Ostatnie czasy, coraz więcej na naszych gównianych drogach pojawia się dobrych fur. I nie mówimy tu o wyższej klasie średniej, tylko o najwyższej półce. Porsche, Astony, BMW z wysokiej półki itd. I zasadniczo należałoby się cieszyć bo świadczyć by to mogło o tym że naród się bogaci, a skoro się bogaci, to i się ukulturalnia. Taka jest naturalna kolej rzeczy. Wiec trend jak najbardziej pożądany. Niestety, nie sprawdzający się w syfie z dwóch powodów.
Primo te super fury często pochodzą z salonów marki „polak potrafi” takich jak ten w podwarszawskim Piasecznie który rozpracowała policja:
Salon Polak Potrafi
Secundo, to mordy które wożą się tymi wózkami.
Mamy więc wybór między:
-Nabitymi mordami bez karków (tu nie ma wątpliwości) wszak musisz wiedzieć drogi frajerze płacący grzecznie podatki i respektujący prawo że gdy ty kupisz dom lub mieszkanie, urząd skarbowy na pewno sprawdzi skąd masz pieniądze i czy płacisz podatki. Raczej Cie nie sprawdzi jak jesteś bezrobotny płacisz gotówka i jeździsz BMW M5 za 350tys.
-Wyżelikowane typki niewiadomo skąd. Może z gównianych polskich klubów piłkarskich za które prymitywy polskie są w stanie tłuc się na trybunach siekierami a w światowych rankingach jest to 4 liga za to w walkach między kibicami pierwsza.
-I ulubiona kategoria tzw. Polscy „byznesmeni” . Przykład polskich asów rodzimego byznesu trzeba szukać tam gdzie są duże pieniądze np. przy budowie autostrad. I tu wyłazi biznes w polskim wykonaniu, czyli ruchanie w dupę frajera. Dla przykładu:
Za Onet pl i Dziennik
Węzeł w Sośnicy miał być gotowy w lipcu. Jednym z powodów opóźnień jest wspomniane śledztwo, które od wiosny prowadzą policjanci z pionu przestępczości gospodarczej śląskiej policji pod nadzorem prokuratury. Śledczy podejrzewają, że choć mechanizm przekrętu polegał na prymitywnym oszustwie, przynosił wielomilionowe zyski - mówi gazecie jeden z funkcjonariuszy.
Najpierw firma odbierała z hałd przy śląskich elektrociepłowniach tzw. UPS, czyli uboczne produkty spalania, a następnie - bez wymaganej przeróbki - wysypywała je wprost na nasypy autostradowe. W efekcie podbudowa drogi nie dość, że będzie słaba, to dodatkowo jeszcze niebezpieczna dla środowiska. Więcej szczegółów dziś na łamach "Dziennika Gazety Prawnej".
Lub też:
za nto
Policjanci z Centralnego Biura Śledczego zatrzymali osiem osób, które brały udział w oszustwie podczas budowy autostrady na odcinku Piekary Śląskie-Maciejów.
Pracownicy budujący autostradę w nocy wywozili cenny materiał - dolomit, służący na podkład pod jezdnię.
Potem dostarczali go na kolejny etap budowy ponownie żądając za niego zapłaty. Wartość skradzionego dolomitu szacuje się na milion złotych.Mariusz Sokołowski z Komendy Głównej Policji powiedział, że oszuści zamieniali drogi dolomit na inny tańszy surowiec - łupek czarny, który nie spełniał wymagań przy budowie autostrady.Oszuści otrzymywali pieniądze kilkukrotnie sprzedając ten sam dolomit.
W nocy, przy pomocy ciężkiego sprzętu wydobywali dolomit, który wcześniej kładli podczas prac przy budowie autostrady. Zastępowali go słabym jakościowo podkładem. Cenny surowiec ponownie dostarczali na kolejny etap budowy.
Z informacji policji wynika, że takich miejsc, w których wywożono surowiec, mogło być więcej.
Eksperci sprawdzą, jaki wpływ na bezpieczeństwo na autostradzie, będzie miał fakt budowy jezdni na gorszych jakościowo podkładach.
W trakcie prowadzonego śledztwa będą wykonane ekspertyzy, które odpowiedzą na pytanie, jakie niebezpieczeństwo dla trwałości nowej autostrady mogła mieć kradzież kruszywa.
Na poczet przyszłych kar policjanci zabezpieczyli trzy ekskluzywne samochody oraz maszyny budowlane łącznej wartości ponad miliona złotych.
Wygrywa jak zawsze polskie skurwysyństwo.
poniedziałek, 27 września 2010
sobota, 25 września 2010
Kundel kultura
Odbyte przez lata podróże wprawiły mnie w pewną zadumę.
Każdy kraj a raczej jego mieszkańcy mają bowiem pewną lub pewne kulturowe cechy charakterystyczne. Coś co płynie im we krwi od pokoleń. I nie chodzi bynajmniej o wycieranie sobie gęby Szymborską, Miłoszem czy Chopinem który to przeciętnemu polskiemu kundlowi kojarzy się z nazwą wódy. Chodzi o to co widać na ulicy, sposób spędzania wolnego czasu, charakterystyczny dla narodu, grupy etnicznej czy nawet regionu. Dla przykładu przeciętny kubańczyk nawet w zapadłej dziurze potrafi zatańczyć taką Rumbe lub Salse że szczęka opada. Jak nie zatańczy to zagra na bębnach lub na czymkolwiek innym. To robi w wolnym czasie, tak się bawi. Rytm i muzykę ma we krwi. W Brazylii dzieciaki (chyba wszystkie) z zapałem kopią piłkę ludzie na ulicy grają na bębnach ćwiczą Capoeire ruszają się w rytmie Samby. W Chinach dla odmiany na każdym kroku widać ćwiczących Taj Chi, Chi Kung o sztukach walki nie wspominając. Co tam daleko szukać nawet za miedzą w Tyrolu czy Bawarii dziadki lubią z dumą potrukać na trąbach w wolnych chwilach a takie imprezy jak Oktoberfest mimo że polegają na żłopaniu piwa i jedzeniu kiełbasy upływają w wesołej przyjaznej atmosferze.
I tu pojawiła się moja zaduma: jaki motyw przewodni pojawia się na każdym kroku w polsce? Gdziekolwiek nie pojade w polsce motywem przewodnim jest jeden obrazek: tępe zacięte czerwone od wódy i mocnego piwa mordy rzucają „kurwami” i słaniają się nogach. Starzy są z reguły naśladowani przez młode wilki a raczej kundelki, zaciskające dziarsko gówniarskie łapki na puszkach mocnego piwa na spirytusie gdzieś na obsranym przystanku autobusowym.
Zresztą takich kundli oglądam na swoim osiedlu w stolicy nie trzeba nigdzie jezdzić. Najebka, darcie mordy i zostawienie po sobie syfu to znak szczególny. Identycznie jest gdy polacy roznoszą swoją „kulturę” jak gówno na bucie za granicą. Chlanie, darcie mordy, przekleństwa, agresja taki oto kulturowy znak szczególny zostawia po sobie kundel.
Każdy kraj a raczej jego mieszkańcy mają bowiem pewną lub pewne kulturowe cechy charakterystyczne. Coś co płynie im we krwi od pokoleń. I nie chodzi bynajmniej o wycieranie sobie gęby Szymborską, Miłoszem czy Chopinem który to przeciętnemu polskiemu kundlowi kojarzy się z nazwą wódy. Chodzi o to co widać na ulicy, sposób spędzania wolnego czasu, charakterystyczny dla narodu, grupy etnicznej czy nawet regionu. Dla przykładu przeciętny kubańczyk nawet w zapadłej dziurze potrafi zatańczyć taką Rumbe lub Salse że szczęka opada. Jak nie zatańczy to zagra na bębnach lub na czymkolwiek innym. To robi w wolnym czasie, tak się bawi. Rytm i muzykę ma we krwi. W Brazylii dzieciaki (chyba wszystkie) z zapałem kopią piłkę ludzie na ulicy grają na bębnach ćwiczą Capoeire ruszają się w rytmie Samby. W Chinach dla odmiany na każdym kroku widać ćwiczących Taj Chi, Chi Kung o sztukach walki nie wspominając. Co tam daleko szukać nawet za miedzą w Tyrolu czy Bawarii dziadki lubią z dumą potrukać na trąbach w wolnych chwilach a takie imprezy jak Oktoberfest mimo że polegają na żłopaniu piwa i jedzeniu kiełbasy upływają w wesołej przyjaznej atmosferze.
I tu pojawiła się moja zaduma: jaki motyw przewodni pojawia się na każdym kroku w polsce? Gdziekolwiek nie pojade w polsce motywem przewodnim jest jeden obrazek: tępe zacięte czerwone od wódy i mocnego piwa mordy rzucają „kurwami” i słaniają się nogach. Starzy są z reguły naśladowani przez młode wilki a raczej kundelki, zaciskające dziarsko gówniarskie łapki na puszkach mocnego piwa na spirytusie gdzieś na obsranym przystanku autobusowym.
Zresztą takich kundli oglądam na swoim osiedlu w stolicy nie trzeba nigdzie jezdzić. Najebka, darcie mordy i zostawienie po sobie syfu to znak szczególny. Identycznie jest gdy polacy roznoszą swoją „kulturę” jak gówno na bucie za granicą. Chlanie, darcie mordy, przekleństwa, agresja taki oto kulturowy znak szczególny zostawia po sobie kundel.
poniedziałek, 13 września 2010
Skurwysyństwa ciąg dalszy
Za PAP:
27-letni Polak, który został aresztowany w nocy z soboty na niedzielę w rejonie Genui we Włoszech, ponieważ ugodził nożem swą trzyletnią córkę, był pijany - podała włoska agencja prasowa Ansa. Dziewczynka jest w ciężkim stanie.
Wcześniej informowano, że ofiarą ataku jest trzyletni chłopiec. Dziecko przeszło operację brzucha w szpitalu pediatrycznym w Genui.
Wciąż nie są jasne wszystkie okoliczności tragedii, do której doszło w domu rodziny w Valbisagno. Policja wszczęła dochodzenie w tej sprawie, a zatrzymanemu Polakowi postawiono zarzut próby zabójstwa.
Jak podała agencja Ansa, dotychczas ustalono, że w chwili tragedii w domu nie było matki dziecka. Kobieta ma być przesłuchana.
Na pewno włoscy sąsiedzi naszego bohatera narodowego, są dumni z takiego sąsiedztwa… Można by powiedzieć że się przypieprzam, że wyciągam wyrwane z kontekstu historyjki z marginesu… Czyżby? Dzień pózniej mamy następnego polaka załatwiającego porachunki z dzieckiem z pomocą noża:
Policja przesłuchała 24-latka z Brzozowa, który przyznał się do zaatakowania nożem 12-letniej dziewczynki. Dziecko z ranami klatki piersiowej przebywa w szpitalu. Mężczyźnie grozi do 12 lat więzienia.
Napastnik, którego brzozowska policja zatrzymała w niedzielę wieczorem, usłyszał zarzut "rozboju na nieletniej z użyciem niebezpiecznego narzędzia", za co grozi od 3 do 12 lat więzienia.
Mężczyzna został już przesłuchany, a do prokuratury trafi prawdopodobnie dopiero we wtorek. Policja ustala obecnie motywy postępowania mężczyzny.
- 24-latek jest dobrze znany brzozowskiej policji, ma na swoim koncie m.in. kradzieże i włamania, za które był już karany - poinformowała aspirant Joanna Kędra-Ohar.
Dziewczynka w niedzielę po popołudniu wracała na rowerze do domu od koleżanki. Zaatakował ją nieznajomy mężczyzna, żądając pieniędzy i telefonu komórkowego. Kiedy dziecko odmówiło, napastnik wyjął nóż i trzykrotnie ugodził 12-latkę w okolice klatki piersiowej. Dziewczynka trafiła do szpitala.
Według informacji lekarzy, jej stan jest stabilny, ale musi jeszcze pozostać w szpitalu na obserwacji.
Trudno zrozumieć nawet mieszącemu w polskim gównie autorowi (specjaliście od syfu), poziom skurwysyństwa jaki trzeba posiadać by zaatakować dziecko nożem. Tu muszą zachodzić już głębokie fizjologiczne zmiany w skurwionym polskim łbie. Co więcej takich smaczków praktycznie niespotyka się nigdzie indziej na świecie.
Warto też zwrócić uwagę na zasrane prawo syfu: w Włoszech zarzut prosty jak drut: próba zabójstwa. W sraczu zarzut to: rozbój na nieletniej z użyciem niebezpiecznego narzędzia”. Jak ładnie i dokładnie zasrany system prawny kloaki kategoryzuje przestępstwa.
27-letni Polak, który został aresztowany w nocy z soboty na niedzielę w rejonie Genui we Włoszech, ponieważ ugodził nożem swą trzyletnią córkę, był pijany - podała włoska agencja prasowa Ansa. Dziewczynka jest w ciężkim stanie.
Wcześniej informowano, że ofiarą ataku jest trzyletni chłopiec. Dziecko przeszło operację brzucha w szpitalu pediatrycznym w Genui.
Wciąż nie są jasne wszystkie okoliczności tragedii, do której doszło w domu rodziny w Valbisagno. Policja wszczęła dochodzenie w tej sprawie, a zatrzymanemu Polakowi postawiono zarzut próby zabójstwa.
Jak podała agencja Ansa, dotychczas ustalono, że w chwili tragedii w domu nie było matki dziecka. Kobieta ma być przesłuchana.
Na pewno włoscy sąsiedzi naszego bohatera narodowego, są dumni z takiego sąsiedztwa… Można by powiedzieć że się przypieprzam, że wyciągam wyrwane z kontekstu historyjki z marginesu… Czyżby? Dzień pózniej mamy następnego polaka załatwiającego porachunki z dzieckiem z pomocą noża:
Policja przesłuchała 24-latka z Brzozowa, który przyznał się do zaatakowania nożem 12-letniej dziewczynki. Dziecko z ranami klatki piersiowej przebywa w szpitalu. Mężczyźnie grozi do 12 lat więzienia.
Napastnik, którego brzozowska policja zatrzymała w niedzielę wieczorem, usłyszał zarzut "rozboju na nieletniej z użyciem niebezpiecznego narzędzia", za co grozi od 3 do 12 lat więzienia.
Mężczyzna został już przesłuchany, a do prokuratury trafi prawdopodobnie dopiero we wtorek. Policja ustala obecnie motywy postępowania mężczyzny.
- 24-latek jest dobrze znany brzozowskiej policji, ma na swoim koncie m.in. kradzieże i włamania, za które był już karany - poinformowała aspirant Joanna Kędra-Ohar.
Dziewczynka w niedzielę po popołudniu wracała na rowerze do domu od koleżanki. Zaatakował ją nieznajomy mężczyzna, żądając pieniędzy i telefonu komórkowego. Kiedy dziecko odmówiło, napastnik wyjął nóż i trzykrotnie ugodził 12-latkę w okolice klatki piersiowej. Dziewczynka trafiła do szpitala.
Według informacji lekarzy, jej stan jest stabilny, ale musi jeszcze pozostać w szpitalu na obserwacji.
Trudno zrozumieć nawet mieszącemu w polskim gównie autorowi (specjaliście od syfu), poziom skurwysyństwa jaki trzeba posiadać by zaatakować dziecko nożem. Tu muszą zachodzić już głębokie fizjologiczne zmiany w skurwionym polskim łbie. Co więcej takich smaczków praktycznie niespotyka się nigdzie indziej na świecie.
Warto też zwrócić uwagę na zasrane prawo syfu: w Włoszech zarzut prosty jak drut: próba zabójstwa. W sraczu zarzut to: rozbój na nieletniej z użyciem niebezpiecznego narzędzia”. Jak ładnie i dokładnie zasrany system prawny kloaki kategoryzuje przestępstwa.
sobota, 4 września 2010
Skurwysyński kraj
Z cylku skurwysyńśki kraj za onet pl:
Fatalnie zakończyło się grzybobranie dla mieszkanki podgorzowskiego Santoka. Gdy kobieta szukała prawdziwków, kurek i maślaków, złodzieje częściowo rozebrali i okradli z części jej mercedesa klasy A. Zabrali m.in. skórzane fotele, tylną kanapę i kierownicę.
Po otrzymaniu zgłoszenia o kradzieży policjanci udali się na miejsce zdarzenia - las między miejscowościami Gościm i Lubiatów. Na leśnej drodze, około 50 m od "asfaltówki", czekała na nich poszkodowana kobieta, a obok niej stał rozbebeszony przez złodziei mercedes klasy A - poinformował zespół prasowy lubuskiej policji.
W mercedesie została wybita boczna szyba. Z wnętrza auta zniknęły przednie fotele, tylna kanapa, radio, część dźwigni zmiany biegów, kierownica. Amatorzy kradzionych części odkręcili też dwa boczne lusterka i 16 śrub mocujących koła. Pokrzywdzona wyceniła straty na 6 tys. zł.
Leśnych złodziei na razie nie udało się zatrzymać.
Policja apeluje do osób zbierających grzyby o zachowanie czujności i ostrożności nie tylko przy samym grzybobraniu, ale także o zwrócenie uwagi na pozostawione samochody.
To nie jest kraj do życia dla normalnych ludzi. To Eldorado dla wszelkiej masci skurwysyństwa...
Fatalnie zakończyło się grzybobranie dla mieszkanki podgorzowskiego Santoka. Gdy kobieta szukała prawdziwków, kurek i maślaków, złodzieje częściowo rozebrali i okradli z części jej mercedesa klasy A. Zabrali m.in. skórzane fotele, tylną kanapę i kierownicę.
Po otrzymaniu zgłoszenia o kradzieży policjanci udali się na miejsce zdarzenia - las między miejscowościami Gościm i Lubiatów. Na leśnej drodze, około 50 m od "asfaltówki", czekała na nich poszkodowana kobieta, a obok niej stał rozbebeszony przez złodziei mercedes klasy A - poinformował zespół prasowy lubuskiej policji.
W mercedesie została wybita boczna szyba. Z wnętrza auta zniknęły przednie fotele, tylna kanapa, radio, część dźwigni zmiany biegów, kierownica. Amatorzy kradzionych części odkręcili też dwa boczne lusterka i 16 śrub mocujących koła. Pokrzywdzona wyceniła straty na 6 tys. zł.
Leśnych złodziei na razie nie udało się zatrzymać.
Policja apeluje do osób zbierających grzyby o zachowanie czujności i ostrożności nie tylko przy samym grzybobraniu, ale także o zwrócenie uwagi na pozostawione samochody.
To nie jest kraj do życia dla normalnych ludzi. To Eldorado dla wszelkiej masci skurwysyństwa...
wtorek, 31 sierpnia 2010
Stolica w Europie - 3km na godzinę
Wczoraj po południu, w mieście stołecznym zrobiłem 6 km w 2 godz. Po czym porzuciłem samochód i na spotkanie ruszyłem z buta w ulewnym deszczu. Czy stało się coś nadzwyczajnego? Czy był wypadek? Zamach? Szczyt NATO? Nic podobnego! Nawet rok szkolny się jeszcze nie zaczął nie mówiąc już o Akademickim a do roboty wróciły dopiero pierwsze wiesiawiaki. Powodem tego polskiego pierdolnika jest fakt że tzw. drogowcy (musi to być banda wyjątkowych złamasów) zdecydowali się rozpierdolić jedną z głównych arterii miasta na remont ch.j wie czego. I wszystko by było OK, tylko dlaczego jak co roku we Wrześniu??!! Czyli wtedy gdy zaczyna się koszmar komunikacyjny?! i dlaczego przecinając główną arterię miasta robota k… mać wygląda tak:

Rozjebany dół, obsrana koparka i żywej duszy wokół.
Dodać do tego należy zasrany system „sterowania ruchem” za grube setki milionów PLN, który gwarantuje że zatrzymasz się na każdych światłach bo każde wypadną czerwone, lub też ci co mają zielone nie mają gdzie jechać bo samochody przed nimi już mają czerwone itd. Jak zwykle w polsce, ktoś zrobił biznesik, a że projekt był przysponsorowany przez Unię to znów mądry polak wyruchał „to Ieurope”. Nie wie że przy okazji jak zwykle wyruchał głównie siebie.
Chciałbym poziom pracy władz Warszawy i sposób prowadzenia remontu tego syfu nazwać trzecim światem ale nie mogę. Na swoje nieszczęście widziałem jak wyglądają budowy w tym tzw. 3cim Świecie, nie wspominając już np. o Chinach z których polak się śmieje jako z symbolu badziewia i tandety. Tam budowa metra w zapadłej dziurze czy drogi trwa dzień i noc 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu 365 dni w roku. I jest to budowa nie tylko z nazwy! Ludzie kręcą się jak mrówki. A w syfie 3 typów w gumofilcach kręci się przy sraczu z gazetą pod pachą a media nadają że tych dróg to na 2012 jednak nie ukończymy… Jakbyśmy śmieli!

Rozjebany dół, obsrana koparka i żywej duszy wokół.
Dodać do tego należy zasrany system „sterowania ruchem” za grube setki milionów PLN, który gwarantuje że zatrzymasz się na każdych światłach bo każde wypadną czerwone, lub też ci co mają zielone nie mają gdzie jechać bo samochody przed nimi już mają czerwone itd. Jak zwykle w polsce, ktoś zrobił biznesik, a że projekt był przysponsorowany przez Unię to znów mądry polak wyruchał „to Ieurope”. Nie wie że przy okazji jak zwykle wyruchał głównie siebie.
Chciałbym poziom pracy władz Warszawy i sposób prowadzenia remontu tego syfu nazwać trzecim światem ale nie mogę. Na swoje nieszczęście widziałem jak wyglądają budowy w tym tzw. 3cim Świecie, nie wspominając już np. o Chinach z których polak się śmieje jako z symbolu badziewia i tandety. Tam budowa metra w zapadłej dziurze czy drogi trwa dzień i noc 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu 365 dni w roku. I jest to budowa nie tylko z nazwy! Ludzie kręcą się jak mrówki. A w syfie 3 typów w gumofilcach kręci się przy sraczu z gazetą pod pachą a media nadają że tych dróg to na 2012 jednak nie ukończymy… Jakbyśmy śmieli!
piątek, 27 sierpnia 2010
Jeszcze troche lektury o kundlu na wakacjach
Wakacje maja się ku końcowi więc nie sposób nie nawiązać do poprzedniego wątku wypoczywającego polskiego śmierdziela. W prasie masowej pojawiły się 2 całkiem niezłe perełki o kundlu i jego sposobie wypoczywania w newsweeku: lektura obowiązkowa:
Polak na wakacjach
oraz zaserwowany na onecie "jak polak bawi się na basenie":
Proszę nie srać do brodzika
Z jednej strony to dobrze gdyż oznacza to ni mniej ni więcej, że świadomość polskiego skurwienia w społeczeństwie wzrasta. Z drugiej jednak takie obrazki prawdziwego polactwa, skurwysyństwa i prymitywu, automatycznie budzą głosy „strażników kibla” czyli kundli którzy właśnie tu w pierdolniku czują się świetnie rozwlekając niestety polskie skurwysyństwo wszędzie tam gdzie się pojawią.
I relacja przerażonej internautki z wyjazdu z kundlami :
Byłam na fajnej wycieczce w Tunezji, w hotelu wszyscy ludzie byli fajni, mili, przyjemni, potrafili się bawić. Na wieczornych hotelowych imprezach z animatorami ludzie fajnie się bawili, ale 1 polaczek potrafił zepsuć nam opinię. Całą wycieczkę chodził nachlany i wszędzie rozrabiał. Począwszy od przewracania krzeseł przy basenie, kończywszy na głupich okrzykach Legia na imprezach. Jak wziął udział w konkursie to nic nie rozumiał po angielsku i zamiast striptizu wziął kobiete do tańca, a zamiast tańca zaczął robić striptiz... Help, a kolega dla fanu polewał mu lufe na scenie.- zarówno wszyscy tunezyjczycy, francuzi, niemcy, amerykanie, włosi, hiszpanie i rosjanie! patrzyli na to z niesmakiem, nikt nie rozumiał polskiego głupiego żartu, tu nawet nie trzeba było rozumieć języka, wystarczyło popatrzeć że to żenada, wszyscy obcokrajowcy patrzyli z niesmakiem na wszystkich polaków i widziałam, że polakom było głupio. Jeden tunezyjczyk podszedł do mnie i zapytał czemu nie klaskam jak polak się wygłupia, a ja mu na to że jest idiotą i to żenada i wolę jak wy tańczycie. On za te słowa przytulił mnie i zaczął się śmiać :) miałam wrażenie że tylko mnie nie traktuje jak polkę. No i tak właśnie odbierają nas inni, przed pojedynczych idiotów. Polacy jak się nachlają to myślą tylko o bójce i o wyjściu z facetami! :) a obcokrajowcy jak się napiją to potrafią fajnie tańczyć, podrywać, bawić się i śmiać - ale nie tak, że wszyscy słyszą........
Polak na wakacjach
oraz zaserwowany na onecie "jak polak bawi się na basenie":
Proszę nie srać do brodzika
Z jednej strony to dobrze gdyż oznacza to ni mniej ni więcej, że świadomość polskiego skurwienia w społeczeństwie wzrasta. Z drugiej jednak takie obrazki prawdziwego polactwa, skurwysyństwa i prymitywu, automatycznie budzą głosy „strażników kibla” czyli kundli którzy właśnie tu w pierdolniku czują się świetnie rozwlekając niestety polskie skurwysyństwo wszędzie tam gdzie się pojawią.
I relacja przerażonej internautki z wyjazdu z kundlami :
Byłam na fajnej wycieczce w Tunezji, w hotelu wszyscy ludzie byli fajni, mili, przyjemni, potrafili się bawić. Na wieczornych hotelowych imprezach z animatorami ludzie fajnie się bawili, ale 1 polaczek potrafił zepsuć nam opinię. Całą wycieczkę chodził nachlany i wszędzie rozrabiał. Począwszy od przewracania krzeseł przy basenie, kończywszy na głupich okrzykach Legia na imprezach. Jak wziął udział w konkursie to nic nie rozumiał po angielsku i zamiast striptizu wziął kobiete do tańca, a zamiast tańca zaczął robić striptiz... Help, a kolega dla fanu polewał mu lufe na scenie.- zarówno wszyscy tunezyjczycy, francuzi, niemcy, amerykanie, włosi, hiszpanie i rosjanie! patrzyli na to z niesmakiem, nikt nie rozumiał polskiego głupiego żartu, tu nawet nie trzeba było rozumieć języka, wystarczyło popatrzeć że to żenada, wszyscy obcokrajowcy patrzyli z niesmakiem na wszystkich polaków i widziałam, że polakom było głupio. Jeden tunezyjczyk podszedł do mnie i zapytał czemu nie klaskam jak polak się wygłupia, a ja mu na to że jest idiotą i to żenada i wolę jak wy tańczycie. On za te słowa przytulił mnie i zaczął się śmiać :) miałam wrażenie że tylko mnie nie traktuje jak polkę. No i tak właśnie odbierają nas inni, przed pojedynczych idiotów. Polacy jak się nachlają to myślą tylko o bójce i o wyjściu z facetami! :) a obcokrajowcy jak się napiją to potrafią fajnie tańczyć, podrywać, bawić się i śmiać - ale nie tak, że wszyscy słyszą........
sobota, 21 sierpnia 2010
Zabawa: czyli polak petem i piwem śmierdzący
Ostatnio zapragnąłem osobiście sprawdzić jak Polak „się bawi” u siebie w chlewie. Czy może coś zmieniło się na lepsze… Obraz który ujrzałem potwierdził niestety przerażający poziom zacofania prymitywu i skurwysyństwa. Po wielogodzinnej walce ze skurwysyństwem drogowym, trafiamy do tzw. „kurortów”. Tu zabawa polaka ma jedno imię: „najebać się jak szpadel”. O każdej porze dnia i nocy polski kundel ściska w swej grubej łapie tanie piwo a w drugiej śmierdzącego peta: są to 2 podstawowe elementy „zabawy” polaka. Peta tradycyjnie skurwiel pali nie zważając na innych najlepiej pod nosem sąsiadowi na plaży, w klubie w knajpie. Ów pet tradycyjnie zagrzebywany jest w piachu wypierdalany przez okno w samochodzie lub rzucany pod nogi. Wracając jednak do „polskich kurortów”: Melanż smrodu niedomytych dup, piwa specjal i śmierdzącego dymem cielska, powoduje że paw podchodzi mi do gardła. W godzinach wieczornych do piwa, polak dołącza „coś mocniejszego. Tradycyjnie wódeczke. Jak zwykle zaczyna się darcie skurwysyńskich mord, rzucanie mięsem, chamskie zaczepki… Od godziny 22 wzwyż, pojawiają się na chodnikach pierwsze bełty, potem jest już tylko gorzej.Kolejki przed "monopolowymi" trwają całą noc. W tzw. klubach, polak bawi się w znany sobie sposób tj. trzęsie się w konwulsjach z petem w mordzie i piwem w łapie. Jest wtedy „cool”. Dopóki procenty działają, wszystko jest fajnie potem zostaje już tylko skwaszona morda z wypisanym wkurwieniem. Wszędzie śmierdzi dymem-to już relikt minionej epoki na skalę europejską gdzie obowiązuje całkowity zakaz palenia w lokalach gastronomiczno rozrywkowych. Polakowi jednak smród nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie -pomaga w stworzeniu atmosfery miłej „zabawy” à la chlew. Jest u siebie. Czuje to pełną piersią, ja również-wróciłem szybko-drogą śmierci, po drodze były 3 wypadki w tym jeden śmiertelny…
Boże chroń polaka przed złą Austriacką policją
Nawiązując do poprzedniego posta, za onet pl:
Z ostatniej chwili:
Europoseł PiS Ryszard Czarnecki w najnowszym wpisie na swoim blogu w Onet.pl podnosi alarm w obronie Polaków. Według polityka Polacy są traktowani "z buta" przez przedstawicieli Austrii.
Poseł informuje o zachowaniu służb drogowych w Austrii, które jego zdaniem surowo karzą kierowców z Polski. Chodzi o mandaty za winiety. "Polacy w samochodzie audi na podwarszawskich numerach posiadali ważną winietę drogową na 10 dni na Austrię, to nie mieli jej właśnie naklejonej na szybę. Mandat musiał być zapłacony na miejscu" - alarmuje europoseł dodając, że płatność na miejscu wynosiła 120 euro, płatność w późniejszym terminie wynosiłaby 400 euro i wiązałaby się z opłatami administracyjnymi. Europoseł PiS domaga się wobec tego reakcji ze strony polskiego MSZ. "Dalej będzie wyniośle milczał, pokazując, że ma w nosie obywateli RP, bądź co bądź, utrzymujących rząd z własnych podatków?" - pisze o polskim MSZ polityk PiS. "Czekam na interwencję resortu p. Sikorskiego" - dodaje Czarnecki.
Kundel nie zrozumie nigdy że są kraje w których prawo jest przestrzegane co do przecinka. Znów zła policja Austriacka napada na biednych polaków którym nie udało się przycwaniakować jak w polsce. Instrukcja naklejania winiety jest w formie rysunkowej i jest jasna nawet dla trzylatka, pewnie nawet zacny polski europoseł byłby w stanie ją zrozumieć (aczkolwiek tu nie ma pewności). Polski europoseł może i tak, ale nie kundel na podwarszawskich numerach...
Z ostatniej chwili:
Europoseł PiS Ryszard Czarnecki w najnowszym wpisie na swoim blogu w Onet.pl podnosi alarm w obronie Polaków. Według polityka Polacy są traktowani "z buta" przez przedstawicieli Austrii.
Poseł informuje o zachowaniu służb drogowych w Austrii, które jego zdaniem surowo karzą kierowców z Polski. Chodzi o mandaty za winiety. "Polacy w samochodzie audi na podwarszawskich numerach posiadali ważną winietę drogową na 10 dni na Austrię, to nie mieli jej właśnie naklejonej na szybę. Mandat musiał być zapłacony na miejscu" - alarmuje europoseł dodając, że płatność na miejscu wynosiła 120 euro, płatność w późniejszym terminie wynosiłaby 400 euro i wiązałaby się z opłatami administracyjnymi. Europoseł PiS domaga się wobec tego reakcji ze strony polskiego MSZ. "Dalej będzie wyniośle milczał, pokazując, że ma w nosie obywateli RP, bądź co bądź, utrzymujących rząd z własnych podatków?" - pisze o polskim MSZ polityk PiS. "Czekam na interwencję resortu p. Sikorskiego" - dodaje Czarnecki.
Kundel nie zrozumie nigdy że są kraje w których prawo jest przestrzegane co do przecinka. Znów zła policja Austriacka napada na biednych polaków którym nie udało się przycwaniakować jak w polsce. Instrukcja naklejania winiety jest w formie rysunkowej i jest jasna nawet dla trzylatka, pewnie nawet zacny polski europoseł byłby w stanie ją zrozumieć (aczkolwiek tu nie ma pewności). Polski europoseł może i tak, ale nie kundel na podwarszawskich numerach...
Zafajdać Alpy
Dawno dawno temu, miałem przyjemność rozkoszowania się idyllicznym zimowym kurortem, za granicami syfu-rzecz jasna. Przyjeżdżający tam głownie Niemcy, Austriacy i Szwajcarzy, (często opluwani przez polskiego kundla za panujący tam porządek i rzekomą wrodzoną niechęć do Polaków-ale o tym za chwile) podchodzili z wesołą sympatią do przybyszy z demoludów, w tym także do Polaków(jezdził tam wtedy inny garnitur ludzi). Tak było kiedyś…
To, że żarty się skończyły, zrozumiałem, gdy w wagoniku kolejki zobaczyłem wyryty nożem na drzwiach napis: „Kraków King” puszkę po piwie i śmierdzącego polskiego peta zgaszonego na podłodze. I rzeczywiście. Z roku na rok w te piękne rejony zaczęło zjeżdżać coraz więcej polaków - tych prawdziwych tym razem. Przed sklepem można już było zobaczyć skurwysynko zaparkowany na 3 miejscach parkingowych samochód polaka, na parkingu pod wyciągiem z kolei coraz częstszym obrazkiem były skurwysyńskie ryje drące mordy popijając piwko z puszek które potem lądowały w strumieniu. Skurwysyński pijacki styl jazdy kundli spowodował dramatyczny wzrost wypadków a narty trzeba było nagle przypinać do ściany lub co najmniej mieć cały czas na oku, bo zaradny polak lubił się sam obsłużyć cudzym sprzętem który wpadł w jego skurwysyńskie oko. W hotelach pojawiły się typowe polskie skurwysyńskie tradycje chlania w jednym pokoju i darcia mordy do rana i robienia kanapek na później z tego co na szwedzkim stole dają na śniadanie, zostawiania po sobie syfu tudzież kradzenia ręczników.
„Zli” Niemcy i Austriacy, nie potrafili zrozumieć, jak można nie trafić w miejsce parkingowe, jak można kraść cudzy sprzęt, nie rozumieć prostego ograniczenia prędkości podwójnej ciągłej linii czy zakazu palenia. Jak można śmiecić jak ostania świnia i „bawić się” w polskim stylu srając na spokój innych. Nagle przyjazna ciekawość zachodnich sąsiadów zaczęła przeradzać się w niechęć w końcu awersje. W rodzimej zasranej prasie zaczęły się pojawiać artykuliki jak to Niemiecka czy Austriacka policja prześladuje biednych polaków i jacy ci Niemcy znów źli…
To, że żarty się skończyły, zrozumiałem, gdy w wagoniku kolejki zobaczyłem wyryty nożem na drzwiach napis: „Kraków King” puszkę po piwie i śmierdzącego polskiego peta zgaszonego na podłodze. I rzeczywiście. Z roku na rok w te piękne rejony zaczęło zjeżdżać coraz więcej polaków - tych prawdziwych tym razem. Przed sklepem można już było zobaczyć skurwysynko zaparkowany na 3 miejscach parkingowych samochód polaka, na parkingu pod wyciągiem z kolei coraz częstszym obrazkiem były skurwysyńskie ryje drące mordy popijając piwko z puszek które potem lądowały w strumieniu. Skurwysyński pijacki styl jazdy kundli spowodował dramatyczny wzrost wypadków a narty trzeba było nagle przypinać do ściany lub co najmniej mieć cały czas na oku, bo zaradny polak lubił się sam obsłużyć cudzym sprzętem który wpadł w jego skurwysyńskie oko. W hotelach pojawiły się typowe polskie skurwysyńskie tradycje chlania w jednym pokoju i darcia mordy do rana i robienia kanapek na później z tego co na szwedzkim stole dają na śniadanie, zostawiania po sobie syfu tudzież kradzenia ręczników.
„Zli” Niemcy i Austriacy, nie potrafili zrozumieć, jak można nie trafić w miejsce parkingowe, jak można kraść cudzy sprzęt, nie rozumieć prostego ograniczenia prędkości podwójnej ciągłej linii czy zakazu palenia. Jak można śmiecić jak ostania świnia i „bawić się” w polskim stylu srając na spokój innych. Nagle przyjazna ciekawość zachodnich sąsiadów zaczęła przeradzać się w niechęć w końcu awersje. W rodzimej zasranej prasie zaczęły się pojawiać artykuliki jak to Niemiecka czy Austriacka policja prześladuje biednych polaków i jacy ci Niemcy znów źli…
wtorek, 17 sierpnia 2010
Wciąż rekordziści
Od jakiegoś czasu monitorujemy sytuacje na drogach w syfie. Co ciekawsze uczestniczyliśmy zupełnie nieświadomie w tzw „eksperymencie narodowym „weekend bez ofiar”. Tak tak… o ile oczywiste rozwiązania poprawienia bezpieczeństwa ruchu stosowane są na całym świecie, tak tu w syfie robi się dalej na ludziach eksperymenty. Niestety o ile można wybierać znajomych czy miejsca spędzania wolnego czasu, tak na drodze z kundlem mistrzem prostej przychodzi stanąć oko w oko w walce o życie. Przez ostatnie 4 dni nawijając ponad 800 kilometrów drogami śmierci i syfu mogliśmy zbadać sytuację z bliska. W poniedziałek gdzie padł rekord wakacji 21 zabitych, na samej siódemce przestaliśmy kilka godzin z powodu czterech wypadków. W Tym jednego śmiertelnego. Nasnuwa się jeden podstawowy wniosek: to cud że tylko tyle. Najśmieszniejsze jest to, że wszystkie wydarzyły się na w miarę nowych równych odcinkach dróg właśnie tam gdzie kundel mistrz prostej czuje wolność w skrzydłach. To niebywałe jak niską wartość dla kundla ma w polsce ludzkie życie. Wyprzedzanie na podwójnych ciągłych, na zakręcie na czoło to norma. Szczególną uwagę przykuł kundla w czarnym BMW X6 o nr GA1717 (może komuś uratuje to życie), to co wyrabiał ten polski ulizany kundlo-playboy na drodze to wielokrotna próba zabójstwa z premedytacją.
wtorek, 10 sierpnia 2010
Kolejny Polak potrafi
I kolejny kąsek z serii polak potrafi, lub dlaczego całą Europa kocha polaków, Za Onet pl:
Czeska policja aresztowała w nocy pięciu obcokrajowców, w tym trzech Polaków, podejrzanych o okradanie powodzian z północy kraju.
Komendant policji w województwie libereckim Milan Franko poinformował, że obywateli Polski zatrzymano około godziny 2.25 w Raspenavie, gdy próbowali włamać się do domu opuszczonego po weekendowej powodzi. Są oni również podejrzani o kradzież benzyny z dwóch aut.
Według Franka, dwaj Polacy pojawili się w okolicach Frydlantu już w nocy z niedzieli na poniedziałek. Wówczas z latarkami dokonywali rozpoznania terenu.
- Mamy informacje, że po polskiej stronie, po której też wystąpiły powodzie, niektóre domy są już całkowicie okradzione - dodał komendant.
Oprócz Polaków policjanci aresztowali dwóch Rumunów wynoszących z osuszanego domu rower do ćwiczeń.
Czeska policja organizuje patrole w poszkodowanych gminach przy granicy z Polską. Pomaga jej wojsko i dziesiątki funkcjonariuszy z innych regionów Czech. W obawie przed szabrownikami swych domów pilnują także ewakuowani mieszkańcy.
Jak dobrze być polakiem. To taki dumny zaradny naród...
Czeska policja aresztowała w nocy pięciu obcokrajowców, w tym trzech Polaków, podejrzanych o okradanie powodzian z północy kraju.
Komendant policji w województwie libereckim Milan Franko poinformował, że obywateli Polski zatrzymano około godziny 2.25 w Raspenavie, gdy próbowali włamać się do domu opuszczonego po weekendowej powodzi. Są oni również podejrzani o kradzież benzyny z dwóch aut.
Według Franka, dwaj Polacy pojawili się w okolicach Frydlantu już w nocy z niedzieli na poniedziałek. Wówczas z latarkami dokonywali rozpoznania terenu.
- Mamy informacje, że po polskiej stronie, po której też wystąpiły powodzie, niektóre domy są już całkowicie okradzione - dodał komendant.
Oprócz Polaków policjanci aresztowali dwóch Rumunów wynoszących z osuszanego domu rower do ćwiczeń.
Czeska policja organizuje patrole w poszkodowanych gminach przy granicy z Polską. Pomaga jej wojsko i dziesiątki funkcjonariuszy z innych regionów Czech. W obawie przed szabrownikami swych domów pilnują także ewakuowani mieszkańcy.
Jak dobrze być polakiem. To taki dumny zaradny naród...
Jasnowidz czy co?
Zaczynam wpadać w samo zachwyt kontemplując wrodzone zdolności jasnowidzenia.
Otóż nie dalej jak dwa tygodnie temu pisaliśmy o kundelskim rekordzie Europy śmierci na drodze, oraz o skretyniałych metodach pseudo walki władzy z tym zjawiskiem. Krytykowaliśmy różnego rodzaju obsrane „akcje” tudzież pikniki tudzież spoty mające na celu obudzić w zaciętym drogowym kundlu procesy myślowe. Innym słowy krytykowaliśmy te wszystkie pomysły zdebilałej władzy które gówno dają, wszak kundel rozumie tylko metodę bata na pysku. Pisząc poprzedni post byliśmy zupełnie nieświadomi że otóż właśnie władza szykuje nam niespodziankę w postaci gównianej akcji pod tytułem: „weekend bez ofiar”. Otóż moi drodzy, zeszły weekend bez ofiar zamknął się 44 ofiarami śmiertelnymi (więcej niż polska straciła żołnierzy w Iraku i Afganistanie). To całkiem niezły wynik jak na mistrzów Europy (i kierownicy). Do tego należy dorzucić 542 rannych oraz ponad 1700 zatrzymanych pijanych skurwysynów-morderców. Czekamy na kolejne równie skuteczne akcje…
Otóż nie dalej jak dwa tygodnie temu pisaliśmy o kundelskim rekordzie Europy śmierci na drodze, oraz o skretyniałych metodach pseudo walki władzy z tym zjawiskiem. Krytykowaliśmy różnego rodzaju obsrane „akcje” tudzież pikniki tudzież spoty mające na celu obudzić w zaciętym drogowym kundlu procesy myślowe. Innym słowy krytykowaliśmy te wszystkie pomysły zdebilałej władzy które gówno dają, wszak kundel rozumie tylko metodę bata na pysku. Pisząc poprzedni post byliśmy zupełnie nieświadomi że otóż właśnie władza szykuje nam niespodziankę w postaci gównianej akcji pod tytułem: „weekend bez ofiar”. Otóż moi drodzy, zeszły weekend bez ofiar zamknął się 44 ofiarami śmiertelnymi (więcej niż polska straciła żołnierzy w Iraku i Afganistanie). To całkiem niezły wynik jak na mistrzów Europy (i kierownicy). Do tego należy dorzucić 542 rannych oraz ponad 1700 zatrzymanych pijanych skurwysynów-morderców. Czekamy na kolejne równie skuteczne akcje…
wtorek, 27 lipca 2010
No i mamy kolejny kundelski rekord
Ale o tym za chwilę, najpierw pewna uwaga. Otóż przez 10 lat obecności polskich wojsk w Afganistanie mamy 19 poległych. Polityczne mordy zaczynają już kłapać że czas się wycofywać bo ponosimy duże straty ludzkie. Nikt z kundelskich politycznych mord nie zważa jednak na fakt że przez ostatni weekend zginęło na polskich drogach 25 osób a 10 razy tyle zostało rannych… Innymi słowy w 2 dni zginęło więcej polaków na drogach niż w ciągu 10 lat konfliktu zbrojnego.
Wracając jednak do rekordu: w 2009 polska pobiła wszystkie inne kraje w ilości zabitych na drogach. W zeszłym roku zginęło w wojnie drogowej ponad 5.5 tysiąca osób, niestety część niewinnych. Skurwysńkich kundli nie szkoda, taka selekcja naturalna- niewinnych ludzi owszem. Tu w kiblu ginie ok. 1000 osób więcej niż we Włoszech, drugim rekordzistą wypadków śmiertelnych. Tyle że Włochów jest 60 milionów a polaków niespełna 40. … Jeżeli chodzi o ilość zabitych na 100 wypadków, wyprzedza nas tylko Bułgaria. Jeszcze rok temu wyprzedzała nas Rumunia czy kraje Bałtyckie, lecz te wzorując się na modelach prawnych Skandynawii szybko uporały się z problemem. A jak sprawy się mają tu w sraczu??? A więc w sraczu pan policjant może skurwielowi przekraczającemu prędkość o 180km/h dać 500 zł mandatu i cmoknąć go w pompkę. Jeżeli skurwiel już naprawdę szaleje to może uzbierać tyle punktów że zabrane mu zostanie prawo jazdy. Ale przecież kundel może jeździć bez. W syfie za to praktycznie nic nie grozi. Krótko mówiąc restrykcje są żadne. Innymi sposobami „bata na kundla” jest organizowanie zidiocianych pikników bezpieczniej jazdy (gdzie z reguły chodzą ci co i tak jeżdżą bezpiecznie) lub wsadzania kundla do symulatora dachowania (kundel ma z tego radochę jak na odpuście). To są działania mające na celu zmniejszenia liczby wypadków w sraczu! Oczywiście można by metodami dawno sprawdzonymi wszędzie na świecie zwyczajnie wprowadzić restrykcyjne prawo. Ale nie w smak to MSWiA. Kundel lubi czuć po swojemu rozumianą wolność, ginie więc głupio i bez sensu… MSWiA widzi za to bardziej palące potrzeby np. możliwość płacenia mandatów kartą kredytową! Czy to nie jest szczyt debilizmu? Trochę jak zajmować się katarem w dobie AIDS. Doprawdy niepojęta jest logika doboru priorytetów zdebilałej władzy w syfie.
A na koniec ciekawostka: Najbardziej w Czechach boja się polskich kundli za kierownicą:polacy zagrożeniem
A tu przykład jak polskie ryje, licytują się kto najbardziej wychujał przepisy i jaki rekord pobił: Pozdrawiamy kundli
Wracając jednak do rekordu: w 2009 polska pobiła wszystkie inne kraje w ilości zabitych na drogach. W zeszłym roku zginęło w wojnie drogowej ponad 5.5 tysiąca osób, niestety część niewinnych. Skurwysńkich kundli nie szkoda, taka selekcja naturalna- niewinnych ludzi owszem. Tu w kiblu ginie ok. 1000 osób więcej niż we Włoszech, drugim rekordzistą wypadków śmiertelnych. Tyle że Włochów jest 60 milionów a polaków niespełna 40. … Jeżeli chodzi o ilość zabitych na 100 wypadków, wyprzedza nas tylko Bułgaria. Jeszcze rok temu wyprzedzała nas Rumunia czy kraje Bałtyckie, lecz te wzorując się na modelach prawnych Skandynawii szybko uporały się z problemem. A jak sprawy się mają tu w sraczu??? A więc w sraczu pan policjant może skurwielowi przekraczającemu prędkość o 180km/h dać 500 zł mandatu i cmoknąć go w pompkę. Jeżeli skurwiel już naprawdę szaleje to może uzbierać tyle punktów że zabrane mu zostanie prawo jazdy. Ale przecież kundel może jeździć bez. W syfie za to praktycznie nic nie grozi. Krótko mówiąc restrykcje są żadne. Innymi sposobami „bata na kundla” jest organizowanie zidiocianych pikników bezpieczniej jazdy (gdzie z reguły chodzą ci co i tak jeżdżą bezpiecznie) lub wsadzania kundla do symulatora dachowania (kundel ma z tego radochę jak na odpuście). To są działania mające na celu zmniejszenia liczby wypadków w sraczu! Oczywiście można by metodami dawno sprawdzonymi wszędzie na świecie zwyczajnie wprowadzić restrykcyjne prawo. Ale nie w smak to MSWiA. Kundel lubi czuć po swojemu rozumianą wolność, ginie więc głupio i bez sensu… MSWiA widzi za to bardziej palące potrzeby np. możliwość płacenia mandatów kartą kredytową! Czy to nie jest szczyt debilizmu? Trochę jak zajmować się katarem w dobie AIDS. Doprawdy niepojęta jest logika doboru priorytetów zdebilałej władzy w syfie.
A na koniec ciekawostka: Najbardziej w Czechach boja się polskich kundli za kierownicą:polacy zagrożeniem
A tu przykład jak polskie ryje, licytują się kto najbardziej wychujał przepisy i jaki rekord pobił: Pozdrawiamy kundli
środa, 21 lipca 2010
Drogi z gówna zrobione
Przez lata indoktrynowano nas że i tak gówniane drogi, są w tak fatalnym stanie ponieważ jeżdżą po nich zbyt ciężkie ciężarówki i za dużo samochodów. Stąd koleiny. Ciekawiło mnie zawsze że takiej argumentacji nie używa się nigdzie za zachodnią granicą od Niemiec aż po USA tylko tu w syfie. Jak to zwykle jednak w syfie bywa „prawda jest inna” :
Zatrzymałem się na czerwonym świetle, po chwili moje nieobciążone bagażem auto (Daewoo Lanos) było unieruchomione. Stwierdziwszy, że inżynierowie wyraźnie nie przewidzieli, że w Polsce mogą występować tak wysokie temperatury, bezradnie obserwowałem jak moje auto zapada się coraz bardziej w to, co powinno być drogą - opowiada internauta Maks.
Jak dodaje internauta, na zdjęciach widać również odcisk deski, której użył wraz z lewarkiem by uwolnić auto. - Po usilnych staraniach i pomocy współużytkowników drogi wreszcie udało mi się odjechać.
Tak tak kochani nieobciążony Lanos zapadł się w gównie z którego ktoś usrał drogę. Jak zwykle winne tym razem są upały.
Zapraszam do obejrzenia tego jakże ciekawego materiału
Zatrzymałem się na czerwonym świetle, po chwili moje nieobciążone bagażem auto (Daewoo Lanos) było unieruchomione. Stwierdziwszy, że inżynierowie wyraźnie nie przewidzieli, że w Polsce mogą występować tak wysokie temperatury, bezradnie obserwowałem jak moje auto zapada się coraz bardziej w to, co powinno być drogą - opowiada internauta Maks.
Jak dodaje internauta, na zdjęciach widać również odcisk deski, której użył wraz z lewarkiem by uwolnić auto. - Po usilnych staraniach i pomocy współużytkowników drogi wreszcie udało mi się odjechać.
Tak tak kochani nieobciążony Lanos zapadł się w gównie z którego ktoś usrał drogę. Jak zwykle winne tym razem są upały.
Zapraszam do obejrzenia tego jakże ciekawego materiału
Bitwa pod kiblem.
Upalne dni przyniosły nam oto prawdziwą wisienkę na torcie skurwysyństwa, dziadostwa, cwaniactwa, syfu, dezorganizacji, smrodu, katorgi, ruchania bliźniego i tortur. Otóż polacy zorganizowali prawdziwe batalistyczne święto 600 lecie bitwy pod Grunwaldem. Dla większości jednak ów rocznica będzie kojarzyć się z bitwą w kolejce do sraczy (których było za mało) lub kranówą sprzedawaną po złotówce od okolicznych chłopów. Będzie się również kojarzyć z tym co lubimy w polsce najbardziej: gównianą organizacją, brakiem wyobraźni i tradycyjnym już brakiem odpowiedzialnych (trochę jak na drogach). Co ciekawe wszędzie tam gdzie powstają kataklizmy (taki syf w skali europejskiej byłby niewątpliwie uznany za kataklizm za który lecą urzędowe głowy), ludzie mają tendencję pomagania sobie. Wszędzie ale nie w syfie gdzie „zaradni rodacy” wyczuli pomysł na biznesik i wyruchanie rodaka. Można w końcu zarobić sprzedając konającym ze zmęczenia „frajerom” wodę z kranu lub nawet mineralną z 10 krotnym przebiciem, można zarobić pobierając myto za przejazd po swoim polu, można w końcu dopuścić do sytuacji gdzie policja musi spierdalać przed wykończonymi czekającym dziesiątki godzin w korkach kierowcami. Kolejny raz już zacieram ręce na Euro 2011. Będzie bitwa. Będzie syf…
Polityczna jakość
Ostatnią rzeczą jaką bym sobie życzył to zacząć pisać o politycznym syfie. Wszak od dawna wiemy że jak to ładnie nazwał niejaki badacz syfu Necro J wybory polityczne w polsce to wybór między kiłą a rzeżączką. Jednak trudno się powstrzymać przed skomentowaniem samej jakości politycznej w polskim kiblu.
Otóż lubię często z polski wyjechać i przyznam że wtedy nabieram też względnego zainteresowania polityką (która tu w syfie nie interesuje mnie od dawna). Wystarczy taplania się w gównie na co dzień.
Lubię więc czasem poza granicami śledzić debaty na temat finansowania edukacji, budżetu, wojsk w Afganistanie, tożsamości narodowej, problemu imigracji, bezpieczeństwa drogowego i innych. To jest jakość życia politycznego: kształtowanie prawa i określenie kierunku w jakim kraj i jego obywatele będą podążać.
A jak jest w kiblu? W kiblu jakość życia politycznego to krzyż i Smoleńsk, które nie schodzą z tapety przez ostatnie miesiące. Ten drugi temat niestety, wraz z coraz to nowszymi doniesieniami spełnił najczarniejsze przypuszczenia. Powodem katastrofy była buta, głupota, zacietrzewienie i polskie cwaniactwo. (jak na drogach) Dalej jednak dobre 60% tzw. obywateli jest zdania że samolot ściągnęli ruscy magnesem by zamordować nam polakom prezydenta.
Cóż się jednak dziwić, w kraju gdzie 70% społeczeństwa nie rozumie prognozy pogody lub znaku drogowego, są to tematy chwytliwe. Motłoch rozumie prosty przekaz i proste wojny i takim właśnie przekazem jest karmiony. Co do drugiego tematu (krzyża) 10% myślących niezależnie ludzi w tym kraju, również tych wierzących, wie że folwarczne obnoszenie się z symbolami niszczy wiarę, religię i dialog. Jednak niektórzy liderzy z zaciętymi gębami doskonale wiedzą (lub co gorsza – nie wiedzą) że gdy brak już sensownych argumentów, lub gdy wszystkie argumenty przeczą zdrowemu rozsądkowi trzeba pierdolnąć w przeciwnika gównem którym kundel karmi się na co dzień. W ten sposób prosta decyzja przeniesienia krzyża (nie wyrzucenia, nie zniszczenia PRZENIESIENIA) staje się pożywką dla bulgoczących polskich kompleksów. A zwykła zmiana miejsca ów symbolu, krucjatą kundla. Motłoch jednak to lubi tym się karmi i tym żyje. Kundel żyje po to żeby kąsać i czasem się gdzieś się wyknocić. Taka jest natura kundla. Taka jest też jakość życia politycznego w kiblu.
Otóż lubię często z polski wyjechać i przyznam że wtedy nabieram też względnego zainteresowania polityką (która tu w syfie nie interesuje mnie od dawna). Wystarczy taplania się w gównie na co dzień.
Lubię więc czasem poza granicami śledzić debaty na temat finansowania edukacji, budżetu, wojsk w Afganistanie, tożsamości narodowej, problemu imigracji, bezpieczeństwa drogowego i innych. To jest jakość życia politycznego: kształtowanie prawa i określenie kierunku w jakim kraj i jego obywatele będą podążać.
A jak jest w kiblu? W kiblu jakość życia politycznego to krzyż i Smoleńsk, które nie schodzą z tapety przez ostatnie miesiące. Ten drugi temat niestety, wraz z coraz to nowszymi doniesieniami spełnił najczarniejsze przypuszczenia. Powodem katastrofy była buta, głupota, zacietrzewienie i polskie cwaniactwo. (jak na drogach) Dalej jednak dobre 60% tzw. obywateli jest zdania że samolot ściągnęli ruscy magnesem by zamordować nam polakom prezydenta.
Cóż się jednak dziwić, w kraju gdzie 70% społeczeństwa nie rozumie prognozy pogody lub znaku drogowego, są to tematy chwytliwe. Motłoch rozumie prosty przekaz i proste wojny i takim właśnie przekazem jest karmiony. Co do drugiego tematu (krzyża) 10% myślących niezależnie ludzi w tym kraju, również tych wierzących, wie że folwarczne obnoszenie się z symbolami niszczy wiarę, religię i dialog. Jednak niektórzy liderzy z zaciętymi gębami doskonale wiedzą (lub co gorsza – nie wiedzą) że gdy brak już sensownych argumentów, lub gdy wszystkie argumenty przeczą zdrowemu rozsądkowi trzeba pierdolnąć w przeciwnika gównem którym kundel karmi się na co dzień. W ten sposób prosta decyzja przeniesienia krzyża (nie wyrzucenia, nie zniszczenia PRZENIESIENIA) staje się pożywką dla bulgoczących polskich kompleksów. A zwykła zmiana miejsca ów symbolu, krucjatą kundla. Motłoch jednak to lubi tym się karmi i tym żyje. Kundel żyje po to żeby kąsać i czasem się gdzieś się wyknocić. Taka jest natura kundla. Taka jest też jakość życia politycznego w kiblu.
środa, 14 lipca 2010
Sensacja z kibla rodem
Sensacja prosto z polski:
Sensacja prosto z polski
Mieszkaniec Szczytna znalazł torebkę z dokumentami i 27 tys. zł. Zgubę oddał właścicielce. To drugi w ciągu dwóch dni przypadek na Warmii i Mazurach, że zagubiona spora kwota pieniędzy wróciła dzięki uczciwemu znalazcy do właściciela.
Polskie media wywęszyły prawdziwą sensację! To co jest uznawane za normalne zachowanie wszędzi na świecie w polsce stanowi taką sensację że warto o tym napisać!
Sensacja prosto z polski
Mieszkaniec Szczytna znalazł torebkę z dokumentami i 27 tys. zł. Zgubę oddał właścicielce. To drugi w ciągu dwóch dni przypadek na Warmii i Mazurach, że zagubiona spora kwota pieniędzy wróciła dzięki uczciwemu znalazcy do właściciela.
Polskie media wywęszyły prawdziwą sensację! To co jest uznawane za normalne zachowanie wszędzi na świecie w polsce stanowi taką sensację że warto o tym napisać!
Polak znów udowodnił że potrafi!
Ależ możemy być dumni z naszych kundlo-rodaków! Znów polak zasłynął za zachodnią granicą! Można wręcz powiedzieć że strzelił znienawidzonym szkopom gola. Otóż, gdy zniknął samochód szefa niemieckiego MSZ dzięki prostemu profilingowi wytypowano że jedzie nim już jakaś niedomyta polska dupa z zawadiackim skurwysyńskim ryjem. Nie pomylono się. Samochód już był na autostradzie A4 prowadzony przez polskiego skurwysyna.
Za TVN 24:
Polak potrafi
Odnalazł się skradziony we wtorek samochód, należący do niemieckiego ministra spraw wewnętrznych Thomasa de Maiziere. Audi A4 na dobę trafiło w ręce... 33-letniego Polaka.
Policja odzyskała Audi A4 - użytkowane ostatnio przez córkę niemieckiego urzędnika - na odcinku autostrady A4 między Bautzen (Budziszyn) a Goerlitz. Za kierownicą kradzionego samochodu siedział 33-letni Polak.
No i komentarz autora tekstu zaczynający się słowami: Amator cudzych samochodów miał pecha, (…). Wprost cudowny komentarz: już prawie polak odniósł sukces a tu pech skurwiela trafił-jaka szkoda.
No i na koniec troszkę smaczenej statystyki o handlu barterowym w jedną stronę po wstąpieniu polski do EU:
Kradzieże samochodów są plagą w Saksonii, szczególnie w regionach przy granicy z Polską i Czechami. W 2009 roku w landzie tym skradziono 3862 auta, o 32 proc. więcej niż rok wcześniej.
Podbudowani tak wspaniałą informacją że to my znów ruchamy ich a nie na odwrót, rośniemy z dumy z faktu że Polak jednak potrafi!
Za TVN 24:
Polak potrafi
Odnalazł się skradziony we wtorek samochód, należący do niemieckiego ministra spraw wewnętrznych Thomasa de Maiziere. Audi A4 na dobę trafiło w ręce... 33-letniego Polaka.
Policja odzyskała Audi A4 - użytkowane ostatnio przez córkę niemieckiego urzędnika - na odcinku autostrady A4 między Bautzen (Budziszyn) a Goerlitz. Za kierownicą kradzionego samochodu siedział 33-letni Polak.
No i komentarz autora tekstu zaczynający się słowami: Amator cudzych samochodów miał pecha, (…). Wprost cudowny komentarz: już prawie polak odniósł sukces a tu pech skurwiela trafił-jaka szkoda.
No i na koniec troszkę smaczenej statystyki o handlu barterowym w jedną stronę po wstąpieniu polski do EU:
Kradzieże samochodów są plagą w Saksonii, szczególnie w regionach przy granicy z Polską i Czechami. W 2009 roku w landzie tym skradziono 3862 auta, o 32 proc. więcej niż rok wcześniej.
Podbudowani tak wspaniałą informacją że to my znów ruchamy ich a nie na odwrót, rośniemy z dumy z faktu że Polak jednak potrafi!
sobota, 10 lipca 2010
Eksperci Futbolowi
Oglądając mecze MŚ gdzie na szczęści nie ma polskich szmaciarzy i nie trzeba się wstydzić za polskie buraczane, pijane mordy na trybunach z zaciekawieniem obserwuję tzw. Fenomen polskiego eksperta. Polska przoduje w produkowaniu różnorakich ekspertów od wszystkiego co w efekcie gówno się znają ale całkiem nieźle na tej miernocie przędą.
Otóż w przerwach (na jedynym słusznym narodowym programie) oglądamy dyskusję tzw. „ekspertów”. Czyli tych patałachów którzy przez ostatnie ćwierćwiecze nie potrafili w 40 milionowym kraju zebrać 11 chłopa którym chciałoby się ruszyć dupę. Oglądanie Gry tzw reprezentacji czy polskich drużyn to kombinacja masochizmu, głupoty i straty czasu.
Ja jednak jako smakosz polskiego skurwysyństwa i syfu zacieram już ręce na kolejną wielką imprezę sportową która odbędzie się właśnie w naszym kartoflisku. Do walki zagrzewać nas będą rodzimi fani futbolu właśnie w taki sposób:
http://www.youtube.com/watch?v=EklUWQQInBM&feature=topvideos
Odpowiednie przygotowania do imprezy zostały poczynione również na szczeblu politycznym gdzie politycy PO poprosili o amnestie dla bandytów stadionowych Legii:
Za onet pl.
"Życie Warszawy": Otwarcie nowego obiektu piłkarskiego przy ul. Łazienkowskiej już 7 sierpnia. Stołeczna Legia rozegra towarzyski mecz z Arsenalem Londyn. W związku z tym wydarzeniem pięciu polityków Platformy Obywatelskiej zabrało głos w sprawie trwających już od trzech lat przepychanek między kibicami a władzami popularnego klubu - pisze gazeta.
Do prezesa Legii Pawła Kosmali został wysłany list, pod którym podpisało się dwoje posłów: Małgorzata Kidawa-Błońska i Andrzej Halicki oraz troje stołecznych radnych: przewodnicząca Rady Warszawy Ewa Malinowska-Grupińska, Marcin Kierwiński i Piotr Kalbarczyk. Politycy PO zwracają się w nim z apelem o umożliwienie wejścia na stadion wszystkim kibicom. Także tym, którzy wcześniej otrzymali tzw. zakazy klubowe wejścia na stadion. Sprawa dotyczy 15 osób.
Prezes Kosmala, zapytany przez gazetę o stanowisko klubu w sprawie listu polityków, nie potrafił udzielić jednoznacznej odpowiedzi. "List skierowany był do mnie i jestem zażenowany faktem, że równocześnie bez powiadomienia mnie ukazał się w mediach. Czuję się urażony, że w taki sposób prowadzona jest korespondencja" - stwierdził. Władze Legii podkreślają, że każdy przypadek musi być rozpatrywany indywidualnie i sugerują, że list jest częścią kampanii wyborczej do samorządu stolicy - czytamy w publikacji "Życia Warszawy".
Otóż w przerwach (na jedynym słusznym narodowym programie) oglądamy dyskusję tzw. „ekspertów”. Czyli tych patałachów którzy przez ostatnie ćwierćwiecze nie potrafili w 40 milionowym kraju zebrać 11 chłopa którym chciałoby się ruszyć dupę. Oglądanie Gry tzw reprezentacji czy polskich drużyn to kombinacja masochizmu, głupoty i straty czasu.
Ja jednak jako smakosz polskiego skurwysyństwa i syfu zacieram już ręce na kolejną wielką imprezę sportową która odbędzie się właśnie w naszym kartoflisku. Do walki zagrzewać nas będą rodzimi fani futbolu właśnie w taki sposób:
http://www.youtube.com/watch?v=EklUWQQInBM&feature=topvideos
Odpowiednie przygotowania do imprezy zostały poczynione również na szczeblu politycznym gdzie politycy PO poprosili o amnestie dla bandytów stadionowych Legii:
Za onet pl.
"Życie Warszawy": Otwarcie nowego obiektu piłkarskiego przy ul. Łazienkowskiej już 7 sierpnia. Stołeczna Legia rozegra towarzyski mecz z Arsenalem Londyn. W związku z tym wydarzeniem pięciu polityków Platformy Obywatelskiej zabrało głos w sprawie trwających już od trzech lat przepychanek między kibicami a władzami popularnego klubu - pisze gazeta.
Do prezesa Legii Pawła Kosmali został wysłany list, pod którym podpisało się dwoje posłów: Małgorzata Kidawa-Błońska i Andrzej Halicki oraz troje stołecznych radnych: przewodnicząca Rady Warszawy Ewa Malinowska-Grupińska, Marcin Kierwiński i Piotr Kalbarczyk. Politycy PO zwracają się w nim z apelem o umożliwienie wejścia na stadion wszystkim kibicom. Także tym, którzy wcześniej otrzymali tzw. zakazy klubowe wejścia na stadion. Sprawa dotyczy 15 osób.
Prezes Kosmala, zapytany przez gazetę o stanowisko klubu w sprawie listu polityków, nie potrafił udzielić jednoznacznej odpowiedzi. "List skierowany był do mnie i jestem zażenowany faktem, że równocześnie bez powiadomienia mnie ukazał się w mediach. Czuję się urażony, że w taki sposób prowadzona jest korespondencja" - stwierdził. Władze Legii podkreślają, że każdy przypadek musi być rozpatrywany indywidualnie i sugerują, że list jest częścią kampanii wyborczej do samorządu stolicy - czytamy w publikacji "Życia Warszawy".
Największy sracz Europy
W Poroninie powstaje największy sracz Europy. Nie nie kochani to nie żarty to kolejny przykład z serii „polak potrafi” i absurdu życia w syfie.
Pan Krzysztof, nie dostał pozwolenia na budowę domu gdyż kłóciło się to z planami zagospodarowania przestrzennego. W świetle prawa więc buduje sracz. Sracz mieszkalny w stylu góralskim z pomszczeniami socjalnymi dla pracowników ale jednak sracz. Oczywiście nikt poza Panem Krzysztofem klocka tam raczej nie postawi ale ważne że w polskim syfie prawnym wszystko jest ok. Nasuwa się pytanie czy to jest rzeczywiście śmieszne czy też straszne bo czyż to nie ironia że w środku największego sracza w Europie powstaje właśnie największy sracz? Otóż śmiesznie jest tylko na pierwszy rzut oka. Przy głębszym spojrzeniu wytrawne oko badacza polskiego syfu widzi w tym kolejny przykład zasranego prawa, absurdu i skołtunienia, i smrodu gówna. Dlaczego? Otóż zarówno Pan Krzysztof jak i poważny Pan w garniturku który miał swoje 5 minut w TVN24 jak i cały urząd jak i 40 milionów ludzi dobrze wie że budowany przez Pana Krzysztofa sracz, sraczem jest tylko z nazwy, mimo tego w świetle posranego prawa wszystko jest w porządku. (Trochę jak w przypadku tego chłopaka na motorze którego polski skurwysyn posłał na słup na oczach kilkunastu świadków co skończyło się karą 180zl i roku w zawieszeniu-opisywaliśmy sprawę). Nieważne że sracz sraczem nie jest i że logicznie cała sytuacja wygląda jak kupa gówna, ważne że w papierach jest w porządku, że pieczątki są że kilkadziesiąt urzędasów przepuściło to przez swoje łapy. W związku z czym budowę narodowego sracza czas zacząć.
Wiecej o budowie sracza:Pan Krzysztof buduje szalet
Pan Krzysztof, nie dostał pozwolenia na budowę domu gdyż kłóciło się to z planami zagospodarowania przestrzennego. W świetle prawa więc buduje sracz. Sracz mieszkalny w stylu góralskim z pomszczeniami socjalnymi dla pracowników ale jednak sracz. Oczywiście nikt poza Panem Krzysztofem klocka tam raczej nie postawi ale ważne że w polskim syfie prawnym wszystko jest ok. Nasuwa się pytanie czy to jest rzeczywiście śmieszne czy też straszne bo czyż to nie ironia że w środku największego sracza w Europie powstaje właśnie największy sracz? Otóż śmiesznie jest tylko na pierwszy rzut oka. Przy głębszym spojrzeniu wytrawne oko badacza polskiego syfu widzi w tym kolejny przykład zasranego prawa, absurdu i skołtunienia, i smrodu gówna. Dlaczego? Otóż zarówno Pan Krzysztof jak i poważny Pan w garniturku który miał swoje 5 minut w TVN24 jak i cały urząd jak i 40 milionów ludzi dobrze wie że budowany przez Pana Krzysztofa sracz, sraczem jest tylko z nazwy, mimo tego w świetle posranego prawa wszystko jest w porządku. (Trochę jak w przypadku tego chłopaka na motorze którego polski skurwysyn posłał na słup na oczach kilkunastu świadków co skończyło się karą 180zl i roku w zawieszeniu-opisywaliśmy sprawę). Nieważne że sracz sraczem nie jest i że logicznie cała sytuacja wygląda jak kupa gówna, ważne że w papierach jest w porządku, że pieczątki są że kilkadziesiąt urzędasów przepuściło to przez swoje łapy. W związku z czym budowę narodowego sracza czas zacząć.
Wiecej o budowie sracza:Pan Krzysztof buduje szalet
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)