Liczyć się w polityce międzynarodowej to znaczy mieć inicjatywę i swoista odwagę do działania.
Po tygodniach oglądania rzezi w Libii i totalnej bezczynności świata zachodniego głównie ONZ-u, w końcu padła rezolucja o wymuszeniu strefy zakazu lotów nad Libią. Trudno siedzieć bezczynnie gdy dziennie giną setki ludzi a tysiące dobijają do wybrzeży krajów UE prosząc o azyl. Każda interwencja zbrojna jest sprawą dość delikatną lecz tu dosyć szybko zawiązała się koalicja gotowa wymusić przestrzeganie rezolucji oraz zapobiegać rzezi cywilów. W końcu po facecie który wysadził Boeinga na Lockerbie i wieszał na latarniach przeciwników reżimu trudno spodziewać się łaski i dobrej woli i tym bardziej chęci do rokowań.
Do koalicji Francji, Wielkiej Brytanii i USA szybko dołączyła Norwegia, Dania, Włochy, Belgia i Kanada. Co ciekawe ta ostatnia szybko przystąpiła do koalicji ze względu na …. Drogi kundelku - zbliżające się wybory! Tak tak, tym właśnie różni się kraj cywilizowany od zadupia: Jest potrzeba interwencji zbrojnej w obronie praw człowieka – jedziemy! Chcemy pokazać wyborcom że jesteśmy obecni w polityce międzynarodowej i działamy w misjach humanitarnych. W polsce sprawy się mają zupełnie inaczej: tu wygrać wybory to znaczy nie zrobić absolutnie nic. Trzeba pokazać że pomimo ogólnoświatowej akcji polak ni chuja nie ruszy nawet palcem!
W dość ciekawym tonie wypowiadali się polscy politycy, z czego głos przewodni któregoś z polityków partii rządzącej był następujący: nie bierzemy udziału w akcji bo polska nie ma w tym interesu. Innymi słowy dopóki polakom nie zapłacą albo nie dadzą połowy kraju to mamy to w dupie – nie interesuje nas ratowanie czyjejś dupy. Bo nas ratować tak a my innych nie. Konferencja prasowa z premierem i prezydentem trwała może 30 sekund a przesłanie prezydenta było jedno: my się z panem premierem będziemy naradzać. Sic!
Kraj który przejmuje przewodnictwo w Unii i chcący uczynić politykę bezpieczeństwa tematem przewodnim swojej prezydencji „będzie się naradzać” czy brać udział w jednej z większych misji wojskowych pod nosem europy czy nie… Tego „naradzania” jest już ponad 1,5 miesiąca – absolutnie za późno. Przyłączanie się do koalicji na tym etapie było by zwyczajnie śmieszne.
Czy nie jest to kolejny przykład pokazujący zatwardzenie i niemoc na arenie międzynarodowej. Pomijając już fakt, że nie ma co tam wysłać bo nie ma pilotów a nowe samolociki mogłyby się ubrudzić a pozatym nie mają jeszcze kompletnego wyposażenia by działać w siłach koalicji. Psychiatra od wojska zapowiedział natomiast mocną interwencję humanitarną, której jak na razie ani widu ani słychu. Polska prezydencja w Unii wraz z jej „tematem przewodnim” to będzie kolejny obraz podobny do oddawania drogi-bubla: ściskanie rączek, wiejskie festyny i rozpierdalający się asfalt 300 metrów dalej. Obraz impotencji i syfu rodem z filmu Barei. Obraz niemocy i udawane pokazywanie że coś się w polityce międzynarodowej znaczy.
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Rocznica polskiej głupoty
Myślałem że jest źle, lecz to nie do końca prawda… Jest gorzej niż źle… Po raz kolejny przekonuje się że kibel w którym mieszkamy, z dziurawymi drogami, syfem prawnym, moralną degrengoladą i chamstwem jest dużo bardziej pogrążony w szambie niż początkowo zakładałem. Co gorsza, tu nie ma „głodu normalności” nie ma woli do zmian na lepsze, zdroworozsądkowego myślenia, spojrzenia w przyszłość, zdrowej samooceny i transformacji.
Jest za to skurwysyńskie zacietrzewienie, prymityw, brak dystansu do siebie i świata, nadęta zacięta morda i chamstwo. Jest też z drugiej strony brak sensownych reform, kolesiostwo, układy i układziki i tradycyjny brak winnych. Tak mniej więcej wygląda na zewnątrz obrazek współczesnej polski
Oto niedawno obchodziliśmy rocznice narodowej głupoty, która jak to często z głupotą i zacietrzewieniem bywa doprowadziła do narodowej tragedii. Ta z kolei w oczach prawdziwego polaka-patrioty przerodziła się w najstraszniejszą tragedię w dziejach świata, większa niż epidemia czarnej ospy, czy kataklizmu który doprowadził do wyginięcia dinozaurów. Wylew smrodów o pijanych generałach opierdalających kapitana przed startem, i przesiadujących w kokpicie, typowego polskiego zacięcia i upartości niektórych władnych, braku wyszkolenia, łamania procedur i prawa powinny skłonić jeżeli już do cichej zadumy i refleksji nad stanem państwa i typową polaczkowatością – Nie skłoniły!
Po raz kolejny grupa chorych z nienawiści do wszystkiego oszołomów mędzi do wyrzygania o zdrajcach, zamachu, magnesach i sztucznych mgłach. Po raz kolejny na trakcie królewskim nosi się krzyżyki i namioty jak za czasów wypraw krzyżowych. Dochodzi do przepychanek z policją. Jakiś nadęty cham z mandatem karze spierdalać strażnikowi miejskiemu. A partyjni bojówkarze chcą przeciętnego obywatela zmusić do wycia, jak hienę cmentarną nad grobami, i klepać zdrowaśki za święte polskie powstania. Po raz pierwszy wystawa w parlamencie europejskim kończy się skandalem gdy kolejna grupa polskich oszołomów robi wystawę z podpisami porównującymi Katyń ze Smoleńskiem. Wstyd poszedł w świat, a polak po raz kolejny wyszedł na kundelka który do Europy potrafi wnieść tylko martyrologiczne zawodzenie nad grobami – tym razem wykopanymi na własne życzenie.
W święta kundlowizja prezentuję obszerny reportaż o Grobach Pańskich w kościołach, z czego połowa to obcięte brzozy i jakieś śmieci z samolotu… Jednym słowem zacofanie i mentalne średniowiecze, skurwienie, drapanie ran i wycie. Przerażające jest to że ten przekaz trafia na grunt 10 milionów kundli popierających go kundli.
I była by w tym wszystkim jeszcze nadzieja gdyby była sensowna alternatywa. Natomiast tu w kiblu alternatywą są tzw. Liberałowie którzy zasłynęli podniesieniem podatków, nie zrobieniem absolutnie żadnych strategicznych reform za to całkiem niezłymi osiągami w kręceniu własnych lodów Chlebuś-style i opróżnianiem portfela obywatela i udawaniem że wszystko jest w porządku.
Myślący obywatel (margines w tym kraju) ma więc wybór między faszystowskim oszołomstwem, a „zaradnym kolesiostwem”. Myślący obywatel wybiera najczęściej wyjazd.
Jest za to skurwysyńskie zacietrzewienie, prymityw, brak dystansu do siebie i świata, nadęta zacięta morda i chamstwo. Jest też z drugiej strony brak sensownych reform, kolesiostwo, układy i układziki i tradycyjny brak winnych. Tak mniej więcej wygląda na zewnątrz obrazek współczesnej polski
Oto niedawno obchodziliśmy rocznice narodowej głupoty, która jak to często z głupotą i zacietrzewieniem bywa doprowadziła do narodowej tragedii. Ta z kolei w oczach prawdziwego polaka-patrioty przerodziła się w najstraszniejszą tragedię w dziejach świata, większa niż epidemia czarnej ospy, czy kataklizmu który doprowadził do wyginięcia dinozaurów. Wylew smrodów o pijanych generałach opierdalających kapitana przed startem, i przesiadujących w kokpicie, typowego polskiego zacięcia i upartości niektórych władnych, braku wyszkolenia, łamania procedur i prawa powinny skłonić jeżeli już do cichej zadumy i refleksji nad stanem państwa i typową polaczkowatością – Nie skłoniły!
Po raz kolejny grupa chorych z nienawiści do wszystkiego oszołomów mędzi do wyrzygania o zdrajcach, zamachu, magnesach i sztucznych mgłach. Po raz kolejny na trakcie królewskim nosi się krzyżyki i namioty jak za czasów wypraw krzyżowych. Dochodzi do przepychanek z policją. Jakiś nadęty cham z mandatem karze spierdalać strażnikowi miejskiemu. A partyjni bojówkarze chcą przeciętnego obywatela zmusić do wycia, jak hienę cmentarną nad grobami, i klepać zdrowaśki za święte polskie powstania. Po raz pierwszy wystawa w parlamencie europejskim kończy się skandalem gdy kolejna grupa polskich oszołomów robi wystawę z podpisami porównującymi Katyń ze Smoleńskiem. Wstyd poszedł w świat, a polak po raz kolejny wyszedł na kundelka który do Europy potrafi wnieść tylko martyrologiczne zawodzenie nad grobami – tym razem wykopanymi na własne życzenie.
W święta kundlowizja prezentuję obszerny reportaż o Grobach Pańskich w kościołach, z czego połowa to obcięte brzozy i jakieś śmieci z samolotu… Jednym słowem zacofanie i mentalne średniowiecze, skurwienie, drapanie ran i wycie. Przerażające jest to że ten przekaz trafia na grunt 10 milionów kundli popierających go kundli.
I była by w tym wszystkim jeszcze nadzieja gdyby była sensowna alternatywa. Natomiast tu w kiblu alternatywą są tzw. Liberałowie którzy zasłynęli podniesieniem podatków, nie zrobieniem absolutnie żadnych strategicznych reform za to całkiem niezłymi osiągami w kręceniu własnych lodów Chlebuś-style i opróżnianiem portfela obywatela i udawaniem że wszystko jest w porządku.
Myślący obywatel (margines w tym kraju) ma więc wybór między faszystowskim oszołomstwem, a „zaradnym kolesiostwem”. Myślący obywatel wybiera najczęściej wyjazd.
niedziela, 3 kwietnia 2011
Nad pięknym brunatnym gównem
Ach ta długo oczekiwana wiosna i budząca się do życia natura. Warto podziwiać i ciągnąć w płuca zapach natury (rozpuszczanego wszechobecnego psiego gówna) i cieszyć oko przebijającymi się Przebiśniegami i Krokusami (syfem, psimi gównami i petami) zasadzonymi tu pieczołowicie przez polskie brudne kundle. Doprawdy widok estetyczny i zapach przedni!
Poznaj nowego chama
Skąd wiadomo że oto na ciche osiedle gdzie może nie wszyscy się lubią ale przynamniej szanują swój spokój i mówią „dzień dobry” sprowadził się nowobogacki polski cham? Można się zacząć martwić gdy w garażu pojawia się czarne BMW. Kilka dni później, Cham dzieli się już ze współmieszkańcami swoim „sprzęcikiem grającym na wypasie”. Obowiązkowo przy otwartym balkonie i oknach. I nie ważne że ktoś może mieć małe dziecko, chcieć odpocząć czy też zwyczajnie nie mieć ochoty na słuchanie syfu razem z chamem. Polski cham ma to wszystko zwyczajnie w dupie. Skurwysyństwo ma we krwi.
To i tak nic wielkiego. Znajomy artysta, człowiek który nikomu nie wadził i rzadko kiedy zaprasza nawet na kolację, kupił mieszkanie na jednym ze stołecznych nowych osiedli. Niestety niefart że nad nim kupiła mieszkanie polska prawnicza menda. Imprezy nocne miał nad sobą średnio 2 razy na tydzień (wiadomo na usługach mafii trzeba się bawić) a policja po kilku razach przestała nawet przyjeżdżać… Pojawiała się natychmiast gdy tylko w ciągu dnia, raz na ruski rok dotknął pianina.
To i tak nic wielkiego. Znajomy artysta, człowiek który nikomu nie wadził i rzadko kiedy zaprasza nawet na kolację, kupił mieszkanie na jednym ze stołecznych nowych osiedli. Niestety niefart że nad nim kupiła mieszkanie polska prawnicza menda. Imprezy nocne miał nad sobą średnio 2 razy na tydzień (wiadomo na usługach mafii trzeba się bawić) a policja po kilku razach przestała nawet przyjeżdżać… Pojawiała się natychmiast gdy tylko w ciągu dnia, raz na ruski rok dotknął pianina.
Uczcić rocznicę dwoma promilami za kółkiem
Rocznica śmierci Papieża Polaka zbiegła się wczoraj z wypadkiem który spowodował pijany polski skurwiel. W wypadku do którego doszło na drodze 367 (Dolnośląskie) rannych zostało 16 młodych piłkarzy w tym czterech ciężko. Skurwiel, miał we krwi 2 promile, dostał 500 zł mandatu i usłyszy zarzuty (czytaj - gówno). Zabiorą mu pewnie na troszkę prawo jazdy ale i tak będzie jeździł bo nic za to w polsce nie grozi.
Niektóre dzieciaki być może nigdy nie powrócą już do pełnej sprawności…
Myślę jednak że jeżeli ów polski skurwiel miał nad lusterkiem obrazek JPII lub innego Świętego, to wszystkie winy należy bezwarunkowo darować. Zabłądził. Odklepie 2 zdrowaśki pokuty (jedna na promil) i dalej może mordować. Ot polski mental.
Niektóre dzieciaki być może nigdy nie powrócą już do pełnej sprawności…
Myślę jednak że jeżeli ów polski skurwiel miał nad lusterkiem obrazek JPII lub innego Świętego, to wszystkie winy należy bezwarunkowo darować. Zabłądził. Odklepie 2 zdrowaśki pokuty (jedna na promil) i dalej może mordować. Ot polski mental.
środa, 9 marca 2011
Droga do syfu
Przykro się pisze o kiblu - polsce. Przykro gdyż ciągły wylew gówna w postaci afer przekrętów, syfu, smrodu dziadostwa, układów, złodziejstwa i zwyczajnego skurwysyństwa nie ma właściwie żadnej wartości naprawczej. Codziennie (to kuriozum na skale światową) zalewani jesteśmy w mediach ściekami z polskiej rzeczywistości, i co właściwie z tego wynika? Jakie z tego płyną nauki, jakie wnioski?
ABSOLUTNIE ŻADNE!
I tak oto dostajemy kolejny kąsek polskiego smrodu:
Za TVN 24
Pęknięcia jezdni, nierówna nawierzchnia, błędy w oznakowaniu i wytarte pasy ruchu. Tak wygląda najdroższa trasa w Polsce - S8 - niespełna dwa miesiące po otwarciu - alarmuje "Życie Warszawy".
- Aż przykro patrzeć na taką fuszerkę. Spękania asfaltu widać już dziś na zjeździe z ul. Warszawskiej na trasę ekspresową S8 w stronę Lazurowej - mówi gazecie wójt Starych Babic Krzysztof Turek.
- To przerażające, bo na tej trasie jeszcze prawie nie ma ruchu - dodaje ekonomista Adrian Furgalski. Zauważa, że otwarcie S8 w styczniu tego roku było przecież tylko preludium do wpompowania w nią w 2012 roku ruchu z autostrady A2. Można więc spodziewać się najgorszego.
Najdroższa trasa w Polsce
Jak przypomina "ŻW", droga krajowa S8 na terenie Warszawy to najdroższa trasa w Polsce. 10,4 km kosztowało aż 2 mld 270 mln zł. Wychodzi 218 mln zł za kilometr. Kontrakt zgarnęło konsorcjum Budimeksu, Strabagu, Warbudu i Mostostalu Warszawa.
- Pęknięcia na nowej jezdni? Pierwsze słyszę. Jutro tam pojadę i to sprawdzę - obiecuje dyrektor kontraktu Włodzimierz Bilski z konsorcjum wykonawczego. - Ewentualne usterki będziemy naprawiać. Czekamy, aż się ociepli - podkreśla.
Tak, Kochani po raz kolejny dostaliśmy najdroższy kawałek gówna w Europie. Mnie akurat taki obrót spraw nie dziwi gdyż po pierwsze mieszkam w polsce - kiblu od zawsze, a po drugie, miałem mieszkanie wybudowane przez konsorcjum Budimexu z jakimś innym syfem. W ów mieszkaniu zawalały się sufity, pękały ściany, odrywały się płaty tynku na elewacji, przeciekał dach a wyciszenia podłogi i izolacje zamiast być zrobione ze specjalnego styropianowego materiału zrobione były ze sparciałej dykty pomieszanej z tekturą. Jak widać fachowość, uczciwość i know-how (wyruchać klienta) nie zmieniło się przez ostatnie 15 lat. Pan Bilski „pierwsze słyszy ale sprawdzi”. –Będziem naprawiać mówi - i pewnie rzuca kurwami pod nosem bo znów dziennikarzyny robią czarny PR.
W przypadku wyżej wspomnianego bloku mieszkalnego naprawy trwały trzy lata. Trzy lata ciągłego mieszkania na budowie-w syfie brudzie kurzu, w mieszkaniach zastępczych. Jednym słowem nie trzeci a czwarty świat! Zresztą Pan odpowiedzialny za naprawy nazywał się podobnie-może to ten sam… Też fachowiec. Pamiętam te fachowe gadki: albo bierzecie tyle i tyle rekompensaty i zamykacie gębę albo spotykamy się w sądzie (co w kiblu oznacza utonięcie w bagnie).
Nawiązując jednak do ww. gówna ukazała się ostatnio równie ciekawa wiadomość dot. budowy autostrad w polsce:
Za onet pl
Chińskie konsorcjum, które za pół ceny buduje 50 km autostrady A2 między Łodzią a Warszawą, nie może znaleźć w Polsce podwykonawców - ujawnia "Dziennik Gazeta Prawna".
Dalekowschodnia firma debiutuje tym zleceniem na europejskim rynku, choć ma duże doświadczenie w budowie linii drogowych i kolejowych w Chinach. Aby zrealizować kontrakt, potrzebuje lokalnych podwykonawców, znających tutejsze realia.
Jak dotąd otrzymuje odpowiedzi odmowne od polskich przedsiębiorstw, do których się zwracała. Nie można jednak udowodnić, że jest to swego rodzaju nieformalna zmowa wobec obcego giganta budowlanego. Chińska firma miała również duże kłopoty z zakupem betonu.
Nasi wykonawcy od początku zwracali uwagę na, zaniżone ich zdaniem, kalkulacje chińskiego konsorcjum. Podejrzewali nawet dumping. Wg założeń rządu, dwa odcinki budowane obecnie przez dalekowschodnie konsorcjum, miały kosztować ok. 2,5 mld zł. Tymczasem podpisany kontrakt opiewa tylko na 1,3 mld zł, co daje 26,5 mln za jeden kilometr autostrady. Dla porównania budowniczy pozostałych trzech fragmentów A2 między Łodzią a Warszawą otrzymają od 36 do 61 mln zł za kilometr.
Źródło kłopotów chińskiego konsorcjum może jednak leżeć poza granicami naszego kraju. Większość dużych firm budowlanych w Polsce jest własnością zachodnich koncernów, które obawiają się, że sukces Azjatów u nas będzie doskonałą przepustką do startu w następnych przetargach w Europie, a tym samym odbierze im część rynku - przypuszcza "Dziennik Gazeta Prawna".
Innymi słowy Chińczyk zrobi taniej, lepiej (byłem widziałem) a poza tym gorzej już chyba się nie da i może nie da się ruchać bo jest z innego kręgu kulturowego. Może i tak, ale niestety tu w syfie nie zrobi nic. Polskie kundle węsząc brak możliwości wydymania kasy i zatrudnienia 15 firm podwykonawców czyli zrobienia tzw. dobrego interesu – z żółtkami robić nie będą.
ABSOLUTNIE ŻADNE!
I tak oto dostajemy kolejny kąsek polskiego smrodu:
Za TVN 24
Pęknięcia jezdni, nierówna nawierzchnia, błędy w oznakowaniu i wytarte pasy ruchu. Tak wygląda najdroższa trasa w Polsce - S8 - niespełna dwa miesiące po otwarciu - alarmuje "Życie Warszawy".
- Aż przykro patrzeć na taką fuszerkę. Spękania asfaltu widać już dziś na zjeździe z ul. Warszawskiej na trasę ekspresową S8 w stronę Lazurowej - mówi gazecie wójt Starych Babic Krzysztof Turek.
- To przerażające, bo na tej trasie jeszcze prawie nie ma ruchu - dodaje ekonomista Adrian Furgalski. Zauważa, że otwarcie S8 w styczniu tego roku było przecież tylko preludium do wpompowania w nią w 2012 roku ruchu z autostrady A2. Można więc spodziewać się najgorszego.
Najdroższa trasa w Polsce
Jak przypomina "ŻW", droga krajowa S8 na terenie Warszawy to najdroższa trasa w Polsce. 10,4 km kosztowało aż 2 mld 270 mln zł. Wychodzi 218 mln zł za kilometr. Kontrakt zgarnęło konsorcjum Budimeksu, Strabagu, Warbudu i Mostostalu Warszawa.
- Pęknięcia na nowej jezdni? Pierwsze słyszę. Jutro tam pojadę i to sprawdzę - obiecuje dyrektor kontraktu Włodzimierz Bilski z konsorcjum wykonawczego. - Ewentualne usterki będziemy naprawiać. Czekamy, aż się ociepli - podkreśla.
Tak, Kochani po raz kolejny dostaliśmy najdroższy kawałek gówna w Europie. Mnie akurat taki obrót spraw nie dziwi gdyż po pierwsze mieszkam w polsce - kiblu od zawsze, a po drugie, miałem mieszkanie wybudowane przez konsorcjum Budimexu z jakimś innym syfem. W ów mieszkaniu zawalały się sufity, pękały ściany, odrywały się płaty tynku na elewacji, przeciekał dach a wyciszenia podłogi i izolacje zamiast być zrobione ze specjalnego styropianowego materiału zrobione były ze sparciałej dykty pomieszanej z tekturą. Jak widać fachowość, uczciwość i know-how (wyruchać klienta) nie zmieniło się przez ostatnie 15 lat. Pan Bilski „pierwsze słyszy ale sprawdzi”. –Będziem naprawiać mówi - i pewnie rzuca kurwami pod nosem bo znów dziennikarzyny robią czarny PR.
W przypadku wyżej wspomnianego bloku mieszkalnego naprawy trwały trzy lata. Trzy lata ciągłego mieszkania na budowie-w syfie brudzie kurzu, w mieszkaniach zastępczych. Jednym słowem nie trzeci a czwarty świat! Zresztą Pan odpowiedzialny za naprawy nazywał się podobnie-może to ten sam… Też fachowiec. Pamiętam te fachowe gadki: albo bierzecie tyle i tyle rekompensaty i zamykacie gębę albo spotykamy się w sądzie (co w kiblu oznacza utonięcie w bagnie).
Nawiązując jednak do ww. gówna ukazała się ostatnio równie ciekawa wiadomość dot. budowy autostrad w polsce:
Za onet pl
Chińskie konsorcjum, które za pół ceny buduje 50 km autostrady A2 między Łodzią a Warszawą, nie może znaleźć w Polsce podwykonawców - ujawnia "Dziennik Gazeta Prawna".
Dalekowschodnia firma debiutuje tym zleceniem na europejskim rynku, choć ma duże doświadczenie w budowie linii drogowych i kolejowych w Chinach. Aby zrealizować kontrakt, potrzebuje lokalnych podwykonawców, znających tutejsze realia.
Jak dotąd otrzymuje odpowiedzi odmowne od polskich przedsiębiorstw, do których się zwracała. Nie można jednak udowodnić, że jest to swego rodzaju nieformalna zmowa wobec obcego giganta budowlanego. Chińska firma miała również duże kłopoty z zakupem betonu.
Nasi wykonawcy od początku zwracali uwagę na, zaniżone ich zdaniem, kalkulacje chińskiego konsorcjum. Podejrzewali nawet dumping. Wg założeń rządu, dwa odcinki budowane obecnie przez dalekowschodnie konsorcjum, miały kosztować ok. 2,5 mld zł. Tymczasem podpisany kontrakt opiewa tylko na 1,3 mld zł, co daje 26,5 mln za jeden kilometr autostrady. Dla porównania budowniczy pozostałych trzech fragmentów A2 między Łodzią a Warszawą otrzymają od 36 do 61 mln zł za kilometr.
Źródło kłopotów chińskiego konsorcjum może jednak leżeć poza granicami naszego kraju. Większość dużych firm budowlanych w Polsce jest własnością zachodnich koncernów, które obawiają się, że sukces Azjatów u nas będzie doskonałą przepustką do startu w następnych przetargach w Europie, a tym samym odbierze im część rynku - przypuszcza "Dziennik Gazeta Prawna".
Innymi słowy Chińczyk zrobi taniej, lepiej (byłem widziałem) a poza tym gorzej już chyba się nie da i może nie da się ruchać bo jest z innego kręgu kulturowego. Może i tak, ale niestety tu w syfie nie zrobi nic. Polskie kundle węsząc brak możliwości wydymania kasy i zatrudnienia 15 firm podwykonawców czyli zrobienia tzw. dobrego interesu – z żółtkami robić nie będą.
niedziela, 6 marca 2011
Dlaczego polacy to chamy cz 2 - Palenie
Chyba jedynym sensownym i odważnym posunięciem obecnej ekipy było wprowadzenie zakazu palenia w tzw. miejscach publicznych. Jak wiadomo podobne ustawodawstwo wprowadziła już większość cywilizowanego świata – z sukcesem, i nikt specjalnie nie oponuje. Spróbujcie „zakurzyć” w którymkolwiek klubie czy knajpie, w Londynie, Paryżu czy Nowym Yorku i zobaczycie co się stanie. Ja akurat widziałem więc powiem tylko tyle że reakcja ochrony była natychmiastowa a szybkość reakcji ludzi wokół zaskakująco zdecydowana. I nie chodzi tutaj tylko o zatruwanie powietrza tylko o przestrzeganie norm społecznych. Jeżeli czegoś nie wolno to znaczy że nie wolno i dotyczy to wszystkich. Amen.
Tak jest na świecie ale nie w polskim sraczu.
Jak donosi RMF W czterech na dziesięć śląskich pubów, mimo zakazu, wciąż klienci palą papierosy - wynika z badań przeprowadzonych przez Śląski Uniwersytet Medyczny.
Podczas krótkiego przelotu przez kluby w sraczu przekonać się można, po raz kolejny na własnej skórze że primo: POLAK TO CHAM, secundo: Nie potrafi przestrzegać najprostszych norm społecznych (no chyba że dostanie batem po mordzie), tertio: Nie potrafi ustanowić nawet najprostszej, kurwa, ustawy która by nie była bublem prawnym.
Te 3 rzeczy są wystarczającym powodem żeby dla każdego pretendującego do normalności człowieka życie w kiblu było katorgą którą powinien zakończyć jak najszybszym wyjazdem.
W sraczu, sprawy się mają następująco np. w „sraczokawiarni” (klubokawiarni) w „stolycy” (super klub dla „trendy” plebsu) czy w „czekoladzie”, czy innej kloaczanej dziurze w Łodzi palą wszyscy. Ochrona, barmani, mangerowie mają powyższą sytuację w dupie i na pytanie dlaczego tak jest? Odpowiadają że jak Ci przeszkadza to możesz dzwonić po Straż Miejską. Dobrze wiedzą przecież że ta nigdy nie dojedzie a nawet gdyby dojechała, to sytuacja w której ty chcący przestrzegania prawa idioto będziesz pokazywał paluszkiem 10 osób które paliło jest zwyczajnie śmieszna. Na pytanie „czy można tu palić?” barman odpowiada – można na swoją odpowiedzialność – wiedząc że to jest przecież kibel i odpowiedzialności nie ma.
Wracając jednak do trzech prawd podstawowych wymienionych powyżej, dwie pierwsze są zupełnie poza dyskusją i nie podlegają reformacji. POLAK TO CHAM GENETYCZNY. Inaczej przestałby być polakiem.
Ostatnia prawda to jest objaw polskiego syfu. Wszędzie w cywilizowanym świecie za złamanie zakazu odpowiada palacz oraz właściciel lokalu. W końcu to ten ostatni odpowiedzialny jest za bezpieczeństwo na jego terenie. W krajach takich jak Kanada, pasywność ze strony właściciela oznacza gigantyczny mandat i nakaz zamknięcia lokalu na kilka dni. Straty idą w dziesiątki tysięcy $. W sraczu, ustawodawca, jak zwykle zapomniał że polski kundel czuje respekty tylko przed batem przed mordą i wysrał bubel zupełnie nie egzekwowalny. Nie pierwszy, nie ostatni. Tak było i będzie tu zawsze na wieki wieków Amen.
Tak jest na świecie ale nie w polskim sraczu.
Jak donosi RMF W czterech na dziesięć śląskich pubów, mimo zakazu, wciąż klienci palą papierosy - wynika z badań przeprowadzonych przez Śląski Uniwersytet Medyczny.
Podczas krótkiego przelotu przez kluby w sraczu przekonać się można, po raz kolejny na własnej skórze że primo: POLAK TO CHAM, secundo: Nie potrafi przestrzegać najprostszych norm społecznych (no chyba że dostanie batem po mordzie), tertio: Nie potrafi ustanowić nawet najprostszej, kurwa, ustawy która by nie była bublem prawnym.
Te 3 rzeczy są wystarczającym powodem żeby dla każdego pretendującego do normalności człowieka życie w kiblu było katorgą którą powinien zakończyć jak najszybszym wyjazdem.
W sraczu, sprawy się mają następująco np. w „sraczokawiarni” (klubokawiarni) w „stolycy” (super klub dla „trendy” plebsu) czy w „czekoladzie”, czy innej kloaczanej dziurze w Łodzi palą wszyscy. Ochrona, barmani, mangerowie mają powyższą sytuację w dupie i na pytanie dlaczego tak jest? Odpowiadają że jak Ci przeszkadza to możesz dzwonić po Straż Miejską. Dobrze wiedzą przecież że ta nigdy nie dojedzie a nawet gdyby dojechała, to sytuacja w której ty chcący przestrzegania prawa idioto będziesz pokazywał paluszkiem 10 osób które paliło jest zwyczajnie śmieszna. Na pytanie „czy można tu palić?” barman odpowiada – można na swoją odpowiedzialność – wiedząc że to jest przecież kibel i odpowiedzialności nie ma.
Wracając jednak do trzech prawd podstawowych wymienionych powyżej, dwie pierwsze są zupełnie poza dyskusją i nie podlegają reformacji. POLAK TO CHAM GENETYCZNY. Inaczej przestałby być polakiem.
Ostatnia prawda to jest objaw polskiego syfu. Wszędzie w cywilizowanym świecie za złamanie zakazu odpowiada palacz oraz właściciel lokalu. W końcu to ten ostatni odpowiedzialny jest za bezpieczeństwo na jego terenie. W krajach takich jak Kanada, pasywność ze strony właściciela oznacza gigantyczny mandat i nakaz zamknięcia lokalu na kilka dni. Straty idą w dziesiątki tysięcy $. W sraczu, ustawodawca, jak zwykle zapomniał że polski kundel czuje respekty tylko przed batem przed mordą i wysrał bubel zupełnie nie egzekwowalny. Nie pierwszy, nie ostatni. Tak było i będzie tu zawsze na wieki wieków Amen.
sobota, 5 marca 2011
Dlaczego Polacy to chamy? Cz I
Za TVN24
Jagna Marczułajtis żąda przeprosin od trenera kadry Pawła Dawidka. Szkoleniowiec
miał śmiać się z jej upadku i obrażać ją podczas mistrzostw Polski w slalomie gigancie równoległym. - Krzyknął do mnie "stara pi..o do domu", a potem, do mojego męża: "ćwoku, do domu dzieci pilnować" - relacjonuje zajście Marczułajtis. Jeśli przeprosin nie będzie, skieruje sprawę do sądu.
Trzykrotna olimpijka, czternastokrotna mistrzyni kraju, w drugim poniedziałkowym
przejeździe półfinałowym mistrzostw w Jurgowie upadła tuż przed metą. Obok niej
przejechał trener Dawidek.
- Nie dość, że mnie prawie rozjechał, to jeszcze zachował się skandalicznie.
Krzyknął do mnie "stara pi..o do domu", a potem, do mojego męża "ćwoku, do domu
dzieci pilnować" – relacjonuje czwarta zawodniczka olimpijskiego slalomu giganta
w Salt Lake City 2002.
Ot mamy przykład polskiego chama. Warto dodać że cała sprawa ma miejsce w
polskim związku sportowym, gdzie tatuś sędziuję synka którego zatrudnia wujek
pracujący dla kuzyna. Czyli w tzw. polskim zasranym bajorze.
Jak widać emocje sportowe które polak musi z siebie wysrać zawsze obracają się w
gówno z mordy. Co ciekawsze warto dodać że komentarze tzw „polskich internatów”
w większości popierały pana trenera – zawsze dobrze w końcu mieć kogoś do kogo
można się odnieść…
Jagna Marczułajtis żąda przeprosin od trenera kadry Pawła Dawidka. Szkoleniowiec
miał śmiać się z jej upadku i obrażać ją podczas mistrzostw Polski w slalomie gigancie równoległym. - Krzyknął do mnie "stara pi..o do domu", a potem, do mojego męża: "ćwoku, do domu dzieci pilnować" - relacjonuje zajście Marczułajtis. Jeśli przeprosin nie będzie, skieruje sprawę do sądu.
Trzykrotna olimpijka, czternastokrotna mistrzyni kraju, w drugim poniedziałkowym
przejeździe półfinałowym mistrzostw w Jurgowie upadła tuż przed metą. Obok niej
przejechał trener Dawidek.
- Nie dość, że mnie prawie rozjechał, to jeszcze zachował się skandalicznie.
Krzyknął do mnie "stara pi..o do domu", a potem, do mojego męża "ćwoku, do domu
dzieci pilnować" – relacjonuje czwarta zawodniczka olimpijskiego slalomu giganta
w Salt Lake City 2002.
Ot mamy przykład polskiego chama. Warto dodać że cała sprawa ma miejsce w
polskim związku sportowym, gdzie tatuś sędziuję synka którego zatrudnia wujek
pracujący dla kuzyna. Czyli w tzw. polskim zasranym bajorze.
Jak widać emocje sportowe które polak musi z siebie wysrać zawsze obracają się w
gówno z mordy. Co ciekawsze warto dodać że komentarze tzw „polskich internatów”
w większości popierały pana trenera – zawsze dobrze w końcu mieć kogoś do kogo
można się odnieść…
piątek, 25 lutego 2011
Pan Marek Sp z o.o.
W sraczu znów tąpnęło. Wszędobylski nochal dziennikarzyny wywęszył kolejny śmierdzący układzik tym razem w Komisji Majątkowej. Schemat jak zwykle ten sam: Pan Marek były SB-ek teraz cieszący się poważaniem jako mecenas, paru skorumpowanych urzędasów, paru polskich prawników do tego faceci w czarnych kieckach. I pan Marek i koledzy mogli ukręcić po parę melonów aż miło.
To tak na wypadek gdybyście się zastanawiali skąd grubo ciosane polskie kundelskie mordy, które w drogich hotelach za granicą nie potrafią posługiwać się widelcem i nożem ani wydukać zdania w obcym języku podcierają dupę dolarami.
Powiązania towarzyskie prowadzą również do obecnych elit politycznych i służb specjalnych-ale to już norma. I można by się tu onanizować gdyby nie to iż doniesienia prasowe z ostatnich kilku miesięcy, jawnie pokazują iż w Polsce uczciwe umowy i kontrakty praktycznie nie istnieją. Poczynając od budowy dróg gdzie wykonawca po kilkakrotnie wynagradza firmy zaprzyjaźnionych kolegów które już i tak oszukują na materiałach aż po budowę stadionów gdzie układy kumpelskie pozawalają wygrywać odpowiednim firmom wielomilionowe przetargi po zawyżonych cenach.
Mieliśmy niedawno aferę z braniem w łapę w wojsku za remonty budynków w
zamówieniach publicznych itp.
Innymi słowy każdy zaradny polak chce coś „ukręcić” dla siebie. Jakoś się
„ustawić”.
Nie oszukujmy się podobne mechanizmy działają w polsce nawet przy prostym „załatwianiu” pracy. Bo należy pamiętać że w Polsce wciąż pracę się „załatwia”.
Wszystkie znaki na niebie i na ziemi, wskazuje na to iż ten kraj upadł by gdyby
polak czegoś nie ukręcił lub nie załatwił…
Czy kiblu uczciwość się opłaci? Oczywiście, że nie! Sztandarowym przykładem na to niech będzie „Masa” znany gangster później świadek koronny. Jego majątek pochodzący z przestępstwa jest oceniany lekką ręka na 50mln PLN jak donosi Newsweek. Posiada blisko 500 metrowy dom a ostatnio wystąpił do państwa o podwyżkę pensji warunkując to potrzebą zatrudnienia czyściciela basenu! Ma się świetnie nikt nie zabrał mu złamanego grosza, i nie oszukujmy się - nie zabierze
Kolejnym przykładem niech będzie Grzegorz Żemek. Pomimo iż dostał wyrok a
nakradł się więcej niż 50 melonów – do tej pory nie oddał ani złotówki i nie
zamierza. Miesięczne utrzymanie jego domu (głównego - bo ma ich kilka) wynosi
blisko 40tys PLN jak ocenił kurator sądowy. Każdą próbę zlicytowania majątku
Żemek zaskarża a sąd RP zatwierdza. Obecnie na konto gdzie miały wpłynąć miliony od Żemka wpłynęło 200zł które wpłacił on sam za rozpatrzenie przedterminowego zwolnienia. Syn pana Ż przez lata brylował na salonach odebrawszy edukację w najlepszych szkołach. Jeżeli więc przyzwoity człowiecze (pol: frajerze) wierzysz, że możesz dojść w kiblu do fortuny ciężką pracą i inwestycją w siebie, to cóż myśl tak dalej, w najlepszym wypadku skończysz jak Roman Kluska były szef Optimusa którego zawodowo i zupełnie legalnie, zabił urząd skarbowy. Jak się okazało zupełnie niesłusznie.
To tak na wypadek gdybyście się zastanawiali skąd grubo ciosane polskie kundelskie mordy, które w drogich hotelach za granicą nie potrafią posługiwać się widelcem i nożem ani wydukać zdania w obcym języku podcierają dupę dolarami.
Powiązania towarzyskie prowadzą również do obecnych elit politycznych i służb specjalnych-ale to już norma. I można by się tu onanizować gdyby nie to iż doniesienia prasowe z ostatnich kilku miesięcy, jawnie pokazują iż w Polsce uczciwe umowy i kontrakty praktycznie nie istnieją. Poczynając od budowy dróg gdzie wykonawca po kilkakrotnie wynagradza firmy zaprzyjaźnionych kolegów które już i tak oszukują na materiałach aż po budowę stadionów gdzie układy kumpelskie pozawalają wygrywać odpowiednim firmom wielomilionowe przetargi po zawyżonych cenach.
Mieliśmy niedawno aferę z braniem w łapę w wojsku za remonty budynków w
zamówieniach publicznych itp.
Innymi słowy każdy zaradny polak chce coś „ukręcić” dla siebie. Jakoś się
„ustawić”.
Nie oszukujmy się podobne mechanizmy działają w polsce nawet przy prostym „załatwianiu” pracy. Bo należy pamiętać że w Polsce wciąż pracę się „załatwia”.
Wszystkie znaki na niebie i na ziemi, wskazuje na to iż ten kraj upadł by gdyby
polak czegoś nie ukręcił lub nie załatwił…
Czy kiblu uczciwość się opłaci? Oczywiście, że nie! Sztandarowym przykładem na to niech będzie „Masa” znany gangster później świadek koronny. Jego majątek pochodzący z przestępstwa jest oceniany lekką ręka na 50mln PLN jak donosi Newsweek. Posiada blisko 500 metrowy dom a ostatnio wystąpił do państwa o podwyżkę pensji warunkując to potrzebą zatrudnienia czyściciela basenu! Ma się świetnie nikt nie zabrał mu złamanego grosza, i nie oszukujmy się - nie zabierze
Kolejnym przykładem niech będzie Grzegorz Żemek. Pomimo iż dostał wyrok a
nakradł się więcej niż 50 melonów – do tej pory nie oddał ani złotówki i nie
zamierza. Miesięczne utrzymanie jego domu (głównego - bo ma ich kilka) wynosi
blisko 40tys PLN jak ocenił kurator sądowy. Każdą próbę zlicytowania majątku
Żemek zaskarża a sąd RP zatwierdza. Obecnie na konto gdzie miały wpłynąć miliony od Żemka wpłynęło 200zł które wpłacił on sam za rozpatrzenie przedterminowego zwolnienia. Syn pana Ż przez lata brylował na salonach odebrawszy edukację w najlepszych szkołach. Jeżeli więc przyzwoity człowiecze (pol: frajerze) wierzysz, że możesz dojść w kiblu do fortuny ciężką pracą i inwestycją w siebie, to cóż myśl tak dalej, w najlepszym wypadku skończysz jak Roman Kluska były szef Optimusa którego zawodowo i zupełnie legalnie, zabił urząd skarbowy. Jak się okazało zupełnie niesłusznie.
sobota, 5 lutego 2011
O Smoleńsku raz jeszcze
Ponieważ rzygi podchodzą do gardła na samą myśl o słowie Smoleńsk a mózg buntuje się przed dalszym faszerowaniem smrodliwą papką którą był karmiony od roku, warto wrócić do tematu. (póki za użycie słowa „Smoleńsk” w negatywnym świetle nie będzie groziło więzienie do czego chce doprowadzić jedna z opcji politycznych.)
Gdy blisko rok temu przez polską butę i zakompleksienie doszło do jednej z większych a jednocześnie najtragiczniejszych katastrof lotniczych w historii państwa, wszystko wskazywało że fakty są dość oczywiste. O ile zaraz „po”, można było wysnuwać hipotezy rodem z Science Fiction, o tyle stenogramy z kabiny i zapisy parametrów lotu z czarnych skrzynek nie dawały już złudzeń. Za starami siedział zastraszony pilot, za którego plecami stał jego przełożony generał (niby czytając na głos instrukcje) a z tyłu siedział na dupie zakompleksiony Święty o skwaszonej gębie.
Generał zasłyną między innymi tym że dwa lata wcześniej chciał uciszyć „pyskujące rodziny” poległych w katastrofie CASY (pamiętajmy że nasyłano na nich nawet panów w czarnych płaszczach jak za dobrych czasów UB). Pan prezydent natomiast zasłynął tym że rok wcześniej praktycznie wypierdolił jednego z pilotów który chcąc ratować mu dupę i trzymając się procedur (w polsce to wstyd) odmówił lądowania w Tibilisi. Przypomnijmy że ów pilot został wtedy nazwany tchórzem nie tylko przez prezydenta ale również przez jego partyjnych lizusów-dupusów. Dla dopełnienia mieszanki wybuchowej tego koszmarnego poranka należy dodać że samolot, po spóźnieniu pana prezydenta, w ogóle nie powinien startować ze względu na warunki panujące na lotnisku docelowym.
Z takim oto koktajlem głupoty buty i prywaty rozpoczął się ten tragiczny poranek.
Czy po oderwaniu od pasa, lot ten mógł zakończyć się inaczej? Mógł ale nie w polskim syfie. Wystarczyło zastosować się do procedur przepisów lotniczych oraz do zaleceń kontrolerów, i wszystko było by pięknie. Proste! A jednocześnie dla polaka tak niezrozumiałe jak ograniczenie prędkości przy szkole. Nie będzie przecież jakiś ruski pies psuł wycieczki polskiemu panu prezydentowi z misją, i jakąś tam mgiełką straszył! No i doszło do tragedii.
Tak sprawy wyglądały tegoż pamiętnego dnia. I wydawać by się mogło że to już koniec koszmarnego blamażu wstydu i upokorzenia polską wrodzoną głupotą. Niestety nie! To był dopiero początek…
Polski kundelek, bowiem należy do tych kreatur które nigdy nie potrafią przyjąć winy na „klatę” tylko zawsze widzi ją w innych. To zawsze „baba wyskakuje na pasy przed maskę”, „inni też kradną”, „złośliwe szkopy prześladują” a „czarne siły chcą przesunąć męczeński lecz zdesakralizowany krzyżyk sprzed pałacu prezydenckiego” itp. Polak więc wszczął wielowątkowe śledztwo, które jak inne wielowątkowe śledztwa w syfie, ma za zadanie po kilku latach wytężonych pierdnięć prawno-intelektualnych nie doprowadzić do absolutnie żadnych konkluzji. Fora internetowe zaroiły się od „ kundel-ekspertów lotniczych” którzy na kolejnych to już filmach, które przeciekły do netu widzą na poszyciu kadłuba serie z kałasza, odłamki pocisków, krzywe pęknięcia poszycia nie mówiąc już o kręcących się ruskich w czarnych kurtkach palących butnie pety, podczas gdy tam leżą ciała polskich męczenników. Potrzebny był więc rok medialnej papki by przeciętny kundel nie miał żadnych wątpliwości- to zrobili ruscy! I tego się trzymajmy. Taka konkluzja w syfie to była tylko kwestia czasu. Rzeczywiści współwinni natomiast z duża dozą prawdopodobieństwa zostaną wyniesieni na ołtarze w niedługiej przyszłości.
Gdy blisko rok temu przez polską butę i zakompleksienie doszło do jednej z większych a jednocześnie najtragiczniejszych katastrof lotniczych w historii państwa, wszystko wskazywało że fakty są dość oczywiste. O ile zaraz „po”, można było wysnuwać hipotezy rodem z Science Fiction, o tyle stenogramy z kabiny i zapisy parametrów lotu z czarnych skrzynek nie dawały już złudzeń. Za starami siedział zastraszony pilot, za którego plecami stał jego przełożony generał (niby czytając na głos instrukcje) a z tyłu siedział na dupie zakompleksiony Święty o skwaszonej gębie.
Generał zasłyną między innymi tym że dwa lata wcześniej chciał uciszyć „pyskujące rodziny” poległych w katastrofie CASY (pamiętajmy że nasyłano na nich nawet panów w czarnych płaszczach jak za dobrych czasów UB). Pan prezydent natomiast zasłynął tym że rok wcześniej praktycznie wypierdolił jednego z pilotów który chcąc ratować mu dupę i trzymając się procedur (w polsce to wstyd) odmówił lądowania w Tibilisi. Przypomnijmy że ów pilot został wtedy nazwany tchórzem nie tylko przez prezydenta ale również przez jego partyjnych lizusów-dupusów. Dla dopełnienia mieszanki wybuchowej tego koszmarnego poranka należy dodać że samolot, po spóźnieniu pana prezydenta, w ogóle nie powinien startować ze względu na warunki panujące na lotnisku docelowym.
Z takim oto koktajlem głupoty buty i prywaty rozpoczął się ten tragiczny poranek.
Czy po oderwaniu od pasa, lot ten mógł zakończyć się inaczej? Mógł ale nie w polskim syfie. Wystarczyło zastosować się do procedur przepisów lotniczych oraz do zaleceń kontrolerów, i wszystko było by pięknie. Proste! A jednocześnie dla polaka tak niezrozumiałe jak ograniczenie prędkości przy szkole. Nie będzie przecież jakiś ruski pies psuł wycieczki polskiemu panu prezydentowi z misją, i jakąś tam mgiełką straszył! No i doszło do tragedii.
Tak sprawy wyglądały tegoż pamiętnego dnia. I wydawać by się mogło że to już koniec koszmarnego blamażu wstydu i upokorzenia polską wrodzoną głupotą. Niestety nie! To był dopiero początek…
Polski kundelek, bowiem należy do tych kreatur które nigdy nie potrafią przyjąć winy na „klatę” tylko zawsze widzi ją w innych. To zawsze „baba wyskakuje na pasy przed maskę”, „inni też kradną”, „złośliwe szkopy prześladują” a „czarne siły chcą przesunąć męczeński lecz zdesakralizowany krzyżyk sprzed pałacu prezydenckiego” itp. Polak więc wszczął wielowątkowe śledztwo, które jak inne wielowątkowe śledztwa w syfie, ma za zadanie po kilku latach wytężonych pierdnięć prawno-intelektualnych nie doprowadzić do absolutnie żadnych konkluzji. Fora internetowe zaroiły się od „ kundel-ekspertów lotniczych” którzy na kolejnych to już filmach, które przeciekły do netu widzą na poszyciu kadłuba serie z kałasza, odłamki pocisków, krzywe pęknięcia poszycia nie mówiąc już o kręcących się ruskich w czarnych kurtkach palących butnie pety, podczas gdy tam leżą ciała polskich męczenników. Potrzebny był więc rok medialnej papki by przeciętny kundel nie miał żadnych wątpliwości- to zrobili ruscy! I tego się trzymajmy. Taka konkluzja w syfie to była tylko kwestia czasu. Rzeczywiści współwinni natomiast z duża dozą prawdopodobieństwa zostaną wyniesieni na ołtarze w niedługiej przyszłości.
wtorek, 25 stycznia 2011
Z syfu i z powrotem
Brud to znak szczególny samochodu polaka za zachodnią granicą. Po przejechaniu po drogach sracza 400km, dzień wcześniej umyty samochód wygląda jakby został obsrany gigantycznym czarnym gównem. W lusterkach nie widać nic, tylna szyba jest nieprzezierna, a bagażnik trzeba otwierać nogą lub za pomocą szmaty. Każde włożenie lub wyjęcie bagaży wiąże się z upieprzeniem kurtki, toreb, pokrowców brudną smolistą mazią. Pędzące zachodnimi autostradami zasyfione kule brudu to właśnie samochody polaków którzy przejechali kilkaset kilometrów przez swój zasyfiony kraj i kilka tysięcy poza nim. Pewnym kuriozum jest fakt że nawet Ruscy czy Rumuni po przejechaniu podobnego dystansu mają samochody lekko przybrudzone a polacy delikatnie mówiąc upierdolone syfie. Skąd na polskich drogach tyle brudu? Czy to naprawde jest kibel Europy?
Inna ciekawostka: wspomniani wcześniej Ruscy i Rumuni (tak wyśmiewani przez polskiego kundla) skolonizowali praktycznie w całości niektóre alpejskie kurorty. Mimo tego jest dość cicho i spokojnie czego nie można powiedzieć o niektórych przybywających tam kundlach.
Dodajmy jako mały surwysyński smaczek iż jedyny zaparkowany na trzech miejscach samochód na parkingu gdzie każdy centymetr był na wagę złota to kundelski Ford z rejestracją zaczynającą się na LOP. Jak parkuje się u siebie przed stodołą tak i gdzie indziej w świecie. Taki naród.
Cóż pobyt poza granicami kibla, w miejscach gdzie wszystko działa praktycznie bez zarzutu, gdzie jeździsz po płaskich jak stół drogach, gdzie oznaczenia drogowe mają sens, gdzie nikt nie stara się ciebie wychujać na każdym kroku lub wydymać z kasy oferując w zamian kopa w dupę lub zwyczajnie okraść, szybko rozleniwia zmysły i rozum. Ten stan uniesienia trwa praktycznie aż do granicy polsko-Czeskiej, bowiem nawet Czesi (również wyśmiewani przez panoszącego się kundla) wybudowali betonowe świetne autostrady, praktycznie aż pod sam kibel. Potem jest nagłe przebudzenia, walka ze śmiercią, dziurami wielkości połowy samochodu (widziałem wielu kierowców naprawiających na poboczu auta po przejechaniu przez niektóre odcinki polskich skurwysyńskich fatalnie oznaczonych dróg (do tego Krajowych!!!). Błądząca ręka niechcący trąciła guzik od radia: pierwsze słowa: raport SRAK, Smoleńsk… czyli trzepanie kapucyna polskiego kundla w roli ekspertów niejaki Kukiz i Hołdys! Kolejni będą zapewne kelnerzy i babcie klozetowe. To znak, że znów jestem w chorym, smutnym zasyfionym brudnym i ponurym kraju bez chociażby namiastki elity politycznej i co za tym idzie jakichkolwiek perspektyw. W kraju gdzie przez rok jakością polityczną były hasła Smoleńsk, sztuczna mgła, zamach a nie budowanie autostrad, obniżanie podatków, rozwój. Biorę głęboki oddech- znów jesteś w kiblu kolego…
Inna ciekawostka: wspomniani wcześniej Ruscy i Rumuni (tak wyśmiewani przez polskiego kundla) skolonizowali praktycznie w całości niektóre alpejskie kurorty. Mimo tego jest dość cicho i spokojnie czego nie można powiedzieć o niektórych przybywających tam kundlach.
Dodajmy jako mały surwysyński smaczek iż jedyny zaparkowany na trzech miejscach samochód na parkingu gdzie każdy centymetr był na wagę złota to kundelski Ford z rejestracją zaczynającą się na LOP. Jak parkuje się u siebie przed stodołą tak i gdzie indziej w świecie. Taki naród.
Cóż pobyt poza granicami kibla, w miejscach gdzie wszystko działa praktycznie bez zarzutu, gdzie jeździsz po płaskich jak stół drogach, gdzie oznaczenia drogowe mają sens, gdzie nikt nie stara się ciebie wychujać na każdym kroku lub wydymać z kasy oferując w zamian kopa w dupę lub zwyczajnie okraść, szybko rozleniwia zmysły i rozum. Ten stan uniesienia trwa praktycznie aż do granicy polsko-Czeskiej, bowiem nawet Czesi (również wyśmiewani przez panoszącego się kundla) wybudowali betonowe świetne autostrady, praktycznie aż pod sam kibel. Potem jest nagłe przebudzenia, walka ze śmiercią, dziurami wielkości połowy samochodu (widziałem wielu kierowców naprawiających na poboczu auta po przejechaniu przez niektóre odcinki polskich skurwysyńskich fatalnie oznaczonych dróg (do tego Krajowych!!!). Błądząca ręka niechcący trąciła guzik od radia: pierwsze słowa: raport SRAK, Smoleńsk… czyli trzepanie kapucyna polskiego kundla w roli ekspertów niejaki Kukiz i Hołdys! Kolejni będą zapewne kelnerzy i babcie klozetowe. To znak, że znów jestem w chorym, smutnym zasyfionym brudnym i ponurym kraju bez chociażby namiastki elity politycznej i co za tym idzie jakichkolwiek perspektyw. W kraju gdzie przez rok jakością polityczną były hasła Smoleńsk, sztuczna mgła, zamach a nie budowanie autostrad, obniżanie podatków, rozwój. Biorę głęboki oddech- znów jesteś w kiblu kolego…
sobota, 1 stycznia 2011
Noworoczna dziura
Ach nie ma to jak w noworoczną noc podziurawić opony i i pogiąć felgi w nowym samochodzie na rozjebanych drogach polskiego syfu. Usmarowany jak świnia, nad ranem szarpiąc się z doprowadzeniem nowego samochodu do stanu używalności, śmiałem się tak aż współpasażerowie myśleli ze powariowałem. Czy był to śmiech rozpaczy, złości, zrezygnowania? Nic podobnego! To był śmiech objawienia! Objawienia tego że oto wszelkie wałkowane tu tematy demaskujące polski kibel, syf i upokorzenie mają umocowanie w rzeczywistości! Tylko w polskim kiblu można smakować syf do woli i w nieograniczonych ilościach. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że kibel stwarza pozory normalności wyciera sobie mordę sloganami o cywilizacji państwie prawa i dobrobycie. To wszystko w sytuacji gdzie infrastruktura jest na poziomie czwartego świata (po lepszych drogach jeździłem w trzecim), gdzie transport kolejowy przypomina przewóz zesłańców na Syberie, gdzie rząd (pierwszy od 20stu lat który ma realną możliwość reformowania syfu) nie zrobił absolutnie nic a nawet więcej, oszukał obywateli wizjami taniego państwa, obniżaniem podatków, reform finansów publicznych, systemów emerytalnych itd. Teraz ten rząd podjął decyzję o bezczelnym okradaniu obywateli na składkach do OFE i tuczeniu świni zwanej ZUS. Zasłyną on również brakiem reform czegokolwiek i bierności przy jednoczesnym szerzeniu propagandy samozadowolenia i dostatku. Pytanie czy inny rząd czy opcja polityczna zrobiła by to inaczej? Absolutnie nie! W kraju gdzie jakością polityczną przez rok jest umiejscowienie dwóch zbitych desek i pierdolenia o sztucznych mgłach i magnesach nie ma nadziei na żadne zmiany. Takie są prawa syfu, że syf zawsze syfem będzie a smród gówna będą czuli tylko nieliczni. Reszta ubiczowana skurwysyństwem będzie żyła w przeświadczeniu że tak właśnie ma być… Do siego roku!
sobota, 25 grudnia 2010
Dlaczego nie ma sezonu polowań na polskiego skurwysyna?
Zastanawiające: dlaczego można bezkarnie odebrać życie dzikowi lub jeleniowi a polski skurwysyn jest gatunkiem prawnie chronionym… Mamy Święta, piękna tradycja, niemniej jednak polskie skurwysyny osiedlowe, gniewne młode okoliczne śmierdziele postanowiły się w nocy zgromadzić pod oknami (oczywiście nie swoimi) by w duchu pojednania i miłości razem się najebać, zdemolować kilka samochodów i zasrać odnowione elewacje napisami „LEGIA KING”. Policja? Policja, Straż Miejska ma takie zgłoszenia w poważaniu, interweniuje po kilku godzinach. Najwyraźniej jest zajęta łapaniem „łapówkarzy” próbujących przekupić ich krówkami i czekoladą (za co grozi delikwentowi 10 lat) i w zasadzie nic nie może zrobić… Co innego gdyby zainterweniować z inicjatywy obywatelskiej (już kilku sąsiadom puszczają nerwy i chętnie rozwiązali by problem „we własnym zakresie”) niestety wtedy od razu jest paragraf. Nawet jeżli demolowane jest ich własne mienie, można co najwyżej zadzwonić na policje...
Tak czy owak okolica kołysana była do snu kurwieniem, tłuczniem butelek i ryczeniem skurwysyńskich ryjów na nutę przyśpiewek bandytów stadionowych do 6tej nad ranem.
Aj przydałby podobnie jak z sezonami na dzika, sezon na polskiego skurwysyna, taki kontrolowany odstrzał. W końcu spreparowana morda młodego gniewnego kazirodczego kundla nie mogła by straszyć ze ściany bardziej niż spreparowany dzik. Może jakiś projekt ustawy z inicjatywy obywatelskiej czy coś…
Tak czy owak okolica kołysana była do snu kurwieniem, tłuczniem butelek i ryczeniem skurwysyńskich ryjów na nutę przyśpiewek bandytów stadionowych do 6tej nad ranem.
Aj przydałby podobnie jak z sezonami na dzika, sezon na polskiego skurwysyna, taki kontrolowany odstrzał. W końcu spreparowana morda młodego gniewnego kazirodczego kundla nie mogła by straszyć ze ściany bardziej niż spreparowany dzik. Może jakiś projekt ustawy z inicjatywy obywatelskiej czy coś…
wtorek, 21 grudnia 2010
Trudno przejść obojętnie
Trudno przejść obok takiego kąska obojętnie:
Za TVN24
Jan G. ma 52 lata. W ostatni weekend pokłócił się z żoną. Był pijany, żądał od niej pieniędzy. Gdy odmówiła, zabił ją kijem od miotły. Dwa dni przed tragedią, po poprzedniej rodzinnej awanturze, policja odwiozła mężczyznę do szpitala psychiatrycznego w Bolesławcu. Nie przyjęto go na oddział - lekarze tłumaczą, że odmawiał leczenia.
Jak relacjonuje Jerzy Szkapiak, prokurator rejonowy w Lwówku Śląskim, Jan G. zabił poprzez "zadawanie mnogich uderzeń kijem od miotły - w głowę i inne okolice ciała".
- Tak, tak, szczególnie jak wypił na przykład piwo na dole w sklepie, to lubiał krzyczeć, zaczepiać ludzi, wyzywać - przyznaje Stanisław Rasiński, który mieszka w tej samej wsi. I dodaje, że sąsiedzi czasem się go trochę bali.
Policja monitorowała
Małżeństwem byli od 11 lat. Ona starsza od niego o 22 lata. Mieszkali na obrzeżach wsi Giebułtów na Dolnym Śląsku. Jako małżeństwo posiadali tzw. niebieską kartę - to specjalna procedura policji opracowana do postępowania w przypadkach rodzin borykających się z problemami przemocy domowej. - Starsza była kobieta, schorowana. No nieraz kłótnie były między nimi - potwierdza jedna z mieszkanek Giebułtowa.
Ale, jak mówi Marek Madeksza z policji we Lwówku Śląskim, żona wiele razy przychodziła i nalegała, żeby policjanci zakończyli tę procedurę, ponieważ wszystko wróciło do normy.
Jan G. był też znany pracownikom Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Bolesławcu, gdzie się leczył. Ostatni raz przebywał tam od 15 kwietnia do 25 maja. Jednak jego wizyty w szpitalu nie przynosiły żadnej poprawy. Gdy tylko wracał do domu, nie brał przepisywanych leków, znów się upijał, znów miał zaburzenia, znów bił żonę.
Dwa dni przed zabójstwem również po awanturze z żoną trafił do tego szpitala. Lekarz jednak orzekł, że nic mu nie jest i wypuścił do domu.
- Takiego pacjenta chronią różnego rodzaju przepisy. Oprócz tego, że jest potencjalnym pacjentem jest również obywatelem tego kraju (Piękne słowa!!!! dodałbym że jest też kwiatem tej ziemi-przypowieść autora). I jako takiego nie można przyjąć do szpitala, do leczenia przymusowego, jeżeli on nie zdradza zaburzeń psychicznych. W chwili badania pacjent zaburzeń psychicznych nie zdradzał. I powtarzam, nie wyraził zgody na leczenie - tłumaczy dr Maciej Jakimek z Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Bolesławcu.
Szpital tłumaczy decyzję tym, że mężczyzna zdążył już wytrzeźwieć i zachowywał się normalnie, bowiem zanim do nich trafił w ostatni czwartek, najpierw spędził noc w areszcie.
Dwa dni później Jan G. zabił swoją żonę. Jakimek, pytany czy tragedii można było zapobiec, przyjmując pacjenta na szpitalny oddział, mówi, że "to uproszczenie". - Nie ma gwarancji, że po leczeniu by tego nie zrobił - podkreśla lekarz.
- Oczywiście, powinien być kierowany na przymusowe leczenie. Ale Polska to jest taki kraj, który daje przyzwolenie różnym pijakom na to, żeby pastwili się nad swoimi rodzinami - dodaje Jakimek. (To są natomiast słowa święte-przyp autora)
Jan G. trafił do aresztu. Prokuratura na razie zakłada, że chciał pobić, a nie zabić. Grozi mu więc do 12 lat więzienia. (Więc wszystko jest OK-przyp autora)
Jasne, niby wszędzie na świecie można znalezc przykłady przemocy domowej, zabójstw i patologii. Ale jakoś tu zawsze mają posmaczek syfu, kazirodczego skurwienia, wiejskich cepów i smrodu wódy i totalnej bezradnosci tzw „władz”. Jakoś tu zawsze dochodzi do tych najbardziej bestjalskich, skurwysyńskich mordów tak na dobrą sprawę nie podyktowanych niczym sensownym. Jak zwykle tu – i tylko tu, można kogoś zatłuc kijem w najbardziej bestialski sposób i wszystko jest ok. Bo to tylko chciał pobić… Innymi słowy swojskie klimaty…
Za TVN24
Jan G. ma 52 lata. W ostatni weekend pokłócił się z żoną. Był pijany, żądał od niej pieniędzy. Gdy odmówiła, zabił ją kijem od miotły. Dwa dni przed tragedią, po poprzedniej rodzinnej awanturze, policja odwiozła mężczyznę do szpitala psychiatrycznego w Bolesławcu. Nie przyjęto go na oddział - lekarze tłumaczą, że odmawiał leczenia.
Jak relacjonuje Jerzy Szkapiak, prokurator rejonowy w Lwówku Śląskim, Jan G. zabił poprzez "zadawanie mnogich uderzeń kijem od miotły - w głowę i inne okolice ciała".
- Tak, tak, szczególnie jak wypił na przykład piwo na dole w sklepie, to lubiał krzyczeć, zaczepiać ludzi, wyzywać - przyznaje Stanisław Rasiński, który mieszka w tej samej wsi. I dodaje, że sąsiedzi czasem się go trochę bali.
Policja monitorowała
Małżeństwem byli od 11 lat. Ona starsza od niego o 22 lata. Mieszkali na obrzeżach wsi Giebułtów na Dolnym Śląsku. Jako małżeństwo posiadali tzw. niebieską kartę - to specjalna procedura policji opracowana do postępowania w przypadkach rodzin borykających się z problemami przemocy domowej. - Starsza była kobieta, schorowana. No nieraz kłótnie były między nimi - potwierdza jedna z mieszkanek Giebułtowa.
Ale, jak mówi Marek Madeksza z policji we Lwówku Śląskim, żona wiele razy przychodziła i nalegała, żeby policjanci zakończyli tę procedurę, ponieważ wszystko wróciło do normy.
Jan G. był też znany pracownikom Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Bolesławcu, gdzie się leczył. Ostatni raz przebywał tam od 15 kwietnia do 25 maja. Jednak jego wizyty w szpitalu nie przynosiły żadnej poprawy. Gdy tylko wracał do domu, nie brał przepisywanych leków, znów się upijał, znów miał zaburzenia, znów bił żonę.
Dwa dni przed zabójstwem również po awanturze z żoną trafił do tego szpitala. Lekarz jednak orzekł, że nic mu nie jest i wypuścił do domu.
- Takiego pacjenta chronią różnego rodzaju przepisy. Oprócz tego, że jest potencjalnym pacjentem jest również obywatelem tego kraju (Piękne słowa!!!! dodałbym że jest też kwiatem tej ziemi-przypowieść autora). I jako takiego nie można przyjąć do szpitala, do leczenia przymusowego, jeżeli on nie zdradza zaburzeń psychicznych. W chwili badania pacjent zaburzeń psychicznych nie zdradzał. I powtarzam, nie wyraził zgody na leczenie - tłumaczy dr Maciej Jakimek z Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych w Bolesławcu.
Szpital tłumaczy decyzję tym, że mężczyzna zdążył już wytrzeźwieć i zachowywał się normalnie, bowiem zanim do nich trafił w ostatni czwartek, najpierw spędził noc w areszcie.
Dwa dni później Jan G. zabił swoją żonę. Jakimek, pytany czy tragedii można było zapobiec, przyjmując pacjenta na szpitalny oddział, mówi, że "to uproszczenie". - Nie ma gwarancji, że po leczeniu by tego nie zrobił - podkreśla lekarz.
- Oczywiście, powinien być kierowany na przymusowe leczenie. Ale Polska to jest taki kraj, który daje przyzwolenie różnym pijakom na to, żeby pastwili się nad swoimi rodzinami - dodaje Jakimek. (To są natomiast słowa święte-przyp autora)
Jan G. trafił do aresztu. Prokuratura na razie zakłada, że chciał pobić, a nie zabić. Grozi mu więc do 12 lat więzienia. (Więc wszystko jest OK-przyp autora)
Jasne, niby wszędzie na świecie można znalezc przykłady przemocy domowej, zabójstw i patologii. Ale jakoś tu zawsze mają posmaczek syfu, kazirodczego skurwienia, wiejskich cepów i smrodu wódy i totalnej bezradnosci tzw „władz”. Jakoś tu zawsze dochodzi do tych najbardziej bestjalskich, skurwysyńskich mordów tak na dobrą sprawę nie podyktowanych niczym sensownym. Jak zwykle tu – i tylko tu, można kogoś zatłuc kijem w najbardziej bestialski sposób i wszystko jest ok. Bo to tylko chciał pobić… Innymi słowy swojskie klimaty…
niedziela, 19 grudnia 2010
Popruszyło!
Poprószyło, oj poprószyło! Jak co roku o tej porze już od ponad 10tys lat. Jak co roku w sraczu jednak, śnieg wywołuje tą samą konsternację i zaskoczenie. Jak zwykle „zima zaskakuje drogowców” na drogach śmierci. Jak co roku bandyci w tirach blokują doszczętnie wszystkie drogi. Tak tak kochani, były takie dni gdzie w środku europy (w polsce) w XXI wieku nieprzejezdne były wszystkie (!) drogi a korki kończyły się na granicy syfu – już za granicą, jak za dotknięciem magicznej różdżki drogi były przejezdne. Tam gdzie można było pojechać, bandyci w tirach siali śmierć i zniszczenie
Innymi słowy kraj znów przypominał zapchany kibel czyli pokazywał swoje prawdziwe oblicze.
My natomiast tym razem, pochylimy się nad tymi przezornymi, którzy nauczeni doświadczeniem, wybrali pociąg zamiast ryzykowania życia na drogach lub zamarznięcia na poboczu w oczekiwaniu na pomoc.
Jak donosiły media, kataklizm rozpoczął się już samą niesłychanie skomplikowaną operacją zmiany rozkładu jazdy. Gdzie w normalnym świecie, bilet na pociąg można kupić przez internet z rocznym wyprzedzeniem w obsranym kiblu nie było wiadomo co zdarzy się w rozkładzie jazdy na 2 dni w przód. Jak się okazało nic się nadzwyczajnego nie zdarzyło gdyż burdel był taki że nie sposób było się w niczym połapać. Jeżeli już udało nam się „załapać” na pociąg, mogliśmy doświadczyć, i to bez dodatkowych opłat za atrakcje, warunków które doświadczali więźniowie wywożeni na Sybir lub bydło wiezione na rzęź. Co jak co ale takich bajerów nie dostaniemy w byle Disneylandzie!
Za TVN 24
Siedem i pół godziny, czyli trzy razy więcej niż normalnie, trwała podróż pociągiem z Warszawy do Poznania. Najpierw doszło do awarii i skład stanął w szczerym polu. Później pasażerowie musieli czekać kilka godzin na kolejny pociąg. - Jak zawsze w takich sytuacjach pasażerowie mogą żądać zwrotu pieniędzy za bilety - oświadczył rzecznik grupy PKP Łukasz Kurpiewski. J
"Nieludzkie traktowanie pasażerów"
Pociąg TLK wyjechał z Warszawy wyjechał o 19:05 z Warszawy. Nie zajechał jednak daleko, bo przed 20. zepsuł się. - Pociąg stanął około ósmej w szczerym polu. Nie było wiadomo, jak daleko jesteśmy od danej stacji. Przemiły pan konduktor, który łudził nas bardzo dziwnymi informacjami, że zaraz przyjedzie pociąg, że będą dodatkowe wagony, że może będzie darmowa kawa, herbata, nawet nie chciał nam podstemplować biletów - opowiada pani Anna.
Pasażerowie zmuszeni byli czekać kilka godzin na decyzję, jak dalej będzie wyglądała podróż. - Koszmar. Bardzo, bardzo nieludzkie traktowanie przez kolej pasażerów - dodaje kobieta. - Wrzask dzieci, płacz, no taki mały horror - podsumowuje podróż pan Maciej.
"W takich warunkach wożono zesłańców na Sybir"
Ostatecznie na stacji w Bednarach pasażerowie przesiedli się pociągu relacji Lublin – Świnoujście. Do Poznania dotarli około godziny 2.30.
Pasażerowie warunkami podróży są zbulwersowani. - Trzy-cztery godziny bez ogrzewania w polu bez światła (...) Wrzask dzieci, płacz, no taki mały horror - mówi pan Maciej. Inny pasażer, Oskar, historię podsumowuje jeszcze ostrzejszymi słowami: - Jak może wyglądać według pani podróż PKP? Bardzo nieprzyjemnie. W takich warunkach wożono zesłańców na Sybir. (...) To są usługi po prostu na poziomie krajów trzeciego świata.
Peron, którego nie ma, czyli chaos na kolei
Spowodowane mrozem awarie pociągów to nie jedyne utrudnienia na kolei. Od niedzieli 12 grudnia obowiązuje nowy rozkład jazdy. Zanim wyruszymy w drogę - warto sprawdzić, czy nie zmieniła się godzina odjazdu naszego pociągu.
Pasażerowie narzekają na chaos i brak informacji. - Na rozpisach (jazdy) nie ma żadnej informacji. Nikt nic nie wie - narzekają pasażerowie.
W nowym rozkładzie jazdy pojawiło się wiele nowych połączeń. Na przykład z Katowic do Białegostoku, Przemyśla, Warszawy – wszystkie pociągi na tych trasach odjeżdżają z katowickiego dworca z peronu 5. Problem w tym, że… takiego peronu nie ma. Bo perony w Katowicach są tylko cztery.
Za rok będzie lepiej?
PKP Intercity za sytuację przeprasza.
-Rozkład jazdy jest wynikiem pracy wszystkich przewoźników w Polsce, dlatego te prace tak bardzo przedłużyły się w tym roku i rzeczywiście zgadzamy się, ja się też zgadzam z tym, że przedłużyły się o ciut za długo. Ten rok dał nam się tak we znaki, że na pewno w przyszłym roku będzie to wyglądało inaczej. Ja bym chciała też osobiście pasażerów w imieniu firmy przeprosić za wszystkie niedogodności i utrudnienia z tym związane. Mam nadzieję, że ten tydzień, kiedy ten rozkład jazdy wszedł w życie będzie coraz mniej takich zdarzeń, wypadków - mówi rzeczniczka firmy Magorzata Sitkowska. (Niedogodności proszę pani to jest zepsuta spłuczka w sraczu, to co wy prezentujecie to jest kryminał)
Kolejny smakowity kąsek:
Za tvn24
To była podróż jak z koszmaru: pociąg relacji Warszawa - Wrocław nie dość, że opóźniony o trzy godziny, jechał bez hamulców, radia i ogrzewania. Chaos na kolei trwa od kilku dni, a pasażerom kończy się cierpliwość. - To jakaś kpina - mówią.
Od kilku tygodni kolej walczy z pogodą. Obfite opady śniegu i tęgi mróz nie ułatwiają podróży pociągami. Skomplikował ją nowy rozkład jazdy, wprowadzony w ubiegłą niedzielę, który zamiast pomóc pasażerom, utrudnił podróżowanie. W związku z sytuacją na kolei SLD zapowiedziało złożenie wniosku o odwołanie ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka. W czwartek pod wnioskiem było 40 podpisów. Żeby złożyć wniosek o wyrażenie ministrowi wotum nieufności, musi podpisać się pod nim 69 parlamentarzystów. Do odwołania ministra potrzebna jest większość głosów ustawowej liczby posłów - czyli 231. PO i PSL wniosku nie poprą.
Bez ogrzewania i hamulców
W piątek rano mają wysłuchać informacji w Sejmie w sprawie wprowadzenia nowego rozkładu jazdy pociągów oraz warunków podróżowania pasażerów.
A te najlepsze nie są. Pociąg Eurocity Warszawa-Wrocław powinien dotrzeć do stolicy Dolnego Śląska w czwartek przed 21. Tymczasem wjechał na peron przed północą. Przyczyną wielogodzinnego opóźnienia prawdopodobnie była awaria hamulców. Urządzenia zepsuły się w połowie drogi z Warszawy do Wrocławia, w miejscowości Kutno. Pasażerowie mówili, że nikt nie informował ich, jak długo będą musieli czekać na dalszą podróż.
W tym samym czasie popsuło się radio. Nie działało też ogrzewanie.
- To jest prawdziwa kpina. Czekałam na ten dzień trzy, albo nawet cztery miesiące, a przez kolej wygląda jak wygląda. Pociąg miał być w Lesznie o godzinie 19.08, a był o 23. Teraz jestem we Wrocławiu - mieście, którego nie znam i czuję się naprawdę świetnie - mówi jedna z pasażerek pechowego pociągu.
Wtóruje jej inny pasażer: - Na odcinku Poznań-Wrocław pociąg jedzie w XXI wieku ze średnią prędkością 35-40 km/h, a już na odcinku Poznań-Warszawa jedzie z prędkością 100-120 km/h. Uważam, że coś można by tutaj zmienić - uważa.
Kochani nie łudźmy się że są to przypadki odosobnione, w podobnych okolicznościach kiblowało wielu moich znajomych, podczas ostatnich podróży. Na mrozie bez ogrzewania, światła, żadnych informacji w szczerym polu, wśród płaczących dzieci i panikujących matek. Chciało by się pokusić tu o komentarz opisujący nieskończone skurwysyństwo i brak kompetencji padliny zwanej koleją w polsce. Lecz na to po prostu brak słów, zresztą ww obrazki mówią same za siebie… Najważniejsze jest to że jak zwykle nikt ale to zupełnie nikt nie jest winny. Tam gdzie w normalnych krajach poleciały by głowy od dyrektora do ministra tak w syfie, pojechano paru prezesom po premii, opisując to w mediach jako straszną karę. Nikt w syfie nie traci dobrego humoru. Osobiście wolę zapłacić każde pieniądze Niemcowi, Francuzowi czy Hiszpanowi za świadczenie usług na polskich torach w ludzkich warunkach niż polakowi za wożenie ludzi jak bydła na rzęź.
Innymi słowy kraj znów przypominał zapchany kibel czyli pokazywał swoje prawdziwe oblicze.
My natomiast tym razem, pochylimy się nad tymi przezornymi, którzy nauczeni doświadczeniem, wybrali pociąg zamiast ryzykowania życia na drogach lub zamarznięcia na poboczu w oczekiwaniu na pomoc.
Jak donosiły media, kataklizm rozpoczął się już samą niesłychanie skomplikowaną operacją zmiany rozkładu jazdy. Gdzie w normalnym świecie, bilet na pociąg można kupić przez internet z rocznym wyprzedzeniem w obsranym kiblu nie było wiadomo co zdarzy się w rozkładzie jazdy na 2 dni w przód. Jak się okazało nic się nadzwyczajnego nie zdarzyło gdyż burdel był taki że nie sposób było się w niczym połapać. Jeżeli już udało nam się „załapać” na pociąg, mogliśmy doświadczyć, i to bez dodatkowych opłat za atrakcje, warunków które doświadczali więźniowie wywożeni na Sybir lub bydło wiezione na rzęź. Co jak co ale takich bajerów nie dostaniemy w byle Disneylandzie!
Za TVN 24
Siedem i pół godziny, czyli trzy razy więcej niż normalnie, trwała podróż pociągiem z Warszawy do Poznania. Najpierw doszło do awarii i skład stanął w szczerym polu. Później pasażerowie musieli czekać kilka godzin na kolejny pociąg. - Jak zawsze w takich sytuacjach pasażerowie mogą żądać zwrotu pieniędzy za bilety - oświadczył rzecznik grupy PKP Łukasz Kurpiewski. J
"Nieludzkie traktowanie pasażerów"
Pociąg TLK wyjechał z Warszawy wyjechał o 19:05 z Warszawy. Nie zajechał jednak daleko, bo przed 20. zepsuł się. - Pociąg stanął około ósmej w szczerym polu. Nie było wiadomo, jak daleko jesteśmy od danej stacji. Przemiły pan konduktor, który łudził nas bardzo dziwnymi informacjami, że zaraz przyjedzie pociąg, że będą dodatkowe wagony, że może będzie darmowa kawa, herbata, nawet nie chciał nam podstemplować biletów - opowiada pani Anna.
Pasażerowie zmuszeni byli czekać kilka godzin na decyzję, jak dalej będzie wyglądała podróż. - Koszmar. Bardzo, bardzo nieludzkie traktowanie przez kolej pasażerów - dodaje kobieta. - Wrzask dzieci, płacz, no taki mały horror - podsumowuje podróż pan Maciej.
"W takich warunkach wożono zesłańców na Sybir"
Ostatecznie na stacji w Bednarach pasażerowie przesiedli się pociągu relacji Lublin – Świnoujście. Do Poznania dotarli około godziny 2.30.
Pasażerowie warunkami podróży są zbulwersowani. - Trzy-cztery godziny bez ogrzewania w polu bez światła (...) Wrzask dzieci, płacz, no taki mały horror - mówi pan Maciej. Inny pasażer, Oskar, historię podsumowuje jeszcze ostrzejszymi słowami: - Jak może wyglądać według pani podróż PKP? Bardzo nieprzyjemnie. W takich warunkach wożono zesłańców na Sybir. (...) To są usługi po prostu na poziomie krajów trzeciego świata.
Peron, którego nie ma, czyli chaos na kolei
Spowodowane mrozem awarie pociągów to nie jedyne utrudnienia na kolei. Od niedzieli 12 grudnia obowiązuje nowy rozkład jazdy. Zanim wyruszymy w drogę - warto sprawdzić, czy nie zmieniła się godzina odjazdu naszego pociągu.
Pasażerowie narzekają na chaos i brak informacji. - Na rozpisach (jazdy) nie ma żadnej informacji. Nikt nic nie wie - narzekają pasażerowie.
W nowym rozkładzie jazdy pojawiło się wiele nowych połączeń. Na przykład z Katowic do Białegostoku, Przemyśla, Warszawy – wszystkie pociągi na tych trasach odjeżdżają z katowickiego dworca z peronu 5. Problem w tym, że… takiego peronu nie ma. Bo perony w Katowicach są tylko cztery.
Za rok będzie lepiej?
PKP Intercity za sytuację przeprasza.
-Rozkład jazdy jest wynikiem pracy wszystkich przewoźników w Polsce, dlatego te prace tak bardzo przedłużyły się w tym roku i rzeczywiście zgadzamy się, ja się też zgadzam z tym, że przedłużyły się o ciut za długo. Ten rok dał nam się tak we znaki, że na pewno w przyszłym roku będzie to wyglądało inaczej. Ja bym chciała też osobiście pasażerów w imieniu firmy przeprosić za wszystkie niedogodności i utrudnienia z tym związane. Mam nadzieję, że ten tydzień, kiedy ten rozkład jazdy wszedł w życie będzie coraz mniej takich zdarzeń, wypadków - mówi rzeczniczka firmy Magorzata Sitkowska. (Niedogodności proszę pani to jest zepsuta spłuczka w sraczu, to co wy prezentujecie to jest kryminał)
Kolejny smakowity kąsek:
Za tvn24
To była podróż jak z koszmaru: pociąg relacji Warszawa - Wrocław nie dość, że opóźniony o trzy godziny, jechał bez hamulców, radia i ogrzewania. Chaos na kolei trwa od kilku dni, a pasażerom kończy się cierpliwość. - To jakaś kpina - mówią.
Od kilku tygodni kolej walczy z pogodą. Obfite opady śniegu i tęgi mróz nie ułatwiają podróży pociągami. Skomplikował ją nowy rozkład jazdy, wprowadzony w ubiegłą niedzielę, który zamiast pomóc pasażerom, utrudnił podróżowanie. W związku z sytuacją na kolei SLD zapowiedziało złożenie wniosku o odwołanie ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka. W czwartek pod wnioskiem było 40 podpisów. Żeby złożyć wniosek o wyrażenie ministrowi wotum nieufności, musi podpisać się pod nim 69 parlamentarzystów. Do odwołania ministra potrzebna jest większość głosów ustawowej liczby posłów - czyli 231. PO i PSL wniosku nie poprą.
Bez ogrzewania i hamulców
W piątek rano mają wysłuchać informacji w Sejmie w sprawie wprowadzenia nowego rozkładu jazdy pociągów oraz warunków podróżowania pasażerów.
A te najlepsze nie są. Pociąg Eurocity Warszawa-Wrocław powinien dotrzeć do stolicy Dolnego Śląska w czwartek przed 21. Tymczasem wjechał na peron przed północą. Przyczyną wielogodzinnego opóźnienia prawdopodobnie była awaria hamulców. Urządzenia zepsuły się w połowie drogi z Warszawy do Wrocławia, w miejscowości Kutno. Pasażerowie mówili, że nikt nie informował ich, jak długo będą musieli czekać na dalszą podróż.
W tym samym czasie popsuło się radio. Nie działało też ogrzewanie.
- To jest prawdziwa kpina. Czekałam na ten dzień trzy, albo nawet cztery miesiące, a przez kolej wygląda jak wygląda. Pociąg miał być w Lesznie o godzinie 19.08, a był o 23. Teraz jestem we Wrocławiu - mieście, którego nie znam i czuję się naprawdę świetnie - mówi jedna z pasażerek pechowego pociągu.
Wtóruje jej inny pasażer: - Na odcinku Poznań-Wrocław pociąg jedzie w XXI wieku ze średnią prędkością 35-40 km/h, a już na odcinku Poznań-Warszawa jedzie z prędkością 100-120 km/h. Uważam, że coś można by tutaj zmienić - uważa.
Kochani nie łudźmy się że są to przypadki odosobnione, w podobnych okolicznościach kiblowało wielu moich znajomych, podczas ostatnich podróży. Na mrozie bez ogrzewania, światła, żadnych informacji w szczerym polu, wśród płaczących dzieci i panikujących matek. Chciało by się pokusić tu o komentarz opisujący nieskończone skurwysyństwo i brak kompetencji padliny zwanej koleją w polsce. Lecz na to po prostu brak słów, zresztą ww obrazki mówią same za siebie… Najważniejsze jest to że jak zwykle nikt ale to zupełnie nikt nie jest winny. Tam gdzie w normalnych krajach poleciały by głowy od dyrektora do ministra tak w syfie, pojechano paru prezesom po premii, opisując to w mediach jako straszną karę. Nikt w syfie nie traci dobrego humoru. Osobiście wolę zapłacić każde pieniądze Niemcowi, Francuzowi czy Hiszpanowi za świadczenie usług na polskich torach w ludzkich warunkach niż polakowi za wożenie ludzi jak bydła na rzęź.
Dlaczego ten blog- czyli kilka słów wytłumaczenia
Ponieważ blogger w serwisie google bardzo się stara by sieć nie była do końca anonimowa więc chwilowo nie włączam się do komentarzy pod postami . Jestem jednak winien wyjaśnienie dlaczego ten blog powstał i dlaczego wciąż zapełniają go nowe ścieki z szamba.
Na początek warto zaznaczyć że Doprzodupolsko nie jest ani nowym odłamem „Otopolski” ani nie jest prowadzony przez któregokolwiek z członków „personelu”. Niemniej jednak przyznam że Prof. Necro (uszanowania dla Pana profesora ;-) ) jest tym dla nauki o syfie czym Noam Chomsky jest dla współczesnego językoznawstwa. Usystematyzowanie takich pojęć jak „polski syf, polski ryk, polski kundel, kibel, kartoflisko itd.” wpisuje się już do dziedzictwa naukowego, i szczerze mówiąc trudno tu o lepsze określenie pojęć podstawowych tej trudnej nauki ;-). Oddając cesarzowi co cesarskie, przyznam że właśnie tacy ludzie jak Necro czy też świetny ale gdzieś zaginiony w akcji (może pożarty przez polski ryk) Burakożerca, natchnęli mnie kiedyś nadzieją że w syfie są jeszcze normalni ludzie, trzeźwo patrzący na Polską rzeczywistość, potrafiący otwarcie mówić o otaczającym syfie, chamstwie, cwaniactwie, „polskiej zaradnośći” brudzie i skurwysyństwie, czyli tym wszystkim co powoduje że ten kraj jest w cywilizacji Europejskiej tylko z definicji. Na tym jednak podobieństwa się kończą…
Niestety badając niezgłębione otchłanie syfu i kundelstwa niektórzy autorzy bardzo łatwo wpadają w radykalizację i cóż tu dużo gadać, „przechodzą czasami na czarną stronę mocy”. Dlatego nurkując w szambie zawsze należy zakładać odpowiednią piankę (zdrowy rozsądek), oraz samemu starać się być kontrprzykładem takiego stanu rzeczy. I może na tym skończmy porównania.
Co tyczy się samej genezy bloga, przyznaje że ma on głównie znaczenie terapeutyczno-oczyszczeniowe. Każdy normalny wrażliwy człowiek żyjący w syfie, bombardowany każdego dnia skurwysyństwem, prostactwem, absurdem, bezsensem, brudem, psimi gównami ,chamstwem, złodziejstwem i partactwem na każdym szczeblu. Innymi słowy polską rzeczywistością. W pewnym momencie potrzebuje utworzenia „swoistego zaworu bezpieczeństwa”. To nie jest kraj dla „normalnych” ludzi…Jak to mawiali poniektórzy. Tak więc Doprzodupolsko, nie jest ani Blogiem szukającym poklasku, ani chcącym zgromadzić wielkie rzesze czytelników. Nie planuje również rozbudowy redakcji o kolejnych autorów gdyż nie takie jest przeznaczenie „Doprzodu.polsko”.
Jeżeli przekaz trafi do was: nielicznych normalnie myślących, widziących absurd życia w Polsce, znoszących codzienne ubiczowanie skurwysyństwem, i przyniesie wam to nadzieje, nadzieje że jest nas więcej czy chociażby da temat do refleksji to i zadanie publicystyczno oświatowe również zostanie wykonane. Tak więc jak to mówili wielcy wstańcie chodźmy!
Pozdrawiam
Na początek warto zaznaczyć że Doprzodupolsko nie jest ani nowym odłamem „Otopolski” ani nie jest prowadzony przez któregokolwiek z członków „personelu”. Niemniej jednak przyznam że Prof. Necro (uszanowania dla Pana profesora ;-) ) jest tym dla nauki o syfie czym Noam Chomsky jest dla współczesnego językoznawstwa. Usystematyzowanie takich pojęć jak „polski syf, polski ryk, polski kundel, kibel, kartoflisko itd.” wpisuje się już do dziedzictwa naukowego, i szczerze mówiąc trudno tu o lepsze określenie pojęć podstawowych tej trudnej nauki ;-). Oddając cesarzowi co cesarskie, przyznam że właśnie tacy ludzie jak Necro czy też świetny ale gdzieś zaginiony w akcji (może pożarty przez polski ryk) Burakożerca, natchnęli mnie kiedyś nadzieją że w syfie są jeszcze normalni ludzie, trzeźwo patrzący na Polską rzeczywistość, potrafiący otwarcie mówić o otaczającym syfie, chamstwie, cwaniactwie, „polskiej zaradnośći” brudzie i skurwysyństwie, czyli tym wszystkim co powoduje że ten kraj jest w cywilizacji Europejskiej tylko z definicji. Na tym jednak podobieństwa się kończą…
Niestety badając niezgłębione otchłanie syfu i kundelstwa niektórzy autorzy bardzo łatwo wpadają w radykalizację i cóż tu dużo gadać, „przechodzą czasami na czarną stronę mocy”. Dlatego nurkując w szambie zawsze należy zakładać odpowiednią piankę (zdrowy rozsądek), oraz samemu starać się być kontrprzykładem takiego stanu rzeczy. I może na tym skończmy porównania.
Co tyczy się samej genezy bloga, przyznaje że ma on głównie znaczenie terapeutyczno-oczyszczeniowe. Każdy normalny wrażliwy człowiek żyjący w syfie, bombardowany każdego dnia skurwysyństwem, prostactwem, absurdem, bezsensem, brudem, psimi gównami ,chamstwem, złodziejstwem i partactwem na każdym szczeblu. Innymi słowy polską rzeczywistością. W pewnym momencie potrzebuje utworzenia „swoistego zaworu bezpieczeństwa”. To nie jest kraj dla „normalnych” ludzi…Jak to mawiali poniektórzy. Tak więc Doprzodupolsko, nie jest ani Blogiem szukającym poklasku, ani chcącym zgromadzić wielkie rzesze czytelników. Nie planuje również rozbudowy redakcji o kolejnych autorów gdyż nie takie jest przeznaczenie „Doprzodu.polsko”.
Jeżeli przekaz trafi do was: nielicznych normalnie myślących, widziących absurd życia w Polsce, znoszących codzienne ubiczowanie skurwysyństwem, i przyniesie wam to nadzieje, nadzieje że jest nas więcej czy chociażby da temat do refleksji to i zadanie publicystyczno oświatowe również zostanie wykonane. Tak więc jak to mówili wielcy wstańcie chodźmy!
Pozdrawiam
niedziela, 12 grudnia 2010
Znów biją naszych! Polacy na barykady!
Ah mamy kolejną ikonę polskiego męczeństwa. Męczennika za wiarę, męczennika za polskość, męczennika za godność. Otóż cała historia wydarzyła się daleko za oceanem w Hameryce. Ziemi obiecanej gdzie zły Jankes utrzymuje wizy dla praworządnych polaczków. Otóż Pani, dostała od policji wciry kiedy wysrała się jak prawdziwy polak swoim pieskiem na chodnik i zapomniała posprzątać gówienka. W polsce przecież to norma. Co gorsza pani wplatała się w dyskusje z policjantami jak to się zwykle w kiblu robi: „to nie ja, ja nie widziałem, to nie moje itd.” W Stanach trochę inaczej niż w kiblu takie dyskusje wyglądają. Po pierwsze policjant na patrolu to jest policjant na patrolu, interweniuje jak widzi każde wykroczenie, czy to będzie źle zaparkowany samochód, srający pies, palenie w zakazanym miejscu, czy odlanie się pod drzewem. To dla polaka jest sytuacja niebywała i niezrozumiała. No i to tkliwe zdjęcie polskiej twarzy z matką Boska w tle przedstawione w jedynym słusznym kanale informacyjnym. Rodacy brońmy czci wszystkich rodaków zasrywającymi kundlami świat! To jest atak na naszą godność i dumę! Do boju!
Biją naszych
Sytuacja trochę przypomina sprawę sprzed paru miesięcy kiedy to złe Immigration przymknęło babcie i zawróciło następnym samolotem do PRL-u. Tam też odezwała się szczekająca rodzina, notę wypierdziało polskie MSZ że to skandal. Interweniował konsul. Pózniej się okazało że babcie cofnięto bo przedłużył jej się niechcący nielegalnie wcześniejszy pobycik o jakieś półtora roku. Ach znów się chciało przyruchać system, Aj nie wyszło…
Biją naszych
Sytuacja trochę przypomina sprawę sprzed paru miesięcy kiedy to złe Immigration przymknęło babcie i zawróciło następnym samolotem do PRL-u. Tam też odezwała się szczekająca rodzina, notę wypierdziało polskie MSZ że to skandal. Interweniował konsul. Pózniej się okazało że babcie cofnięto bo przedłużył jej się niechcący nielegalnie wcześniejszy pobycik o jakieś półtora roku. Ach znów się chciało przyruchać system, Aj nie wyszło…
sobota, 4 grudnia 2010
Skąd w polaku gen skurwysyństwa
Od dawien dawna zachodzę w głowę dlaczego polska jest sceną niczym nie uzasadnionych najbardziej drastycznych objawów skurwysyństwa. I już nie chodzi nawet o zwykłe złodziejstwo, cwaniactwo, czy pospolite chamstwo-wiadomo polak potrafi. Chodzi o przejawy okrucieństwa, bestialstwa i skurwienia najwyższych lotów, praktycznie niespotykanych w cywilizacjach zachodnich. Wystarczy odpalić pierwszy lepszy portal newsowy z kibla i zalewa nas fala bezsensu, skurwysyństwa i okrucieństwa. Tego nie da się doświadczyć w żadnym innym miejscu. Małe mieściny i wsie będące gdzie indziej kolebkami sennego beztroskiego egzystowania są tu w polsce wylęgarną patologii, bestialstwa i skurwienia (przykład 1). W większych skupiskach ludności, polski skurwiel rozwija skrzydła robiąc tzw. Byznesy. Z forsą jest królem świata (przykład 2). Dlaczego właśnie polski kibel jest kolebką skurwysyństwa o niespotykanym natężeniu? Warto badać… warto badać… ale najlepiej z daleka, żyć w sraczu jest niezwykle trudno normalnemu człowiekowi. Jeszcze gorzej zakładać rodzinę wychowywać dzieci…
Orawa: urwali psu łeb, ciągnąc go za autem
dzisiaj, 17:02KH / PAP
Do dwóch lat więzienia grozi trzem mieszkańcom Lipnicy Małej na Orawie za zabicie psa ze szczególnym okrucieństwem. Mężczyźni ciągnęli psa na linie przywiązanej do samochodu.
- Właścicielem psa rasy husky był jeden ze sprawców makabrycznego czynu. Tłumaczył on prokuraturze, że niedawno wziął zwierzę ze schroniska, ale po krótkim czasie zechciał się go pozbyć - powiedział dzisiaj zastępca prokuratora rejonowego w Nowym Targu Zbigniew Gabryś,
- Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do nowotarskiego sądu rejonowego - dodał.
18, 19- i 23-latek zostali zatrzymani przez policję po makabrycznym uśmierceniu psa - przywiązali psa do samochodu i tak długo go ciągnęli, aż urwali zwierzęciu łeb. Wszyscy byli pijani; jeden z nich miał prawie 2,5 promile alkoholu w wydychanym powietrzu.
Wobec sprawców zastosowano dozór policyjny. Mają też zakaz opuszczania kraju. Ponadto kierowcysamochodu, za którym uwiązano psa, przedstawiono zarzut prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu.
Jak mówi Radosław Ślusarczyk z Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot, "takie zachowanie powinno być karane z pełną surowością". - Niechcianego psa można oddać bez żadnych konsekwencji do schroniska - przypomina.
http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/orawa-urwali-psu-leb-ciagnac-go-za-autem,1,4014847,region-wiadomosc.html
Łódź: potrącił pieszego, bo ten zwrócił mu uwagę
23 lis, 14:53Wiesław Pierzchała / Polska Dziennik Łódzki
"Polska Dziennik Łódzki": Krewki kierowca, który potrącił 37-letniego łodzianina przy szkole podstawowej przy ul. Kusocińskiego na Retkini, może mieć poważne kłopoty. Prokuratura właśnie przejęła od policji śledztwo w tej sprawie.
To oznacza, że konsekwencje tego czynu mogą być dużo bardziej dotkliwe niż na początku sugerowała policja.
Przestępstwo, a nie wykroczenie, sugerował też w rozmowie z "Dziennikiem Łódzkim" znany karnista, prof. Brunon Hołyst. Z relacji poszkodowanego jednoznacznie wynika, że kierowca terenowego audi z premedytacją potrącił pieszego i uciekł. Miała to być zemsta kierowcy za to, że kilka minut wcześniej 37-latek, który odprowadzał dziecko do szkoły, zwrócił mu uwagę, aby nie wjeżdżał na chodnik przed szkołą.
W Prokuraturze Rejonowej Łódź-Polesie poinformowano nas, że śledczy ściągnęli z policyjnej drogówki notatkę służbową w tej sprawie, po czym przygotowali wytyczne odnośnie prowadzenia tej sprawy i skierowali je do wykonania III komisariatowi na Retkini. Przede wszystkim trzeba będzie przesłuchać poszkodowanego i świadków zdarzenia, bo od tego będzie zależało postawienie zarzutów.
W wyniku potrącenia pan Robert doznał wstrząsu mózgu i ogólnych obrażeń. Trafił do szpitala Kopernika, w którym spędził mniej niż siedem dni. A to oznacza, że kierowca, który go potrącił, może usłyszeć zarzut spowodowania lekkiego uszczerbku na zdrowiu, za co grozi do dwóch lat więzienia.
Do zdarzenia, który opisywaliśmy na łamach "Dziennika Łódzkiego", doszło w poniedziałek tydzień temu. Policja ustaliła, że auto sprawcy zostało wzięte w leasing przez firmę kosmetyczną.
Łódź: wyrzucił dziecko z wózka i wystawił na mróz - wyrok w pół godziny
25 lis, 13:19SG / PAP
Na karę 2,5 roku więzienia skazał w czwartek Sąd Okręgowy w Łodzi 19-letniego Daniela K. z okolic Łowicza, oskarżonego o narażenie życia i zdrowia swojego pięciomiesięcznego synka. Mężczyzna najpierw wyrzucił dziecko z wózka, a później wystawił je na mróz.
19-latek odpowiadał także za znęcanie się nad 20-letnią matką chłopca, gdy była w ciąży, i nakłanianie jej do aborcji.
Proces trwał zaledwie pół godziny, ponieważ Daniel K. przyznał się do winy i dobrowolnie poddał się karze. "Żałuję tego, co się stało" - mówił przed sądem. Przyznał, że nadużywa alkoholu i chce zgłosić się na leczenie. Jego obrońca zaproponował karę łączną 2,5 roku pozbawienia wolności. Zgodziła się na to prokurator i matka dziecka, która w procesie występowała jako pokrzywdzona.
Okolice zdarzenia w Zumi.pl
Sąd zamknął przewód sądowy i pół godziny później ogłosił wyrok. Na wniosek obrony uchylił też areszt wobec Daniela K., w którym mężczyzna spędził osiem miesięcy. Wyrok nie jest prawomocny.
Według oskarżenia, Daniel K. dwa lata temu związał się ze starszą o rok Anną K.; mieszkali razem w niewielkiej miejscowości k. Łowicza. Dziewczyna zaszła w ciążę. Jak ustalono, mężczyzna nie chciał zaakceptować, że to on jest ojcem. Nadużywał alkoholu, wracał do domu pijany i nakłaniał dziewczynę do usunięcia ciąży. Bił ją, szarpał i wyzywał.
Jesienią ubiegłego roku kobieta urodziła dziecko. Najpierw mieszkała w domu samotnej matki, a później przeprowadziła się do domu ojca 19-latka. Według prokuratury w marcu tego roku Daniel K. przyszedł do domu pijany. Ponieważ dziecko płakało, tak silnie bujał wózkiem, że syn wypadł na podłogę. Później, choć na zewnątrz był mróz i padał śnieg, wystawił wózek z niemowlęciem na podwórze. Gdy matka zauważyła, co się stało, zabrała chłopca do domu. Ale ojciec uderzył płaczące dziecko w głowę i zakrywał mu usta rękę. Wtedy 20-latka zabrała dziecko i uciekła z domu; chłopiec trafiło na kilka dni do szpitala. Biegły medyk sądowy uznał, że uderzenie w głowę małego dziecka mogło spowodować wstrząśnienie mózgu, a zakrywanie ręką ust nawet jego śmierć.
Daniel K. już w śledztwie przyznał się do winy. W prokuraturze mówił, że nie pamięta wszystkiego, bo był pijany, chce się leczyć i żałuje tego, co się stało. Biegły psychiatra stwierdził, że mężczyzna jest uzależniony od alkoholu.
Sędzia Sławomir Wlazło podkreślił, że oskarżony naraził swojego syna, którego dotąd nie uznał, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W ocenie sądu, oskarżony powinien wiedzieć, że wyrzucenie pięciomiesięcznego dziecka z wózka, wystawienie go, rozebranego, na mróz i padający śnieg, może spowodować nie tylko zapalenie płuc, ale przede wszystkim może doprowadzić do śmierci.
"Oskarżony zachowywał się w stosunku do bezbronnej istoty w sposób naganny. W sposób, w który nikt nie powinien się zachowywać, a ojciec w stosunku do własnego syna, to już sądowi w ogóle nie przychodzi do głowy" - mówił sędzia, podkreślając, że także nakłanianie do przerwania ciąży czy znęcanie się, jest karalne.
Zdaniem sędziego kara zaproponowana przez oskarżonego jest sprawiedliwa i dlatego sąd przychylił się do jego wniosku. 19-latek jeszcze w czwartek opuścił areszt; sąd zaliczył mu okres ośmiu miesięcy aresztowania na poczet kary. Na wolności mężczyzna będzie czekał na uprawomocnienie się wyroku; później wróci do więzienia, gdzie będzie musiał odbyć resztę kary.
Chłopczyk przebywa obecnie w domu małego dziecka, gdzie prawdopodobnie czekać będzie na adopcję. Łowicki sąd uznał bowiem, że jego matka nie jest w stanie go wychowywać.
Łódzkie: przykuł żonę do ściany i gwałcił
17 lis, 15:13MBł / PAP
Na karę 3 lat i 10 miesięcy więzienia skazał Sąd Okręgowy w Sieradzu 46-letniego Cypriana O., oskarżonego m.in. o uprowadzenie, zniewolenie i zgwałcenie żony, z którą był w separacji. Wyrok nie jest prawomocny.
Sąd uznał Cypriana O. za winnego trzech z sześciu zarzucanych przestępstw, w tym pozbawienia wolności swojej żony i jej zgwałcenie, znęcania się nad nią oraz grożenia mężczyźnie, który próbował pomóc porwanej kobiecie.
Proces, ze względu na charakter sprawy, toczył się za zamkniętymi drzwiami. Większość uzasadnienia wyroku była niejawna. W śledztwie mężczyzna nie przyznał się do zgwałcenia żony, a tylko do jej przetrzymywania. Sama poszkodowana przed sądem nie chciała zeznawać.
Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w Sieradzu w październiku ubiegłego roku. Jak ustalono, kiedy 32-letnia kobieta, która jest mieszkanką okolic Sieradza, wyszła w nocy z pracy, na parkingu przy ul. Grunwaldzkiej czekał na nią mąż, z którym była wówczas w separacji.
Według śledczych, mężczyzna pod pretekstem podpisania jakiegoś dokumentu zaprosił ją do samochodu. Kiedy kobieta chciała wysiąść z auta, mężczyzna jej na to nie pozwolił. Doszło do szarpaniny. Kobieta wydostała się z samochodu, ale jej mąż - mimo interwencji kolegi kobiety - siłą ponownie wciągnął ją do pojazdu. Auto odjechało w kierunku pobliskiego osiedla.
Okazało się, że sprawca wywiózł swoją żonę do wynajętego mieszkania i tam ją przetrzymywał zakładając jej na nogę obrożę przymocowaną łańcuchem do ściany. Zmusił ją dwukrotnie to obcowania płciowego.
Poszukiwania porwanej trwały kilkanaście godzin, m.in. przy udziale policyjnego śmigłowca. Kobieta została odnaleziona w samochodzie porzuconym na skraju jednejze wsi w gminie Brąszewice. Jeszcze tego samego wieczoru zatrzymano 46-latka.
Okazało się, że miesiąc przed uprowadzeniem kobieta złożyła do prokuratury zawiadomienie, że mąż znęca się nad nią. Wówczas po przedstawieniu zarzutów prokurator zastosował wobec jej męża dozór policji i zakazał mu zbliżania się do żony.
Orawa: urwali psu łeb, ciągnąc go za autem
dzisiaj, 17:02KH / PAP
Do dwóch lat więzienia grozi trzem mieszkańcom Lipnicy Małej na Orawie za zabicie psa ze szczególnym okrucieństwem. Mężczyźni ciągnęli psa na linie przywiązanej do samochodu.
- Właścicielem psa rasy husky był jeden ze sprawców makabrycznego czynu. Tłumaczył on prokuraturze, że niedawno wziął zwierzę ze schroniska, ale po krótkim czasie zechciał się go pozbyć - powiedział dzisiaj zastępca prokuratora rejonowego w Nowym Targu Zbigniew Gabryś,
- Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do nowotarskiego sądu rejonowego - dodał.
18, 19- i 23-latek zostali zatrzymani przez policję po makabrycznym uśmierceniu psa - przywiązali psa do samochodu i tak długo go ciągnęli, aż urwali zwierzęciu łeb. Wszyscy byli pijani; jeden z nich miał prawie 2,5 promile alkoholu w wydychanym powietrzu.
Wobec sprawców zastosowano dozór policyjny. Mają też zakaz opuszczania kraju. Ponadto kierowcysamochodu, za którym uwiązano psa, przedstawiono zarzut prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu.
Jak mówi Radosław Ślusarczyk z Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot, "takie zachowanie powinno być karane z pełną surowością". - Niechcianego psa można oddać bez żadnych konsekwencji do schroniska - przypomina.
http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/orawa-urwali-psu-leb-ciagnac-go-za-autem,1,4014847,region-wiadomosc.html
Łódź: potrącił pieszego, bo ten zwrócił mu uwagę
23 lis, 14:53Wiesław Pierzchała / Polska Dziennik Łódzki
"Polska Dziennik Łódzki": Krewki kierowca, który potrącił 37-letniego łodzianina przy szkole podstawowej przy ul. Kusocińskiego na Retkini, może mieć poważne kłopoty. Prokuratura właśnie przejęła od policji śledztwo w tej sprawie.
To oznacza, że konsekwencje tego czynu mogą być dużo bardziej dotkliwe niż na początku sugerowała policja.
Przestępstwo, a nie wykroczenie, sugerował też w rozmowie z "Dziennikiem Łódzkim" znany karnista, prof. Brunon Hołyst. Z relacji poszkodowanego jednoznacznie wynika, że kierowca terenowego audi z premedytacją potrącił pieszego i uciekł. Miała to być zemsta kierowcy za to, że kilka minut wcześniej 37-latek, który odprowadzał dziecko do szkoły, zwrócił mu uwagę, aby nie wjeżdżał na chodnik przed szkołą.
W Prokuraturze Rejonowej Łódź-Polesie poinformowano nas, że śledczy ściągnęli z policyjnej drogówki notatkę służbową w tej sprawie, po czym przygotowali wytyczne odnośnie prowadzenia tej sprawy i skierowali je do wykonania III komisariatowi na Retkini. Przede wszystkim trzeba będzie przesłuchać poszkodowanego i świadków zdarzenia, bo od tego będzie zależało postawienie zarzutów.
W wyniku potrącenia pan Robert doznał wstrząsu mózgu i ogólnych obrażeń. Trafił do szpitala Kopernika, w którym spędził mniej niż siedem dni. A to oznacza, że kierowca, który go potrącił, może usłyszeć zarzut spowodowania lekkiego uszczerbku na zdrowiu, za co grozi do dwóch lat więzienia.
Do zdarzenia, który opisywaliśmy na łamach "Dziennika Łódzkiego", doszło w poniedziałek tydzień temu. Policja ustaliła, że auto sprawcy zostało wzięte w leasing przez firmę kosmetyczną.
Łódź: wyrzucił dziecko z wózka i wystawił na mróz - wyrok w pół godziny
25 lis, 13:19SG / PAP
Na karę 2,5 roku więzienia skazał w czwartek Sąd Okręgowy w Łodzi 19-letniego Daniela K. z okolic Łowicza, oskarżonego o narażenie życia i zdrowia swojego pięciomiesięcznego synka. Mężczyzna najpierw wyrzucił dziecko z wózka, a później wystawił je na mróz.
19-latek odpowiadał także za znęcanie się nad 20-letnią matką chłopca, gdy była w ciąży, i nakłanianie jej do aborcji.
Proces trwał zaledwie pół godziny, ponieważ Daniel K. przyznał się do winy i dobrowolnie poddał się karze. "Żałuję tego, co się stało" - mówił przed sądem. Przyznał, że nadużywa alkoholu i chce zgłosić się na leczenie. Jego obrońca zaproponował karę łączną 2,5 roku pozbawienia wolności. Zgodziła się na to prokurator i matka dziecka, która w procesie występowała jako pokrzywdzona.
Okolice zdarzenia w Zumi.pl
Sąd zamknął przewód sądowy i pół godziny później ogłosił wyrok. Na wniosek obrony uchylił też areszt wobec Daniela K., w którym mężczyzna spędził osiem miesięcy. Wyrok nie jest prawomocny.
Według oskarżenia, Daniel K. dwa lata temu związał się ze starszą o rok Anną K.; mieszkali razem w niewielkiej miejscowości k. Łowicza. Dziewczyna zaszła w ciążę. Jak ustalono, mężczyzna nie chciał zaakceptować, że to on jest ojcem. Nadużywał alkoholu, wracał do domu pijany i nakłaniał dziewczynę do usunięcia ciąży. Bił ją, szarpał i wyzywał.
Jesienią ubiegłego roku kobieta urodziła dziecko. Najpierw mieszkała w domu samotnej matki, a później przeprowadziła się do domu ojca 19-latka. Według prokuratury w marcu tego roku Daniel K. przyszedł do domu pijany. Ponieważ dziecko płakało, tak silnie bujał wózkiem, że syn wypadł na podłogę. Później, choć na zewnątrz był mróz i padał śnieg, wystawił wózek z niemowlęciem na podwórze. Gdy matka zauważyła, co się stało, zabrała chłopca do domu. Ale ojciec uderzył płaczące dziecko w głowę i zakrywał mu usta rękę. Wtedy 20-latka zabrała dziecko i uciekła z domu; chłopiec trafiło na kilka dni do szpitala. Biegły medyk sądowy uznał, że uderzenie w głowę małego dziecka mogło spowodować wstrząśnienie mózgu, a zakrywanie ręką ust nawet jego śmierć.
Daniel K. już w śledztwie przyznał się do winy. W prokuraturze mówił, że nie pamięta wszystkiego, bo był pijany, chce się leczyć i żałuje tego, co się stało. Biegły psychiatra stwierdził, że mężczyzna jest uzależniony od alkoholu.
Sędzia Sławomir Wlazło podkreślił, że oskarżony naraził swojego syna, którego dotąd nie uznał, na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. W ocenie sądu, oskarżony powinien wiedzieć, że wyrzucenie pięciomiesięcznego dziecka z wózka, wystawienie go, rozebranego, na mróz i padający śnieg, może spowodować nie tylko zapalenie płuc, ale przede wszystkim może doprowadzić do śmierci.
"Oskarżony zachowywał się w stosunku do bezbronnej istoty w sposób naganny. W sposób, w który nikt nie powinien się zachowywać, a ojciec w stosunku do własnego syna, to już sądowi w ogóle nie przychodzi do głowy" - mówił sędzia, podkreślając, że także nakłanianie do przerwania ciąży czy znęcanie się, jest karalne.
Zdaniem sędziego kara zaproponowana przez oskarżonego jest sprawiedliwa i dlatego sąd przychylił się do jego wniosku. 19-latek jeszcze w czwartek opuścił areszt; sąd zaliczył mu okres ośmiu miesięcy aresztowania na poczet kary. Na wolności mężczyzna będzie czekał na uprawomocnienie się wyroku; później wróci do więzienia, gdzie będzie musiał odbyć resztę kary.
Chłopczyk przebywa obecnie w domu małego dziecka, gdzie prawdopodobnie czekać będzie na adopcję. Łowicki sąd uznał bowiem, że jego matka nie jest w stanie go wychowywać.
Łódzkie: przykuł żonę do ściany i gwałcił
17 lis, 15:13MBł / PAP
Na karę 3 lat i 10 miesięcy więzienia skazał Sąd Okręgowy w Sieradzu 46-letniego Cypriana O., oskarżonego m.in. o uprowadzenie, zniewolenie i zgwałcenie żony, z którą był w separacji. Wyrok nie jest prawomocny.
Sąd uznał Cypriana O. za winnego trzech z sześciu zarzucanych przestępstw, w tym pozbawienia wolności swojej żony i jej zgwałcenie, znęcania się nad nią oraz grożenia mężczyźnie, który próbował pomóc porwanej kobiecie.
Proces, ze względu na charakter sprawy, toczył się za zamkniętymi drzwiami. Większość uzasadnienia wyroku była niejawna. W śledztwie mężczyzna nie przyznał się do zgwałcenia żony, a tylko do jej przetrzymywania. Sama poszkodowana przed sądem nie chciała zeznawać.
Dramatyczne wydarzenia rozegrały się w Sieradzu w październiku ubiegłego roku. Jak ustalono, kiedy 32-letnia kobieta, która jest mieszkanką okolic Sieradza, wyszła w nocy z pracy, na parkingu przy ul. Grunwaldzkiej czekał na nią mąż, z którym była wówczas w separacji.
Według śledczych, mężczyzna pod pretekstem podpisania jakiegoś dokumentu zaprosił ją do samochodu. Kiedy kobieta chciała wysiąść z auta, mężczyzna jej na to nie pozwolił. Doszło do szarpaniny. Kobieta wydostała się z samochodu, ale jej mąż - mimo interwencji kolegi kobiety - siłą ponownie wciągnął ją do pojazdu. Auto odjechało w kierunku pobliskiego osiedla.
Okazało się, że sprawca wywiózł swoją żonę do wynajętego mieszkania i tam ją przetrzymywał zakładając jej na nogę obrożę przymocowaną łańcuchem do ściany. Zmusił ją dwukrotnie to obcowania płciowego.
Poszukiwania porwanej trwały kilkanaście godzin, m.in. przy udziale policyjnego śmigłowca. Kobieta została odnaleziona w samochodzie porzuconym na skraju jednejze wsi w gminie Brąszewice. Jeszcze tego samego wieczoru zatrzymano 46-latka.
Okazało się, że miesiąc przed uprowadzeniem kobieta złożyła do prokuratury zawiadomienie, że mąż znęca się nad nią. Wówczas po przedstawieniu zarzutów prokurator zastosował wobec jej męża dozór policji i zakazał mu zbliżania się do żony.
poniedziałek, 29 listopada 2010
Kataklizm
Jak co roku zaczął padać śnieg, i jak co roku w syfie z tego powodu ogłoszona praktycznie kataklizm. Paraliż komunikacyjny zahamował ruch na drogach, transport lotniczy i niebawem zapewne kolejowy też. Z perspektywy stolicy kibla, gdzie drogi są raczej odśnieżane okazuje się że polski wiejski rajdowiec z zaciętą mordą, zapierdalający 150 km/h w lecie jest jak dziecko we mgle jak spadło 30 cm śniegu. Nie ma pojęcia jak jeździć, praktycznie stoi w miejscu lub porusza się 5 na godzinę. Często poskąpił też na zimowe opony które to można kupić już za grosze, ale jasne-lepiej wydać na gorzałę, fajki i długą antenkę do CB coby można było zapierdalać w lecie w poczuciu wolności i bezkarności. Stoi więc pierdoła w śniegu ze skwaszoną mordą i dziwi się że się ślizga. Tranzyt przez Warszawe (fajnie brzmi) który o 12:00 w nocy jest całkowicie pusty dziś w tą piękną noc jest zajebany na kilkunastu kilometrach. Przejazd ul. Sikorskiego trwający normalnie 7 min dziś zajmuję 70 minut. Powód skurwysynskie mordy w Tirach. Królowie polskich szos, siejący śmierć i chamstwo na drogach. Zasłuchane w informacjach gdzie można wypić i gdzie stoją, nie dosłyszały że zbliża się zima i zapomniały zmienić opony. Wyjdzie taniej. Efekt, nie mogą ruszyć z miejsca blokując a jakże! Jak zwykle środkowy pas. Pamiętam czas kiedy przez owych jebanych królów o mało co nie zamarzłem w samochodzie 10 lata temu gdyż zablokowały całą trasę Katowicką na wszystkich pasach. A jakże oni stoją to i niech reszta skurwysynów stoi. Tym razem zasarali całe miasto. Nic się nie zmieniło. Sankcje żadne.
niedziela, 14 listopada 2010
Jest dobrze! Raport z placu boju.
Kochani jest dobrze! Wprost z drogi mamy kolejne przykłady polskiego skurwysyństwa świadczące tylko o tym że w tym zasranym kraju absolutnie nic się nie zmieni. Pisaliśmy o tym miliony razy. Śmiertelność na drogach, jest w syfie największa w Europie, jedna z większych na świecie. Sytuacja ta nie zmienia się praktycznie od dekady. Mimo tego zasrana władza nie potrafi rozwiązać tego w gruncie rzeczy prostego problemu. Warto dodać że poradzili sobie z nim skutecznie wszyscy nasi sąsiedzi, również w demoludach. Jak zwykle nie można sobie z tym problemem poradzić tu w sraczu. Wystarczy bat na polskiego ryja, w postaci restrykcyjnego prawa i kłopot zażegnany. Niestety durni decydenci nie widzą problemu i wolą organizować „akcje uświadamiające”, nie chcą odbierać kundlowi poczucia niezrozumianej i tak wolności
Nagroda Darwina nr 3:
Nagroda za wrażenia wizualne. Ostro trzeba iść żeby przednia szyba wylądowała za tylnymi kołami
Jak zwykle drzewo wtargnęło na drogę z znienacka.
Ostro szedł
Nagroda Darwina nr.2: Skurwysyn Adam
Nagroda za rekord i jak zwykle morde kundla
"Kolejny pijany kierowca w rękach policji. Tym razem funkcjonariusze zatrzymali 34-letniego mieszkańca Opola, który zdecydował się usiąść za kółkiem mając w sobie prawie 4 promile alkoholu" - pisze 24opole.pl.
"Po 17.00 policja otrzymała zgłoszenie, że ulicą Sosnkowskiego jedzie mercedes, którego kierowca sprawia wrażenie pijanego. Chwilę później samochód udało się zatrzymać w okolicy skrzyżowania ulic Sosnkowskiego z Pużaka.
Badanie alkomatem wykazało u 34-letniego Adama C. 3,9 promila alkoholu. Mężczyzna był w tak złym stanie, że w trakcie kontroli zaczął tracić przytomność i policjanci zmuszeni byli wezwać na miejsce pogotowie ratunkowe.
Szybko okazało się jednak, że poza upojeniem alkoholowym, Adamowi C. nic nie jest, a jego zdrowie i życie nie jest zagrożone. Mężczyzna trafił na izbę wytrzeźwień."
Kundel 1
Nagroda nr 1: Skurwysyn Marcin (Typowa morda polskiego kundla)
Nagroda za całokształt twórczości: morda kundla, najebany, brak szacunku nie tylko dla swojego ale również dla życia swojej rodziny.
"Przypomnijmy. W nocy z piątku na sobotę w miejscowości Jełowa, na skrzyżowaniu drogi krajowej 45 i drogi na Kobylno, zderzyły się dwa samochody. Kierowany przez 22-letniego Marcina S. mieszkańca Jełowej Opel Calibra, wyjechał prosto pod jadącego od strony Opola Volkswagena Sharana.
Samochodem sprawcy wypadku, oprócz niego, jechały jeszcze trzy osoby - dwójka małych synków w wieku 1,5 i 3 lat oraz jego dziewczyna. Okazało się, że siła uderzenia w bok białego Opla była taka duża, że 21-latki oraz młodszego z dzieci nie udało się uratować. 3-letni chłopiec i kierowca pojazdu w ciężkim stanie trafili do szpitala" - informuje portal 24opole.pl
"3-letni Kubuś jeszcze w nocy po wypadku przeszedł operację i przebywa na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Stan chłopca lekarze określają jako ciężki, jego życie ciągle jest zagrożone. W lepszym, ale także ciężkim stanie jest ojciec dziecka, który póki co nieprzytomny leży w szpitalu z urazem miednicy, płuc i ogólnymi potłuczeniami" - czytamy w serwisie.
"Jak udało nam się dowiedzieć, u mężczyzny po przyjęciu na oddział stwierdzono 1,2 promila alkoholu we krwi. Osobną próbkę krwi do laboratorium kryminalistycznego, pobrano także na zlecenie policji" - relacjonuje 24opole.pl
Kundel Mistrz
Nagroda Darwina nr 3:
Nagroda za wrażenia wizualne. Ostro trzeba iść żeby przednia szyba wylądowała za tylnymi kołami
Jak zwykle drzewo wtargnęło na drogę z znienacka.
Ostro szedł
Nagroda Darwina nr.2: Skurwysyn Adam
Nagroda za rekord i jak zwykle morde kundla
"Kolejny pijany kierowca w rękach policji. Tym razem funkcjonariusze zatrzymali 34-letniego mieszkańca Opola, który zdecydował się usiąść za kółkiem mając w sobie prawie 4 promile alkoholu" - pisze 24opole.pl.
"Po 17.00 policja otrzymała zgłoszenie, że ulicą Sosnkowskiego jedzie mercedes, którego kierowca sprawia wrażenie pijanego. Chwilę później samochód udało się zatrzymać w okolicy skrzyżowania ulic Sosnkowskiego z Pużaka.
Badanie alkomatem wykazało u 34-letniego Adama C. 3,9 promila alkoholu. Mężczyzna był w tak złym stanie, że w trakcie kontroli zaczął tracić przytomność i policjanci zmuszeni byli wezwać na miejsce pogotowie ratunkowe.
Szybko okazało się jednak, że poza upojeniem alkoholowym, Adamowi C. nic nie jest, a jego zdrowie i życie nie jest zagrożone. Mężczyzna trafił na izbę wytrzeźwień."
Kundel 1
Nagroda nr 1: Skurwysyn Marcin (Typowa morda polskiego kundla)
Nagroda za całokształt twórczości: morda kundla, najebany, brak szacunku nie tylko dla swojego ale również dla życia swojej rodziny.
"Przypomnijmy. W nocy z piątku na sobotę w miejscowości Jełowa, na skrzyżowaniu drogi krajowej 45 i drogi na Kobylno, zderzyły się dwa samochody. Kierowany przez 22-letniego Marcina S. mieszkańca Jełowej Opel Calibra, wyjechał prosto pod jadącego od strony Opola Volkswagena Sharana.
Samochodem sprawcy wypadku, oprócz niego, jechały jeszcze trzy osoby - dwójka małych synków w wieku 1,5 i 3 lat oraz jego dziewczyna. Okazało się, że siła uderzenia w bok białego Opla była taka duża, że 21-latki oraz młodszego z dzieci nie udało się uratować. 3-letni chłopiec i kierowca pojazdu w ciężkim stanie trafili do szpitala" - informuje portal 24opole.pl
"3-letni Kubuś jeszcze w nocy po wypadku przeszedł operację i przebywa na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Stan chłopca lekarze określają jako ciężki, jego życie ciągle jest zagrożone. W lepszym, ale także ciężkim stanie jest ojciec dziecka, który póki co nieprzytomny leży w szpitalu z urazem miednicy, płuc i ogólnymi potłuczeniami" - czytamy w serwisie.
"Jak udało nam się dowiedzieć, u mężczyzny po przyjęciu na oddział stwierdzono 1,2 promila alkoholu we krwi. Osobną próbkę krwi do laboratorium kryminalistycznego, pobrano także na zlecenie policji" - relacjonuje 24opole.pl
Kundel Mistrz
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




