjemność rozkoszowania się idyllicznym zimowym kurortem, za granicami syfu-rzecz jasna. Przyjeżdżający tam głownie Niemcy, Austriacy i Szwajcarzy, (często opluwani przez polskiego kundla za panujący tam porządek i rzekomą wrodzoną niechęć do Polaków-ale o tym za chwile) podchodzili z wesołą sympatią do przybyszy z demoludów, w tym także do Polaków(jezdził tam wtedy inny garnitur ludzi). Tak było kiedyś…
To, że żarty się skończyły, zrozumiałem, gdy w wagoniku kolejki zobaczyłem wyryty nożem na drzwiach napis: „Kraków King” puszkę po piwie i śmierdzącego polskiego peta zgaszonego na podłodze. I rzeczywiście. Z roku na rok w te piękne rejony zaczęło zjeżdżać coraz więcej polaków - tych prawdziwych tym razem. Przed sklepem można już było zobaczyć skurwysynko zaparkowany na 3 miejscach parkingowych samochód polaka, na parkingu pod wyciągiem z kolei coraz częstszym obrazkiem były skurwysyńskie ryje drące mordy popijając piwko z puszek które potem lądowały w strumieniu. Skurwysyński pijacki styl jazdy kundli spowodował dramatyczny wzrost wypadków a narty trzeba było nagle przypinać do ściany lub co najmniej mieć cały czas na oku, bo zaradny polak lubił się sam obsłużyć cudzym sprzętem który wpadł w jego skurwysyńskie oko. W hotelach pojawiły się typowe polskie skurwysyńskie tradycje chlania w jednym pokoju i darcia mordy do rana i robienia kanapek na później z tego co na szwedzkim stole dają na śniadanie, zostawiania po sobie syfu tudzież kradzenia ręczników.
„Zli” Niemcy i Austriacy, nie potrafili zrozumieć, jak można nie trafić w miejsce parkingowe, jak można kraść cudzy sprzęt, nie rozumieć prostego ograniczenia prędkości podwójnej ciągłej linii czy zakazu palenia. Jak można śmiecić jak ostania świnia i „bawić się” w polskim stylu srając na spokój innych. Nagle przyjazna ciekawość zachodnich sąsiadów zaczęła przeradzać się w niechęć w końcu awersje. W rodzimej zasranej prasie zaczęły się pojawiać artykuliki jak to Niemiecka czy Austriacka policja prześladuje biednych polaków i jacy ci Niemcy znów źli…

wtorek, 17 sierpnia 2010

Wciąż rekordziści

Od jakiegoś czasu monitorujemy sytuacje na drogach w syfie. Co ciekawsze uczestniczyliśmy zupełnie nieświadomie w tzw „eksperymencie narodowym „weekend bez ofiar”. Tak tak… o ile oczywiste rozwiązania poprawienia bezpieczeństwa ruchu stosowane są na całym świecie, tak tu w syfie robi się dalej na ludziach eksperymenty. Niestety o ile można wybierać znajomych czy miejsca spędzania wolnego czasu, tak na drodze z kundlem mistrzem prostej przychodzi stanąć oko w oko w walce o życie. Przez ostatnie 4 dni nawijając ponad 800 kilometrów drogami śmierci i syfu mogliśmy zbadać sytuację z bliska. W poniedziałek gdzie padł rekord wakacji 21 zabitych, na samej siódemce przestaliśmy kilka godzin z powodu czterech wypadków. W Tym jednego śmiertelnego. Nasnuwa się jeden podstawowy wniosek: to cud że tylko tyle. Najśmieszniejsze jest to, że wszystkie wydarzyły się na w miarę nowych równych odcinkach dróg właśnie tam gdzie kundel mistrz prostej czuje wolność w skrzydłach. To niebywałe jak niską wartość dla kundla ma w polsce ludzkie życie. Wyprzedzanie na podwójnych ciągłych, na zakręcie na czoło to norma. Szczególną uwagę przykuł kundla w czarnym BMW X6 o nr GA1717 (może komuś uratuje to życie), to co wyrabiał ten polski ulizany kundlo-playboy na drodze to wielokrotna próba zabójstwa z premedytacją.

wtorek, 10 sierpnia 2010

Kolejny Polak potrafi

I kolejny kąsek z serii polak potrafi, lub dlaczego całą Europa kocha polaków, Za Onet pl:
Czeska policja aresztowała w nocy pięciu obcokrajowców, w tym trzech Polaków, podejrzanych o okradanie powodzian z północy kraju.
Komendant policji w województwie libereckim Milan Franko poinformował, że obywateli Polski zatrzymano około godziny 2.25 w Raspenavie, gdy próbowali włamać się do domu opuszczonego po weekendowej powodzi. Są oni również podejrzani o kradzież benzyny z dwóch aut.

Według Franka, dwaj Polacy pojawili się w okolicach Frydlantu już w nocy z niedzieli na poniedziałek. Wówczas z latarkami dokonywali rozpoznania terenu.
- Mamy informacje, że po polskiej stronie, po której też wystąpiły powodzie, niektóre domy są już całkowicie okradzione - dodał komendant.

Oprócz Polaków policjanci aresztowali dwóch Rumunów wynoszących z osuszanego domu rower do ćwiczeń.

Czeska policja organizuje patrole w poszkodowanych gminach przy granicy z Polską. Pomaga jej wojsko i dziesiątki funkcjonariuszy z innych regionów Czech. W obawie przed szabrownikami swych domów pilnują także ewakuowani mieszkańcy.


Jak dobrze być polakiem. To taki dumny zaradny naród...

Jasnowidz czy co?

Zaczynam wpadać w samo zachwyt kontemplując wrodzone zdolności jasnowidzenia.
Otóż nie dalej jak dwa tygodnie temu pisaliśmy o kundelskim rekordzie Europy śmierci na drodze, oraz o skretyniałych metodach pseudo walki władzy z tym zjawiskiem. Krytykowaliśmy różnego rodzaju obsrane „akcje” tudzież pikniki tudzież spoty mające na celu obudzić w zaciętym drogowym kundlu procesy myślowe. Innym słowy krytykowaliśmy te wszystkie pomysły zdebilałej władzy które gówno dają, wszak kundel rozumie tylko metodę bata na pysku. Pisząc poprzedni post byliśmy zupełnie nieświadomi że otóż właśnie władza szykuje nam niespodziankę w postaci gównianej akcji pod tytułem: „weekend bez ofiar”. Otóż moi drodzy, zeszły weekend bez ofiar zamknął się 44 ofiarami śmiertelnymi (więcej niż polska straciła żołnierzy w Iraku i Afganistanie). To całkiem niezły wynik jak na mistrzów Europy (i kierownicy). Do tego należy dorzucić 542 rannych oraz ponad 1700 zatrzymanych pijanych skurwysynów-morderców. Czekamy na kolejne równie skuteczne akcje…

wtorek, 27 lipca 2010

No i mamy kolejny kundelski rekord

Ale o tym za chwilę, najpierw pewna uwaga. Otóż przez 10 lat obecności polskich wojsk w Afganistanie mamy 19 poległych. Polityczne mordy zaczynają już kłapać że czas się wycofywać bo ponosimy duże straty ludzkie. Nikt z kundelskich politycznych mord nie zważa jednak na fakt że przez ostatni weekend zginęło na polskich drogach 25 osób a 10 razy tyle zostało rannych… Innymi słowy w 2 dni zginęło więcej polaków na drogach niż w ciągu 10 lat konfliktu zbrojnego.

Wracając jednak do rekordu: w 2009 polska pobiła wszystkie inne kraje w ilości zabitych na drogach. W zeszłym roku zginęło w wojnie drogowej ponad 5.5 tysiąca osób, niestety część niewinnych. Skurwysńkich kundli nie szkoda, taka selekcja naturalna- niewinnych ludzi owszem. Tu w kiblu ginie ok. 1000 osób więcej niż we Włoszech, drugim rekordzistą wypadków śmiertelnych. Tyle że Włochów jest 60 milionów a polaków niespełna 40. … Jeżeli chodzi o ilość zabitych na 100 wypadków, wyprzedza nas tylko Bułgaria. Jeszcze rok temu wyprzedzała nas Rumunia czy kraje Bałtyckie, lecz te wzorując się na modelach prawnych Skandynawii szybko uporały się z problemem. A jak sprawy się mają tu w sraczu??? A więc w sraczu pan policjant może skurwielowi przekraczającemu prędkość o 180km/h dać 500 zł mandatu i cmoknąć go w pompkę. Jeżeli skurwiel już naprawdę szaleje to może uzbierać tyle punktów że zabrane mu zostanie prawo jazdy. Ale przecież kundel może jeździć bez. W syfie za to praktycznie nic nie grozi. Krótko mówiąc restrykcje są żadne. Innymi sposobami „bata na kundla” jest organizowanie zidiocianych pikników bezpieczniej jazdy (gdzie z reguły chodzą ci co i tak jeżdżą bezpiecznie) lub wsadzania kundla do symulatora dachowania (kundel ma z tego radochę jak na odpuście). To są działania mające na celu zmniejszenia liczby wypadków w sraczu! Oczywiście można by metodami dawno sprawdzonymi wszędzie na świecie zwyczajnie wprowadzić restrykcyjne prawo. Ale nie w smak to MSWiA. Kundel lubi czuć po swojemu rozumianą wolność, ginie więc głupio i bez sensu… MSWiA widzi za to bardziej palące potrzeby np. możliwość płacenia mandatów kartą kredytową! Czy to nie jest szczyt debilizmu? Trochę jak zajmować się katarem w dobie AIDS. Doprawdy niepojęta jest logika doboru priorytetów zdebilałej władzy w syfie.

A na koniec ciekawostka: Najbardziej w Czechach boja się polskich kundli za kierownicą:polacy zagrożeniem

A tu przykład jak polskie ryje, licytują się kto najbardziej wychujał przepisy i jaki rekord pobił: Pozdrawiamy kundli

środa, 21 lipca 2010

Drogi z gówna zrobione

Przez lata indoktrynowano nas że i tak gówniane drogi, są w tak fatalnym stanie ponieważ jeżdżą po nich zbyt ciężkie ciężarówki i za dużo samochodów. Stąd koleiny. Ciekawiło mnie zawsze że takiej argumentacji nie używa się nigdzie za zachodnią granicą od Niemiec aż po USA tylko tu w syfie. Jak to zwykle jednak w syfie bywa „prawda jest inna” :
Zatrzymałem się na czerwonym świetle, po chwili moje nieobciążone bagażem auto (Daewoo Lanos) było unieruchomione. Stwierdziwszy, że inżynierowie wyraźnie nie przewidzieli, że w Polsce mogą występować tak wysokie temperatury, bezradnie obserwowałem jak moje auto zapada się coraz bardziej w to, co powinno być drogą - opowiada internauta Maks.

Jak dodaje internauta, na zdjęciach widać również odcisk deski, której użył wraz z lewarkiem by uwolnić auto. - Po usilnych staraniach i pomocy współużytkowników drogi wreszcie udało mi się odjechać.


Tak tak kochani nieobciążony Lanos zapadł się w gównie z którego ktoś usrał drogę. Jak zwykle winne tym razem są upały.
Zapraszam do obejrzenia tego jakże ciekawego materiału

Bitwa pod kiblem.

Upalne dni przyniosły nam oto prawdziwą wisienkę na torcie skurwysyństwa, dziadostwa, cwaniactwa, syfu, dezorganizacji, smrodu, katorgi, ruchania bliźniego i tortur. Otóż polacy zorganizowali prawdziwe batalistyczne święto 600 lecie bitwy pod Grunwaldem. Dla większości jednak ów rocznica będzie kojarzyć się z bitwą w kolejce do sraczy (których było za mało) lub kranówą sprzedawaną po złotówce od okolicznych chłopów. Będzie się również kojarzyć z tym co lubimy w polsce najbardziej: gównianą organizacją, brakiem wyobraźni i tradycyjnym już brakiem odpowiedzialnych (trochę jak na drogach). Co ciekawe wszędzie tam gdzie powstają kataklizmy (taki syf w skali europejskiej byłby niewątpliwie uznany za kataklizm za który lecą urzędowe głowy), ludzie mają tendencję pomagania sobie. Wszędzie ale nie w syfie gdzie „zaradni rodacy” wyczuli pomysł na biznesik i wyruchanie rodaka. Można w końcu zarobić sprzedając konającym ze zmęczenia „frajerom” wodę z kranu lub nawet mineralną z 10 krotnym przebiciem, można zarobić pobierając myto za przejazd po swoim polu, można w końcu dopuścić do sytuacji gdzie policja musi spierdalać przed wykończonymi czekającym dziesiątki godzin w korkach kierowcami. Kolejny raz już zacieram ręce na Euro 2011. Będzie bitwa. Będzie syf…

Polityczna jakość

Ostatnią rzeczą jaką bym sobie życzył to zacząć pisać o politycznym syfie. Wszak od dawna wiemy że jak to ładnie nazwał niejaki badacz syfu Necro J wybory polityczne w polsce to wybór między kiłą a rzeżączką. Jednak trudno się powstrzymać przed skomentowaniem samej jakości politycznej w polskim kiblu.
Otóż lubię często z polski wyjechać i przyznam że wtedy nabieram też względnego zainteresowania polityką (która tu w syfie nie interesuje mnie od dawna). Wystarczy taplania się w gównie na co dzień.
Lubię więc czasem poza granicami śledzić debaty na temat finansowania edukacji, budżetu, wojsk w Afganistanie, tożsamości narodowej, problemu imigracji, bezpieczeństwa drogowego i innych. To jest jakość życia politycznego: kształtowanie prawa i określenie kierunku w jakim kraj i jego obywatele będą podążać.

A jak jest w kiblu? W kiblu jakość życia politycznego to krzyż i Smoleńsk, które nie schodzą z tapety przez ostatnie miesiące. Ten drugi temat niestety, wraz z coraz to nowszymi doniesieniami spełnił najczarniejsze przypuszczenia. Powodem katastrofy była buta, głupota, zacietrzewienie i polskie cwaniactwo. (jak na drogach) Dalej jednak dobre 60% tzw. obywateli jest zdania że samolot ściągnęli ruscy magnesem by zamordować nam polakom prezydenta.
Cóż się jednak dziwić, w kraju gdzie 70% społeczeństwa nie rozumie prognozy pogody lub znaku drogowego, są to tematy chwytliwe. Motłoch rozumie prosty przekaz i proste wojny i takim właśnie przekazem jest karmiony. Co do drugiego tematu (krzyża) 10% myślących niezależnie ludzi w tym kraju, również tych wierzących, wie że folwarczne obnoszenie się z symbolami niszczy wiarę, religię i dialog. Jednak niektórzy liderzy z zaciętymi gębami doskonale wiedzą (lub co gorsza – nie wiedzą) że gdy brak już sensownych argumentów, lub gdy wszystkie argumenty przeczą zdrowemu rozsądkowi trzeba pierdolnąć w przeciwnika gównem którym kundel karmi się na co dzień. W ten sposób prosta decyzja przeniesienia krzyża (nie wyrzucenia, nie zniszczenia PRZENIESIENIA) staje się pożywką dla bulgoczących polskich kompleksów. A zwykła zmiana miejsca ów symbolu, krucjatą kundla. Motłoch jednak to lubi tym się karmi i tym żyje. Kundel żyje po to żeby kąsać i czasem się gdzieś się wyknocić. Taka jest natura kundla. Taka jest też jakość życia politycznego w kiblu.

środa, 14 lipca 2010

Sensacja z kibla rodem

Sensacja prosto z polski:
Sensacja prosto z polski

Mieszkaniec Szczytna znalazł torebkę z dokumentami i 27 tys. zł. Zgubę oddał właścicielce. To drugi w ciągu dwóch dni przypadek na Warmii i Mazurach, że zagubiona spora kwota pieniędzy wróciła dzięki uczciwemu znalazcy do właściciela.


Polskie media wywęszyły prawdziwą sensację! To co jest uznawane za normalne zachowanie wszędzi na świecie w polsce stanowi taką sensację że warto o tym napisać!

Polak znów udowodnił że potrafi!

Ależ możemy być dumni z naszych kundlo-rodaków! Znów polak zasłynął za zachodnią granicą! Można wręcz powiedzieć że strzelił znienawidzonym szkopom gola. Otóż, gdy zniknął samochód szefa niemieckiego MSZ dzięki prostemu profilingowi wytypowano że jedzie nim już jakaś niedomyta polska dupa z zawadiackim skurwysyńskim ryjem. Nie pomylono się. Samochód już był na autostradzie A4 prowadzony przez polskiego skurwysyna.
Za TVN 24:
Polak potrafi

Odnalazł się skradziony we wtorek samochód, należący do niemieckiego ministra spraw wewnętrznych Thomasa de Maiziere. Audi A4 na dobę trafiło w ręce... 33-letniego Polaka.

Policja odzyskała Audi A4 - użytkowane ostatnio przez córkę niemieckiego urzędnika - na odcinku autostrady A4 między Bautzen (Budziszyn) a Goerlitz. Za kierownicą kradzionego samochodu siedział 33-letni Polak.


No i komentarz autora tekstu zaczynający się słowami: Amator cudzych samochodów miał pecha, (…). Wprost cudowny komentarz: już prawie polak odniósł sukces a tu pech skurwiela trafił-jaka szkoda.

No i na koniec troszkę smaczenej statystyki o handlu barterowym w jedną stronę po wstąpieniu polski do EU:
Kradzieże samochodów są plagą w Saksonii, szczególnie w regionach przy granicy z Polską i Czechami. W 2009 roku w landzie tym skradziono 3862 auta, o 32 proc. więcej niż rok wcześniej.

Podbudowani tak wspaniałą informacją że to my znów ruchamy ich a nie na odwrót, rośniemy z dumy z faktu że Polak jednak potrafi!

sobota, 10 lipca 2010

Eksperci Futbolowi

Oglądając mecze MŚ gdzie na szczęści nie ma polskich szmaciarzy i nie trzeba się wstydzić za polskie buraczane, pijane mordy na trybunach z zaciekawieniem obserwuję tzw. Fenomen polskiego eksperta. Polska przoduje w produkowaniu różnorakich ekspertów od wszystkiego co w efekcie gówno się znają ale całkiem nieźle na tej miernocie przędą.
Otóż w przerwach (na jedynym słusznym narodowym programie) oglądamy dyskusję tzw. „ekspertów”. Czyli tych patałachów którzy przez ostatnie ćwierćwiecze nie potrafili w 40 milionowym kraju zebrać 11 chłopa którym chciałoby się ruszyć dupę. Oglądanie Gry tzw reprezentacji czy polskich drużyn to kombinacja masochizmu, głupoty i straty czasu.
Ja jednak jako smakosz polskiego skurwysyństwa i syfu zacieram już ręce na kolejną wielką imprezę sportową która odbędzie się właśnie w naszym kartoflisku. Do walki zagrzewać nas będą rodzimi fani futbolu właśnie w taki sposób:

http://www.youtube.com/watch?v=EklUWQQInBM&feature=topvideos

Odpowiednie przygotowania do imprezy zostały poczynione również na szczeblu politycznym gdzie politycy PO poprosili o amnestie dla bandytów stadionowych Legii:
Za onet pl.

"Życie Warszawy": Otwarcie nowego obiektu piłkarskiego przy ul. Łazienkowskiej już 7 sierpnia. Stołeczna Legia rozegra towarzyski mecz z Arsenalem Londyn. W związku z tym wydarzeniem pięciu polityków Platformy Obywatelskiej zabrało głos w sprawie trwających już od trzech lat przepychanek między kibicami a władzami popularnego klubu - pisze gazeta.
Do prezesa Legii Pawła Kosmali został wysłany list, pod którym podpisało się dwoje posłów: Małgorzata Kidawa-Błońska i Andrzej Halicki oraz troje stołecznych radnych: przewodnicząca Rady Warszawy Ewa Malinowska-Grupińska, Marcin Kierwiński i Piotr Kalbarczyk. Politycy PO zwracają się w nim z apelem o umożliwienie wejścia na stadion wszystkim kibicom. Także tym, którzy wcześniej otrzymali tzw. zakazy klubowe wejścia na stadion. Sprawa dotyczy 15 osób.

Prezes Kosmala, zapytany przez gazetę o stanowisko klubu w sprawie listu polityków, nie potrafił udzielić jednoznacznej odpowiedzi. "List skierowany był do mnie i jestem zażenowany faktem, że równocześnie bez powiadomienia mnie ukazał się w mediach. Czuję się urażony, że w taki sposób prowadzona jest korespondencja" - stwierdził. Władze Legii podkreślają, że każdy przypadek musi być rozpatrywany indywidualnie i sugerują, że list jest częścią kampanii wyborczej do samorządu stolicy - czytamy w publikacji "Życia Warszawy".

Największy sracz Europy

W Poroninie powstaje największy sracz Europy. Nie nie kochani to nie żarty to kolejny przykład z serii „polak potrafi” i absurdu życia w syfie.
Pan Krzysztof, nie dostał pozwolenia na budowę domu gdyż kłóciło się to z planami zagospodarowania przestrzennego. W świetle prawa więc buduje sracz. Sracz mieszkalny w stylu góralskim z pomszczeniami socjalnymi dla pracowników ale jednak sracz. Oczywiście nikt poza Panem Krzysztofem klocka tam raczej nie postawi ale ważne że w polskim syfie prawnym wszystko jest ok. Nasuwa się pytanie czy to jest rzeczywiście śmieszne czy też straszne bo czyż to nie ironia że w środku największego sracza w Europie powstaje właśnie największy sracz? Otóż śmiesznie jest tylko na pierwszy rzut oka. Przy głębszym spojrzeniu wytrawne oko badacza polskiego syfu widzi w tym kolejny przykład zasranego prawa, absurdu i skołtunienia, i smrodu gówna. Dlaczego? Otóż zarówno Pan Krzysztof jak i poważny Pan w garniturku który miał swoje 5 minut w TVN24 jak i cały urząd jak i 40 milionów ludzi dobrze wie że budowany przez Pana Krzysztofa sracz, sraczem jest tylko z nazwy, mimo tego w świetle posranego prawa wszystko jest w porządku. (Trochę jak w przypadku tego chłopaka na motorze którego polski skurwysyn posłał na słup na oczach kilkunastu świadków co skończyło się karą 180zl i roku w zawieszeniu-opisywaliśmy sprawę). Nieważne że sracz sraczem nie jest i że logicznie cała sytuacja wygląda jak kupa gówna, ważne że w papierach jest w porządku, że pieczątki są że kilkadziesiąt urzędasów przepuściło to przez swoje łapy. W związku z czym budowę narodowego sracza czas zacząć.

Wiecej o budowie sracza:Pan Krzysztof buduje szalet

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Czy można było tego uniknąć?

Kolejny obrazek wprost z polskiego sracza. Skurwysyn z wykształceniem podstawowym, bezrobotny zabija po pijaku jadąc 160km/h w terenie zabudowanym, bez prawa jazdy, 3 braci jadących prawidłowo. Nie wiem czy w tym zdaniu można byłoby coś dodać by w wzmocnić ładunek skurwysyństwa. Problem polega na tym że jest to zdanie jak najbardziej prawdziwe… Polski skurwiel dostaje 10 lat, będzie mógł wyjść po 7miu, decyduje polską sędziowska dupa. I tak nieźle bo w zasranym polskim prawie maksymalny wymiar kary za to przestępstwo wynosi 12 lat. Zastanawiam się co trzeba by zrobić by sędziowska dupa wołowa przyznała maksymalny wymiar 12 lat. Tak czy owak wyrok śmieszny jak to zwykle w polskim szambie. W Stanach dla przykładu podobny wyczyn podchodziłby pod morderstwo nawet nie drugiego, a pierwszego stopnia, wyrok najprawdopodobniej opiewałby na 3 dożywocia. We Francji w zeszłym roku zdarzył się podobny wypadek z tą różnicą że delikwent miał prawo jazdy, tyle że był pijany i jechał za szybko, zabił 2 osoby- dostał 25 lat. O najsurowsze potraktowanie delikwenta apelował sam prezydent Sarcozy. Może! W końcu jest szefem państwa. W polsce szef, takimi pierdołami się nie zajmuje, czasem kogoś ułaskawi na potrzeby kampanii wyborczej. Ale takie pierdoły nie „leżą w jego kompetencji” gestii i zainteresowaniu.
Warto jednak zadać pytanie: czy tej tragedii można było uniknąć???
Otóż drogi Polaku – absolutnie NIE.
Jest ku temu kilka powodów:
1. W polskim syfie informowanie policji o przestępstwach jest uznawane przez polskich kundli za bycie konfidentem. Gdzie indziej jest to postawa obywatelska.
2. Gdyby nawet znalazł się odważny sąsiad który doniósłby na durnia (w małych mieścinach takie rzeczy się wie) policja musiałaby zatrzymać takiego skurwiela na gorącym uczynku (podczas jazdy), co jest praktycznie niemożliwe.
3. Gdyby jednak i to się udało mogłaby co najwyżej ukarać skurwysyna za brak dokumentu uprawniającego do prowadzenia pojazdu (300 – 500 zł) i skierować sprawę do sądu grodzkiego.

Innymi słowy gnój tak czy inaczej by jeździł, bo polski gówniany system prawny nie pozwala skutecznie ukarać skurwysyństwa. Innymi słowy – pozwala na nie. Nie pozwala nawet odebrać samochodu pijanemu mordercy (niezgodnie z konstytucją-wyrok trybunału konstytucyjnego). Także drogi Polaku, bądź świadom że wyjeżdżając na drogę w polskim sraczu jesteś w zdany na łaskę i nie łaskę praw dżungli bez żadnych zasad, praw i zdrowego rozsądku…

Perspektywa

Mam to szczęście ze dość często wybywam z syfu w kierunku cywilizacji. To ważne dla nabrania perspektywy. Generalizowanie jaki piękny jest Paryż i jaka cudowna ta Francja na podstawie perspektywy z Sacre Coeur pozostawmy tym co przyjechali tu na zorganizowane wycieczki. Prawda jest taka że oprócz tych pięknych miejsc są też takie gdzie można dostać po pysku, wleźć w psie gówno na chodniku, lub zostać ze sfajczonym przez „arabską młodzież” samochodem. Też śmierdzi tu gdzieniegdzie moczem i też bywa brudno. Jest jednak zasadnicza różnica między brudem we Francji, a polskim syfem. W odróżnieniu od Polski, ten kraj (Francja) działa. Ludzie jeżdżą po równych jak stół autostradach, mają sieć szybkiej kolei, gdy zachorują nie czekają roku w kolejce na zabieg, na drodze respektowane są zasady ruchu drogowego (bo i kary są dotkliwe), dość skutecznie działają sądy, jest ogólne poszanowanie prawa a miasteczka na prowincji wyglądają często jak z bajki: ludzie są sympatyczni, uśmiechnięci i życzliwi. (w Paryżu przynajmniej nie mają złowrogich mord). Gdy w narodowej reprezentacji piłkarskiej dzieje się źle, Thierry Henry spotyka się z Prezydentem Sarcozym by szybko wyciągnąć wnioski i rozgonić tałatajstwo tamtejszego odpowiednika PZPN.
W polskim syfie jest dokładnie na odwrót, jest to kraj który udaje normalność. Ludzie urywają zawieszenia na dziurawych gównianych drogach usłanych debilnymi pułapkami oznaczonych przez jakiegoś ciężkiego kretyna, ), polski kundel ma w dupie zasady ruchu drogowego i zapierdala ile fabryka dala najlepiej po pijaku (typowe dla cywilizacji zacofanych które dopiero co przesiadły się z furmanek) ginąc przy tym debilnie, kolei jeździ jak obszczymury nie ukradną sieci trakcyjnej, tudzież nie nastanie zima, kible w pociągach są tradycyjnie brudne i obsrane (wszak kundel tak lubi najbardziej tzw. wymiar sprawiedliwości jest wymiarem niesprawiedliwości a prowincja to często kombinacja głupoty, nienawiści, pijaństwa prymitywu i złodziejstwa. Tak tak prowincja opanowała już miasta również.

Pisze ten tekst na prowincji gdzie właśnie wstał polski skurwiel ustawił swoje 15 letnie zapyziałe BMW tyłem pod płotem w moją stronę i puszcza na cały regulator sieczkarnie z otwartych drzwi i bagażnika robiąc grilika w drugim końcu działki drąc mordę i popijając taniego Specjala strong. Jedną nogą rozgrywa też trochę meczyk w nogę drąc wykrzywioną mordę do dzieci: „podaj kurwa do tatusia to pierdolniem bramkie jak skurwysyn”- ot taki polski skurwysyński obrazek na początek dnia… I tak jestem szczęściarzem moją działkę tubylcy okradli tylko raz, co mniej szczęśliwi okradani są co roku, nawet przestali już zakładać zamki… Sąsiadowi z naprzeciwka polskie złodziejskie kundle nasrały do szuflady z prześcieradłami (autentyk!) gdy nie znalazły nic ciekawego do zajebania… Oddycham głęboko w rytm sieczki z BMW-dobrze jest wrócić do polskiego sracza…

środa, 16 czerwca 2010

Polak potrafi

Jeszcze krótka wzmianka z serii "polak potrafi" za TVN24

Włoscy karabinierzy aresztowali na lotnisku Fiumicino w Rzymie Polaka, który w sklepie bezcłowym ukradł 50 opakowań perfum wartych w sumie 3 tys. euro.
32-letni Polak wmieszał się w tłum pasażerów w strefie tranzytowej i w pełnym ludzi sklepie błyskawicznie oczyścił kilka półek z opakowań perfum.

Nie uciekł daleko. Karabinierzy błyskawicznie pochwycili rabusia, łup zaś natychmiast oddano do sklepu.

Dziennik "La Repubblica" napisał, że to nie pierwszy taki przypadek. Według gazety, w ostatnim czasie zatrzymano wielu Polaków okradających sklep "Duty Free" na rzymskim lotnisku.


Dlatego wyjeżdżając za granice lepiej trzymać gębe na kłódkę jeżeli nie chce się mieć przydzielonych dwóch ochroniarzy na wstępie. Co bardziej zoorientowani sprzedawcy potrafią już wychwycić atrybuty polskiego kołtuna tj, white skarpet with klapek Kubota, bluza z napisem polska (czyli dumny jestem że jestem polakiem), lub po prostu zakazana wykrzywiona w nienawistnym grymasie morda kundla.

Ahh a miało być tak romantycznie

Przez ponad pół roku polskie media (im niedługo poświęcimy oddzielny post) onanizowały się historią Chorążego Stefana Zielonki. Powstał nowy James Bond III RP. Niby trochę wstyd że zniknął ale z drugiej strony dziennikarzyny miały pożywkę z wywlekania kolejnych opowieści i snucia wizji czy ten Zielonka to siedzi już na Krymie i wcina Kawior czy może gdzieś w Pekinie i wcina kaczkę po pekińsku. „Zostały uruchomione specjalne procedury”. W syfie uruchamianie procedur oznacza wszystkie te działania które robią dużo szumu, przewracania papieru i stawiania pieczątek i nie przynoszą absolutnie żadnych efektów. Ale tłuszcza miała pożywkę. Dlaczego?

Bo tu w syfie jakoś nic nam nie wychodzi począwszy od dróg a na służbie zdrowia skończywszy ale za to sekrety mamy takie że nam obce kradną ludzi. Pewnie też tak chcą

Cóż za tajemnice mógł posiadać nasz nieszczęsny Zielonka? Czy mógł np. przewidzieć że za kilka miesięcy jeden z lepszych dowódców w armii zostanie wywalony na zbity pysk za mówienie prawdy , czy może mógł wiedzieć że za kolejnych kilka miesięcy na wskutek tragicznej katastrofy obsadzeni zostaną na stanowiskach dowódczych głównie emeryci (dla których specjalnie zmieniono ustawę) których doświadczenie bojowe zdobyte jest na koktajlach w siedzibie NATO i to pomimo faktu że mamy całkiem sporo młodych zdolnych doświadczonych w boju, wyedukowanych za ciężkie pieniądze podatników, dowódców. Nie wiadomo. Wiadomo jednak że sekrety zielonki były na tyle wielkie że trzeba było go nam zwinąć.
Wyglądało romantycznie niestety skończyło się po polsku. Okazało się bowiem że nieszczęsny Zielonka poszedł gdzieś dalej w krzaki i dostał po mordzie od jakiś obszczymurów tudzież sam, chłostany polskim skurwysyństwem postanowił zakończyć swój marny żywot. Romantyczny sen znów stał się polskim koszmarem… Media przycichły…