poniedziałek, 29 listopada 2010
Kataklizm
Jak co roku zaczął padać śnieg, i jak co roku w syfie z tego powodu ogłoszona praktycznie kataklizm. Paraliż komunikacyjny zahamował ruch na drogach, transport lotniczy i niebawem zapewne kolejowy też. Z perspektywy stolicy kibla, gdzie drogi są raczej odśnieżane okazuje się że polski wiejski rajdowiec z zaciętą mordą, zapierdalający 150 km/h w lecie jest jak dziecko we mgle jak spadło 30 cm śniegu. Nie ma pojęcia jak jeździć, praktycznie stoi w miejscu lub porusza się 5 na godzinę. Często poskąpił też na zimowe opony które to można kupić już za grosze, ale jasne-lepiej wydać na gorzałę, fajki i długą antenkę do CB coby można było zapierdalać w lecie w poczuciu wolności i bezkarności. Stoi więc pierdoła w śniegu ze skwaszoną mordą i dziwi się że się ślizga. Tranzyt przez Warszawe (fajnie brzmi) który o 12:00 w nocy jest całkowicie pusty dziś w tą piękną noc jest zajebany na kilkunastu kilometrach. Przejazd ul. Sikorskiego trwający normalnie 7 min dziś zajmuję 70 minut. Powód skurwysynskie mordy w Tirach. Królowie polskich szos, siejący śmierć i chamstwo na drogach. Zasłuchane w informacjach gdzie można wypić i gdzie stoją, nie dosłyszały że zbliża się zima i zapomniały zmienić opony. Wyjdzie taniej. Efekt, nie mogą ruszyć z miejsca blokując a jakże! Jak zwykle środkowy pas. Pamiętam czas kiedy przez owych jebanych królów o mało co nie zamarzłem w samochodzie 10 lata temu gdyż zablokowały całą trasę Katowicką na wszystkich pasach. A jakże oni stoją to i niech reszta skurwysynów stoi. Tym razem zasarali całe miasto. Nic się nie zmieniło. Sankcje żadne.
niedziela, 14 listopada 2010
Jest dobrze! Raport z placu boju.
Kochani jest dobrze! Wprost z drogi mamy kolejne przykłady polskiego skurwysyństwa świadczące tylko o tym że w tym zasranym kraju absolutnie nic się nie zmieni. Pisaliśmy o tym miliony razy. Śmiertelność na drogach, jest w syfie największa w Europie, jedna z większych na świecie. Sytuacja ta nie zmienia się praktycznie od dekady. Mimo tego zasrana władza nie potrafi rozwiązać tego w gruncie rzeczy prostego problemu. Warto dodać że poradzili sobie z nim skutecznie wszyscy nasi sąsiedzi, również w demoludach. Jak zwykle nie można sobie z tym problemem poradzić tu w sraczu. Wystarczy bat na polskiego ryja, w postaci restrykcyjnego prawa i kłopot zażegnany. Niestety durni decydenci nie widzą problemu i wolą organizować „akcje uświadamiające”, nie chcą odbierać kundlowi poczucia niezrozumianej i tak wolności
Nagroda Darwina nr 3:
Nagroda za wrażenia wizualne. Ostro trzeba iść żeby przednia szyba wylądowała za tylnymi kołami
Jak zwykle drzewo wtargnęło na drogę z znienacka.
Ostro szedł
Nagroda Darwina nr.2: Skurwysyn Adam
Nagroda za rekord i jak zwykle morde kundla
"Kolejny pijany kierowca w rękach policji. Tym razem funkcjonariusze zatrzymali 34-letniego mieszkańca Opola, który zdecydował się usiąść za kółkiem mając w sobie prawie 4 promile alkoholu" - pisze 24opole.pl.
"Po 17.00 policja otrzymała zgłoszenie, że ulicą Sosnkowskiego jedzie mercedes, którego kierowca sprawia wrażenie pijanego. Chwilę później samochód udało się zatrzymać w okolicy skrzyżowania ulic Sosnkowskiego z Pużaka.
Badanie alkomatem wykazało u 34-letniego Adama C. 3,9 promila alkoholu. Mężczyzna był w tak złym stanie, że w trakcie kontroli zaczął tracić przytomność i policjanci zmuszeni byli wezwać na miejsce pogotowie ratunkowe.
Szybko okazało się jednak, że poza upojeniem alkoholowym, Adamowi C. nic nie jest, a jego zdrowie i życie nie jest zagrożone. Mężczyzna trafił na izbę wytrzeźwień."
Kundel 1
Nagroda nr 1: Skurwysyn Marcin (Typowa morda polskiego kundla)
Nagroda za całokształt twórczości: morda kundla, najebany, brak szacunku nie tylko dla swojego ale również dla życia swojej rodziny.
"Przypomnijmy. W nocy z piątku na sobotę w miejscowości Jełowa, na skrzyżowaniu drogi krajowej 45 i drogi na Kobylno, zderzyły się dwa samochody. Kierowany przez 22-letniego Marcina S. mieszkańca Jełowej Opel Calibra, wyjechał prosto pod jadącego od strony Opola Volkswagena Sharana.
Samochodem sprawcy wypadku, oprócz niego, jechały jeszcze trzy osoby - dwójka małych synków w wieku 1,5 i 3 lat oraz jego dziewczyna. Okazało się, że siła uderzenia w bok białego Opla była taka duża, że 21-latki oraz młodszego z dzieci nie udało się uratować. 3-letni chłopiec i kierowca pojazdu w ciężkim stanie trafili do szpitala" - informuje portal 24opole.pl
"3-letni Kubuś jeszcze w nocy po wypadku przeszedł operację i przebywa na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Stan chłopca lekarze określają jako ciężki, jego życie ciągle jest zagrożone. W lepszym, ale także ciężkim stanie jest ojciec dziecka, który póki co nieprzytomny leży w szpitalu z urazem miednicy, płuc i ogólnymi potłuczeniami" - czytamy w serwisie.
"Jak udało nam się dowiedzieć, u mężczyzny po przyjęciu na oddział stwierdzono 1,2 promila alkoholu we krwi. Osobną próbkę krwi do laboratorium kryminalistycznego, pobrano także na zlecenie policji" - relacjonuje 24opole.pl
Kundel Mistrz
Nagroda Darwina nr 3:
Nagroda za wrażenia wizualne. Ostro trzeba iść żeby przednia szyba wylądowała za tylnymi kołami
Jak zwykle drzewo wtargnęło na drogę z znienacka.
Ostro szedł
Nagroda Darwina nr.2: Skurwysyn Adam
Nagroda za rekord i jak zwykle morde kundla
"Kolejny pijany kierowca w rękach policji. Tym razem funkcjonariusze zatrzymali 34-letniego mieszkańca Opola, który zdecydował się usiąść za kółkiem mając w sobie prawie 4 promile alkoholu" - pisze 24opole.pl.
"Po 17.00 policja otrzymała zgłoszenie, że ulicą Sosnkowskiego jedzie mercedes, którego kierowca sprawia wrażenie pijanego. Chwilę później samochód udało się zatrzymać w okolicy skrzyżowania ulic Sosnkowskiego z Pużaka.
Badanie alkomatem wykazało u 34-letniego Adama C. 3,9 promila alkoholu. Mężczyzna był w tak złym stanie, że w trakcie kontroli zaczął tracić przytomność i policjanci zmuszeni byli wezwać na miejsce pogotowie ratunkowe.
Szybko okazało się jednak, że poza upojeniem alkoholowym, Adamowi C. nic nie jest, a jego zdrowie i życie nie jest zagrożone. Mężczyzna trafił na izbę wytrzeźwień."
Kundel 1
Nagroda nr 1: Skurwysyn Marcin (Typowa morda polskiego kundla)
Nagroda za całokształt twórczości: morda kundla, najebany, brak szacunku nie tylko dla swojego ale również dla życia swojej rodziny.
"Przypomnijmy. W nocy z piątku na sobotę w miejscowości Jełowa, na skrzyżowaniu drogi krajowej 45 i drogi na Kobylno, zderzyły się dwa samochody. Kierowany przez 22-letniego Marcina S. mieszkańca Jełowej Opel Calibra, wyjechał prosto pod jadącego od strony Opola Volkswagena Sharana.
Samochodem sprawcy wypadku, oprócz niego, jechały jeszcze trzy osoby - dwójka małych synków w wieku 1,5 i 3 lat oraz jego dziewczyna. Okazało się, że siła uderzenia w bok białego Opla była taka duża, że 21-latki oraz młodszego z dzieci nie udało się uratować. 3-letni chłopiec i kierowca pojazdu w ciężkim stanie trafili do szpitala" - informuje portal 24opole.pl
"3-letni Kubuś jeszcze w nocy po wypadku przeszedł operację i przebywa na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. Stan chłopca lekarze określają jako ciężki, jego życie ciągle jest zagrożone. W lepszym, ale także ciężkim stanie jest ojciec dziecka, który póki co nieprzytomny leży w szpitalu z urazem miednicy, płuc i ogólnymi potłuczeniami" - czytamy w serwisie.
"Jak udało nam się dowiedzieć, u mężczyzny po przyjęciu na oddział stwierdzono 1,2 promila alkoholu we krwi. Osobną próbkę krwi do laboratorium kryminalistycznego, pobrano także na zlecenie policji" - relacjonuje 24opole.pl
Kundel Mistrz
środa, 10 listopada 2010
Ciąg Dalszy Nastąpi
Miało nie być politycznie, niestety w sraczu, gdzie przykład płynie od góry trudno się bez polityki obejść. Otóż wracając dzisiaj do domu –przejazd 8.5 km przez 1godz 40 min, z wielkiego bilboardu pozdrawia mnie znajoma morda pani zwanej popularnie Bufetową, z malującym się na gębie pół uśmieszku jakby chciała rzec: „schabowy z kapustą dwa razy proszę”. Pani bufetowa jednak nie podaje kotletów a zarządza największym w sraczu miastem. Tytuł bilboardu: „Warszawa C.D.N.” Nasuwa się więc głęboka myśl: „Co kurwa nastąpi??? „ Czy wybór pani bufetowej na kolejną kadencje oznacza równie spektakularne osiągnięcia jak dotychczas? Czy oznacza to, że za rok będę przejeżdżał 8.5 km w 3 godz 20min? Czy każdego roku, drogowcy będą na wakacjach przez letnie miesiące i ruszą z pierdolonymi remontami ulic akurat na przełomie września i października upewniając się wczesniej zę wszyscy wrócili z wakacji i można zasrać miasto? Czy totalnie rozjebane ulice wyglądające jak zaorane pola, usrane dziurami i zapadającymi się studzienkami, będzie można przejechać wkrótce tylko czołgiem? Czy kolejne miliony moich oraz Unijnych pieniędzy zostaną wypierd…ne w błoto na system zarządzania ruchem który absolutnie niczym nie zarządza? Czy wreszcie totalny brak koncepcji i planu zagospodarowania miasta, oraz dzika zabudowa bez infrastruktury drogowej spowoduję że miasto będzie wyglądało jak jeden pierdolony śmietnik? Strach się bać jakie asy pani bufetowa ma jeszcze w rękawie i jaki to dalszy ciąg nastąpi. Czekam z niecierpliwością. Niestety wybory samorządowe podobnie jak i wybory do sejmu są tak na dobrą sprawę wyborem między kiłą a rzeżączką, między chorym oszołomstwem a zorganizowanym kolesiostwem. Straszące z plakatów buraczane mordy zlewają się w jedną całość. Nieważne kto, nieważny plan i zasrane obiecanki które tradycyjnie nigdy nie są realizowane, ważne że TKM: Teraz Kurwa My! Że teraz kurwa przy korycie. I że tradycyjnie jak to w syfie ch… z tego będzie.
sobota, 6 listopada 2010
Przegląd polski
Dobór tematów do tego szambowego bloga przypomina prawie zawsze głowy Hydry. Za każdym jednym komentowanym gównem pojawiają się 2 kolejne. Nie sposób tak po prostu ogarnąć rozprzestrzeniającego się skurwysyństwa, dziadostwa, smródu, złodziejstwa syfu i zacofania, które trawi i napędza ten kraj każdego dnia. Tym razem więc uderzymy serią. Ot taki przegląd kilku ostatnich dni.
-Kochani, jest dobrze! Jak co roku policja zorganizowała szeroko zakrojoną akcję „Sracz 2010.” Akcja ma za zadanie ograniczyć ilość zabitych na drogach w święto zmarłych, wszak polskie skurwysyństwo drogowe, znane jest wszech i wobec w całej niemal Europie. Policja, pozbawiona, instrumentów w postaci represyjnego prawa które pozwoliłyby w sposób skuteczny karać skurwysyństwo i bandytyzm drogowy wpadła na pomysł rozrzucania czarnych worków na śmieci mających imitować worki na zwłoki które miały by trafiać do wyobraźni, skundlonych mord. Mord, które to z definicji wyobraźni nie mają. Efekt akcji „Sracz”: blisko 40 zabitych, kilkaset rannych, blisko 2tys zatrzymanych pijanych. Innymi słowy efekt akcji : sam sracz jak się patrzy!
-Dopiero co obchodziliśmy kolejną żałobę narodową z powodu rozpieprzonego przeładowanego busa, i już mamy kolejny kwiatek. Tym razem za granicą na normalnej drodze. Ponownie, polski bus. Ponownie przeładowany, rozpierdala się na prostej drodze… 2 zabitych kolejnych kilku walczy w szpitalu o życie, nikt nie miał zapiętych pasów, zapierdalali równo… Wszak polak to uparty skurwiel i niczego się nigdy nie nauczy…
-Wielkopolka, 12 latka po powrocie do domu znajduje matke i babcie porąbane w kałuży krwi. Tego typu zbrodnie z użyciem prymitywnych narzędzi maczet, siekier, charakteryzują ludy które niedawno zeszły z drzewa a cywilizacyjnie są gdzieś między kurą a małpą vide niektóre plemiona z Ruandy czy Sudanu. W polsce, nie oszukujmy się to chleb powszedni, wystarczy śledzić wiadomości. Dzieci kiszone w beczkach, inne gwałcone przez dziadków ojców (sprawa z kwietnia), najobrzydliwsze morderstwa i gwałty nie pozostawiają wątpliwości…
Tłem tego typu zbrodni okazuje się często polska wieś. Przepite samogonem mózgi, pochodzące z kazirodczych związków mordy, zdolne są do największych potworności zaczynając od znęcania się nad zwierzętami (to norma) a na gwałtach i morderstwach skończywszy. Motywy są często nieistniejące lub tak trywialne że aż głupie. Głównym motywem jest przepite kazirodcze skurwienie.
-Onet największy polski kundel portal, publikuje „ciekawy“ reportaż: pt jak działają polscy porywacze” ot mały poradnik dla polskiego kundla jak szybko się dorobić. Opis zaczyna się od bardzo dokładnego opisu jak na łóżku leży związana ofiara-23 letnia porwana kobieta, wokół niej 3 polskich skurwysynów w maskach śmieje się i gwałci jeden po drugim. Opis w szczegółach pokazuje cierpienie, krzyk ofiary, wyrywanie, upodlenie, sam gwałt, innymi słowy materiał jak z najgorszego koszmaru dla dorosłych. TO WSZYSTKO NA GŁÓWNYM OGÓLNODOSTĘPNYM PORTALU INFORMACYJNYM KRAJU jako temat numer jeden z okładki, portalu który czyta polski kundel, dziecko, młody gówniarz. Osobiście gdybym był normalnym rodzicem, wolałbym żeby mój dzieciak natrafił w sieci na pornosa niż na ten obrazek nasmarowany przez jakiegoś chorego dziennikarzynę. Z drugiej strony cóż się dziwić. Skuwienie nie ma tu żadnych granic…
-No i mały deserek z dziś: dwóch polskich skurwysynów zdemolowało kilka samochodów straży miejskiej. Pourywali lusterka, poprzecinali opony. Polscy „Mężczyźni” albo jak to gazeta mówi „wandale” (technicznie nazwijmy ich polskimi skurwysynami) mieli jak to zwylke 2 promile we krwi więc chcieli się w iście polskim stylu zabawić. Co ciekawe zostali zatrzymani przez Policje… ciekawe gdzie była straż miejska wtedy.
-No i z korespondencji zagranicznej: Polacy zabierają domy i o dziwo… tożsamość. W Huntigton w Hrabstwie Cambridgeshire, ktoś rozrzucił ulotki następującej treści: "Nie da się iść ulicą Huntingdon nie widząc i nie słysząc Polaków" i "nikt w tej sprawie niczego nie robi", a Polacy "zabierają nam miejsca pracy, domy , świadczenia i tożsamość" Wobec Polaków użyte jest słowo "infested" (ang. infest - roić się), występujące zwykle w kontekście plagi owadów lub szkodników.
– podnieca się TVN24. Przytaczając powyższe przykłady oraz poprzednie z tego bloga-oraz osobiste doświadczenia smakowania polaka za granicą, ciekawe dlaczego wszędzie tak nie lubią naszych pokojowych, kulturalnych, cichych i spokojnych, praworządnych przyjaznych RODAKÓW… Ciekawe też że tylko ich…
-Kochani, jest dobrze! Jak co roku policja zorganizowała szeroko zakrojoną akcję „Sracz 2010.” Akcja ma za zadanie ograniczyć ilość zabitych na drogach w święto zmarłych, wszak polskie skurwysyństwo drogowe, znane jest wszech i wobec w całej niemal Europie. Policja, pozbawiona, instrumentów w postaci represyjnego prawa które pozwoliłyby w sposób skuteczny karać skurwysyństwo i bandytyzm drogowy wpadła na pomysł rozrzucania czarnych worków na śmieci mających imitować worki na zwłoki które miały by trafiać do wyobraźni, skundlonych mord. Mord, które to z definicji wyobraźni nie mają. Efekt akcji „Sracz”: blisko 40 zabitych, kilkaset rannych, blisko 2tys zatrzymanych pijanych. Innymi słowy efekt akcji : sam sracz jak się patrzy!
-Dopiero co obchodziliśmy kolejną żałobę narodową z powodu rozpieprzonego przeładowanego busa, i już mamy kolejny kwiatek. Tym razem za granicą na normalnej drodze. Ponownie, polski bus. Ponownie przeładowany, rozpierdala się na prostej drodze… 2 zabitych kolejnych kilku walczy w szpitalu o życie, nikt nie miał zapiętych pasów, zapierdalali równo… Wszak polak to uparty skurwiel i niczego się nigdy nie nauczy…
-Wielkopolka, 12 latka po powrocie do domu znajduje matke i babcie porąbane w kałuży krwi. Tego typu zbrodnie z użyciem prymitywnych narzędzi maczet, siekier, charakteryzują ludy które niedawno zeszły z drzewa a cywilizacyjnie są gdzieś między kurą a małpą vide niektóre plemiona z Ruandy czy Sudanu. W polsce, nie oszukujmy się to chleb powszedni, wystarczy śledzić wiadomości. Dzieci kiszone w beczkach, inne gwałcone przez dziadków ojców (sprawa z kwietnia), najobrzydliwsze morderstwa i gwałty nie pozostawiają wątpliwości…
Tłem tego typu zbrodni okazuje się często polska wieś. Przepite samogonem mózgi, pochodzące z kazirodczych związków mordy, zdolne są do największych potworności zaczynając od znęcania się nad zwierzętami (to norma) a na gwałtach i morderstwach skończywszy. Motywy są często nieistniejące lub tak trywialne że aż głupie. Głównym motywem jest przepite kazirodcze skurwienie.
-Onet największy polski kundel portal, publikuje „ciekawy“ reportaż: pt jak działają polscy porywacze” ot mały poradnik dla polskiego kundla jak szybko się dorobić. Opis zaczyna się od bardzo dokładnego opisu jak na łóżku leży związana ofiara-23 letnia porwana kobieta, wokół niej 3 polskich skurwysynów w maskach śmieje się i gwałci jeden po drugim. Opis w szczegółach pokazuje cierpienie, krzyk ofiary, wyrywanie, upodlenie, sam gwałt, innymi słowy materiał jak z najgorszego koszmaru dla dorosłych. TO WSZYSTKO NA GŁÓWNYM OGÓLNODOSTĘPNYM PORTALU INFORMACYJNYM KRAJU jako temat numer jeden z okładki, portalu który czyta polski kundel, dziecko, młody gówniarz. Osobiście gdybym był normalnym rodzicem, wolałbym żeby mój dzieciak natrafił w sieci na pornosa niż na ten obrazek nasmarowany przez jakiegoś chorego dziennikarzynę. Z drugiej strony cóż się dziwić. Skuwienie nie ma tu żadnych granic…
-No i mały deserek z dziś: dwóch polskich skurwysynów zdemolowało kilka samochodów straży miejskiej. Pourywali lusterka, poprzecinali opony. Polscy „Mężczyźni” albo jak to gazeta mówi „wandale” (technicznie nazwijmy ich polskimi skurwysynami) mieli jak to zwylke 2 promile we krwi więc chcieli się w iście polskim stylu zabawić. Co ciekawe zostali zatrzymani przez Policje… ciekawe gdzie była straż miejska wtedy.
-No i z korespondencji zagranicznej: Polacy zabierają domy i o dziwo… tożsamość. W Huntigton w Hrabstwie Cambridgeshire, ktoś rozrzucił ulotki następującej treści: "Nie da się iść ulicą Huntingdon nie widząc i nie słysząc Polaków" i "nikt w tej sprawie niczego nie robi", a Polacy "zabierają nam miejsca pracy, domy , świadczenia i tożsamość" Wobec Polaków użyte jest słowo "infested" (ang. infest - roić się), występujące zwykle w kontekście plagi owadów lub szkodników.
– podnieca się TVN24. Przytaczając powyższe przykłady oraz poprzednie z tego bloga-oraz osobiste doświadczenia smakowania polaka za granicą, ciekawe dlaczego wszędzie tak nie lubią naszych pokojowych, kulturalnych, cichych i spokojnych, praworządnych przyjaznych RODAKÓW… Ciekawe też że tylko ich…
niedziela, 31 października 2010
Smakowanie polskiego skurwysyństwa
Wczoraj za namową znajomych zostałem wyciągnięty by zobaczyć jak przeciętna Warszawa się bawi. W super ekskluzywnym klubie (zadymionej zasmrodzonej tanc budzie połączonej z jadłodajnią), który jest własnością znanej polskiej "gwiazdy" bawi się Warsiawka (przyjezdne kmioty o wykręconych ryjach). O dziwo z początku trójka, elegancko wyglądających ludzi z prawej zamówiła bardzo dobre wino którym całkiem cywilizowanie się delektowali. Niestety po lewej zaraz pojawiła się grupka w składzie 2 szmaty + 2 typów w w ekskluzywnej odzieży bazarowej. Kazirodcze grubo ciosane mordy odpalane pety jeden od drugiego oraz rzucane "kurwy" jednoznacznie mówiły że oto POLAK SIĘ BAWI. Odrażający smród dymu (niespotykany już nigdzie indziej w Europie) oraz zakazane gęby nie zachęcały do "zabawy".
Powrót zarzyganym autobusem była zarówno ciekawa co sympatyczna.
No i upragnione przyłożenie się do poduszki, ale nie na długo, sąsiad "chłopak z miasta" specjalista podobno w branży samochodowej sprowadził do siebie o trzeciej w nocy łysych kolegów skurwysynów: darcie mordy na klatce i chwilę potem "nuta polskiego skurwysyna" łup łup łup rozbrzmiewająca na cały dom + rżenie polskich mord za ścianą + walenie drzwiami, burda innymi słowy, przekaz: PIERDOLE WSZYSTKICH. Policja? chłopak z miasta jest na nasłuchu policyjnego skanera - wie więcej o jej ruchach niż ona sama. Tak więc pozostaje zaciśniecie zębów i myśl: "smakuj polskie skurwysyństwo z radością".
Powrót zarzyganym autobusem była zarówno ciekawa co sympatyczna.
No i upragnione przyłożenie się do poduszki, ale nie na długo, sąsiad "chłopak z miasta" specjalista podobno w branży samochodowej sprowadził do siebie o trzeciej w nocy łysych kolegów skurwysynów: darcie mordy na klatce i chwilę potem "nuta polskiego skurwysyna" łup łup łup rozbrzmiewająca na cały dom + rżenie polskich mord za ścianą + walenie drzwiami, burda innymi słowy, przekaz: PIERDOLE WSZYSTKICH. Policja? chłopak z miasta jest na nasłuchu policyjnego skanera - wie więcej o jej ruchach niż ona sama. Tak więc pozostaje zaciśniecie zębów i myśl: "smakuj polskie skurwysyństwo z radością".
piątek, 22 października 2010
Pieprzony sąd posła
Nazwał Palikot, sąd w syfie, „pieprzonym sądem”, wszystko przez to że przez 3 miesiące „pieprzony sąd” nie potrafił zarejestrować jego stowarzyszenia. Pan Palikot nie powinien zanadto się puszyć, gdyż w syfie gdzie „pieprzone sądy” potrafią przez 11 lat debatować nad słowem „palant” 3 miesiące jest niczym sekunda w skali wszechświata: 11 lat procesu o jedno słowo
W syfie gdzie gwałciciele czy mordercy dostają wyroki po 2 lata bo jakaś sędziowska dupa wołowa daje drugą szansę po czym wychodzą i gwałcą ponownie, w kraju gdzie można zabić kogoś samochodem i kara wynosi 180 zł, bo sąd zamiast obrać podejście zdroworozsądkowe, opiera się na ekspertyzie podkupionego „rzeczoznawcy” - 3 miesiące to naprawdę nic. W kraju gdzie MOCNE dowody przed sądem są gówno warte bo ważne są WSZYSTKIE dowody, stąd sprawy które mają po 300 akt z których gówno wynika ciągną się po 10 lat w którym to czasie 5 razy zmieniane są składy sędziowskie. W porównaniu z tym 3 miesiące to pikuś. Mimo tego Palikot i tak nazwał sąd „pieprzonym sądem”. I tu baczność! Z urzędu ruszyło w syfie śledztwo prokuratury o popełnieniu przestępstwa przeciw komu? Przeciw Palikotowi rzecz jasna! Bo w beczce gówna jest zakaz mówienia brzydko o organach konstytucyjnych. Innymi słowy jeżeli coś jest niewydolnym gównem nie wolno mówić że śmierdzi i że jest niewydolnym gównem, trzeba mówić że pachnie i że jest wspaniałe. To dość ciekawe podejście do wolności słowa. Ale cóż się dziwić w kraju gdzie wizerunki oraz nazwiska skazanych bandytów są prawnie chronione w przeciwieństwie do świadków a zaufanie społeczeństwa w wymiar sprawiedliwości waha się w przedziale błędu statystycznego o „pieprzonych sądach” - przytaczając słowa posła, źle mówić nie można!
W syfie gdzie gwałciciele czy mordercy dostają wyroki po 2 lata bo jakaś sędziowska dupa wołowa daje drugą szansę po czym wychodzą i gwałcą ponownie, w kraju gdzie można zabić kogoś samochodem i kara wynosi 180 zł, bo sąd zamiast obrać podejście zdroworozsądkowe, opiera się na ekspertyzie podkupionego „rzeczoznawcy” - 3 miesiące to naprawdę nic. W kraju gdzie MOCNE dowody przed sądem są gówno warte bo ważne są WSZYSTKIE dowody, stąd sprawy które mają po 300 akt z których gówno wynika ciągną się po 10 lat w którym to czasie 5 razy zmieniane są składy sędziowskie. W porównaniu z tym 3 miesiące to pikuś. Mimo tego Palikot i tak nazwał sąd „pieprzonym sądem”. I tu baczność! Z urzędu ruszyło w syfie śledztwo prokuratury o popełnieniu przestępstwa przeciw komu? Przeciw Palikotowi rzecz jasna! Bo w beczce gówna jest zakaz mówienia brzydko o organach konstytucyjnych. Innymi słowy jeżeli coś jest niewydolnym gównem nie wolno mówić że śmierdzi i że jest niewydolnym gównem, trzeba mówić że pachnie i że jest wspaniałe. To dość ciekawe podejście do wolności słowa. Ale cóż się dziwić w kraju gdzie wizerunki oraz nazwiska skazanych bandytów są prawnie chronione w przeciwieństwie do świadków a zaufanie społeczeństwa w wymiar sprawiedliwości waha się w przedziale błędu statystycznego o „pieprzonych sądach” - przytaczając słowa posła, źle mówić nie można!
wtorek, 12 października 2010
Kolejna żałoba w syfie
Dlaczego po raz kolejny mam obchodzić żałobę przez polski syf, skurwysyństwo,
głupotę, łamanie prawa, zasad zdrowego rozsądku i jebany polski burdel, brak
infrastruktury. Jak zwykle tragedie rozgrywające się w tym zasranym kraju na
zadupiu cywilizacji mają ten sam scenariusz: polak chciał wyruchać wszystkich
wyruchał sam siebie. Jak zwykle może da się coś ukręcić coś oszukać kogoś
wyruchać, kogoś wykorzystać, może się uda... Jak zwykle anonimowy informator
który powiadomiłby zawczasu np policje o busie przewożącym osoby upchane jak
śledzie był by przez przeciętnego polaka uznany za ostatnią mendę, kapusia, i
donosiciela, może zapobiegł by rozlewowi krwi niewinnych ludzi ale nieważne...
Jak zwykle policja z dużą pewnością nie miała by załogi która mogłaby podjechać i
sprawdzić - sam miałem tak wielokrotnie wzywając policje do pijanego skurwiela
za kółkiem. Jak zwykle porozrzucane flaki i bebechy przyjadą obejrzeć
decydenci z gówno wartych elit politycznych. Pokiwają główkami,
zrobią smutną minę do kamery, powiedzą że akcja jest prowadzona zgodnie z
procedurami, po czym zostaną odwiezieni w swoich czarnych BMKach 150 na godz na
sygnale z powrotem tamując ruch na całej trasie. Jak zwykle ni chuja nie wyciągną
żadnych konsekwencji czy nawet lekcji na przyszłość. Dalej będą te same zjebane
źle oznaczone dziurawe drogi po których będą jeździć, debile łamiący wszelkie
przepisy i zasady zdrowego rozsądku, dalej będzie totalny brak egzekwowania i tak
śmiesznego pobłażliwego prawa. Dalej w tym kloaczanym gównianym syfie nic się
nie zmieni dalej będzie lała się krew dalej ludzie będą ginąć przez głupotę i
cwaniactwo i zacofanie...
głupotę, łamanie prawa, zasad zdrowego rozsądku i jebany polski burdel, brak
infrastruktury. Jak zwykle tragedie rozgrywające się w tym zasranym kraju na
zadupiu cywilizacji mają ten sam scenariusz: polak chciał wyruchać wszystkich
wyruchał sam siebie. Jak zwykle może da się coś ukręcić coś oszukać kogoś
wyruchać, kogoś wykorzystać, może się uda... Jak zwykle anonimowy informator
który powiadomiłby zawczasu np policje o busie przewożącym osoby upchane jak
śledzie był by przez przeciętnego polaka uznany za ostatnią mendę, kapusia, i
donosiciela, może zapobiegł by rozlewowi krwi niewinnych ludzi ale nieważne...
Jak zwykle policja z dużą pewnością nie miała by załogi która mogłaby podjechać i
sprawdzić - sam miałem tak wielokrotnie wzywając policje do pijanego skurwiela
za kółkiem. Jak zwykle porozrzucane flaki i bebechy przyjadą obejrzeć
decydenci z gówno wartych elit politycznych. Pokiwają główkami,
zrobią smutną minę do kamery, powiedzą że akcja jest prowadzona zgodnie z
procedurami, po czym zostaną odwiezieni w swoich czarnych BMKach 150 na godz na
sygnale z powrotem tamując ruch na całej trasie. Jak zwykle ni chuja nie wyciągną
żadnych konsekwencji czy nawet lekcji na przyszłość. Dalej będą te same zjebane
źle oznaczone dziurawe drogi po których będą jeździć, debile łamiący wszelkie
przepisy i zasady zdrowego rozsądku, dalej będzie totalny brak egzekwowania i tak
śmiesznego pobłażliwego prawa. Dalej w tym kloaczanym gównianym syfie nic się
nie zmieni dalej będzie lała się krew dalej ludzie będą ginąć przez głupotę i
cwaniactwo i zacofanie...
poniedziałek, 4 października 2010
Ach ta polska drogowa niesforność (skurwysyństwo)
Za Tvn24
Zderzenie czołowe dwóch samochodów osobowych pod Poznaniem. Trzy osoby ranne w wypadku trafiły do szpitala. Informacje i zdjęcie nadesłał do redakcji Kontakt 24 @Maciej.
Do zderzenia doszło po godzinie 10.00 w Antonówku pod Poznaniem. Na ulicy Browarnej, na łuku drogi „auto omijające pieszych na pasach zderzyło się czołowo z nadjeżdżającą z przeciwka osobówką" – relacjonuje @Maciej. Jak powiedział nam oficer prasowy z wojewódzkiej komendy policji w Poznaniu trzy osoby przewieziono do szpitala.
Ot taki typowy obrazek skurwysyna wymijającego pieszych na przejsciu. Niestety żyje, okaleczył tylko kilka osób. Pewnie więcej już tego nie zrobi bo dostanie 200 zł manadatu i 6 punktów karnych. Smiech...
Zderzenie czołowe dwóch samochodów osobowych pod Poznaniem. Trzy osoby ranne w wypadku trafiły do szpitala. Informacje i zdjęcie nadesłał do redakcji Kontakt 24 @Maciej.
Do zderzenia doszło po godzinie 10.00 w Antonówku pod Poznaniem. Na ulicy Browarnej, na łuku drogi „auto omijające pieszych na pasach zderzyło się czołowo z nadjeżdżającą z przeciwka osobówką" – relacjonuje @Maciej. Jak powiedział nam oficer prasowy z wojewódzkiej komendy policji w Poznaniu trzy osoby przewieziono do szpitala.
Ot taki typowy obrazek skurwysyna wymijającego pieszych na przejsciu. Niestety żyje, okaleczył tylko kilka osób. Pewnie więcej już tego nie zrobi bo dostanie 200 zł manadatu i 6 punktów karnych. Smiech...
sobota, 2 października 2010
Dzień jak co dzień
Dzień dobry w skurwysyństwie:
Co najmniej do godz. 20. w sobotę nie będzie przejezdny szlak kolejowy między Herbami Nowymi, a Pankami (Śląskie), wiodący ze Śląska w kierunku Wielkopolski. Nocą złodzieje ukradli elementy sieci trakcyjnej tej jednotorowej linii.
Jak poinformowało Centrum Zarządzania Kryzysowego wojewody śląskiego, dokonana w piątek ok. godz. 22. kradzież 300 metrów trakcji spowodowała całkowite wstrzymanie ruchu na tym odcinku. Poranne pociągi osobowe jadące w stronę Śląska dojeżdżają tylko do Panek; na uszkodzonym odcinku kursują autobusy.
Sobotnie utrudnienia mają dotyczyć sześciu planowych pociągów osobowych, kursujących między Wieluniem, a Tarnowskimi Górami lub Katowicami (na wyłączonym odcinku kursują zastępcze autobusy), a także pociągu TLK relacji Kraków-Szczecin, który skierowano drogą okrężną przez Lubliniec i Kluczbork.
Pojedynczy tor między Herbami Nowymi a Pankami przez kilka kilometrów wiedzie odludnymi terenami. To jedno z częstych miejsc kradzieży kolejowej infrastruktury w północnej części województwa śląskiego (powiaty lubliniecki i kłobucki). Inne często ograbiane odcinki to pobliskie linie: pasażerska z Tarnowskich Gór do Tworoga i towarowa z Lublińca do Toszka.
Fascynuje wiedza i inwencja polskiego skurwysyna. W końcu zajebać trakcje pod napięciem, to nie to samo co zajebać kołpaki lub radio z samochodu lub ukraść rower z piwnicy. Tu trzeba już trochę inwencji połączonej z polskim skurwysyństwem.
Inną sprawą jest wyłażąca prawda o polsce. Otóż ten drut, czy jak to tam zwał, nie posłuży polskiemu skurwielowi do rozwieszania upranych gaci przed stodołą (bo gaci kundel nie pierze-czytaj post wczesniej), trafi on do skupu metali kolorowych czyli do legalnego biznesu. Jak myślicie, czy właściciel skupu nie wie skąd pochodzi 300 metrów trakcji? Oczywiście że wie! ale pierdoli. Staje się tym samym paserem. W ten sposób 300 metrów drutu przejdzie zapewne przez parę skupów lub innych polskich śmietnisk, gdzie każdy z osobna polski "byznesmen" na nim zarobi. W końcu drut trafi do przeróbki i zostanie zeń stworzone kilkaset metrów trakcji... Ten sam proceder, tyczy się paliwa, samochodów, materiałów budowalnych itd. Ten kraj opiera się na złodziejstwie i paserstwie...Amen (w końcu 95% to zdeklarowani katolicy)
I już tak dorzucam proforma, choć news to żaden bza to norma:
Za TVN24
Pijany kierowca przemierzał vanem podwarszawskie ulice. Siejąc strach i zagrożenie wśród zmotoryzowanych i pieszych pokonał kilka kilometrów na terenie Kobyłki. Gdy policjanci otworzyli drzwi auta, mężczyzna nie był w stanie samodzielnie utrzymać się na nogach.
Świadkiem przerażającego rajdu był @Piotr, który nadesłał do redakcji Kontaktu 24 materiały dokumentujące wyczyny nieodpowiedzialnego kierowcy.
Do zdarzenia doszło w środę, około godziny 11:50, między Zielonką w Wołominem, w Kobyłce, na wysokości kościoła św. Trójcy.
"Zauważyłem przed sobą pojazd, który poruszając się pod prąd, wjeżdzał na chodnik. Ludzie uciekali z chodników, samochody na pobocza" – pisze @Piotr.
„Byłem cały czas w kontakcie z policją, która delikatnie mówiąc nie bardzo się spieszyła. W czasie tego horroru kierowca minął dwie szkoły znajdujące przy ulicy, którą jechał. Zniszczył znaki drogowe na jednym z rond. Uderzał także w dużą koparkę, która jechała przed nim" – wylicza internauta.
Ostatecznie dramat skończył się w Wołominie. Okazało się, że pojazd prowadził zamroczony i nieprzytomny od alkoholu 33-letni mężczyzna.
"Byłem zszokowany gdy kierowca wypadł do kałuży z samochodu jak worek. Nie było z nim żadnego kontaktu. W takim stanie przejechał około 3 - 4 km. Trwało to wszystko ok. 10-15 minut Jechałem za nim na awaryjnych światłach. To cud, że nie doszło do dramatu i nikt nie zginął" – dodaje @Piotr.
Policja zatrzymała delikwenta do wytrzeźwienia, gdyż w wydychanym powietrzu miał przeszło dwa promile. Postawiono mu zarzuty prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu. „Odpowie przed sądem z artykułu 178 paragrafu 1 kodeksu karnego. Czekają go maksymalnie 2 lata pozbawienia wolności" – powiedziała nam Wioletta Zychowska z Powiatowej Komendy Policji w Wołominie.
Takie rzeczy tylko w polsce, polak bowiem zaradny jest i lubi czasem wypić
Co najmniej do godz. 20. w sobotę nie będzie przejezdny szlak kolejowy między Herbami Nowymi, a Pankami (Śląskie), wiodący ze Śląska w kierunku Wielkopolski. Nocą złodzieje ukradli elementy sieci trakcyjnej tej jednotorowej linii.
Jak poinformowało Centrum Zarządzania Kryzysowego wojewody śląskiego, dokonana w piątek ok. godz. 22. kradzież 300 metrów trakcji spowodowała całkowite wstrzymanie ruchu na tym odcinku. Poranne pociągi osobowe jadące w stronę Śląska dojeżdżają tylko do Panek; na uszkodzonym odcinku kursują autobusy.
Sobotnie utrudnienia mają dotyczyć sześciu planowych pociągów osobowych, kursujących między Wieluniem, a Tarnowskimi Górami lub Katowicami (na wyłączonym odcinku kursują zastępcze autobusy), a także pociągu TLK relacji Kraków-Szczecin, który skierowano drogą okrężną przez Lubliniec i Kluczbork.
Pojedynczy tor między Herbami Nowymi a Pankami przez kilka kilometrów wiedzie odludnymi terenami. To jedno z częstych miejsc kradzieży kolejowej infrastruktury w północnej części województwa śląskiego (powiaty lubliniecki i kłobucki). Inne często ograbiane odcinki to pobliskie linie: pasażerska z Tarnowskich Gór do Tworoga i towarowa z Lublińca do Toszka.
Fascynuje wiedza i inwencja polskiego skurwysyna. W końcu zajebać trakcje pod napięciem, to nie to samo co zajebać kołpaki lub radio z samochodu lub ukraść rower z piwnicy. Tu trzeba już trochę inwencji połączonej z polskim skurwysyństwem.
Inną sprawą jest wyłażąca prawda o polsce. Otóż ten drut, czy jak to tam zwał, nie posłuży polskiemu skurwielowi do rozwieszania upranych gaci przed stodołą (bo gaci kundel nie pierze-czytaj post wczesniej), trafi on do skupu metali kolorowych czyli do legalnego biznesu. Jak myślicie, czy właściciel skupu nie wie skąd pochodzi 300 metrów trakcji? Oczywiście że wie! ale pierdoli. Staje się tym samym paserem. W ten sposób 300 metrów drutu przejdzie zapewne przez parę skupów lub innych polskich śmietnisk, gdzie każdy z osobna polski "byznesmen" na nim zarobi. W końcu drut trafi do przeróbki i zostanie zeń stworzone kilkaset metrów trakcji... Ten sam proceder, tyczy się paliwa, samochodów, materiałów budowalnych itd. Ten kraj opiera się na złodziejstwie i paserstwie...Amen (w końcu 95% to zdeklarowani katolicy)
I już tak dorzucam proforma, choć news to żaden bza to norma:
Za TVN24
Pijany kierowca przemierzał vanem podwarszawskie ulice. Siejąc strach i zagrożenie wśród zmotoryzowanych i pieszych pokonał kilka kilometrów na terenie Kobyłki. Gdy policjanci otworzyli drzwi auta, mężczyzna nie był w stanie samodzielnie utrzymać się na nogach.
Świadkiem przerażającego rajdu był @Piotr, który nadesłał do redakcji Kontaktu 24 materiały dokumentujące wyczyny nieodpowiedzialnego kierowcy.
Do zdarzenia doszło w środę, około godziny 11:50, między Zielonką w Wołominem, w Kobyłce, na wysokości kościoła św. Trójcy.
"Zauważyłem przed sobą pojazd, który poruszając się pod prąd, wjeżdzał na chodnik. Ludzie uciekali z chodników, samochody na pobocza" – pisze @Piotr.
„Byłem cały czas w kontakcie z policją, która delikatnie mówiąc nie bardzo się spieszyła. W czasie tego horroru kierowca minął dwie szkoły znajdujące przy ulicy, którą jechał. Zniszczył znaki drogowe na jednym z rond. Uderzał także w dużą koparkę, która jechała przed nim" – wylicza internauta.
Ostatecznie dramat skończył się w Wołominie. Okazało się, że pojazd prowadził zamroczony i nieprzytomny od alkoholu 33-letni mężczyzna.
"Byłem zszokowany gdy kierowca wypadł do kałuży z samochodu jak worek. Nie było z nim żadnego kontaktu. W takim stanie przejechał około 3 - 4 km. Trwało to wszystko ok. 10-15 minut Jechałem za nim na awaryjnych światłach. To cud, że nie doszło do dramatu i nikt nie zginął" – dodaje @Piotr.
Policja zatrzymała delikwenta do wytrzeźwienia, gdyż w wydychanym powietrzu miał przeszło dwa promile. Postawiono mu zarzuty prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu. „Odpowie przed sądem z artykułu 178 paragrafu 1 kodeksu karnego. Czekają go maksymalnie 2 lata pozbawienia wolności" – powiedziała nam Wioletta Zychowska z Powiatowej Komendy Policji w Wołominie.
Takie rzeczy tylko w polsce, polak bowiem zaradny jest i lubi czasem wypić
piątek, 1 października 2010
Sfrustrowany agresywny śmierdziel
Dwa na pozór niezależne badania:
Za Newsweek
Zapach Polaka zwala z nóg. Co piąty młody mieszkaniec naszego kraju dezodorantu używa rzadziej niż raz na 24 godziny, a jeden na czterech unika codziennych spotkań z szamponem – pokazał sondaż przeprowadzony przez pracownię IQS dla Akademii Flirtu AXE
– Zapewne część mężczyzn uważa, że ich feromony są zniewalające i nie chce ich maskować – ironizuje dr Krzysztof Łęcki, socjolog kultury z Uniwersytetu Śląskiego. Jego zdaniem kłopoty z higieną to uboczny efekt panującej dziś kultury obrazkowej. – Panowie wiedzą, że piłkarz Cristiano Ronaldo w przerwie meczu poprawia żelem fryzurę, ale nie czują jego potu. Dlatego dbając o własny wizerunek, bardziej troszczą się o wygląd, a czasem zapominają o wydzielanym przez siebie zapachu – mówi.
oraz
Za emetro
Pasji brak, a frustratów coraz więcej
Prawie połowa Polaków pytana, co najbardziej lubi robić w wolnych chwilach odpowiada: oglądać telewizję. Co czwarty idzie spać. Co piąty w ogóle nie ma pasji. - Rośnie pokolenie nieszczęśliwych ludzi - alarmują psychologowie
Listę zajęć najchętniej wybieranych w wolnym czasie przez Polaków stworzyła firma MB SMG/KRC. Wyłania się z niej dość ponury obraz. Tylko 3 proc. z nas chodzi do kina czy teatru, 4 proc. podróżuje i tyle samo gra np. w gry planszowe. 12 proc. w wolnych chwilach gotuje, 9 proc. majsterkuje, a co trzeci twierdzi, że spotyka się z przyjaciółmi. Jednak 41 proc. najchętniej siedzi przed telewizorem, 17 proc. - przed internetem, a 25 proc. śpi. Aż 23 proc. w wolnym czasie nie robi dosłownie nic.
Socjolog Kuba Antoszewski z MB SMG/KRC uważa, że po prostu nie bardzo umiemy wykorzystać wolny czas. - Bo po okresie transformacji, który przeżyliśmy w biegu, to stosunkowo świeże zjawisko. Teraz żyje nam się trochę lepiej, ale musi minąć trochę czasu, nim nauczymy się pielęgnować swoje pasje - mówi.
Dwa na pozór niezależne badania dają obraz polaka: sfrustrowany, agresywny śmierdziel bez pasji mydła i dezodorantu.
Nie tak dawno zerknąłem na jeden z tych debilnych teleturniej: "czym się pan interesuje" pyta prowadzący jakiegoś kundla. "Sportem i motoryzacją" odpowiada dumnie tenże. Innymi słowy: "oglądam mecze, TVN turbo i Kubice i dokleiłem dwie rury do 15 letniego Golfa. "
I w sumie mógłbym mieć w dupie co kto robi we własnym domu, niestety efektem tego stanu jest prymityw chamstwo i smród pojawiające się wszędzie tam gdzie pojawi się przeciętna polska morda, począwszy od za granicy gdzie bawiący polacy walą "po gałach" z kilometra, przez debilizm na drodze po chamstwo na ulicy...
Jednakże jeżeli ktoś zapyta dlaczego nie wyniosłem się jeszcze z syfu odpowiem że właśnie przez ludzi. Przez te mikroskopijne grupki znajomych w oceanie chamstwa i cwaniactwa, które pomimo często ograniczonych możliwości potrafią, nie zważając na otaczające skurwysyństwo i złodziejstwo realizować się w swoich pasjach i zainteresowaniach. Przeznaczając niekiedy cały wolny czas i energie na "wiosłowanie pod prąd” i tworzeniu małych enklaw ciekawych ludzi...
Za Newsweek
Zapach Polaka zwala z nóg. Co piąty młody mieszkaniec naszego kraju dezodorantu używa rzadziej niż raz na 24 godziny, a jeden na czterech unika codziennych spotkań z szamponem – pokazał sondaż przeprowadzony przez pracownię IQS dla Akademii Flirtu AXE
– Zapewne część mężczyzn uważa, że ich feromony są zniewalające i nie chce ich maskować – ironizuje dr Krzysztof Łęcki, socjolog kultury z Uniwersytetu Śląskiego. Jego zdaniem kłopoty z higieną to uboczny efekt panującej dziś kultury obrazkowej. – Panowie wiedzą, że piłkarz Cristiano Ronaldo w przerwie meczu poprawia żelem fryzurę, ale nie czują jego potu. Dlatego dbając o własny wizerunek, bardziej troszczą się o wygląd, a czasem zapominają o wydzielanym przez siebie zapachu – mówi.
oraz
Za emetro
Pasji brak, a frustratów coraz więcej
Prawie połowa Polaków pytana, co najbardziej lubi robić w wolnych chwilach odpowiada: oglądać telewizję. Co czwarty idzie spać. Co piąty w ogóle nie ma pasji. - Rośnie pokolenie nieszczęśliwych ludzi - alarmują psychologowie
Listę zajęć najchętniej wybieranych w wolnym czasie przez Polaków stworzyła firma MB SMG/KRC. Wyłania się z niej dość ponury obraz. Tylko 3 proc. z nas chodzi do kina czy teatru, 4 proc. podróżuje i tyle samo gra np. w gry planszowe. 12 proc. w wolnych chwilach gotuje, 9 proc. majsterkuje, a co trzeci twierdzi, że spotyka się z przyjaciółmi. Jednak 41 proc. najchętniej siedzi przed telewizorem, 17 proc. - przed internetem, a 25 proc. śpi. Aż 23 proc. w wolnym czasie nie robi dosłownie nic.
Socjolog Kuba Antoszewski z MB SMG/KRC uważa, że po prostu nie bardzo umiemy wykorzystać wolny czas. - Bo po okresie transformacji, który przeżyliśmy w biegu, to stosunkowo świeże zjawisko. Teraz żyje nam się trochę lepiej, ale musi minąć trochę czasu, nim nauczymy się pielęgnować swoje pasje - mówi.
Dwa na pozór niezależne badania dają obraz polaka: sfrustrowany, agresywny śmierdziel bez pasji mydła i dezodorantu.
Nie tak dawno zerknąłem na jeden z tych debilnych teleturniej: "czym się pan interesuje" pyta prowadzący jakiegoś kundla. "Sportem i motoryzacją" odpowiada dumnie tenże. Innymi słowy: "oglądam mecze, TVN turbo i Kubice i dokleiłem dwie rury do 15 letniego Golfa. "
I w sumie mógłbym mieć w dupie co kto robi we własnym domu, niestety efektem tego stanu jest prymityw chamstwo i smród pojawiające się wszędzie tam gdzie pojawi się przeciętna polska morda, począwszy od za granicy gdzie bawiący polacy walą "po gałach" z kilometra, przez debilizm na drodze po chamstwo na ulicy...
Jednakże jeżeli ktoś zapyta dlaczego nie wyniosłem się jeszcze z syfu odpowiem że właśnie przez ludzi. Przez te mikroskopijne grupki znajomych w oceanie chamstwa i cwaniactwa, które pomimo często ograniczonych możliwości potrafią, nie zważając na otaczające skurwysyństwo i złodziejstwo realizować się w swoich pasjach i zainteresowaniach. Przeznaczając niekiedy cały wolny czas i energie na "wiosłowanie pod prąd” i tworzeniu małych enklaw ciekawych ludzi...
poniedziałek, 27 września 2010
Super Fury
Ostatnie czasy, coraz więcej na naszych gównianych drogach pojawia się dobrych fur. I nie mówimy tu o wyższej klasie średniej, tylko o najwyższej półce. Porsche, Astony, BMW z wysokiej półki itd. I zasadniczo należałoby się cieszyć bo świadczyć by to mogło o tym że naród się bogaci, a skoro się bogaci, to i się ukulturalnia. Taka jest naturalna kolej rzeczy. Wiec trend jak najbardziej pożądany. Niestety, nie sprawdzający się w syfie z dwóch powodów.
Primo te super fury często pochodzą z salonów marki „polak potrafi” takich jak ten w podwarszawskim Piasecznie który rozpracowała policja:
Salon Polak Potrafi
Secundo, to mordy które wożą się tymi wózkami.
Mamy więc wybór między:
-Nabitymi mordami bez karków (tu nie ma wątpliwości) wszak musisz wiedzieć drogi frajerze płacący grzecznie podatki i respektujący prawo że gdy ty kupisz dom lub mieszkanie, urząd skarbowy na pewno sprawdzi skąd masz pieniądze i czy płacisz podatki. Raczej Cie nie sprawdzi jak jesteś bezrobotny płacisz gotówka i jeździsz BMW M5 za 350tys.
-Wyżelikowane typki niewiadomo skąd. Może z gównianych polskich klubów piłkarskich za które prymitywy polskie są w stanie tłuc się na trybunach siekierami a w światowych rankingach jest to 4 liga za to w walkach między kibicami pierwsza.
-I ulubiona kategoria tzw. Polscy „byznesmeni” . Przykład polskich asów rodzimego byznesu trzeba szukać tam gdzie są duże pieniądze np. przy budowie autostrad. I tu wyłazi biznes w polskim wykonaniu, czyli ruchanie w dupę frajera. Dla przykładu:
Za Onet pl i Dziennik
Węzeł w Sośnicy miał być gotowy w lipcu. Jednym z powodów opóźnień jest wspomniane śledztwo, które od wiosny prowadzą policjanci z pionu przestępczości gospodarczej śląskiej policji pod nadzorem prokuratury. Śledczy podejrzewają, że choć mechanizm przekrętu polegał na prymitywnym oszustwie, przynosił wielomilionowe zyski - mówi gazecie jeden z funkcjonariuszy.
Najpierw firma odbierała z hałd przy śląskich elektrociepłowniach tzw. UPS, czyli uboczne produkty spalania, a następnie - bez wymaganej przeróbki - wysypywała je wprost na nasypy autostradowe. W efekcie podbudowa drogi nie dość, że będzie słaba, to dodatkowo jeszcze niebezpieczna dla środowiska. Więcej szczegółów dziś na łamach "Dziennika Gazety Prawnej".
Lub też:
za nto
Policjanci z Centralnego Biura Śledczego zatrzymali osiem osób, które brały udział w oszustwie podczas budowy autostrady na odcinku Piekary Śląskie-Maciejów.
Pracownicy budujący autostradę w nocy wywozili cenny materiał - dolomit, służący na podkład pod jezdnię.
Potem dostarczali go na kolejny etap budowy ponownie żądając za niego zapłaty. Wartość skradzionego dolomitu szacuje się na milion złotych.Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji powiedział, że oszuści zamieniali drogi dolomit na inny tańszy surowiec - łupek czarny, który nie spełniał wymagań przy budowie autostrady.Oszuści otrzymywali pieniądze kilkukrotnie sprzedając ten sam dolomit.
W nocy, przy pomocy ciężkiego sprzętu wydobywali dolomit, który wcześniej kładli podczas prac przy budowie autostrady. Zastępowali go słabym jakościowo podkładem. Cenny surowiec ponownie dostarczali na kolejny etap budowy.
Z informacji policji wynika, że takich miejsc, w których wywożono surowiec, mogło być więcej.
Eksperci sprawdzą, jaki wpływ na bezpieczeństwo na autostradzie, będzie miał fakt budowy jezdni na gorszych jakościowo podkładach.
W trakcie prowadzonego śledztwa będą wykonane ekspertyzy, które odpowiedzą na pytanie, jakie niebezpieczeństwo dla trwałości nowej autostrady mogła mieć kradzież kruszywa.
Na poczet przyszłych kar policjanci zabezpieczyli trzy ekskluzywne samochody oraz maszyny budowlane łącznej wartości ponad miliona złotych.
Wygrywa jak zawsze polskie skurwysyństwo.
Primo te super fury często pochodzą z salonów marki „polak potrafi” takich jak ten w podwarszawskim Piasecznie który rozpracowała policja:
Salon Polak Potrafi
Secundo, to mordy które wożą się tymi wózkami.
Mamy więc wybór między:
-Nabitymi mordami bez karków (tu nie ma wątpliwości) wszak musisz wiedzieć drogi frajerze płacący grzecznie podatki i respektujący prawo że gdy ty kupisz dom lub mieszkanie, urząd skarbowy na pewno sprawdzi skąd masz pieniądze i czy płacisz podatki. Raczej Cie nie sprawdzi jak jesteś bezrobotny płacisz gotówka i jeździsz BMW M5 za 350tys.
-Wyżelikowane typki niewiadomo skąd. Może z gównianych polskich klubów piłkarskich za które prymitywy polskie są w stanie tłuc się na trybunach siekierami a w światowych rankingach jest to 4 liga za to w walkach między kibicami pierwsza.
-I ulubiona kategoria tzw. Polscy „byznesmeni” . Przykład polskich asów rodzimego byznesu trzeba szukać tam gdzie są duże pieniądze np. przy budowie autostrad. I tu wyłazi biznes w polskim wykonaniu, czyli ruchanie w dupę frajera. Dla przykładu:
Za Onet pl i Dziennik
Węzeł w Sośnicy miał być gotowy w lipcu. Jednym z powodów opóźnień jest wspomniane śledztwo, które od wiosny prowadzą policjanci z pionu przestępczości gospodarczej śląskiej policji pod nadzorem prokuratury. Śledczy podejrzewają, że choć mechanizm przekrętu polegał na prymitywnym oszustwie, przynosił wielomilionowe zyski - mówi gazecie jeden z funkcjonariuszy.
Najpierw firma odbierała z hałd przy śląskich elektrociepłowniach tzw. UPS, czyli uboczne produkty spalania, a następnie - bez wymaganej przeróbki - wysypywała je wprost na nasypy autostradowe. W efekcie podbudowa drogi nie dość, że będzie słaba, to dodatkowo jeszcze niebezpieczna dla środowiska. Więcej szczegółów dziś na łamach "Dziennika Gazety Prawnej".
Lub też:
za nto
Policjanci z Centralnego Biura Śledczego zatrzymali osiem osób, które brały udział w oszustwie podczas budowy autostrady na odcinku Piekary Śląskie-Maciejów.
Pracownicy budujący autostradę w nocy wywozili cenny materiał - dolomit, służący na podkład pod jezdnię.
Potem dostarczali go na kolejny etap budowy ponownie żądając za niego zapłaty. Wartość skradzionego dolomitu szacuje się na milion złotych.Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji powiedział, że oszuści zamieniali drogi dolomit na inny tańszy surowiec - łupek czarny, który nie spełniał wymagań przy budowie autostrady.Oszuści otrzymywali pieniądze kilkukrotnie sprzedając ten sam dolomit.
W nocy, przy pomocy ciężkiego sprzętu wydobywali dolomit, który wcześniej kładli podczas prac przy budowie autostrady. Zastępowali go słabym jakościowo podkładem. Cenny surowiec ponownie dostarczali na kolejny etap budowy.
Z informacji policji wynika, że takich miejsc, w których wywożono surowiec, mogło być więcej.
Eksperci sprawdzą, jaki wpływ na bezpieczeństwo na autostradzie, będzie miał fakt budowy jezdni na gorszych jakościowo podkładach.
W trakcie prowadzonego śledztwa będą wykonane ekspertyzy, które odpowiedzą na pytanie, jakie niebezpieczeństwo dla trwałości nowej autostrady mogła mieć kradzież kruszywa.
Na poczet przyszłych kar policjanci zabezpieczyli trzy ekskluzywne samochody oraz maszyny budowlane łącznej wartości ponad miliona złotych.
Wygrywa jak zawsze polskie skurwysyństwo.
sobota, 25 września 2010
Kundel kultura
Odbyte przez lata podróże wprawiły mnie w pewną zadumę.
Każdy kraj a raczej jego mieszkańcy mają bowiem pewną lub pewne kulturowe cechy charakterystyczne. Coś co płynie im we krwi od pokoleń. I nie chodzi bynajmniej o wycieranie sobie gęby Szymborską, Miłoszem czy Chopinem który to przeciętnemu polskiemu kundlowi kojarzy się z nazwą wódy. Chodzi o to co widać na ulicy, sposób spędzania wolnego czasu, charakterystyczny dla narodu, grupy etnicznej czy nawet regionu. Dla przykładu przeciętny kubańczyk nawet w zapadłej dziurze potrafi zatańczyć taką Rumbe lub Salse że szczęka opada. Jak nie zatańczy to zagra na bębnach lub na czymkolwiek innym. To robi w wolnym czasie, tak się bawi. Rytm i muzykę ma we krwi. W Brazylii dzieciaki (chyba wszystkie) z zapałem kopią piłkę ludzie na ulicy grają na bębnach ćwiczą Capoeire ruszają się w rytmie Samby. W Chinach dla odmiany na każdym kroku widać ćwiczących Taj Chi, Chi Kung o sztukach walki nie wspominając. Co tam daleko szukać nawet za miedzą w Tyrolu czy Bawarii dziadki lubią z dumą potrukać na trąbach w wolnych chwilach a takie imprezy jak Oktoberfest mimo że polegają na żłopaniu piwa i jedzeniu kiełbasy upływają w wesołej przyjaznej atmosferze.
I tu pojawiła się moja zaduma: jaki motyw przewodni pojawia się na każdym kroku w polsce? Gdziekolwiek nie pojade w polsce motywem przewodnim jest jeden obrazek: tępe zacięte czerwone od wódy i mocnego piwa mordy rzucają „kurwami” i słaniają się nogach. Starzy są z reguły naśladowani przez młode wilki a raczej kundelki, zaciskające dziarsko gówniarskie łapki na puszkach mocnego piwa na spirytusie gdzieś na obsranym przystanku autobusowym.
Zresztą takich kundli oglądam na swoim osiedlu w stolicy nie trzeba nigdzie jezdzić. Najebka, darcie mordy i zostawienie po sobie syfu to znak szczególny. Identycznie jest gdy polacy roznoszą swoją „kulturę” jak gówno na bucie za granicą. Chlanie, darcie mordy, przekleństwa, agresja taki oto kulturowy znak szczególny zostawia po sobie kundel.
Każdy kraj a raczej jego mieszkańcy mają bowiem pewną lub pewne kulturowe cechy charakterystyczne. Coś co płynie im we krwi od pokoleń. I nie chodzi bynajmniej o wycieranie sobie gęby Szymborską, Miłoszem czy Chopinem który to przeciętnemu polskiemu kundlowi kojarzy się z nazwą wódy. Chodzi o to co widać na ulicy, sposób spędzania wolnego czasu, charakterystyczny dla narodu, grupy etnicznej czy nawet regionu. Dla przykładu przeciętny kubańczyk nawet w zapadłej dziurze potrafi zatańczyć taką Rumbe lub Salse że szczęka opada. Jak nie zatańczy to zagra na bębnach lub na czymkolwiek innym. To robi w wolnym czasie, tak się bawi. Rytm i muzykę ma we krwi. W Brazylii dzieciaki (chyba wszystkie) z zapałem kopią piłkę ludzie na ulicy grają na bębnach ćwiczą Capoeire ruszają się w rytmie Samby. W Chinach dla odmiany na każdym kroku widać ćwiczących Taj Chi, Chi Kung o sztukach walki nie wspominając. Co tam daleko szukać nawet za miedzą w Tyrolu czy Bawarii dziadki lubią z dumą potrukać na trąbach w wolnych chwilach a takie imprezy jak Oktoberfest mimo że polegają na żłopaniu piwa i jedzeniu kiełbasy upływają w wesołej przyjaznej atmosferze.
I tu pojawiła się moja zaduma: jaki motyw przewodni pojawia się na każdym kroku w polsce? Gdziekolwiek nie pojade w polsce motywem przewodnim jest jeden obrazek: tępe zacięte czerwone od wódy i mocnego piwa mordy rzucają „kurwami” i słaniają się nogach. Starzy są z reguły naśladowani przez młode wilki a raczej kundelki, zaciskające dziarsko gówniarskie łapki na puszkach mocnego piwa na spirytusie gdzieś na obsranym przystanku autobusowym.
Zresztą takich kundli oglądam na swoim osiedlu w stolicy nie trzeba nigdzie jezdzić. Najebka, darcie mordy i zostawienie po sobie syfu to znak szczególny. Identycznie jest gdy polacy roznoszą swoją „kulturę” jak gówno na bucie za granicą. Chlanie, darcie mordy, przekleństwa, agresja taki oto kulturowy znak szczególny zostawia po sobie kundel.
poniedziałek, 13 września 2010
Skurwysyństwa ciąg dalszy
Za PAP:
27-letni Polak, który został aresztowany w nocy z soboty na niedzielę w rejonie Genui we Włoszech, ponieważ ugodził nożem swą trzyletnią córkę, był pijany - podała włoska agencja prasowa Ansa. Dziewczynka jest w ciężkim stanie.
Wcześniej informowano, że ofiarą ataku jest trzyletni chłopiec. Dziecko przeszło operację brzucha w szpitalu pediatrycznym w Genui.
Wciąż nie są jasne wszystkie okoliczności tragedii, do której doszło w domu rodziny w Valbisagno. Policja wszczęła dochodzenie w tej sprawie, a zatrzymanemu Polakowi postawiono zarzut próby zabójstwa.
Jak podała agencja Ansa, dotychczas ustalono, że w chwili tragedii w domu nie było matki dziecka. Kobieta ma być przesłuchana.
Na pewno włoscy sąsiedzi naszego bohatera narodowego, są dumni z takiego sąsiedztwa… Można by powiedzieć że się przypieprzam, że wyciągam wyrwane z kontekstu historyjki z marginesu… Czyżby? Dzień pózniej mamy następnego polaka załatwiającego porachunki z dzieckiem z pomocą noża:
Policja przesłuchała 24-latka z Brzozowa, który przyznał się do zaatakowania nożem 12-letniej dziewczynki. Dziecko z ranami klatki piersiowej przebywa w szpitalu. Mężczyźnie grozi do 12 lat więzienia.
Napastnik, którego brzozowska policja zatrzymała w niedzielę wieczorem, usłyszał zarzut "rozboju na nieletniej z użyciem niebezpiecznego narzędzia", za co grozi od 3 do 12 lat więzienia.
Mężczyzna został już przesłuchany, a do prokuratury trafi prawdopodobnie dopiero we wtorek. Policja ustala obecnie motywy postępowania mężczyzny.
- 24-latek jest dobrze znany brzozowskiej policji, ma na swoim koncie m.in. kradzieże i włamania, za które był już karany - poinformowała aspirant Joanna Kędra-Ohar.
Dziewczynka w niedzielę po popołudniu wracała na rowerze do domu od koleżanki. Zaatakował ją nieznajomy mężczyzna, żądając pieniędzy i telefonu komórkowego. Kiedy dziecko odmówiło, napastnik wyjął nóż i trzykrotnie ugodził 12-latkę w okolice klatki piersiowej. Dziewczynka trafiła do szpitala.
Według informacji lekarzy, jej stan jest stabilny, ale musi jeszcze pozostać w szpitalu na obserwacji.
Trudno zrozumieć nawet mieszącemu w polskim gównie autorowi (specjaliście od syfu), poziom skurwysyństwa jaki trzeba posiadać by zaatakować dziecko nożem. Tu muszą zachodzić już głębokie fizjologiczne zmiany w skurwionym polskim łbie. Co więcej takich smaczków praktycznie niespotyka się nigdzie indziej na świecie.
Warto też zwrócić uwagę na zasrane prawo syfu: w Włoszech zarzut prosty jak drut: próba zabójstwa. W sraczu zarzut to: rozbój na nieletniej z użyciem niebezpiecznego narzędzia”. Jak ładnie i dokładnie zasrany system prawny kloaki kategoryzuje przestępstwa.
27-letni Polak, który został aresztowany w nocy z soboty na niedzielę w rejonie Genui we Włoszech, ponieważ ugodził nożem swą trzyletnią córkę, był pijany - podała włoska agencja prasowa Ansa. Dziewczynka jest w ciężkim stanie.
Wcześniej informowano, że ofiarą ataku jest trzyletni chłopiec. Dziecko przeszło operację brzucha w szpitalu pediatrycznym w Genui.
Wciąż nie są jasne wszystkie okoliczności tragedii, do której doszło w domu rodziny w Valbisagno. Policja wszczęła dochodzenie w tej sprawie, a zatrzymanemu Polakowi postawiono zarzut próby zabójstwa.
Jak podała agencja Ansa, dotychczas ustalono, że w chwili tragedii w domu nie było matki dziecka. Kobieta ma być przesłuchana.
Na pewno włoscy sąsiedzi naszego bohatera narodowego, są dumni z takiego sąsiedztwa… Można by powiedzieć że się przypieprzam, że wyciągam wyrwane z kontekstu historyjki z marginesu… Czyżby? Dzień pózniej mamy następnego polaka załatwiającego porachunki z dzieckiem z pomocą noża:
Policja przesłuchała 24-latka z Brzozowa, który przyznał się do zaatakowania nożem 12-letniej dziewczynki. Dziecko z ranami klatki piersiowej przebywa w szpitalu. Mężczyźnie grozi do 12 lat więzienia.
Napastnik, którego brzozowska policja zatrzymała w niedzielę wieczorem, usłyszał zarzut "rozboju na nieletniej z użyciem niebezpiecznego narzędzia", za co grozi od 3 do 12 lat więzienia.
Mężczyzna został już przesłuchany, a do prokuratury trafi prawdopodobnie dopiero we wtorek. Policja ustala obecnie motywy postępowania mężczyzny.
- 24-latek jest dobrze znany brzozowskiej policji, ma na swoim koncie m.in. kradzieże i włamania, za które był już karany - poinformowała aspirant Joanna Kędra-Ohar.
Dziewczynka w niedzielę po popołudniu wracała na rowerze do domu od koleżanki. Zaatakował ją nieznajomy mężczyzna, żądając pieniędzy i telefonu komórkowego. Kiedy dziecko odmówiło, napastnik wyjął nóż i trzykrotnie ugodził 12-latkę w okolice klatki piersiowej. Dziewczynka trafiła do szpitala.
Według informacji lekarzy, jej stan jest stabilny, ale musi jeszcze pozostać w szpitalu na obserwacji.
Trudno zrozumieć nawet mieszącemu w polskim gównie autorowi (specjaliście od syfu), poziom skurwysyństwa jaki trzeba posiadać by zaatakować dziecko nożem. Tu muszą zachodzić już głębokie fizjologiczne zmiany w skurwionym polskim łbie. Co więcej takich smaczków praktycznie niespotyka się nigdzie indziej na świecie.
Warto też zwrócić uwagę na zasrane prawo syfu: w Włoszech zarzut prosty jak drut: próba zabójstwa. W sraczu zarzut to: rozbój na nieletniej z użyciem niebezpiecznego narzędzia”. Jak ładnie i dokładnie zasrany system prawny kloaki kategoryzuje przestępstwa.
sobota, 4 września 2010
Skurwysyński kraj
Z cylku skurwysyńśki kraj za onet pl:
Fatalnie zakończyło się grzybobranie dla mieszkanki podgorzowskiego Santoka. Gdy kobieta szukała prawdziwków, kurek i maślaków, złodzieje częściowo rozebrali i okradli z części jej mercedesa klasy A. Zabrali m.in. skórzane fotele, tylną kanapę i kierownicę.
Po otrzymaniu zgłoszenia o kradzieży policjanci udali się na miejsce zdarzenia - las między miejscowościami Gościm i Lubiatów. Na leśnej drodze, około 50 m od "asfaltówki", czekała na nich poszkodowana kobieta, a obok niej stał rozbebeszony przez złodziei mercedes klasy A - poinformował zespół prasowy lubuskiej policji.
W mercedesie została wybita boczna szyba. Z wnętrza auta zniknęły przednie fotele, tylna kanapa, radio, część dźwigni zmiany biegów, kierownica. Amatorzy kradzionych części odkręcili też dwa boczne lusterka i 16 śrub mocujących koła. Pokrzywdzona wyceniła straty na 6 tys. zł.
Leśnych złodziei na razie nie udało się zatrzymać.
Policja apeluje do osób zbierających grzyby o zachowanie czujności i ostrożności nie tylko przy samym grzybobraniu, ale także o zwrócenie uwagi na pozostawione samochody.
To nie jest kraj do życia dla normalnych ludzi. To Eldorado dla wszelkiej masci skurwysyństwa...
Fatalnie zakończyło się grzybobranie dla mieszkanki podgorzowskiego Santoka. Gdy kobieta szukała prawdziwków, kurek i maślaków, złodzieje częściowo rozebrali i okradli z części jej mercedesa klasy A. Zabrali m.in. skórzane fotele, tylną kanapę i kierownicę.
Po otrzymaniu zgłoszenia o kradzieży policjanci udali się na miejsce zdarzenia - las między miejscowościami Gościm i Lubiatów. Na leśnej drodze, około 50 m od "asfaltówki", czekała na nich poszkodowana kobieta, a obok niej stał rozbebeszony przez złodziei mercedes klasy A - poinformował zespół prasowy lubuskiej policji.
W mercedesie została wybita boczna szyba. Z wnętrza auta zniknęły przednie fotele, tylna kanapa, radio, część dźwigni zmiany biegów, kierownica. Amatorzy kradzionych części odkręcili też dwa boczne lusterka i 16 śrub mocujących koła. Pokrzywdzona wyceniła straty na 6 tys. zł.
Leśnych złodziei na razie nie udało się zatrzymać.
Policja apeluje do osób zbierających grzyby o zachowanie czujności i ostrożności nie tylko przy samym grzybobraniu, ale także o zwrócenie uwagi na pozostawione samochody.
To nie jest kraj do życia dla normalnych ludzi. To Eldorado dla wszelkiej masci skurwysyństwa...
wtorek, 31 sierpnia 2010
Stolica w Europie - 3km na godzinę
Wczoraj po południu, w mieście stołecznym zrobiłem 6 km w 2 godz. Po czym porzuciłem samochód i na spotkanie ruszyłem z buta w ulewnym deszczu. Czy stało się coś nadzwyczajnego? Czy był wypadek? Zamach? Szczyt NATO? Nic podobnego! Nawet rok szkolny się jeszcze nie zaczął nie mówiąc już o Akademickim a do roboty wróciły dopiero pierwsze wiesiawiaki. Powodem tego polskiego pierdolnika jest fakt że tzw. drogowcy (musi to być banda wyjątkowych złamasów) zdecydowali się rozpierdolić jedną z głównych arterii miasta na remont ch.j wie czego. I wszystko by było OK, tylko dlaczego jak co roku we Wrześniu??!! Czyli wtedy gdy zaczyna się koszmar komunikacyjny?! i dlaczego przecinając główną arterię miasta robota k… mać wygląda tak:

Rozjebany dół, obsrana koparka i żywej duszy wokół.
Dodać do tego należy zasrany system „sterowania ruchem” za grube setki milionów PLN, który gwarantuje że zatrzymasz się na każdych światłach bo każde wypadną czerwone, lub też ci co mają zielone nie mają gdzie jechać bo samochody przed nimi już mają czerwone itd. Jak zwykle w polsce, ktoś zrobił biznesik, a że projekt był przysponsorowany przez Unię to znów mądry polak wyruchał „to Ieurope”. Nie wie że przy okazji jak zwykle wyruchał głównie siebie.
Chciałbym poziom pracy władz Warszawy i sposób prowadzenia remontu tego syfu nazwać trzecim światem ale nie mogę. Na swoje nieszczęście widziałem jak wyglądają budowy w tym tzw. 3cim Świecie, nie wspominając już np. o Chinach z których polak się śmieje jako z symbolu badziewia i tandety. Tam budowa metra w zapadłej dziurze czy drogi trwa dzień i noc 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu 365 dni w roku. I jest to budowa nie tylko z nazwy! Ludzie kręcą się jak mrówki. A w syfie 3 typów w gumofilcach kręci się przy sraczu z gazetą pod pachą a media nadają że tych dróg to na 2012 jednak nie ukończymy… Jakbyśmy śmieli!

Rozjebany dół, obsrana koparka i żywej duszy wokół.
Dodać do tego należy zasrany system „sterowania ruchem” za grube setki milionów PLN, który gwarantuje że zatrzymasz się na każdych światłach bo każde wypadną czerwone, lub też ci co mają zielone nie mają gdzie jechać bo samochody przed nimi już mają czerwone itd. Jak zwykle w polsce, ktoś zrobił biznesik, a że projekt był przysponsorowany przez Unię to znów mądry polak wyruchał „to Ieurope”. Nie wie że przy okazji jak zwykle wyruchał głównie siebie.
Chciałbym poziom pracy władz Warszawy i sposób prowadzenia remontu tego syfu nazwać trzecim światem ale nie mogę. Na swoje nieszczęście widziałem jak wyglądają budowy w tym tzw. 3cim Świecie, nie wspominając już np. o Chinach z których polak się śmieje jako z symbolu badziewia i tandety. Tam budowa metra w zapadłej dziurze czy drogi trwa dzień i noc 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu 365 dni w roku. I jest to budowa nie tylko z nazwy! Ludzie kręcą się jak mrówki. A w syfie 3 typów w gumofilcach kręci się przy sraczu z gazetą pod pachą a media nadają że tych dróg to na 2012 jednak nie ukończymy… Jakbyśmy śmieli!
piątek, 27 sierpnia 2010
Jeszcze troche lektury o kundlu na wakacjach
Wakacje maja się ku końcowi więc nie sposób nie nawiązać do poprzedniego wątku wypoczywającego polskiego śmierdziela. W prasie masowej pojawiły się 2 całkiem niezłe perełki o kundlu i jego sposobie wypoczywania w newsweeku: lektura obowiązkowa:
Polak na wakacjach
oraz zaserwowany na onecie "jak polak bawi się na basenie":
Proszę nie srać do brodzika
Z jednej strony to dobrze gdyż oznacza to ni mniej ni więcej, że świadomość polskiego skurwienia w społeczeństwie wzrasta. Z drugiej jednak takie obrazki prawdziwego polactwa, skurwysyństwa i prymitywu, automatycznie budzą głosy „strażników kibla” czyli kundli którzy właśnie tu w pierdolniku czują się świetnie rozwlekając niestety polskie skurwysyństwo wszędzie tam gdzie się pojawią.
I relacja przerażonej internautki z wyjazdu z kundlami :
Byłam na fajnej wycieczce w Tunezji, w hotelu wszyscy ludzie byli fajni, mili, przyjemni, potrafili się bawić. Na wieczornych hotelowych imprezach z animatorami ludzie fajnie się bawili, ale 1 polaczek potrafił zepsuć nam opinię. Całą wycieczkę chodził nachlany i wszędzie rozrabiał. Począwszy od przewracania krzeseł przy basenie, kończywszy na głupich okrzykach Legia na imprezach. Jak wziął udział w konkursie to nic nie rozumiał po angielsku i zamiast striptizu wziął kobiete do tańca, a zamiast tańca zaczął robić striptiz... Help, a kolega dla fanu polewał mu lufe na scenie.- zarówno wszyscy tunezyjczycy, francuzi, niemcy, amerykanie, włosi, hiszpanie i rosjanie! patrzyli na to z niesmakiem, nikt nie rozumiał polskiego głupiego żartu, tu nawet nie trzeba było rozumieć języka, wystarczyło popatrzeć że to żenada, wszyscy obcokrajowcy patrzyli z niesmakiem na wszystkich polaków i widziałam, że polakom było głupio. Jeden tunezyjczyk podszedł do mnie i zapytał czemu nie klaskam jak polak się wygłupia, a ja mu na to że jest idiotą i to żenada i wolę jak wy tańczycie. On za te słowa przytulił mnie i zaczął się śmiać :) miałam wrażenie że tylko mnie nie traktuje jak polkę. No i tak właśnie odbierają nas inni, przed pojedynczych idiotów. Polacy jak się nachlają to myślą tylko o bójce i o wyjściu z facetami! :) a obcokrajowcy jak się napiją to potrafią fajnie tańczyć, podrywać, bawić się i śmiać - ale nie tak, że wszyscy słyszą........
Polak na wakacjach
oraz zaserwowany na onecie "jak polak bawi się na basenie":
Proszę nie srać do brodzika
Z jednej strony to dobrze gdyż oznacza to ni mniej ni więcej, że świadomość polskiego skurwienia w społeczeństwie wzrasta. Z drugiej jednak takie obrazki prawdziwego polactwa, skurwysyństwa i prymitywu, automatycznie budzą głosy „strażników kibla” czyli kundli którzy właśnie tu w pierdolniku czują się świetnie rozwlekając niestety polskie skurwysyństwo wszędzie tam gdzie się pojawią.
I relacja przerażonej internautki z wyjazdu z kundlami :
Byłam na fajnej wycieczce w Tunezji, w hotelu wszyscy ludzie byli fajni, mili, przyjemni, potrafili się bawić. Na wieczornych hotelowych imprezach z animatorami ludzie fajnie się bawili, ale 1 polaczek potrafił zepsuć nam opinię. Całą wycieczkę chodził nachlany i wszędzie rozrabiał. Począwszy od przewracania krzeseł przy basenie, kończywszy na głupich okrzykach Legia na imprezach. Jak wziął udział w konkursie to nic nie rozumiał po angielsku i zamiast striptizu wziął kobiete do tańca, a zamiast tańca zaczął robić striptiz... Help, a kolega dla fanu polewał mu lufe na scenie.- zarówno wszyscy tunezyjczycy, francuzi, niemcy, amerykanie, włosi, hiszpanie i rosjanie! patrzyli na to z niesmakiem, nikt nie rozumiał polskiego głupiego żartu, tu nawet nie trzeba było rozumieć języka, wystarczyło popatrzeć że to żenada, wszyscy obcokrajowcy patrzyli z niesmakiem na wszystkich polaków i widziałam, że polakom było głupio. Jeden tunezyjczyk podszedł do mnie i zapytał czemu nie klaskam jak polak się wygłupia, a ja mu na to że jest idiotą i to żenada i wolę jak wy tańczycie. On za te słowa przytulił mnie i zaczął się śmiać :) miałam wrażenie że tylko mnie nie traktuje jak polkę. No i tak właśnie odbierają nas inni, przed pojedynczych idiotów. Polacy jak się nachlają to myślą tylko o bójce i o wyjściu z facetami! :) a obcokrajowcy jak się napiją to potrafią fajnie tańczyć, podrywać, bawić się i śmiać - ale nie tak, że wszyscy słyszą........
sobota, 21 sierpnia 2010
Zabawa: czyli polak petem i piwem śmierdzący
Ostatnio zapragnąłem osobiście sprawdzić jak Polak „się bawi” u siebie w chlewie. Czy może coś zmieniło się na lepsze… Obraz który ujrzałem potwierdził niestety przerażający poziom zacofania prymitywu i skurwysyństwa. Po wielogodzinnej walce ze skurwysyństwem drogowym, trafiamy do tzw. „kurortów”. Tu zabawa polaka ma jedno imię: „najebać się jak szpadel”. O każdej porze dnia i nocy polski kundel ściska w swej grubej łapie tanie piwo a w drugiej śmierdzącego peta: są to 2 podstawowe elementy „zabawy” polaka. Peta tradycyjnie skurwiel pali nie zważając na innych najlepiej pod nosem sąsiadowi na plaży, w klubie w knajpie. Ów pet tradycyjnie zagrzebywany jest w piachu wypierdalany przez okno w samochodzie lub rzucany pod nogi. Wracając jednak do „polskich kurortów”: Melanż smrodu niedomytych dup, piwa specjal i śmierdzącego dymem cielska, powoduje że paw podchodzi mi do gardła. W godzinach wieczornych do piwa, polak dołącza „coś mocniejszego. Tradycyjnie wódeczke. Jak zwykle zaczyna się darcie skurwysyńskich mord, rzucanie mięsem, chamskie zaczepki… Od godziny 22 wzwyż, pojawiają się na chodnikach pierwsze bełty, potem jest już tylko gorzej.Kolejki przed "monopolowymi" trwają całą noc. W tzw. klubach, polak bawi się w znany sobie sposób tj. trzęsie się w konwulsjach z petem w mordzie i piwem w łapie. Jest wtedy „cool”. Dopóki procenty działają, wszystko jest fajnie potem zostaje już tylko skwaszona morda z wypisanym wkurwieniem. Wszędzie śmierdzi dymem-to już relikt minionej epoki na skalę europejską gdzie obowiązuje całkowity zakaz palenia w lokalach gastronomiczno rozrywkowych. Polakowi jednak smród nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie -pomaga w stworzeniu atmosfery miłej „zabawy” à la chlew. Jest u siebie. Czuje to pełną piersią, ja również-wróciłem szybko-drogą śmierci, po drodze były 3 wypadki w tym jeden śmiertelny…
Boże chroń polaka przed złą Austriacką policją
Nawiązując do poprzedniego posta, za onet pl:
Z ostatniej chwili:
Europoseł PiS Ryszard Czarnecki w najnowszym wpisie na swoim blogu w Onet.pl podnosi alarm w obronie Polaków. Według polityka Polacy są traktowani "z buta" przez przedstawicieli Austrii.
Poseł informuje o zachowaniu służb drogowych w Austrii, które jego zdaniem surowo karzą kierowców z Polski. Chodzi o mandaty za winiety. "Polacy w samochodzie audi na podwarszawskich numerach posiadali ważną winietę drogową na 10 dni na Austrię, to nie mieli jej właśnie naklejonej na szybę. Mandat musiał być zapłacony na miejscu" - alarmuje europoseł dodając, że płatność na miejscu wynosiła 120 euro, płatność w późniejszym terminie wynosiłaby 400 euro i wiązałaby się z opłatami administracyjnymi. Europoseł PiS domaga się wobec tego reakcji ze strony polskiego MSZ. "Dalej będzie wyniośle milczał, pokazując, że ma w nosie obywateli RP, bądź co bądź, utrzymujących rząd z własnych podatków?" - pisze o polskim MSZ polityk PiS. "Czekam na interwencję resortu p. Sikorskiego" - dodaje Czarnecki.
Kundel nie zrozumie nigdy że są kraje w których prawo jest przestrzegane co do przecinka. Znów zła policja Austriacka napada na biednych polaków którym nie udało się przycwaniakować jak w polsce. Instrukcja naklejania winiety jest w formie rysunkowej i jest jasna nawet dla trzylatka, pewnie nawet zacny polski europoseł byłby w stanie ją zrozumieć (aczkolwiek tu nie ma pewności). Polski europoseł może i tak, ale nie kundel na podwarszawskich numerach...
Z ostatniej chwili:
Europoseł PiS Ryszard Czarnecki w najnowszym wpisie na swoim blogu w Onet.pl podnosi alarm w obronie Polaków. Według polityka Polacy są traktowani "z buta" przez przedstawicieli Austrii.
Poseł informuje o zachowaniu służb drogowych w Austrii, które jego zdaniem surowo karzą kierowców z Polski. Chodzi o mandaty za winiety. "Polacy w samochodzie audi na podwarszawskich numerach posiadali ważną winietę drogową na 10 dni na Austrię, to nie mieli jej właśnie naklejonej na szybę. Mandat musiał być zapłacony na miejscu" - alarmuje europoseł dodając, że płatność na miejscu wynosiła 120 euro, płatność w późniejszym terminie wynosiłaby 400 euro i wiązałaby się z opłatami administracyjnymi. Europoseł PiS domaga się wobec tego reakcji ze strony polskiego MSZ. "Dalej będzie wyniośle milczał, pokazując, że ma w nosie obywateli RP, bądź co bądź, utrzymujących rząd z własnych podatków?" - pisze o polskim MSZ polityk PiS. "Czekam na interwencję resortu p. Sikorskiego" - dodaje Czarnecki.
Kundel nie zrozumie nigdy że są kraje w których prawo jest przestrzegane co do przecinka. Znów zła policja Austriacka napada na biednych polaków którym nie udało się przycwaniakować jak w polsce. Instrukcja naklejania winiety jest w formie rysunkowej i jest jasna nawet dla trzylatka, pewnie nawet zacny polski europoseł byłby w stanie ją zrozumieć (aczkolwiek tu nie ma pewności). Polski europoseł może i tak, ale nie kundel na podwarszawskich numerach...
Zafajdać Alpy
Dawno dawno temu, miałem przyjemność rozkoszowania się idyllicznym zimowym kurortem, za granicami syfu-rzecz jasna. Przyjeżdżający tam głownie Niemcy, Austriacy i Szwajcarzy, (często opluwani przez polskiego kundla za panujący tam porządek i rzekomą wrodzoną niechęć do Polaków-ale o tym za chwile) podchodzili z wesołą sympatią do przybyszy z demoludów, w tym także do Polaków(jezdził tam wtedy inny garnitur ludzi). Tak było kiedyś…
To, że żarty się skończyły, zrozumiałem, gdy w wagoniku kolejki zobaczyłem wyryty nożem na drzwiach napis: „Kraków King” puszkę po piwie i śmierdzącego polskiego peta zgaszonego na podłodze. I rzeczywiście. Z roku na rok w te piękne rejony zaczęło zjeżdżać coraz więcej polaków - tych prawdziwych tym razem. Przed sklepem można już było zobaczyć skurwysynko zaparkowany na 3 miejscach parkingowych samochód polaka, na parkingu pod wyciągiem z kolei coraz częstszym obrazkiem były skurwysyńskie ryje drące mordy popijając piwko z puszek które potem lądowały w strumieniu. Skurwysyński pijacki styl jazdy kundli spowodował dramatyczny wzrost wypadków a narty trzeba było nagle przypinać do ściany lub co najmniej mieć cały czas na oku, bo zaradny polak lubił się sam obsłużyć cudzym sprzętem który wpadł w jego skurwysyńskie oko. W hotelach pojawiły się typowe polskie skurwysyńskie tradycje chlania w jednym pokoju i darcia mordy do rana i robienia kanapek na później z tego co na szwedzkim stole dają na śniadanie, zostawiania po sobie syfu tudzież kradzenia ręczników.
„Zli” Niemcy i Austriacy, nie potrafili zrozumieć, jak można nie trafić w miejsce parkingowe, jak można kraść cudzy sprzęt, nie rozumieć prostego ograniczenia prędkości podwójnej ciągłej linii czy zakazu palenia. Jak można śmiecić jak ostania świnia i „bawić się” w polskim stylu srając na spokój innych. Nagle przyjazna ciekawość zachodnich sąsiadów zaczęła przeradzać się w niechęć w końcu awersje. W rodzimej zasranej prasie zaczęły się pojawiać artykuliki jak to Niemiecka czy Austriacka policja prześladuje biednych polaków i jacy ci Niemcy znów źli…
To, że żarty się skończyły, zrozumiałem, gdy w wagoniku kolejki zobaczyłem wyryty nożem na drzwiach napis: „Kraków King” puszkę po piwie i śmierdzącego polskiego peta zgaszonego na podłodze. I rzeczywiście. Z roku na rok w te piękne rejony zaczęło zjeżdżać coraz więcej polaków - tych prawdziwych tym razem. Przed sklepem można już było zobaczyć skurwysynko zaparkowany na 3 miejscach parkingowych samochód polaka, na parkingu pod wyciągiem z kolei coraz częstszym obrazkiem były skurwysyńskie ryje drące mordy popijając piwko z puszek które potem lądowały w strumieniu. Skurwysyński pijacki styl jazdy kundli spowodował dramatyczny wzrost wypadków a narty trzeba było nagle przypinać do ściany lub co najmniej mieć cały czas na oku, bo zaradny polak lubił się sam obsłużyć cudzym sprzętem który wpadł w jego skurwysyńskie oko. W hotelach pojawiły się typowe polskie skurwysyńskie tradycje chlania w jednym pokoju i darcia mordy do rana i robienia kanapek na później z tego co na szwedzkim stole dają na śniadanie, zostawiania po sobie syfu tudzież kradzenia ręczników.
„Zli” Niemcy i Austriacy, nie potrafili zrozumieć, jak można nie trafić w miejsce parkingowe, jak można kraść cudzy sprzęt, nie rozumieć prostego ograniczenia prędkości podwójnej ciągłej linii czy zakazu palenia. Jak można śmiecić jak ostania świnia i „bawić się” w polskim stylu srając na spokój innych. Nagle przyjazna ciekawość zachodnich sąsiadów zaczęła przeradzać się w niechęć w końcu awersje. W rodzimej zasranej prasie zaczęły się pojawiać artykuliki jak to Niemiecka czy Austriacka policja prześladuje biednych polaków i jacy ci Niemcy znów źli…
wtorek, 17 sierpnia 2010
Wciąż rekordziści
Od jakiegoś czasu monitorujemy sytuacje na drogach w syfie. Co ciekawsze uczestniczyliśmy zupełnie nieświadomie w tzw „eksperymencie narodowym „weekend bez ofiar”. Tak tak… o ile oczywiste rozwiązania poprawienia bezpieczeństwa ruchu stosowane są na całym świecie, tak tu w syfie robi się dalej na ludziach eksperymenty. Niestety o ile można wybierać znajomych czy miejsca spędzania wolnego czasu, tak na drodze z kundlem mistrzem prostej przychodzi stanąć oko w oko w walce o życie. Przez ostatnie 4 dni nawijając ponad 800 kilometrów drogami śmierci i syfu mogliśmy zbadać sytuację z bliska. W poniedziałek gdzie padł rekord wakacji 21 zabitych, na samej siódemce przestaliśmy kilka godzin z powodu czterech wypadków. W Tym jednego śmiertelnego. Nasnuwa się jeden podstawowy wniosek: to cud że tylko tyle. Najśmieszniejsze jest to, że wszystkie wydarzyły się na w miarę nowych równych odcinkach dróg właśnie tam gdzie kundel mistrz prostej czuje wolność w skrzydłach. To niebywałe jak niską wartość dla kundla ma w polsce ludzkie życie. Wyprzedzanie na podwójnych ciągłych, na zakręcie na czoło to norma. Szczególną uwagę przykuł kundla w czarnym BMW X6 o nr GA1717 (może komuś uratuje to życie), to co wyrabiał ten polski ulizany kundlo-playboy na drodze to wielokrotna próba zabójstwa z premedytacją.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)